Boze,mam dosyc.Mam kochanego,kochajacego i ogolnie na prawde fajnego
meza,ale zeby za dobrze nie było moj maz ma jedna,ale wielka wade.
Jest kierowca,ktory mimo wielu wypadkow w zyciu nadal nie potrafi
sie pohamowac!Jestesmy ze soba prawie 6 lat,jestesmy szczesliwym
malzenstwem,mamy 5 letnia coreczke,wiedzie sie nam niezle,mamy fajna
prace i tych ahow i ohow chyba tyle,bo to co moj maz robi na
drodze...Nie moge tego zaakceptowac.Dwa lata temu omal nie zginal w
wypadku,ktory sam spowodowal.Jakos sie poskladalismy po tym,zaufalam
mu na nowo,obiecywal,blagal,prosil,znow obiecywal i z malymi
wyjatkami robi to samo.Ja nie moge zrozumiec jak osoba
inteligentna,majaca dobra pozycje w firmie,cieszaca sie szacunkiem
moze tak odpier...na codzien,w zyciu???No jak?! Codziennie
przynajmniej 2 wykroczenia,potem moje prosby,a czesciej
grozby,zadyma (nie histeryzuje, sa realne zagrzenia),jego
tlumaczenie sie,potem przyznawanie mi racji i na koniec obiecanki,
ze wiecej tak nie zrobi...i co?I znowu robi

. Jak alkoholik,ćpun,
ktory wiecznie obiecuje,ze skonczy z nałogiem,ale nic z tego!
Ja juz nie wiem jak mam rozmawiac z tym czlowiekiem.Nienawidze go za
to,ze naraza nie tylko swoje zdrowie i zycie,ale tez innych a do
tego po raz kolejny moze w obrocic w gowno to co razem
wypracowalismy.Zwyczajnie tez ma w dupie moje nerwy(mocno
naruszone), spokoj i dobro rodziny. A jednoczesnie to osoba,ktora z
zewnatrz moglaby swiecic przykladem we wszystkich innych dziedzinach.
Dzisiaj juz tego tak nie opisze jak mialam zamiar to zrobic i
przepraszam za haos w poscie,ale na prawde jestem tym totalnie
wykolejona

. Dodam,ze rodzina wie o problemie i tesciu co jakis
czas dzwoni, pyta, doradza, ja sie mu skarze,ale to nic nie daje.Nie
na dluzej.Po prostu- totalnie oporny typ. Z boku (i z jego
tlumaczenia) wyglada to tak,ze on musi wyprzedzic,musi nie dac sie
wyprzedzic,musi zaliczyc 3/4 podwojnych ciaglych i mase innych
glupich rzeczy zrobic.Tak jakby byl uzalezniony od tego...Moze
zwiazek maja wczesniejsza praca- pracowal jako przedstawiciel
handlowy,medyczny a wiadomo, tam liczy sie czas.
Moze jakas terapia? Musze cos zrobic bo na prawde nie wytrzymam i
nie bedzie wiecej łez, lamentow,scen melodramatycznych,obietnic itp.
tylo spakuje dziecko,siebie i tyle nas bedzie widział.
Moze i bym tak zrobiła,bo finansowo jestem niezalezna,ale my sie po
prostu kochamy i zalezy mi na tym malzenstwie.
Znacie takie typy? Borykacie sie z takimi problemami?
Pozdrawiam i z gory dziekuje