Dodaj do ulubionych

Dzieci dorastają i idą w świat

16.07.09, 19:41
Przeczytałam w "Twoim stylu" rozmowę z kilkoma matkami o tym,co
czuły/czują gdy ich,coraz starsze dzieci,jadą same na wakacje.
Wszystkie rozmówczynie bardzo przeżywały i nadal przeżywają samotne
(tzn.bez mamusismilewyjazdy swoich dzieci,bez względu na wiek dzieci.
Matka 11-latka martwi się,czy poradzi sobie sam,nie będzie głodny,
nie będzie mu zimno,a jak się zgubi? Matka 20-latki boi się,że jej córka
zostanie zgwałcona,pozna nieodpowiedniego chłopaka,który ją
skrzywdzi. Wiek dziecka generował różne rodzaje lęku,adekwatnego
do tego,ile dzieciak ma lat. Natężenie lęku nie obniżało się wraz
z wiekiem pociechy.

Mam 8-latkę i juz powoli dopadają mnie lęki związane z tym,że mała
sama idzie w światsmileMój strach jest większy,bo córcia jest niepełnosprawna,ma
"chore nóżki"(eufemizm rodzinnysmile- chodzi,ale wolniej od rówieśników,ma
problemy z równowagą i to mnie najbardziej
przeraża,gdy Lenka idzie/jedzie gdzieś bez nas. Martwię się,że
będzie się przewracać,że nie nadąży,że nauczycielka nie zauważy,że
Lena idzie jako ostatnia i gdzieś ją zostawi. Bardzo przeżywam jej
wyjścia,najchętniej chodziłabym z nią na te wypady i wycieczki klasowe. Nie
daję jej odczuć,że tak się denerwuję,bo ona też zaczęłaby się bać,że sobie nie
poradzi. A to byłoby najgorsze!
Daję jej jasny przekaz - DASZ SOBIE RADĘ!! Jak pierwszy raz poszła
do sklepu (trzeba było przejść przez ulicę,średnio ruchliwą)to
czatowałam w oknie i już zakładałam buty,aby do niej pójść.
Oczywiście dała sobie radę i była z siebie(ja z niej też)bardzo
dumna,ale co się nadenerwowałam,to moje.
Ja chyba wpadnę w nerwicę,gdy zacznie wyjeżdżać na kolonie,obozy,
a jak pojedzie sama z rówieśnikami,to chyba osiwiejęwink
Też tak macie?
Obserwuj wątek
    • demonii.larua Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 19:48
      Najstarszy 13 lat, reszta młodsza ale mam lęki i to hmm czasem mnie
      przerażające... za dobrze pamiętam co ja wyczyniałam jako nastolatka big_grin Na
      szczęście mam męża, który bacznie kontroluje moją kwoczą naturę za co będę mu
      dozgonnie wdzięczna smile
    • broceliande Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 20:09
      Też tak mam.
      Niby teoretycznie wiem, ze syn (obecnie 5 lat) kiedys odejdzie i
      zamieszka na przykład w Urugwaju, ale... nie spuszczam go z oka.
      Nie ufam dziadkom, paniom w przedszkolu i w ogóle. Żadnych kolonii
      sobie nie wyobrażam, a co jakiś czas robię "mówkę" na temat
      bezpieczeństwa, zachowania, kiedy OBCY zaczepi i tak dalej.

      Mam osobiste pytanie. Mam wątpliwości, czy "chore nóżki" to dobry
      eufemizm. Czy to naprawdę choroba? To znaczy, można wyleczyć, czy
      zawsze tak będzie? Bo jak zawsze, to przecież nie choroba, po prostu
      takie ma nóżki.
      Nie chcę atakować, ani się kłócić.
      Po prostu moja bratanica jest niepełnosprawna (nie ma dłoni) i brat
      z żoną uczulają wszystkich, że to nie kalectwo ani choroba, po
      prostu mała taka się urodziła, taka jest i już.
      • anetuchap Re: Broceliande 17.07.09, 01:03
        Nie czuję się zaatakowana,spoko!
        Lenka ma mpdz,które objawia się wzmożonym napięciem w nóżkach,
        głównie w łydkach i mięśniach biodrowych.
        Chorobę "leczymy" od prawie 8 lat,rehabilitację zaczęliśmy gdy
        Lenka miała niespełna pół roku. Oprócz codziennych ćwiczeń w domu,
        ćwiczeń z rehabilitantem, mała miała gipsy przed kolano,potem regularne
        zastrzyki z botuliny. Rok temu miała operację,wydłużanie
        ścięgien Achillesa,a potem 6 tygodni w gipsach od stóp do pachwinysad
        Jest lepiej,ale już wiemy,że Lenka przez całe życie,będzie chodzić
        trochę inaczej.
        Dlaczego myślisz,że nazywanie tego "chore nóżki" jest nie najlepszym
        pomysłem? Bez złośliwości pytam. Ona wie,że te nogi już zawsze będą
        chore(chyba,że medycyna coś wymyśli,aby wyeliminować napięcie całkowicie).Wie,że
        nie będzie sportsmenką,tancerką czy baletnicą.
        I tak się utarło,że ma "chore nóżki",bo za wcześnie "pchała się"
        na świat. Na dzień dzisiejszy nie przychodzi mi do głowy inna
        nazwa.
        • falka32 Re: Broceliande 18.07.09, 00:48
          Moim zdaniem Lena ma "chore nóżki", bo nóżki są cały czas leczone i Lena tego
          doświadcza, dość boleśnie i w wyniku leczenia stan nóżek się poprawia z
          beznadziejnego na coraz lepszy, chociaż nie idealny. Lena, o ile wiem, nie ma
          taryfy ulgowej na chore nóżki, za to ma motywację do znoszenia zabiegów
          leczących nóżki, aby były "mniej chore".
          Gdyby się urodziła bez stopy, nie miałaby "chorych nóżek", tylko miałaby "takie
          właśnie nóżki, jakie ma". To w kwestii nazwnictwa smile

          A co do dorastania dzieci - nie wiem jak inni, ale ja też mam ścisk gardła i
          dziwny rodzaj panicznego lęku smile jak widzę, że któreś z moich dzieci wchodzi na
          kolejny level rozwoju i ewidentnie dorasta.
          Kojarzycie piosenkę Abby "Slipping through my fingers" - była w filmie Mamma
          Mia, śpiewała ją Maryl Streep, to po prostu jest dokładnie to, o co chodzi i
          mnie ta piosenka wyciska nieodmiennie fontanny łez smile (tu jest
          tekst
          i piosenka
          , tłumaczenie też jest po kliknięciu w "tłumaczenie" ale jest to
          tłumaczenie bardzo fatalne i dosłowne niestety, z stylu "thank you from the
          mountain")
          • falka32 Re: Broceliande 18.07.09, 00:51
            Ale żeby w pełni oddać ambiwalencję matczynych uczuć, to wyjazd dziecka na
            kolonie albo wypchnięcie młodszych do babci tak czy inaczej oznacza u mnie
            triumfalne odśpiewanie hymnu "Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni..." smile
            Nic nie jest czarne albo białe smile
          • echtom Re: Broceliande 18.07.09, 09:53
            Widać mało wrażliwa jestem, bo niespecjalnie ruszył mnie ten tekst. Może dlatego, że nie dołuje mnie upływ czasu i nie próbuję konserwować przeszłości ani chwili obecnej, tylko zawsze jestem ciekawa, co fajnego przyniesie przyszłość.
            • falka32 Re: Broceliande 18.07.09, 11:51
              Może nie słyszałaś wykonania Maryl Streep, a może nie masz nastoletnich dzieci,
              które jeszcze przed chwilą były noworodkami? smile
              • echtom Re: Broceliande 18.07.09, 13:44
                Nie słyszałam, tylko czytałam tekst. A nastoletnie dzieci, owszem, mam, i to w liczbie 3, i już nie mogę się doczekać, kiedy dorosną i pójdą na swoje smile
                • falka32 Re: Broceliande 19.07.09, 01:53
                  No to albo kwestia tego wykonania i interpretacji albo wzruszają nas inne rzeczy
                  i nie ma w tym nic złego smile - mnie ta piosenka walnęła w samo serce, bo
                  dokładnie opisała moje uczucia i tyle.
    • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 20:09
      Ja generalnie zawsze miałam zasadę, że skoro już zdecydowałam się zostawić dziecko pod czyjąś opieką albo wypuścić w świat samo, nie ma sensu się zamartwiać. Oczywiście, przeżywam mocniej "hardkory" typu pierwszy wyjazd z chłopakiem czy pierwszy samodzielny wyjazd za granicę, ale przy wyjazdach standardowych śpię spokojnie. Wyobraźnia pracuje mi tylko wtedy, gdy w czasie wyjazdu mają miejsce zdarzenia ekstremalne typu katastrofa samolotu/autokaru czy zamach terrorystyczny.
      • bi_scotti Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 21:09
        Moje nerwy - moja sprawa. Dzieci nigdy nie mialy prawa wiedziec, ze
        nie spie gdy leca do Europy, ze sie stresuje brakiem telefonu i inne
        takie. Dowiedza sie gdy same beda miec swoje dzieci wink
        A poniewaz idea bylo wychowanie samodzielnych, wolnych,
        odpowiedzialnych i odwaznych ludzi to trzeba sie bylo ze soba w
        duszy mocowac zeby nawet nie mialknac, ze sie czlowiek denerwuje. To
        nie mija - Oni dorosli a ja wciaz mam nadmiar wyobrazni pt. "co sie
        moze wydarzyc" ale tak juz pewnie bedzie zawsze. O tym sza - to sa
        bardzo intymne wyznania smile
        • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 21:18
          > A poniewaz idea bylo wychowanie samodzielnych, wolnych,
          > odpowiedzialnych i odwaznych ludzi

          Mam taką samą ideę, a to wymaga podjęcia sporego ryzyka. Najprościej zamknąć w domu - moi mnie tak do matury zamykali i mieli święty spokój wink
    • shellerka Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 21:23
      ja tak mam, ale nie tylko w stosunku do mojego dziecka. miałam tak od dziecka.
      zamartwiam się o babcie, wcześniej o dziadków, o rodziców, o brata, o ciocię i o
      siostrę cioteczną. O męża najmniej, bo on jest od tego żeby się zamartwiać o mniewink
      to wynika z mojej nadwrażliwości i empatii. często doskonale wiem, co czuje
      druga osoba. i to jest okropne uczucie, bo obarczona jestem dodatkowymi emocjami.
      nauczyłam się z tym życ, ale bywa ciężkouncertain
    • figrut Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 23:00
      Ja tak nie mam. To znaczy mam, ale nie aż w tak nasilonym stopniu jak Ty masz.
      Przedszkole, wyjazdy dzieci na wycieczki, wyjazdy z babcią i do drugiej babci
      mnie nie ruszają, ale już np. wiadomość w mediach o tym, że w rejonie gdzie są
      moje dzieci wydarzyła się jakaś tragedia, to serce mam w gardle i duszę się z
      nerwów. O 19 letnią córkę też za bardzo się nie martwię, a jeśli zaczynam, to
      duszę w sobie początki czarnych scenariuszy. Wiem, że jest bardzo rozsądna.
      Wiem, że jak pójdzie na studia do Warszawy, będziemy się widzieć chyba raz w
      miesiącu jeśli nie rzadziej, ale wiem też, że to czas, kiedy ona musi się
      usamodzielnić. Musi załatwić sobie sama mieszkanie, musi to wszystko opłacić,
      rozplanować wydatki tak, aby starczyło i być może znaleźć dorywczą pracę. Do tej
      pory ktoś za nią planował wydatki żywieniowe i mieszkaniowe, a teraz już czas na
      głęboką wodę. Osiwieję jednak, jak się dowiem o jakimś ataku terrorystycznym w
      metrze, bombie podłożonej na uczelni, czy innych koszmarach uncertain
    • wieczna-gosia Re: Dzieci dorastają i idą w świat 16.07.09, 23:48
      przeczytalam ten artykul i sie zastanawialam ile kasy trzeba dostac zeby taka
      idiotke histeryczke z siebie zrobic. Nie, zupelnie tak nie mam ani z 11 latka
      ani z 17 latka, a wyjezdzaja duzo.
      • czar_bajry Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 01:47
        Jak moja 20-latka wychodzi na imprezę, to cała noc z głowy, niby śpie ale tak
        naprawdę to czuwam i dopiero jak wiem że już śpi we własnym łóżku mogę spokojnie
        zasnąćsmile
        Nie cierpię też gwałtownego przebudzenia z drzemki wtedy lecę i sprawdzam czy
        już jest a jak jeszcze jej nie ma to włosy mi siwiejąsmile
        Denerwuje się też jak nie odbierają komórki i ta 20- latka i 17-latka zaraz
        wyobrażam sobie najczarniejsze scenariusze a zołzy po prostu nie słyszały telefonusmile
        I dla wyjaśnienia nie bombarduje ich ciągłym dzwonieniembig_grin i nie jestem
        nadopiekuńczą matką wiem że dzieci dorastają i mają swoje życiesmile
        • bi_scotti Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 01:58
          Pamietam pierwszy zimowy wyjazd mojego starszego syna z kolegami na
          narty. Mial 17 lat i prowadzil samochod (mial 3 pasazerow) ponad 500
          km w jedna strone a u nas zimy sa mrozne i sniezne. Oczywiscie, nie
          zadzwonil jak dotarli na miejsce, bo po co wink A ja nie dzwonilam
          zeby sie nie domyslil, ze sie stresuje. W koncu moj mlodszy
          sie "zlitowal", bo chyba wyczul, ze czekam na wiesci i wyslal email
          do brata. A ten Mu odpowiedzial dopiero po 2 dniach. To byl ciezki
          czas dla mamuski, oj ciezki wink Od razu dodam, ze corka
          jest "zyczliwsza" dla nas-starych - melduje sie najczesciej bardzo
          szybko gdziekolwiek nie dotrze. Nawet jak wolontariuszowala w srodku
          Afryki znalazla sposob zeby nas powiadomic, ze jest OK.
          Tak teraz gdy o tym pisze to mysle, ze im Oni starsi, tym ja sie
          bardziej przejmuje. Jak byli mlodsi i wybywali na cale lato albo na
          obozy, albo do Polski to najczesciej byla glownie ulga, ze przez
          kilka tygodni mamy z mezem dom dla siebie i wolnosc robienia czego
          sie chce. A teraz, jak sa dorosli i czesto nie wiem gdzie sa i co
          naprawde robia, bardziej czekam na wiesci. Coz, to pewnie moje
          wlasne uplywajace lata daja znac wink
          • evee1 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 09:00
            > A ja nie dzwonilam zeby sie nie domyslil, ze sie stresuje.
            A ja nie rozumiem co w tym zlego, zeby dzieci wiedzialy, ze ja sie
            denerwuje, czy dojechaly. I zeby dzwonily, ze dotarly szczesliwie,
            tym bardziej jezeli nie jest to codzienna trasa dwie ulice dalej
            tylko powazniejsza wyprawa.
            Przeciez to, ze sie o dzieci martwie oznacza, ze mi na nich zalezy i
            po co mam udawac, ze sie nie martwie i cierpiec katusze?
            Uwazam, ze zadzwonienie jak sie dotarlo do celu czy powiadomienie,
            ze cos sie wydarzylo, co nam przeszkodzilo jest zwykla grzecznoscia,
            wlasnie dlatego, ze ludzie martwia sie o osoby sobie bliskie i
            denerwowanie sie nawet o dorosle juz dzieci jest zuplenie normalne.
            Dlatego ja lubie byc powiadomiona wlasnie dlatego zbym mogla
            spokojnie spac smile. Oczywiscie wszystkiego sie nie przewidzi i
            dzwonienie nie zapobiega wielu sytuacjom, ale przynajmniej zapobiegu
            niepotrzebnemu martwieniu sie.....
          • sebalda Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 21:19
            bi_scotti napisała:

            > Pamietam pierwszy zimowy wyjazd mojego starszego syna z kolegami na
            > narty. Mial 17 lat i prowadzil samochod (mial 3 pasazerow) ponad 500
            > km w jedna strone a u nas zimy sa mrozne i sniezne. Oczywiscie, nie
            > zadzwonil jak dotarli na miejsce, bo po co wink
            Naprawdę jesteś z tego taka dumna, że syn nie pomyślał o matce, nie wpadł na to,
            że jednak miło by było, gdyby krótko zadzwonił, żeby mama się nie niepokoiła?
            Uważasz, że tak świetnie go wychowałaś, że nie myśli o najbliższych?
            Siedemnastolatek mógłby mieć chyba jednak odrobinę empatii.
            Co do uczuć dziecka, którym tak demonstracyjnie nie interesują się rodzice,
            piszę niżej. I powtórzę, przesada w obie strony jest niedobra.
            Ps.
            Pozwól, że zgadnę: należysz do matek, które uważają, że mają dzieci wychować i
            wypuścić w świat, silne i pewne siebie, i na tym kończy się ich rola? O podaniu
            przysłowiowej szklanki wody na starość nie może być mowy, to byłoby poniżej
            Twojej godności. Zgadłam?
        • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 08:15
          > Jak moja 20-latka wychodzi na imprezę, to cała noc z głowy

          Moja przyjaciółka ma tak samo z 19-latkiem. Ja to chyba wyrodna
          jestem, bo imprezy w ogóle mnie nie ruszają. Wczoraj np. młodzież
          była na FECIE, miały wrócić ok. 1, o północy wyluzowana położyłam
          się spać. Inna sprawa, że czasem w nocy budzi mnie zapalone światło
          w przedpokoju i trzask drzwi do łazienki uncertain Szczególnie młoda się w
          tym specjalizuje, bo starsze potrafią się poruszać po domu w miarę
          cicho.
      • joanna35 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 08:59
        Gosiu, nie czytałam tego wywiadu, ale mam w rodzinie kobietę, której
        córka(20lat) w przyszłym roku wychodzi za mąż i wyprowadza się z
        domu i ona już teraz przeżywa jak ona - matka to zniesie, bo ona nie
        wyobraża sobie, że zostanie sama(ma męża)
        • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 09:57
          > jak ona - matka to zniesie, bo ona nie
          > wyobraża sobie, że zostanie sama(ma męża)

          Może powinna zmienić męża, skoro ten jest dla niej nikim?
          • joanna35 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 15:44
            Kobieta cofnęła się w rozwoju. Ja rozumiem, że dobrze jest kiedy
            rodzic jest z dzieckiem w przyjacielskiej relacji, ale chyba jest
            róznica między matką a koleżanką?
    • truscaveczka Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 07:20
      Moja czterolatka była na całodniowej wycieczce z przedszkola i nawet mi nie
      piknęło uncertain Jak ją oddałam do przedszkola to też mi się żadna pępowinka nie
      napinała. Za to wzbudzam zgorszenie wśród różnych znajomych tym, ze dziecinki
      nie karmię, wolę jak zje mniej, ale sama, że stawiam na jej samodzielność, ze
      uczę ją jak sobie radzić a nie jak uzależniać od mamusi - i ku zgorszeniu
      znajomych ich dzieci zaczynają tak samo chcieć być osobną osobą a nie wypustką
      mamuni wink
      Ja byłam chowana pod kloszem, spod którego zwiałam przy pierwszej nadarzającej
      sie okazji, i było to dla mnie bardzo bolesne doświadczenie. Nie zamierzam takim
      toksycznym kloszem otaczać dziecka i nie mam oporów przed dawaniem jej
      samodzielnosci.
    • joanna35 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 08:56
      Mam dwóch synów - w przypadku starszego(11lat)jak dotąd nie
      przeżywałam tego rodzaju lęków. Dałam mu i korzenie i skrzydła i
      zezwolenie na lataniewink Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z
      młodszym dzieckiem(9 lat), mpdz, opóźnienie w rozwoju m.in. nie
      mówi, nie chodzi. Każdą zmianę przedszkola, terapeuty itp. przeżywam
      strasznie i jestem bardzo nieufna wobec ludzi mających z
      nim "świeży" kontakt.
      • alyeska Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 09:36
        Nie przezywam wyjazdow dzieci calodniowych na wycieczki, nawet pare
        razy wyjezdzalismy z mezem na wydluzone weekendy romantyczne a
        dzieci zostaly z opiekunem. Nie zamartwiam sie . Jakos wierze, ze
        bede w stanie przewidziec zagrozenie i zapobiec mu. Nie wiem co
        prawda w jaki sposob to sie mi objawi i jak zapobiegne ale jestem
        swiecie o tym przekonana.
        Stosuje rozne srodki ostroznosci w stosunku do dzieci, tu gdzie
        teraz mieszkam jest to konieczne. Do tego moj maz nie ma pozwolenia
        na samotne loty z dziecmi. Latamy bardzo czesto. Jak mamy zginac (
        tfu, tfu, tfu!!) to cala rodzina. Ja natomiast moge z dzieci sama
        latac bez ograniczen.Moja magiczna sila nas ocali smile)
        • anetuchap Re: Truskaweczka 17.07.09, 14:28
          Ja mojej Leny też nie karmiłam,gdy była w wieku twojej córy.
          Nie zmuszałam jej do jedzenia,nie wyręczałam i wymagałam samodzielności.Zresztą
          nadal wymagam,ale w innych kwestiach afcorsesmile
          Wydaje mi się,że lęk o dziecko nie generuje w nim niesamodzielności.
          Ja napisałam,że Lena nie ma pojęcia,że ja się denerwuję.
          Minę mam hardą i cały czas powtarzam:będzie dobrze,dasz sobie radę.
          O młodszą(4 lata)też się martwię a jest zdrowa i bardzo samodzielna.
          W przeciwieństwie do Ciebie,ja płakałam,gdy Majucha poszła pierwszy
          raz do przedszkola.Może dlatego,że wcześniej była cały czas ze mną?
          Oczywiście,Maja tego nie widziała.Gdy nie chciała iść do przedszkola,
          bo tęskni za mamusią,to i tak szła. Jak płakała w szatni i tak wprowadzałam ją
          na salę. Gdy w ciągu dnia popłakiwała,że chce do mamy,to i tak następnego dnia
          była w przedszkolu(a nie musiała).
          Nie roztkliwiałam się nad nią,ale tłumaczyłam,że to minie i niedługo
          polubi przedszkole,koleżanki i nie będzie chciała wracać do domu.
          Ale w środku było mi smutno,martwiłam się,że Majula płacze.
          Czy lęk o dziecko,obawa,że ktoś je skrzywdzi itd,oznacza,że jestem
          matką kwoką i histeryczką? Jeszcze raz napiszę:moje dzieci nie mają
          zielonego pojęcia o moich uczuciach i emocjach.
    • aurinko Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 14:31
      anetuchap napisała:


      > Ja chyba wpadnę w nerwicę,gdy zacznie wyjeżdżać na kolonie,obozy,
      > a jak pojedzie sama z rówieśnikami,to chyba osiwiejęwink
      > Też tak macie?

      Ja tak nie mam. Mój syn w tym roku był na obozie (Zakopane i Jura krakowsko-częstochowska), przez 10 dni nie miałam z nim żadnego kontaktu. Wychowawca miał do mnie nr, ja do wych. ale nie było potrzeby do siebie dzwonić. Wiedziałam dokąd jedzie, znałam plan pobytu, dałam synowi możliwość czerpania radości z tego wyjazdu bez zadręczania siebie i jego.
    • aandzia43 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 14:35
      Natężenie lęku nie obniżało się wraz
      > z wiekiem pociechy.

      Natężenie lęku obniżyło się bardzo wraz z wiekiem mojej pociechy. Może cię to
      pocieszysmile Córka ma 21 lat. Nadal mam lęki i obawy związane z nią, ale życia mi
      one już tak nie "umilają", jak te, przeżywane kiedyś. Najgorzej było na
      początku. Z roku na rok było tylko coraz lepiej.
    • lola211 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 14:44
      Czytałam ten arykuł i jako matka 11 -latki uwazam, ze te kobiety sa
      przewrazliwione.Na obozy córka wyjezdza odkad skonczyla 7 lat i
      obawa czy aby jej nie zimno mnie po prostu smieszy.Czas jej
      niebecnosci mija mi szybko, wykorzystuje go na wlasne przyjemnosci,
      nie zamartwiam sie o dziecko.
      • aurinko Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 14:46
        lola211 napisała:

        > Czytałam ten arykuł i jako matka 11 -latki uwazam, ze te kobiety sa
        > przewrazliwione.


        Ja będę dosadniejsza. Uważam, że takie kobiety są po prostu chore.
        • sebalda Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 15:51
          Przesada w każdej kwestii i w każda stronę jest niezdrowa. Okazywanie dziecku
          swoich lęków z nim związanych na pewno nie jest dobra, ale z drugiej strony
          takie ostentacyjne nieinteresowanie się ich losami też jest bez sensu. Może
          dojść do sytuacji, w której dziecku wyda się, że rodzicom na nim nie zależy. W
          moim odczuciu telefon do dziecka, czy szczęśliwie dojechało, jak się urządziło,
          czy jest fajnie, jest jak najbardziej na miejscu. Zastanawiam się, jak się czuje
          chłopiec widząc, że do wszystkich innych rodzice dzwonią, bo chcą się
          dowiedzieć, czy wszystko jest ok, a do niego nikt nie dzwoni. Umieram z
          niepokoju, czy w śnieżyce dojechał szcześliwie, ale nie, zagryzę zęby i nie
          zadzwonię. Bo co? Poczuje nadopiekuńczość? Nie pozwoli mu się to usamodzielnić?
          Jeden telefon, bez niepokoju w głosie ze zwykłym pytaniem: jak tam droga,
          dojechaliście bez kłopotów, ładne miejsce?
          Znam wiele historii dorosłych dziś ludzi, którzy do tej pory z przykrością
          wspominają brak zainteresowania rodziców, tym gdzie się podziewają, co robią i z
          kim, o której wracają, kiedy byli bardzo młodzi. Rodzic daje sygnał, że ufa
          dziecku, ale dziecko czasami chce poczuć, że jest ważne i że rodzic się o niego
          troszczy. Nawet gdy się zarzeka, że wolałoby więcej luzu, to i tak potrzebuje
          czasami okazania mu troski. Tak uważam, tak robię w domu i mam naprawdę dobre
          efekty, kontakt z dziećmi świetny, oparty na miłości i zrozumieniu. Dzieci nie
          sprawiają mi żadnych kłopotów wychowawczych, aż dziw (18 i 14 lat, parkasmile
          • anetuchap Re: Sebalda zgadzam się w 100% 17.07.09, 18:17
            Ja się denerwuję ale to moja sprawa,dzieci nie mają o tym pojęcia.
            Dzieciom okazuję jedynie troskę,czyli daję smakołyki na wycieczkę,
            kurtkę przeciwdeszczową,a po powrocie od razu pytam się jak było.
            Od pół roku Lena ma komórkę i gdy jadą gdzieś dalej,to dzwonię
            i się pytam czy szczęśliwie dojechali i jak jej się podoba.
            Moja matka w ogóle się o mnie nie martwiła i było mi z tym źle.
          • lola211 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 18:33
            Krótki tel. i owszem, ale nie gadanie, jak to sie mamusia denerwuje
            czy tez nerwowe wydzwanianie codziennie.
            Moja córa akurat jest na wyjezdzie, z premedytacja nie zabrala
            komórki, zeby do niej nie dzwonic.Czyli chyba nie czuje sie przez
            rodzicow zaniedbana czy za malo kochana.
          • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 17.07.09, 20:50
            Ja do dziecka na wyjeździe dzwonię dwa razy - raz, żeby zapytać, jak dojechało i jak się urządziło na miejscu, drugi raz, by dowiedzieć się dokładnie, kiedy wraca i zapytać, czy mam po nie wyjść. W pozostałym zakresie stosuje zasadę "brak wiadomości to dobra wiadomość" wink
            • falka32 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 19.07.09, 02:04
              > Ja do dziecka na wyjeździe dzwonię dwa razy - raz, żeby zapytać, jak dojechało
              > i jak się urządziło na miejscu, drugi raz, by dowiedzieć się dokładnie, kiedy w
              > raca i zapytać, czy mam po nie wyjść. W pozostałym zakresie stosuje zasadę "bra
              > k wiadomości to dobra wiadomość" wink

              O widzisz, to się jednak tak bardzo nie różnimy, ja robię identycznie i końcowe
              motto jest również moją zasadą smile

              Może chodzi o to, że u mnie jest rozdzielność dwóch rzeczy - emocji związanych z
              dzieckiem, jego dorastaniem i świadomością nieuchronnego przemijania pewnych
              rzeczy (tu się wzruszam i płaczę na popowych piosenkach smile) a twardy real, gdzie
              człowiek się cieszy, że dziecko jest coraz bardziej samodzielne, ma się więcej
              czasu dla siebie więc wszystko jest zgodne z prawami natury smile bo w końcu
              nadrzędnym celem rozmnażania jest wypuszczenie w świat samodzielnych i dobrze
              dostosowanych nosicieli swoich genów smile. Coraz większe i coraz bardziej
              samodzielne dziecko może być równocześnie dla współczesnego rodzica "sukcesem
              ewolucyjnym i wychowawczym" oraz stratą emocjonalną i to się wcale nie musi
              wykluczać, tzn u mnie się nie wyklucza tylko dodaje kolorów i odcieni całej
              sprawie smile.
              • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 19.07.09, 10:13
                > Coraz większe i coraz bardziej samodzielne dziecko może być równocześnie dla współczesnego rodzica "sukcesem ewolucyjnym i wychowawczym" oraz stratą emocjonalną i to się wcale nie musi wykluczać

                To rozumiem - może mam mniejsze poczucie straty dlatego, że dzieci mi dorastają od ładnych paru lat i pewne zmiany zdążyłam już zaakceptować. A może to po części kwestia charakteru i podejścia do pewnych spraw - nie jestem np. zazdrosna, ze dla 18-latki chłopak jest ważniejszy od mamy, bo jest dla mnie dość naturalne, że za kilka lat ważniejszy będzie mąż i dzieci i nie zamierzam z nimi rywalizować. Dlatego czytam ze zdumieniem, jak matka przeżywa, że po wyjściu za mąż 21-letniej córki zostanie "sama", bo dla mnie dziecko, które wolałoby zostać z mamą niż założyć własną rodzinę, byłoby "ewolucyjną i wychowawczą porażką" wink
                • falka32 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 19.07.09, 12:36
                  bo dla mnie dziecko, które wolałoby zostać z
                  > mamą niż założyć własną rodzinę, byłoby "ewolucyjną i wychowawczą porażką" wink

                  No dla mnie też. Z tym, że ja mam w tej chwili na stanie jednego nastolatka i
                  dwa maluchy z małą różnicą wieku i może przez to mam więcej powodów do refleksji
                  o przemijaniu smile - np. kiedy ubieram noworodka w przechodni ulubiony ciuch,
                  który odłożyłam wiele lat temu po najstarszym nastolatku i przypominam sobie,
                  jak ten nastolatek kiedyś się w ten pajacyk mieścił i jeszcze miał luz. Albo
                  kiedy najmłodszy nagle już wchodzi w ciuchy średniego a najstarszy okazuje się
                  mieć w tym czasie nowy numer buta 43...
                  • echtom Re: Dzieci dorastają i idą w świat 19.07.09, 12:44
                    No tak, ja mam małe różnice wieku, więc te etapy z niewielkim czasowym poślizgiem przechodzę. W tej chwili mam w domu same nastoletnie panny, tylko trochę bardziej lub trochę mniej "dorosłe". Młoda równa do starszych i mając niecałe 15 lat obraca się w towarzystwie 18-latków, więc nie mam poczucia, że mi jeszcze jakieś młodsze dziecko zostało.
          • aurinko Re: Dzieci dorastają i idą w świat 18.07.09, 10:17
            sebalda napisała:

            > Może
            > dojść do sytuacji, w której dziecku wyda się, że rodzicom na nim nie zależy. W
            > moim odczuciu telefon do dziecka, czy szczęśliwie dojechało, jak się urządziło,
            > czy jest fajnie, jest jak najbardziej na miejscu.

            Dziecku należy dać odczuć, że rodzicom na nim zależy w różny sposób na co dzień a nie od święta załatwiać sprawę jednym telefonem. Dziecko, które wie i czuje każdego dnia że jest bardzo ważną osobą dla rodziców, nie odczuwa dyskomfortu z powodu braku telefonu czy smsa.

            Zastanawiam się, jak się czuj
            > e
            > chłopiec widząc, że do wszystkich innych rodzice dzwonią, bo chcą się
            > dowiedzieć, czy wszystko jest ok, a do niego nikt nie dzwoni.

            W sytuacji, gdy 90% dzieci nie ma swoich telefonów, jest wręcz niepożądane afiszowanie się z komórką.

            > Tak uważam, tak robię w domu i mam naprawdę dobre
            > efekty, kontakt z dziećmi świetny, oparty na miłości i zrozumieniu. Dzieci nie
            > sprawiają mi żadnych kłopotów wychowawczych, aż dziw (18 i 14 lat, parkasmile

            I świetnie, ja mogę powiedzieć dokładnie to samo smile
            • marina2 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 18.07.09, 11:39
              Artykułu nie czytałam.Dzieciaki sporo wyjeżdżają "bez mamusi".Głównie są to
              wyjazdy harcerskie niekiedy w dość trudnych warunkach.
              Dopóki są w kraju nie mam schizywink Nie mniej w ubiegłym roku jedno z dzieci
              miało dość fatalną zdrowotną historię za granicą i to jakoś mnie skrzywiło
              zostawiło niepokój pt "licho nie śpi".
              Najstarsze dziecko uczestniczyło w tym roku w parotygodniowym wyjeździe też poza
              krajem.Niemal jak obóz przetrwania.Naprawdę ciężki i w dziczy.Bez możliwości
              łączności przez wiele dni .Ewentualnie przez radio i gdyby coś się komuś stało
              mógłby ich podjąć jedynie helikopter.I chociaż bardzo się cieszyłam,ze dziecko
              może pojechać ,zmierzyć się z sobą zobaczyć cuda natury to gdzieś tam pod skórą
              czaił się niepokój.Nie żałuję ,że jej pozwoliłam.Dziecko wróciło szczęśliwe
              ,upewnione ,że daje radę w ekstremalnych warunkach,zmęczone,lekko
              kontuzjowane.Terasz kiedy opowiada przygody włos się jeży,ale najważniejsze jest
              to ,że dała radę.A ja po raz kolejny utwierdziłam się,że jakby co to i na
              Antarktydę ją puszczęwink)))
    • kicia031 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 18.07.09, 20:35
      Moj syn ma 17 lat i od dawna wyjezdza beze mnie. Zna zasady bhp, czyli ze ma sie
      zameldowac itp, ale ja chyba jestem wyrodna, bo sie o niego nie denerwuje.
    • 18_lipcowa1 Re: Dzieci dorastają i idą w świat 19.07.09, 09:20
      Chore z przewrazliwienia jestescie.
      • verdana Re: Dzieci dorastają i idą w świat 19.07.09, 12:08
        Najpiekniejsza chwila macierznstwa? Moment, kiedy autokar z
        dzieckiem wyrusza w sina dal i mam dwa tygodnie wolne.
        Moja córka na obozie została uderzona przez trenera, moj syn był na
        wycieczce, na ktorej kierowca zgwalcił kolezankę, moj syn wrocił z
        obozu żeglarskiego, gdzie na jeziorze złapał ich sztorm.
        I jakos wszyscy zdrowi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka