Dodaj do ulubionych

Jak rozpalic w sobie milosc?

08.06.09, 13:42
Miotam sie.
Jestesmy niecale dwa lata po slubie, mamy roczne dziecko. Od samego
poczatku nasze malzenstwo nie nalezalo do udanych. Mamy obydwoje
bardzo silne charaktery. Fazy klotni przeplataly sie z kilkoma
dniami spokoju. Okres ciazy to dla mnie horror. Teraz fazy spokoju
sa dluzsze, ale jak juz dojdzie do klotni, to chowaj sie kto moze.
Moj maz nie umie panowac nad swoimi emocjami, nie patrzy na nic,
zaczyna sie krzyk, obrazanie, ja po jakims czasie nie zostane dluzna
i wojna gotowa. Przez kilka dni jest pieklo, rozmawiamy o rozwodzie,
kontaktach z dzieckiem, podziale majatku. Po 2-3 dniach jestesmy tak
wykonczeni psychicznie i fizycznie, ze nastepuje pogodzenie i znowu
faza spokoju - do nastepnego razu.
Coraz dluzej dochodze po takich klotniach do siebie i coraz mniej
wiary w nas mam w sobie. Zaczynam rozmyslac i wyszukiwac jego dobre
strony (a ma ich troche, jest kochanym tata, pomaga mi w domu), ale
naprawde nie jest mi latwo. Stracilam moja dawna radosc,
zadowolenia, lekkosc zycia, nie wiem co bedzie dalej. Z jednej
strony chce wierzyc, chce kochac, ale z drugiej mam lek przed
kolejnym razem. Przed tym, ze to sie nigdy nie zmieni.
Czy ktoras z Was ma tez w domu takiego choleryka?? Czy taki typ sie
kiedys zmieni???
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Jak rozpalic w sobie milosc? 08.06.09, 14:53
      "Czy taki typ sie
      kiedys zmieni??? "- nie, ale gdy będzie chciał, może nauczyć się panować nad
      sobą. Wiem, co piszę,bo sama jestem typem emocjonalnym, cholerycznym, a jednak
      nauczyłam się tego. Ale to trzeba chcieć samemu.
    • moninia2000 Re: Jak rozpalic w sobie milosc? 08.06.09, 14:59
      Piszesz, ze oboje macie bardzo silne charaktery...
      jedyne, co mi sie nasuwa, aby jakos to rozwiazac, jesli wciaz sie
      kochacie i chcecie walczyc o zwiazek to...albo zasiegniecie porady
      profesjonalnej albo wlasna praca nad soba (kazdy z osobna i razem),
      aby udalo wam sie wreszcie rozmawiac, a nie krzyczec..
      Ja mam silny charakter, usilnie pracuje nad soba, staram sie, aby
      moj maz nie wariowal, staram sie abysmy razem potrafili rozmawiac.
      Czasem, gdy juz sil brak i nie mozna sie dogadac, moga podzialac u
      Was listy. napiszcie do siebie na spokojnie, co was boli, co
      chcielibyscie zmienic..
      Pisz od siebie, pisz o tobie, jak i maz. Bez zarzutow i brzydkich
      zwrotow.
      Warto popracowac dla wlasnego zdrowia, ale i dla maluszka, ktory od
      roku jest z wami i nie zasluguje na horror w domu.
      Powodzenia
    • zlotarybka_1 Re: Jak rozpalic w sobie milosc? 08.06.09, 18:01
      będę może za bardzo bezpośrednia, ale zawsze w takich przypadkach
      zastanawiam się czy takich rzeczy nie było widać wcześniej? Nie
      gniewaj się, ale o swoich silnych charakterach wiedzieliście pewnie
      zanim padła decyzja o ślubie a przede wszystkim o dziecku.
      Bądź ze sobą szczera i odpowiedz na pytanie czy kłótnie zaczęły się
      dopiero po sakramentalnym "tak" czy może wcześniej po prostu nie
      chciałaś widzeć problemu?
      No ale teraz musicie coś zrobić, choćby dlatego, że nie jest to
      dobra atmosfera do wychowywania dziecka. Skoro mąż jest dobrym tatą
      warto powalczyć o związek, ale nie wiem czy bez pomocy specjalisty
      sobie poradzicie.
      Życzę, żeby Wam się udało i myślę, że to Ty będziesz musiała zrobić
      pierwszy krok (np. zaproponować terapię).
      • toniesamowite Re: Jak rozpalic w sobie milosc? 08.06.09, 21:13
        bylam kiedys w takim zwiazku-wieczna hustawka,facet choleryk i w
        dodatku obrazalski-zerwalam z nim,bo ine dalo sie NORMALNIE
        funkcjonowac z taka osoba.
    • 18_lipcowa1 Re: Jak rozpalic w sobie milosc? 08.06.09, 21:19
      Nie pasujecie do siebie.
      Nie wytrzymalabym psychicznie w takim zwiazku.
    • malgosiek2 Re: Jak rozpalic w sobie milosc? 08.06.09, 21:22
      Może udać się na romantyczny weekand we dwoje?
      Zafundować sobie mały relaks bez dziecka i pogadać na zupełnie
      spokojnie,by nawzajem popracować nad swoimi emocjami.
      Taka atmosfera sprzyja polubownym rozmowom.
      Wspóne spa i masażwink
      • beniusia79 Re: lipcowa 08.06.09, 21:31
        jak mozesz pisac, ze nie pasuja do siebie? przeciez ich wcale nie
        znasz i nie znasz tez drugiej wersji...
        musze zgodzic sie z poprzedniczka, przeciez wczesniej juz znaliscie
        sie i wiedzieliscie jakie macie charaktery? macie male dziecko,
        wiem, ze majac malutkie dziecko jest jeszcze trudniej. u nas
        pierwszy rok po porodzie byl totalna katastrofa-rozwodzilismy sie
        raz na miesiac, ale rozmowy, spedzanie kazdej wolnej chiwly ze soba
        (bez dziecka) duzo pomogly... ja na waszym miejscu poszukalabym
        fachowej pomocy, jesli nie potraficie sami sobie pomoc...
        • 18_lipcowa1 Re: lipcowa 08.06.09, 21:45
          jak moge?
          ano wyniszczajace psychicznie kilkudniowe klotnie nie swiadcza
          dobrze o zwiazku
        • marzeka1 Re: A pasują? 08.06.09, 21:54
          "jak mozesz pisac, ze nie pasuja do siebie?"- sama jako choleryczka wiem, że to
          trudne, ale można się nauczyć panowania nad sobą. Nie wyobrażam sobie TAKICH
          kłótni, które trwają tak długo i są tak obciążające psychicznie. Po prostu
          kiedyś przyjęłam,że w ten sposób nie będę się kłócić i trzymam się tego, bo ten
          typ kłótni prowadzi tylko do nakręcania się i za każdym razem granica
          niespostrzeżenie się przesuwa.
          • ice_coffee Nasze / moje proby.... 09.06.09, 11:21
            Ciesze sie, ze az tyle Was sie odezwalo.

            Terapie sam zaproponowal, niedlugo beda 3 miesiace od tego czasu, a
            bylismy dopiero dwa razy. Sam twierdzi, ze dopoki jest dobrze (a
            najdluzsza faza spokoju trwala 2 miesiace)to przeciez tego nie
            potrzebujemy. Ja od zawsze zajmowalam sie b.duzo psychologia,
            pozytywnym mysleniem, afirmacjami i tego typu sprawami. Mnie to
            poprostu interesuje. On to zaproponowal, bo widzial, ze ja jestem
            gotowa na rozwod, ze dalej tak nie potrafie zyc. I nie chce! On
            natomiast robi to bo robi, pod czas rozmow przyznaje sie do bledow,
            ale gdy wychodzimy, pyta sie mnie, ze moze jeszcze raz lub dwa
            wystarcza! Rece opadaja! Nie wystarczy raz albo dwa, bo po dwoch
            miesiacach znowu doszlo do wybuchu bomby! I z kazdym razem szkody sa
            wieksze!
            Ma ode mnie wszystko, co tylko facet moze sobie od kobiety zyczyc.
            Zadbany dom, zadbani my, dobre obiadki, dobry sex. Stoje za nim
            murem, wspieram go gdy ma stres w pracy.
            Weekend romantyczny? Tez byl, tydzien temu. Pojechalismy na dwa dni
            do hotelu spa.
            Problem w tym, ze z moim mezem nie moge ROZMAWIAC o uczuciach. Jak
            cos zaczynam, to "alez kochanie, przeciez jest wszystko dobrze,
            kochamy sie" i nie ma tematu! On jak by nie kontaktowal, mnie nie
            sluchal. Gdy mu mowie, ze mam jakies terminy, albo ze to czy tamto
            zalatwilam, na nastepny dzien sie mnie pyta, dlaczego tak wczesnie z
            domu wychodze lub czy zalatwilam, to co mialam. Szlag mnie trafia!

            Fakt, przed slubem dalo sie ten charakterek zauwazyc, ale wydawalo
            mi sie, ze pozytywy przewyzszaja. Nigdy nie bylo takich
            kilkudniowych klotni.

            Wiecie, jak ciezko jest zyc, gdy sie nie wie, jaka droge wybrac??!!
            Nie moge przespac spokojnie nocy, w ciagu dnia jestem spokojna, ale
            gdy jestem w domu i czuje jego "obojetnosc" wobec mnie, to ryczec mi
            sie chce. Wczoraj bardzo zle sie czulam, zajal sie mala, pobawil i
            polozyl i potem poszedl ogladac telewizje, zamiast przyjsc do mnie,
            polozyc sie i porozmawiac. On nie odczuwa potrzeby bliskosci, a mnie
            to sukcesywnie zabija.
            • zlotarybka_1 Re: Nasze / moje proby.... 09.06.09, 11:57
              trochę mam wyrzuty sumienia, że tak prosto z mostu pojechałam.
              Współczuję Ci szczerze, wierzę, że jest Ci bardzo ciężko.
              Widzę jednak dobrą stronę tego wszystkiego - skoro mąż sam proponuje
              terapię, to już jest spory sukces. Zwykle faceci alergicznie reagują
              na takie rozwiązania, szukanie pomocy u psychologa to jednak domena
              kobiet.
              A może spróbujesz pójść sama do specjalisty? Tym bardziej, że
              niestety ale z Twoją psychiką nie jest najlepiej. Poradzisz się w
              swojej sprawie a i może terapeuta podpowie jak postąpić z mężem? Nie
              wiem, nie znam się na tym, ale proszę nie lekceważ swojego stanu,
              napięcie, w jakim żyjesz może łatwo przerodzić się w coś
              poważniejszego. Zresztą, skoro nie śpisz po nocach, to sprawa już
              jest poważna. Obawiam się, że froum i nasze "dobre rady" za wiele tu
              nie wniosą.
              • ice_coffee Re: Nasze / moje proby.... 09.06.09, 12:06
                Nie stresuj sie, nie zabilo mnie to smile
                Wiem, ze musze zaczac z kims o tym rozmawiac, bo inaczej wykoncze
                sie. Wczorajszy dzien to bylo apogeum mojego kiepskiego poczucia i
                zdrowia.
                Wiesz, zastanawialam sie nawet przed pojsciem do psychologa, tylko
                potem szybko sie ocknelam. Co bedzie jak dojdzie do rozwodu? W
                klotni moj kochany maz grozi mi, ze bedzie o nia walczyl. Jak sad
                oceni stan psychiczny matki, ktora leczy sie u psychologa? Nie widze
                tego.
                • zlotarybka_1 Re: Nasze / moje proby.... 09.06.09, 12:17
                  ups, masz rację jak nic. To znaczy nie wiem czy masz, ale ja w
                  takiej sytuacji też bałabym się psychologa czy psychiatry. Nie mam
                  pojęcia jak to jest. A może znasz kogoś obeznanego w prawie, kto
                  mógłby Ci udzielić porady? Skoro kiepsko się czujesz to jednak
                  trzeba by z psychologiem się zobaczyć.
                  Ale spokojnie, sądy nie tak ławo przyznają prawo do opieki ojcom.
                  • atra1 Re: Nasze / moje proby.... 09.06.09, 12:36
                    bez przesady, nie demonizujmy psychologa, nie świadczy o labilności, a chęci poprawy relacji małżeńskoch dla dobra dziecka, np

                    trzymaj się i zrób wszystko, żebyście się dograli. Ale- na argument męza, że się kcohacie - pamiętaj, że sama miłośc nigdy nie wystarczy, trzeba szacunku, zrozumienia i przyjaźni, wiec mimo, ze sie kochacie rozwód moze byc dobrym pomyslem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka