Dodaj do ulubionych

W czym tu jest problem

25.03.18, 13:24
Pomóżcie mi proszę zrozumieć sytuację w której jestem. Jesteśmy 23 lata małżeństwem. Dziecko dorosłe, jeszcze mieszka z nami. Mąż od dłuższego czasu ma następujące zachowania. Normalne rzeczy odbiera jako nieprzyjemne dla niego do tego stopnia, że czuje się urażony. Czuje się często atakowany. Prosiłam, by z tym skończył, że nie jest to dojrzałe, poważne, że rozwala dobrą atmosferę rodziny. Nie mogę z nim dojść do ładu. Ot takie sytuacje. Umył samochód, wsiadamy do niego, pyta, czy ładnie umyty. Odpowiadam, o tak, pięknie, szkoda tylko, że już ptak zrobił swoje. A mąż na to, że ma pecha, że nigdy nie może zabłysnąć przede mną, bo ten ptak. No ręce opadają, on to przeżywa na poważnie. Ogląda reklamę w telewizji i mówi, że reklamują dezodorant, który on ma, a on jest do kitu, bo się sypie.Marudził mi na ten temat jakiś czas temu, powiedziałam, że tak na początku opakowania może być, potem będzie już normalnie. Albo kup inny. Ale on wolał podpiąć się pod dezodorant syna. Teraz kiedy wrócił pełen zdenerwowania do tematu po tej reklamie, ja na to, że mógł kupić sobie inny, a nie używać dezodorantu syna. Syn uśmiechnął się i powiedział, że teraz już wie dlaczego tak szybko mu ten dezodorant wyparował i że niech kupi sobie własny. Dla męża to było za dużo. Obraził się tak, że aż wykręciło go w fotelu w drugą stronę. Nie rozumie, że nikt nie ma dla niego złych emocji, że to nic nie znaczące zdania. Kiedy mu to powiedziałam jeszcze bardziej się rozzłościł, udowadniał na przemian, że się wcale nie obraził, albo, że miał ku temu powód, bo my z niego szydziliśmy, że on ma dziwne problemy z dezodorantem. Poleciał po ten dezodorant, psiknął na papier i był zdziwiony, że nie był sproszkowany. Pisząc to jestem rozwalona, o czym ja tu Wam wypisuję, dezodorant, dezodorant. Ale to tylko obraz tego, co mąż wyprawia. Co się z nim dzieje? Skąd te reakcje? Niedowartościowany, niedojrzały, infantylny, ale teraz przed 50? Tak często ma te ataki, że ja mam już dość.
Obserwuj wątek
    • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 13:52
      A po co wytykasz ptasią kupę na karoserii zamiast po prostu pochwalić, że mąż coś fajnie zrobił? Komplement ze szpilą to nie komplement. Szczerze mówiąc, patrząc na to jak o nim piszesz, wcale się nie dziwię, że chodzi zły i obrażony. Zobacz jak go oceniasz: niedowartościowany, niedojrzały, infantylny. Zrób eksperyment i spróbuj go dowartościować. Bo na razie to trochę wygląda tak, jakby jedynym problemem Twojego męża była wkurzająca żona.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:07
        Można to tak odebrać, ale tak nie jest. Zobacz jak ja to widzę. Ptasia kupa to tylko stwierdzenie faktu, w tym samym zdaniu było, że pięknie umyty samochód ( na myjni). Ja miałam na myśli tylko tyle, że samochód taki czyściutki, a ptaszek już zdążył narobić. Jak ja umyję okna, to też zaraz mi często deszcz je zabrudzi, ale czy ja mówię wtedy mężowi, że mam pecha, bo jak on je po umyciu ogląda, to zasze pogoda je już spaskudzi? Nie. Napisałam te trzy nieładne przymiotniki odnośnie męża, bo tak się zachowuje. Eksperymentu nie muszę przeprowadzać, bo ja go szanuję, nie jestem czepialska, jestem typem mało ekspansywnym, spokojnym, zrównoważonym. Mimo zapewnień, że mąż jest dla mnie i dla syna ważny on doszukuje się tych swoich racji. I nic tu nie umiem zrobić.
        • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:34
          No to skoro można to tak odebrać, to załóż, że mąż tak to właśnie odbiera - nie jako stwierdzenia faktu, ale jako szpile. A przymiotniki przykleiłaś mężowi, nie jego zachowaniu. Niby to samo, ale jednak nie. Porównaj sobie "jesteś głupi" z "głupio robisz". Nie wiesz co robić, to na początek spróbuj gryźć się w język.
      • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:09
        Wygląda na to, ze mąż zawsze jest niedostatecznie dobry, jest karcony i pouczany cokolwiek powie czy zrobi. Paskudna sytuacja i całkowicie go rozumiem. To tak, jakbyś zapytała czy dobry obiad, a maż powiedział "No niby dobry, ale szkoda, że ta fasolka z puszki tym razem jakaś rozpaćkana", a na Twoje żale, że rajstopy znowu były zleżałe i że reklamowanie ich jest idiotyzmem mąż Cię pouczył, ze należało kupić inne i nie marudzić, bo nikogo to nie obchodzi. A córka udowadniała, ze rajstopy dobre, tylko Ty nie umiesz ich wkładać. I tak za każdym razem, gdy coś powiedz. Mąż nie jest infantylny, tylko jest traktowany jak dziecko, które trzeba zawsze pouczyć. Biedny facet.
        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:23
          No ale tak nie jest. Wyciągnęłaś niewłaściwe wnioski. Mąż jest chwalony, akceptowany, kochany. On prowokuje sytuacje, w których pokazuje, że jest pechowy, wyśmiany, zlekceważony i wiele innych. Nikt mu niczego złego nie robi. Nikt nie krytykuje jego prac. On sam je niejako umniejsza, coś dopisuje. I to mu się zasila.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:24
            Miało być nasila.
            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:35
              Być może masz rację, tylko źle dobrałaś przykłady. Bo akurat w nich nie ma żadnej prowokacji, nie ma dopraszania się o krytykę i wyśmianie. Przeciwnie -wskazują na to, ze mąż jest stale pouczany czy krytykowany, nawet gdy coś zrobił dobrze, albo należałoby powiedzieć "tak, rzeczywiście pechowo trafiłeś z tym dezodorantem" (pochwały "tak, ale " nie są pochwałami, tylko nieprzyjemną krytyką).
              Może spróbuj z innymi przykładami, bo na podstawie tych nie sposób wyciągnąć takich wniosków, ale przecież Ty widzisz znacznie wiecej, niż napisałaś i nie wykluczone, że masz rację.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:46
                Może tak wygląda na tych moich najświeższych przykładach. Mąż działa schematycznie. Pyta o coś z drugiego pokoju, ktoś nie słyszy,nie odpowiada, on jest pewien, że jest ignorowany. Nie ma czasu na wyjaśnienie, on już jest obrażony. Coś naprawi, ale zaraz sam doda - pewnie nic z tego nie będzie, bo co ja tam umiem. Skąd on to ma? Miał to od początku, ale teraz bardzo mu się to nasiliło, mimo, że nasza więź jest silniejsza niż na początku. Nie ma powodów, by wątpić, że jest dla mnie ważny. Nie jestem żoną, która mówi, o zobacz, tamten pan, to taki cudowny, tyle umie. Akceptowałam go takim jakim jest. Nie akceptuję natomiast jego zachowań, o których napisałam.
                • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:51
                  O, teraz sytuacja przedstawia się już inaczej. Jak sytuacja zawodowa męża? Czy osiągnął to co chciał, czy teraz wie juz, ze nie zrobi kariery mniej czy bardziej oszałamiającej? Czy problemem nie jest dorosłość syna i świadomość, że nie jest juz się dla niego osobą tak ważna jak kiedyś, ani potrzebną nie ma tu wpływu? Tak reagują zwykle kobiety, ale nie znaczy to, że facet nie może też mieć takiego uczucia.
                  • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:03
                    No nie wiem, dla mnie to wciąż to samo - potrzeba zauważenia, pochwalenia i akceptacji. Bezwarunkowej. Przecież ten drugi przykład to klasyk: zobacz, staram się chociaż nie wiem czy dam radę, doceń to, zachęć mnie, wesprzyj dobrym słowem. Przyczyny mogą być różne, może te, o których piszesz, a może jakieś inne.

                    Bardzo bym chciała usłyszeć rzeczywistą rozmowę, nie tylko słowa, ale też ton głosu. Zobaczyć wyraz twarzy i gesty obojga. Wydaje mi się, że gdzieś tu się posypała komunikacja, zwłaszcza ta pozawerbalna, oboje jedno nadają a coś zupełnie innego odbierają.
                    • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:27
                      Wspieram, zachęcam, chwalę, zachwycam się, dopinguję. A gesty, ton głosu, wyraz twarzy? Niestety niefajne.
                      • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:01
                        Czyli wysyłasz sprzeczne komunikaty? Bo wiesz, jak "wspierasz" z miną i tonem "omatkoaleonmarudny", to to żadne wsparcie, już lepiej powiedzieć "o matko, aleś ty marudny".
                        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:09
                          Ja wspieram z serdecznością, on burzy się z brzydką miną i głosem
                          • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:32
                            Może tak, a może tylko Ci się tak wydaje. Czasami jest tak, że chcemy przekazać jakiś komunikat, ale druga osoba ma jakiś własny wewnętrzny kontekst, w którym odbiór jest zupełnie inny od zamierzonego. A czasami po prostu nie umiemy go przekazać. Może Twój mąż sam nie potrafi przekazać czegoś Tobie? Piszesz, że zawsze taki był, ale teraz mu się nasiliło - a czy mąż nie napisałby przypadkiem, że on się nie zmienił, tylko Tobie się lont skrócił?

                            Dziewczyny piszą o problemach ze zdrowiem, może faktycznie coś jest na rzeczy. A może potrzebujecie kogoś trzeciego, kto nauczy Was na nowo ze sobą rozmawiać?

                            Tak jeszcze myślę, że Twój mąż może się złościć z przegadania. Może dobrze by było przestać rozwodzić się nad niektórymi sytuacjami? Skoro mąż najpierw gada, a potem żałuje, że gadał, to może lepiej po prostu nie wchodzić w dyskusje? Jak się następnym razem zacznie burzyć, to przytaknij. Jednym słowem, bez rozkminiania, bez wartościowania. "Coś naprawi, ale zaraz sam doda - pewnie nic z tego nie będzie, bo co ja tam umiem." - "jak nie umiesz, to nic nie będzie". "Dezodorant zły." "No zły. Chcesz herbaty?" Może to na niego zadziała.
                            • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:45
                              Komunikacja między ludźmi to sztuka, u nas szwankuje. Tylko jak mam ją naprawić, sama? Chyba już próbowałam zignorować gadki męża i obrażanie, ale nie wychodzi mi to. Najczęściej mnie ponosi, bo jak wytrzymać wciąż to samo, coś co przeszkadza? Terapeuta pewnie powiedziałby mi, bym to ja zmieniła postawę wobec męża, bo go nie zmienię. A mnie zależy by on zrozumiał, że problem jest w nim. Gdyby skończył z tymi swoimi akcjami byłoby nam dobrze.
                              • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:57
                                I znowu: według Ciebie. A Twój mąż może uważać, że to Ty jesteś problemem. Powinien na Was spojrzeć ktoś trzeci, pewnie by się okazało, ze oboje macie rację.
                                Zobacz, całą winę zrzucasz na męża, to on ma się zmienić. A jednocześnie piszesz, że to zachowanie to nie nowość, że tylko się nasiliło. A dopuszczasz możliwość, że ono wcale się nie nasiliło, tylko Tobie skończyła się cierpliwość i zrobiłaś się na nie bardziej wyczulona?

                                Jeśli sami nie dajecie rady tego uporządkować, to chyba pora pomyśleć o terapii albo jakichś warsztatach dla małżeństw. Skoro mąż taki chętny do analizowania to nie powinien mieć z tym problemu.
                                • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:02
                                  Zawsze w małżeństwie każdy ma sporo racji. Czasem jednak jest tak, że jedna ze stron ma jakąś wadę, dysfunkcję i one nie są powodowane zachowaniem partnera.
                              • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:24
                                sierpniowa24 napisał(a):

                                > już próbowałam zignorować, ale nie wychodz
                                > i mi to. Najczęściej mnie ponosi,

                                > mnie zależy by on zrozumiał, że problem jest w nim.

                                >Gdyby skończył z tymi swoimi akcjami byłoby nam dobrze.

                                Przeczytaj jeszcze raz to co sama napisałaś.
                                Jak skończysz z tym, że Cię ponosi i odreagowujesz na mężu, to i mąż się zmieni.
                                I będzie Wam lepiej.
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:22
                    Może być w tym coś. Mąż często skarży się na bezsens swojej pracy, ale po chwili już sam się dopinguje, że nie jest tak źle. Oczekuje, przekonałam się, że ja będę zaprzeczała jego złym ocenom własnej pracy. Wciąż nadaje na pewne zawody, że ci tacy i owacy, on najbiedniejszy. Syn niewystarczająco oddany, ja również. A to guzik prawda. Kiedy staram się z nim przeanalizować każdą taką przykrą między nami sytuację, wciąż zmienia zdanie na temat tego jak się zaczęło, jak wyglądała wymiana zdań, i co najgorsze, czy on nawalił, czy nie. Zaraz chce się ,,godzić", przejść do porządku dziennego. Ja tak nie umiem. Przecież za kilka dni, godzin będzie to samo.Komunikacja jest zaburzona, bo argumentacja jest mu obca. Nawet jak wyciągnie dobry wniosek, po chwili już ma inny. Bije się w piersi, potem znów jest pokrzywdzony i żałuje, że przepraszał.
                • amb25 Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 09:51
                  Wypisz wymaluj jakbym widziala mojego 15-latka z problemami w szkole bo mabicje ma ogromne ale nie ma checi do nauki. Tzn. mialby jakby mu dobrze szlo ale poniewaz sie nie uczy to mu dobrze nie idzie wiec sie nei uczy bo mu dobrze nie idzie... Moze twoj maz ma jakies problemy.
    • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:14
      Jeżeli to są zmiany w zachowaniu, jeżeli pojawiają się reakcje, których nie było dotychczas, wysłałabym na badania w kierunku chorób neurodegeneraycjnych. (Niestety niektóre na początku objawiają się właśnie zmianami charakterologicznymi, czepialstwem itp.).
      • hosta_73 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:44
        To samo sobie pomyślałam.
        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:48
          Mąż ma 49 lat. Nie ma problemów z koncentracją, pamięcią, przyswajaniem wiedzy, ma pasje, nie jest wycofany.
          • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:01
            Niestety wiek nie jest żadnym wyznacznikiem.
            No ale to Ty znasz swojego męża lepiej. Mnie po prostu tak się skojarzyło.
          • alpepe Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:02
            One mają rację.
      • 71tosia Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:11
        nie straszcie autorki, to co opisala to raczej obiaw obnizenia poziomu testosteronu, typowy dla facetow w wieku jej meza.
    • 71tosia Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:08
      kryzys wieku sredniego? Przemyslenia nad tym ze zycie przemija, ze czegos sie nie osiagnelo i juz nie osiagnie, monotonia zycia rodzinnego plus spadek poziomu tersotosteronu skutkuja wlasnie takim zachowaniem jak opisalas.
      pieknoumyslu.com/syndrom-meskiej-nadpobudliwosci/
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:38
        Kryzys? Może. Są jednak mechanizmy, które wystarczy włączyć i nie być tak niemożliwym do życia, tak czepialskim, nadwrażliwym, obrażalskim, węszącym zło.
        • anula36 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:40
          a nie mozesz wprost mezowi powiedzic ze widzisz ze jest ostanio podenerwowany i czy cos sie dzieje w czym moglabys mu pomoc? Moze naprawde sie dzieje,a moze sie zreflektuje.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:46
            Bardzo dużo z nim rozmawiam, temat wałkowany od prawej i lewej. Wiem co się u niego dzieje aż za dobrze, wszystko mi mówi, nawet to czego nie powinnam wiedzieć. Reflektuje się na chwilę, potem powtórka, jakaś iskra, zapłon i on znów pokrzywdzony, obrażony na 5 minut. Wszystko to gwałtowne, a zaraz po tym chce równie gwałtownej zgody, czyli udawania, że nic się nie stało. Kiedy oponuję znów wraca mu złość, żal i cholera wie, co jeszcze.
            • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:57
              Tym bardziej zbadałabym. Wykluczysz jedno, będziesz mogła zająć się charakterem.
        • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:46
          Nie. Tu absolutnie sie nie zgodzę. Nie zawsze da się na stałe wyłączyć poczucie niedowartościowania, poczucie, że wszystko idzie źle.Oczekujesz, że mąż będzie funkcjonował w domu jak w teatrze, stale udając dobre samopoczucie, którego nie czuje. Tak sie nie da. Nie da sie też zmienić faceta, analizując drobiazgowo każdą sytuację, to niewątpliwie tylko pogarsza sprawę, bo przy takiej analizie usiłujesz mu pokazać, że nie ma racji. Czyli utwierdzasz go w przekonaniu, że jest nieakceptowany, przekonaniu, nie da sie ukryć, nie do końca niesłusznym.
          Być może mąż potrzebuje terapii, ale jest też prawdopodobne, ze komunikacja szwankuje z obu stron i przydałaby się terapia rodzinna, przynajmniej tak to wygląda z tego co piszesz.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:55
            Nie oczekuję takiego wesołego teatru. Nie. Chciałabym by nie węszył w nas niedobrych emocji w stosunku do niego, bo ich nie mamy. Analizujemy za dużo, tu jest duży problem. Jest tak dlatego, że wciąż coś jest nie tak, bo mąż znów nieszczęśliwy, rozżalony, zawiedziony itd. A to jego wytwory, nie mówię, że czasem to realne sprawy, ale 90 % to jego chore cierpienia. Terapia odpada, mąż ma zbliżony zawód do psychologa, współpracuje z psychologami i ma często sporo niechęci do ich pracy, a raczej jej efektów.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:04
            Przeczytałam raz jeszcze Verdano Twoją odpowiedź. Masz rację, te analizy szczegółowe są złe, dla mnie powoli stają się patologiczne. Mąż jednak się ich domaga, prowokuje je, choć gubi się w nich totalnie. Nie jest jak piszesz do końca akceptowany, no nie jest skoro prowadzę z nim spór o jego zachowania, ale nie mogę na to przymykać oka. Mówię głośno, że się myli, że reaguje na wyrost, że mi z tym źle.
            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:15
              O wiele , o wiele lepiej powiedzieć "K... mać, mam tego dosyć, szlag mnie trafia, jak tak marudzisz, k..., nie jestem Twoim terapeutą, tylko żoną, jak uważasz, ze ci źle, to tam są drzwi, a jak nie, to przestań szuka dziury w całym !" (wulgaryzmy można sobie darować, ale wcale niekoniecznie). Nie mów, że sie myli. Nie mów, co powinien czuć. Powiedz to, co czujesz i tak , jak czujesz, czyli ze złością. Bo nie wykluczam, ze maż działa jak dziecko -prowokując domaga się uwagi. I tej uwagi dostać raczej nie powinien.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:23
                Uwagi mu zawsze mało. Może to wzięło się z domu rodzinnego. Był po śmierci ojca tylko z matką, od 5 roku życia. Ona była zapracowana, ale też przekładała bycie z nim na kontakty rodzinne i towarzyskie. Do dziś nie ma dla niego czasu, mimo, że ma 80 lat. Nie wiesz jak trudno mi pokazywać, że ja mu matkować nie będę. I chyba jest zazdrosny o naszego syna. Im starszy tym bardziej dziecinnieje.
            • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:40
              Sierpniowa, weź no się zdecyduj. Akceptujesz męża, ale jednocześnie mąż nie jest do końca akceptowany. To jak to jest naprawdę? To jest tylko kilka wypowiedzi na forum, a Twój mąż ma te sprzeczne sygnały na co dzień. Nic dziwnego, że wciąż próbuje wszystko analizować. I nic dziwnego, że się złości.

              Z drugiej strony rozumiem Twoje wkurzenie i zniecierpliwienie, ale mam wrażenie, że sama to sobie fundujesz. Nie chcesz mu matkować, to nie matkuj, nie chcesz robić za psychoterapeutę, to nie rób. Czyny, nie słowa.
        • 71tosia Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:58
          sproboj cos u siebie ' wlaczyc' gdy ci np poziom hormonu tarczycy gwaltownie spada. Sorry ale sie nie da. Jezeli przyczyna czepliowsci meza jest poziom testosteronu to troche pomoze uprawianie sportow, moze wspolne wyjscia na silownie?
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:13
            Historię z testosteronem uważam za demonizującą. To jak z menopauzą. Nie usprawiedliwia kobiety, która jest wciąż nie do wytrzymania dla innych. Nikt nie jest winny jej stanu, poza samopoczuciem jest też rozum, serce. Okazać zrozumienie nie znaczy pozwalać na wszystko.
            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:17
              Nie jest demonizująca. Prawdę mówiąc, to trochę jak z depresją - nie da się powiedzieć "weź się w garść". Niekoniecznie trzeba okazywać zrozumienie, ale niekoniecznie też trzeba przyjąć, że niezależnie od sytuacji można sie zachowywać zawsze tak, jak otoczenie oczekuje.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:32
                Ja tylko uważam, że nie ma powodu karać innych za nasze samopoczucie, nawet jak jesteśmy w bardzo złym stanie. Hormony nie są powodem zachowań mojego męża. Gdyby to dało się naprawić sztuczną pigułką, ale nie da się.
            • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:19
              To, że Ty tak uważasz, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wiedza i doświadczenie medyczne ma się nijak do Twojego uważania. Możesz uważać, co chcesz, a prawda jest taka, że hormony, ich poziom i zmiany mają ogromny wpływ na naszą psychikę.

              Miewasz PMS? Albo tak bolesne okresy, że leżysz dwa dni i nie jesteś w stanie się ruszyć?
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:27
                Mam autoimunologiczne zapalenie tarczycy, a PMS jak stąd do... Ale panuję nad tym, mówię, dziś czuję się fatalnie, zróbcie zakupy. Jeśli jestem przykra to incydentalnie, bo liczę się z innymi. No tak to widzę.
                • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:35
                  Ja też mam hashi.
                  Jeżeli panujesz, to plus dla Ciebie, ale nie każdy tak ma. To jest tak, jak pisała Verdana. Komuś z depresją też powiesz, żeby wziął się w garść?
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:52
                    Ludzie różnie radzą sobie z chorobami. Jeśli ktoś z powodu choroby jest wyjątkowo nieznośny dla otoczenia trzeba szukać pomocy poza domem. Depresja wymaga leczenia, nie terroryzowania ludzi. Tak jak każda inna choroba, na złamaniu nogi skończywszy. Ale nie o tym jest mój wątek.
                • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:45
                  Panujesz, bo zdążyłaś się przyzwyczaić. Jeśli zmiany hormonalne są świeże, jeszcze niezdiagnozowane, to sam zainteresowany nie wie co jest grane i jak z tym żyć. A tego trzeba się nauczyć, samo nie przyjdzie, a już na pewno nie z dnia na dzień.
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:56
                    Panuję, bo mimo zmian zapalnych w tarczycy jeszcze nie doszło do niedoczynności. Inne hormony z racji wieku szaleją mi, ale gadanie i gnębienie rodzinny z tego powodu nic by mi nie dało. Wolę fajną muzykę, koc, pokląć w myślach albo kiedy jestem sama. I te różnice w charakterze między mną, a mężem na pewno nas bardzo dzielą.
                    • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:01
                      Nie dzielą Was różnice w charakterze, tylko nieumiejętność zaakceptowania tych różnic.
                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:04
                        To prawda. Nie akceptuję zachowań męża, które są nieracjonalne i krzywdzące dla mnie.
                    • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:03
                      Powiem Ci tak - jeśli wobec męża stosujesz taką samą postawę pt. "ja wiem lepiej i nikt mi nie wytłumaczy, że jest (albo może być) inaczej", to ja mu się coraz mniej dziwię.
                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:06
                        A po co ja tu napisałam? By poznać zdanie na temat tego, co dzieje się w mojej rodzinie. Co zauważyłaś? Co robię źle?
                        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:08
                          Nie zauważam choroby organicznej u męża, co sugerujesz.
                          • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:17
                            A chorobę sugeruję nie ze złośliwości, tylko z doświadczenia.
                          • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:30
                            Sierpniowa, wybacz, że Ci to napiszę, bo jak najbardziej rozumiem Twoje wkurzenie i Twoją desperację i nie jest tak, abym sie dziwiła, że masz dosyć.
                            Ale nie tylko mąż jest tu winien. Problem macie oboje, przy czym mąż nie dostrzega swojego problemu, a Ty nie widzisz swojego, co wyraźnie widać z Twoich postów. Jesteś osobą, która uważa, że jej sposób życia, sposób reagowania i odporność jest prawem powszechnym "Ja mogłam, to wszyscy mogą, ja choruję i nie daję tego po sobie poznać - to znaczy, że tak ma być i każdy, kto robi inaczej, jest do poprawy". Gorzej - uznajesz, że w małżeństwie, jeśli jedna osoba nie toleruje zachowań drugiej, to obowiązkiem tej drugiej osoby jest sie zmienić. Nie ma tu miejsca na kompromis, jest miejsce tylko na pełne podporządkowanie sie wymaganiom. Tak sie nie da. To, co piszesz o mężu jest wewnętrznie sprzeczne. Marudzi, nie chce rozmów, albo własnie chce. Obraza sie o byle co, ale przykłady, które dajesz nie świadczą, że o byle co, tylko o coś, co rzeczywiście moze być dokuczliwe. Twoja postawa "trzeba być tak jak ja" mogła, jak najbardziej, doprowadzić do tego, że maż uważa, że wszystko robi źle.
                            Jesteś osobą, która nie toleruje słabości. Z taką osobą żyć jest równie trudno, co z marudzącą i niepewną siebie. Ale takie osoby bardzo łatwo dobierają sie w pary, bo kazda znajduje u drugiej to, czego nie ma. Jedna jest stanowcza i zdecydowana, drugą chętnie się podporządkuje i będzie miała kogoś, kto ją wysłucha. Tylko jesli w miarę upływu czasu z osoby trochę zbyt pewnej swoich racji i osoby trochę zbyt niepewnej swojej wartości, poprzez wzajemne "nakręcanie sie" i odgrywanie coraz pewniej swoich ról w rodzinie stworzy się para - osoba całkowicie pewna swojej racji i osoba, która uważa, ze nikt jej nie słucha i sie z nią nie liczy - to mamy pat. Bo w takim układzie już fajnie nie jest. W dodatku chyba żadna z tych osób nie widzi swojego problemu, tylko problem tej drugiej osoby.
                            Moim zdaniem potrzebna Wam terapia rodzinna, która pozwoliłaby dostrzec nie tylko wady drugiej strony, ale i swoje - obustronny problem z komunikacją.
                            • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:49
                              Rozumiem Twoje przesłanie. Piszesz kompromis. Dobrze. Czyli kiedy on obraża się, a robi to nieciekawie, bo nikt nie odpowiada, kiedy on pyta z drugiego pokoju ( sytuację opisywałam), to jaki tu będzie kompromis?
                              • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:31
                                sierpniowa24 napisał(a):

                                > Rozumiem Twoje przesłanie. Piszesz kompromis. Dobrze. Czyli kiedy on obraża się
                                > , a robi to nieciekawie, bo nikt nie odpowiada, kiedy on pyta z drugiego pokoju
                                > ( sytuację opisywałam), to jaki tu będzie kompromis?

                                Powiedzieć - przepraszam, ale chyba głuchnę na starość bo nie usłyszałam. Czyli obrócić sytuację w żart i nie zwalać winy za nieporozumienie na męża (bo ty za cicho mówisz).
                            • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:13
                              No więc tak, zakładając, że ja jestem pewna swoich racji, a mąż nie wierzy, że ktoś go słucha, że jest ważny, pójdziemy na terapię. I co dalej. Ja wiem, że mąż ma problem z poczuciem własnej wartości wartości, jemu przeszkadza, że ja wiem wszystko najlepiej ( z tym się nie zgadzam, rozróżnianie zła od dobra nie jest elementem przeszkadzającym w związku, no ale powiedzmy, że chodzi tu o mój brak tolerancji słabości męża, tu się zgadzam). I co dalej. Ja mam nauczyć się tolerować jego słabości, czyli oskarżania o coś czego nie myślałam, nie zrobiłam itd. A on? On ma tolerować, że ja widzę i komunikuję, że źle się dzieje, kiedy on obraża się bez powodu. Vedano jak to widzisz?
                              • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:19
                                Dobro i zło to pojęcia względne - jeśli z takim nastawieniem pójdziesz na terapię (ja wiem, co jest dobre i nikt mi nie wmówi,że jest inaczej) to szkoda czasu.
                                Nie wiem, jak to widzę, albowiem nie jestem terapeutą:) Ale terapeuta najprawdopodobniej pokaże Wam, co chcecie osiągnąć przez swoje strategie i jak można to zrobić inaczej, porozumiewając się wprost, a nie przez destrukcyjne dla związku działania. Albo, być moze, zorientujecie się, że Wasze oczekiwania sa tak różne, że nie warto związku kontynuować.
                                • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:34
                                  Tak,ja wiem, że dobro to nie krzywdzić drugiego, nie przenosić na niego swoich frustracji, nie oskarżać bez powodu, nie przyprawiać kobiety o łzy. Tak samo jest ze złem. Trzeba wiedzieć, co jest dobre, co jest złe. To jest kręgosłup moralny. Relatywizm niewiele tu zmienia. Terapia na pewno może być końcem związku, bo jak ona nic nie da, to co da? Magia? Ech, ciężko mi. Nie robię temu człowiekowi nic złego, a dostaję po łbie. Ale po co ja się skarżę. Nie jestem taka twarda jak mnie tu widzice.
                                  • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:38
                                    Podejrzewam, że Twój mąż też uważa, ze dobrem jest nie lekceważyć drugiego, nie frustrować go, nie doprowadzać do frustracji, szanować. I że to jest kręgosłup moralny.
                                    W skrócie, wybacz, Twoje dobro oznacza, że trzeba spełniać Twoje oczekiwania. To jest w małżeństwie ważne, ale nie ma nic wspólnego z jednoznacznym dobrem i złem.
                                    Czym wiecej piszesz, tym bardziej widzę, ze nie macie żadnych szans na poprawę związku bez terapii. Każde z Was ma swoje przekonania, w Twoim wypadku niewzruszone, będące na kursie kolizyjnym z przekonaniami tej drugiej osoby.
                                    • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:47
                                      Ale niczego mi nie poradziłaś. Terapia odpada. Nad czym mam pracować? Możesz mi coś konkretnego doradzić.
                                      • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:56
                                        Nad tym, aby nie uważać swojego zachowania i charakteru za coś powszechnie obowiązującego. To, ze jedna osoba coś może (nawet, jeśli to naprawdę godne pochwały), to nie znaczy, że każdy może.
                                        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:03
                                          Rozumiem. Czyli mieć większą tolerancję na upierdliwości męża?
                                          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:07
                                            Może ktoś na terapii pracował na tym jak pomóc komuś podnieść jego poczucie wartości? Czy tylko sama osoba dotknięta takim myśleniem o sobie może sobie pomóc?
                                            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:07
                                              Na pewno tu terapia mogłaby pomóc. Podejrzewam, że w wieku Twojego męża bez terapii raczej się nie da.
                                  • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:33
                                    sierpniowa24 napisał(a):

                                    >Nie robię temu człowiekowi nic złego, a dostaję po łbie.

                                    Ale i Twój mąż i forum odbiera jednak Twoje zachowanie inaczej. Przemyśl to, zamiast się nad sobą użalać.
                              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:22
                                1. On zrozumie, że ma niską samoocenę, przestanie męczyć, ja nie będę komentować jego akcji.Jest dobrze. Ale tu znów wychodzi, że to on był sprawcą kwasu w domu.
                                2. Ja wiem wszystko najlepiej, na terapii to do mnie dociera, zmieniam się, daję mężowi odetchnąć, on odzyskuje poczucie wartości. W ten scenariusz nie wierzę, jest niedorzeczny, mąż miał niską samoocenę wchodząc w małżeństwo, a ja gdyby nie miał swoich akcji, byłabym do rany przyłóż żoną.

                                Jakie są jeszcze inne warianty. Jesteście po terapiach. Pomóżcie mi, coś podpowiedzcie, bo tak jak pisałam, mąż na terapię nie pójdzie.
                                • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:26
                                  I znowu Ty wiesz, ze on jest winien, nie ma co roztrząsać dlaczego - facet jest winny, wiec terapia nic nie da, on się ma zmienić, nikt inny. Gdyby mąż był inny, to nie byłoby sprawy, moje zachowanie jest tylko pochodną jego, nigdy odwrotnie.
                                  Tymczasem nie tylko ja, ale sporo innych osób widzi,że sprawa nie jest taka prosta.
                                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:39
                                    Czyli co mam zrobić? Bez terapii. Na co zwrócić uwagę, co zmienić. Skorzystam z tego, bo na małżeństwie, a raczej na męży zwyczajnie mi zależy.
                                    • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:40
                                      Oczywiście zmienić w sobie.
                                      • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:44
                                        Nie wiem i absolutnie nie chciałabym radzić. W takim wypadku spróbowałabym jednak iść do specjalisty, nawet samemu.
                                        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:50
                                          No widzisz, do specjalisty radzisz iść po pomoc. Jednak bez specjalisty oceniłaś mnie dość ostro. No ale tak mnie odebrałaś, masz do tego prawo.
                                      • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:37
                                        sierpniowa24 napisał(a):

                                        > Oczywiście zmienić w sobie.

                                        Odpuść mężowi. Przyznawaj mu rację. Gryź się w język. Nie wytykaj jego błędów. Chwal sama z siebie, a nie dopiero kiedy on o tę pochwałę zabiega czy pyta. Jakże inaczej by było gdybyś powiedziała sama z siebie - o jak pięknie umyłeś samochód, bez oczekiwania na pytanie męża i bez komentarza o ptaku..
                        • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:17
                          Zajmujesz pozycję nieprzekonywalnego besserwissera. Nie chcesz przyjrzeć się sobie, wszystko przenosisz na męża.
                          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:22
                            Przyglądam się sobie bacznie. Od dawna. Od zawsze. Wykonałam sporo pracy na sobie, by być pewna, że nie krzywdzę męża. Skąd taka myśl u Ciebie na mój temat?
                            • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:26
                              Tylko na podstawie tego co i jak piszesz. Nie znam Cię, nie wiem jaka jesteś w rzeczywistości.
                            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:31
                              Wszyscy tu to dostrzegają. Może jednak warto sie zastanowić?
                              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:42
                                Verdano skoro dostrzegłaś, że wszystko wiem najlepiej i pewnie coś mam za paznokciami, to dlaczego dałaś mi radę, bym ostro powiedziała mężowi, by przestał wylewać żale?
                                • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:46
                                  Bo dostrzegłam to dopiero w Twoich kolejnych odpowiedziach. Pisze własnie, ze sa niespójne...
                                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:55
                                    Mój mąż jest niespójny. I o tym też pisałam. Tu na forum nie jest łatwo napisać jak jest do końca, i jakim się jest. Ale może trzeba uwierzyć kobiecie, która pisze, że jest pokojową osobą, a mąż czepia się i obraża bez powodu. Napisałaś, że powody są. Które? Że mąż wariuje nad dezodorantem, zamiast wyrzucić zły do kosza, kupić nowy, a nie trzymać go na półce miesiąc i podbierać synowi jego. I po wielu dniach znów truć o tym kosmetyku. Rada, że dezodorant po 2 użyciach przestanie się sypać jest też nieładna? No to chyba jestem złą kobietą.
                                    • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:24
                                      Ty tez jesteś niespójna. Oboje jesteście. Każdy z Was widzi tylko niespójność drugiego. Nie ma tu kwestii "wiary czy niewiary" - ja jak najbardziej wierzę, że mąż jest upierdliwy i czepialski. Problem w tym, ze używanie dezodorantu syna i czepianie sie o to dla mnie jest też czepialskie. Można było poprosić o odkupienie, ale naprawę, nie ma w tym nic szczególnie nagannego. Uczepiłaś sie dezodorantu tak samo jak mąż. On powiedział, że reklamują wadliwy produkt, bo jemu nie pasował - dla mnie to jest jak najbardziej normalne zachowanie człowieka, który uważa, że kupił bubel. U Ciebie, nie u męża, to urosło do rangi problemu.
                                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:37
                                        Może i masz rację. Bardzo dziękuję Ci za czas i refleksje.
                                    • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:42
                                      sierpniowa24 napisał(a):

                                      > mąż wariuje nad dezodorantem, zamiast wyrzucić zły do
                                      > kosza, kupić nowy, a nie trzymać go na półce miesiąc i podbierać synowi jego. I
                                      > po wielu dniach znów truć o tym kosmetyku.

                                      A co za problem, żebyś za pierwszym razem powiedziała z zainteresowaniem - o to masz pecha, jutro idę do sklepu, kupić ci nowy dezodorant? Chcesz taki sam czy inny? Być może mężowi na takiej trosce z Twojej strony zależy i tego oczekiwał i nie doczekał się?
                                • asia_i_p Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 18:46
                                  Bo wtedy mówisz z równej pozycji, nie oceniasz, kto ma rację, tylko się kłócisz, bo cię wkurza, to jest zdrowe.

                                  Podejście "Przemyślałam to sobie dokładnie i na zimno oceniam, że to wszystko twoja wina" jest bardzo niszczące.

                                  Ty przyjmujesz pozycję bezstronnego arbitra i z takiej pozycji oceniasz, że to ty masz rację. Z takiej pozycji nawet łagodna krytyka jest dużo bardziej uwłaczająca niż niesprawiedliwe oskarżenia wykrzyczane w gorącej kłótni.
                      • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:40
                        milka_milka napisała:

                        > Powiem Ci tak - jeśli wobec męża stosujesz taką samą postawę pt.
                        > "ja wiem lepiej i nikt mi nie wytłumaczy, że jest (albo może być) inaczej",
                        > to ja mu się coraz mniej dziwię.

                        Im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej mam identyczne wrażenie.
    • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:32
      Sierpniowa, czy ty już kiedyś nie zakładałaś podobnego wątku o tym jak mąż obraził się za jakąś odzywkę na syna ?
      Widać, że nic a nic się od tamtego czasu nie zmieniło.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:35
        Nie.
        • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:49
          A faktycznie. Inny nick, ale problem okazał się niemal identyczny a i układ rodzinny jest ten sam, łącznie z odrzucającą, zimną matką męża.
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,164481170,164481170,Problem_z_ocena_zachowan_meza.html
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:55
            Przeczytam ten wątek. Nie jednemu psu Burek. A może coś jest w tym, że matki, które nie są dobre dla synów wypuszczają w dorosłe życie obrażonych panów, którzy potem są wiecznie niezaspokojeni?
    • alpepe Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:36
      Mój ojciec był taki, kiedy się powiedziało, deszcz pada, brał to do siebie i się rzucał, że nie jego wina.
      No pewnie, że nie jego wina. To było neutralne stwierdzenie, taki small talk, a on się wściekał i tak było ze wszystkim. Z latami to się wzmogło. Mój ojciec nie jest jakoś bardzo stary, roczniki '48, ale obecnie to rzucanie się o wszystko, o dosłownie każde pytanie i każdy komunikat jest bez przerwy. Moja matka mówi coś do mnie przez telefon, on dogaduje i wścieka się, że ona źle mówi, nieważne o czym. Owszem, ta niekochająca matka w tle też pewnie była, ale obecnie to u mojego ojca zmiany organiczne. Miał piętnaście lat temu bardzo ciężki wypadek samochodowy, bardzo mocno stłuczony mózg, cudem z tego wyszedł, ale można było zobaczyć, że nie rozumie większości dowcipów słownych. Obecnie jest bardzo otępiały, zapomina zamknąć drzwi do ubikacji, wychodzi z ubikacji z niepodciągniętymi spodniami, powtarza w kółko jak zacięta płyta pewne opowieści.
      Ja cię nie odbieram jak większość forumek, bo wiem, jakie jest życie z osobą, która się obrazi na neutralny komunikat, że deszcz pada, bo ona czuje, że ją się o to obwinia. Absurd? Oczywiście. Na pewno jest to w jakimś stopniu uwarunkowane genetycznie, moja córka na przykład też była dotknięta do żywego, że jej się czegoś odmawia z przyczyn obiektywnych jak wspomniany deszcz za oknem. Mam tylko nadzieję, że mnie to nie dotknie, albo dotknie już w zupełnej końcówce życia.
      A co do dezodorantu, mam wrażenie, że twój mąż boi się podejmować decyzje, może chciał, byś ty wywaliła to dziadostwo i kupiła mu coś lepszego? Może po prostu na to w gruncie rzeczy liczył? Poza tym sprawdź, czy nie tworzysz frontu z synem przeciw ojcu, nieważne, jak niegroźnego.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:14
        No tak, ale tu u Twojego taty to są skutki wypadku. U mojego męża to coś innego. Starałam się, by czuł się dobrze w małżeństwie. Przed ślubem wydawał się bardziej pewny siebie. Może rzeczywiście nie czuje się ze mną dobrze. Zaszczekałam go, dużo o tym myślę. Sama nigdy pierwsza nie atakuję. On tak jakby oczekiwał, że zaraz mu coś powiem, coś niefajnego. Tak ma ze swoją matką. Powiem mu do słuchu, ale tylko wtedy, gdy znów głupieje. Z synem dobrze się dogaduje, choć czasem wspomina, że jak syn był mały to byli ze sobą bliżej.
        • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:33
          Wiesz, jeszcze pomyślałam o czymś innym. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości, zawsze wydaje mi się, że wszystko robię źle, że jestem za mało dobra, profesjonalna, skuteczna. Dochodzi do tego poczucie winy za wszystkie nieszczęścia tego świata. (Prawie za ten deszcz też). Tak było od zawsze. A mojemu mężowi zajęło prawie 15 lat, żeby mnie z tego wyleczyć. Tzn. niskie poczucie wartości mam nadal, ale na to mi nikt nic nie poradzi poza mną samą, natomiast wyleczyłam się z poczucia winy. I tak przyszło mi do głowy, że może Twój mąż, mówiąc tyle o tym dezodorancie (przykładowo), wcale nie skarżyła nie na dezodorant, tylko czuł się winny, że zaufał reklamie i go kupił. Czuł się w tym momencie głupszy, naiwniejszy.
          A co do dezodorantu syna - może mąż po prostu zapominał sobie kupić dezodorant i nie chciał się do tego przyznać, znów dlatego, żeby nie wyjść na zapominalskiego, co jeszcze bardziej podkopałoby jego poczucie własnej wartości?
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:47
            A czym i jak mąż Cię wyleczył? Mas zsporo racji, że niskie poczucie wartości idzie razem z poczuciem winy, to oczywiste. Mąż wiecznie czuł się winny kiedy matka robiła mu wymówki o absurdalne rzeczy. Tu twierdził, że śmialiśmy się z jego problemów z dezodorantem, że nie mie nawet użyć tak zwykłej rzeczy. Że nie wie, że po paru użyciach przestanie być sproszkowany. Nie bardzo to rozumiem. Ja mu kupiłam to badziewie, ale też jak każda kobieta na dezodorantach zjadłam zęby i wiem czego można się po nich spodziewawać. Głupoty to są i tyle. Nie sposób opisać jak on demonstruje te swoje obrazy, odgradza się ręką, odwraca. No normalnie dziecko w przedszkolu. Ma to od jakiegoś czasu. Choroba odpada, to fanaberie.
            • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:17
              >normalnie dziecko w przedszkolu.

              1. Nie mam pomysłu jak zastąpić godziny rozmów ze specjalista twarzą w twarz wpisem na forum. Terapia małżeńska brzmi jak rozsądny pomysł.

              2. Jeśli naprawdę nie chcesz płacić za terapię, to kup sobie kilka książek o wychowaniu przedszkolaków i konsekwentnie wdrażaj. Mogę ci kilka pozycji polecić, bo akurat mam jednego na stanie, wiec jestem w temacie (synka, nie męża w regresji do przedszkolaka). W takiej sytuacji polecają reakcje empatyczną wyrażoną mową ciała, pomoc w nazwaniu emocji, przytulenie, pocieszenie, zapewnienie o miłości. Dopiero jak się uspokoi możesz mu wytłumaczyć jak działa dezodorant.
              Jedli uważasz, że nie tak powinna wyglądać relacja między partnerami w związku, i że nie jesteś jego matka, patrz punkt pierwszy.
              • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:34
                Jeszcze doprecyzuje, że nie chodzi mi o to, że nie powinnaś spróbować zmienić podejścia i reagować bardziej empatycznie na męża, kiedy tego potrzebuje. Bardziej, że „wychowywanie” dorosłego człowieka jest nieco uwłaczające, a występowanie z pozycji „rodzica” dla infantylnego męża mogłoby pogłębić problemy - bo on bedzie przedmiotem a nie równorzędnym podmiotem zmiany, której wasze małżeństwo potrzebuje.
            • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:22
              Racjonalnym podejściem i wtłaczaniem mi do głowy, że nie jestem odpowiedzialna za wszystko złe na świecie tak długo, aż sama to zauważyłam. Tym, że nie jestem odpowiedzialna za przysłowiowy tu dezodorant, deszcz i niesmaczne mięso.
            • blue_meerkat Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 08:32
              ' Przed ślubem wydawał się bardziej pewny siebie. Może rzeczywiście nie czuje się ze mną dobrze. Zaszczekałam go, dużo o tym myślę. Sama nigdy pierwsza nie atakuję. On tak jakby oczekiwał, że zaraz mu coś powiem, coś niefajnego'
              Kobieto, przeczytaj raz jeszcze to co sama piszesz. W calym watku ty masz racje, kazdy post musi byc skomentowany, w kazdym podwatku ty masz ostatnie zdanie.
              Meza nie zmienisz kropka. A przewazajaca czesc watku jest o tym jak go zmusic do zmiany. Jesli zrobisz sobie takie zalozenie, czy sama widzisz cokolwiek w sobie do zmiany? Jesli tak, idz sama na terapie. Jesli nie, nie ma potrzeby kontynuowac watku...
              • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:52
                blue_meerkat napisała:

                > Kobieto, przeczytaj raz jeszcze to co sama piszesz. W calym watku ty masz racje,
                > kazdy post musi byc skomentowany, w kazdym podwatku ty masz ostatnie zdanie.
                > Meza nie zmienisz kropka. A przewazajaca czesc watku jest o tym jak go zmusic
                > do zmiany. Jesli zrobisz sobie takie zalozenie, czy sama widzisz cokolwiek w
                > sobie do zmiany? Jesli tak, idz sama na terapie. Jesli nie, nie ma potrzeby
                > kontynuowac watku...

                Uważam, że to bardzo ważny post.
                Dodam tylko, że mnie jeszcze uderzyła postawa: "Chcę Waszej rady, ale ma być taka, jak mi pasuje. Ta jest niedobra, tamta też, tego nie mogę zrobić, tamto kategorycznie odpada - no proszę, dalej, dalej - co innego mi doradzicie?".
        • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:03
          sierpniowa24 napisał(a):

          > No tak, ale tu u Twojego taty to są skutki wypadku. U mojego męża to coś innego
          > . Starałam się, by czuł się dobrze w małżeństwie. Przed ślubem wydawał się bard
          > ziej pewny siebie. Może rzeczywiście nie czuje się ze mną dobrze. Zaszczekałam
          > go, dużo o tym myślę. Sama nigdy pierwsza nie atakuję. On tak jakby oczekiwał,
          > że zaraz mu coś powiem, coś niefajnego. Tak ma ze swoją matką. Powiem mu do słu
          > chu, ale tylko wtedy, gdy znów głupieje.

          Jestem pewna, że jego matka również uwaza, ze przemawia mu „do słuchu” wyłącznie wtedy kiedy ma dobry powód.
          Poza tym, zabieranie się za poważne rozmowy kiedy w grę wchodzą świeże żywe emocje jest skazane na porażkę, bo każde z was w takich momentach wycofuje się do swoich odruchowych postaw i reakcji. Czyli ty wchodziaż w role jego krytycznej matki, a on małego niekochanego chłopca, który nie wierzy, ze coś może zrobić dobrze. Sama powiedziałaś ze jego tak zalewają emocje, ze zachowuje się nieracjonalnie. W takich momentach nic nie osiągniesz.
          • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:10
            Dezodorant to właśnie są wymówki o absurdalne rzeczy... Czasem idealnie jest nic nie mówić.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:37
            Może tak być, że on tak to odbiera. Matka i ja zlewają mu się w jedno. Straszne. Ponieważ na terapię nie pójdzie, spróbuję sama coś robić. Mniej gadać, więcej myśleć, coś przemilczeć. W emocjach rozmowy są koszmarne. Zawsze to samo. W spokoju mąż często mi mówi, wiesz nie wiem jak sobie radzić z nerwicą, jaka dopada mnie po nocnym dyżurze. Po jego odespaniu w dzień wszystko we mnie chodzi. Bywa wtedy nieznośny, twierdzi, że nie chce taki być. Kiedy go poznałam miał problemy z matką, sama zanosiłam jej list do szpitala, w którym zapewniał, że jest dla niego ważna. Zawsze było jej mało, zawsze mu mówiła, że nie jest wystarczająco dobrym synem. Zbagatelizowałam to wtedy, kiedy mi mówił, co to za list. Interesował mnie wtedy tylko on, nie jego matka i ich relacje. Potem jakoś to ciągnęliśmy, ale teraz, kiedy zaczął się starzeć stał się bardzo drażliwy. Z matką nic mu się nie zmieniło, a przy mnie nie odzyskał poczucia wartości, której szukał. Tak to wygląda. Chce by dom był idealny, to znaczy ja i syn. Nam nie wolno się złościć, być smutnymi, o zwróceniu mu uwagi mowy nie ma. On tylko to może. Przegrana sprawa, choć ja naprawdę walczę o niego, o to małżeństwo. Raz tylko powiedziałam, że odejdę, bo mam dość. Był w takim stanie, że więcej nie mogłabym mu tego zrobić. On biaduje nad sobą i światem, wszyscy źli, wszystko złe, a ja coraz bardziej się ,,mądrzę", bo robię wszystko, by te jego gadki odeprzeć, bo nie zgadzam się na takie myślenie. Chcę żyć lżej, bez tej udręki, też mam swoje cierpienia, straty, ale chcę skupiać się w naszym domu na dobrych uczuciach jakie mamy dla siebie. Gotuję się, kiedy on podważa je, widzi w nas agresorów, kiedy usiłuje udowadniać nam swoją wartość. Dla mnie to chore, bo ja wzięłam go sobie za męża świadomie i jego dobro leży mi każdego dnia na sercu.
        • alpepe Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:09
          Nie zrozumiałaś. Mój ojciec już wcześniej taki był, przed wypadkiem. Po wypadku to się tylko wzmogło.
    • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:04
      > Prosiłam, by z tym skończył, że nie jest to dojrzałe, poważne, że rozwala dobrą atmosferę rodziny.

      to jest cały problem, uważasz się za centralną postać rodziny która wszystko wie najlepiej
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:12
        Nie uważam się za takie centrum, wręcz przeciwnie.
        • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:23
          Tu zdecydowanie mogę się mylić, bo psycholog ze mnie taki, jak śpiewaczka operowa.
          Ty nie uważasz sie za centrum rodziny, bo czujesz się w rodzinie na drugim planie. Na pierwszym jest mąż i jego marudzenie, wokół którego wszystko się kręci. Nie dostajesz tego, na czym Ci zależny - poczucia bezpieczeństwa, stabilności i świętego spokoju - a przede wszystkim nie widzisz, ze Twoje starania i dobre chęci przynoszą jakikolwiek rezultat. Ty ustępujesz, Ty musisz sie dostosować, co z Ciebie za centrum?
          A jednak jesteś centrum, bo decydujesz, jak rodzina ma wyglądać, jakie mieć wartości, jaka ma być w niej hierarchia . Jestem przekonana, ze dla męża i syna jesteś centrum i tak widza Waszą rodzinę. Tylko nie masz z tego żadnego pożytku, prócz rozczarowania i nerwów. Bo Ty musisz decydować, Ciebie pytają o zdanie, bez Ciebie nic nie będzie załatwione, ale i tak Twoje potrzeby są na końcu.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 23:07
            No to błędna diagnoza. Syn i mąż są samodzielni w decyzjach i wyborach, jak to w rodzinie czasem proszą o pomoc. Niczego im nie ustalam, syna wychowałam, jest dorosły, szanuje mnie i tyle. Co daje mi mąż? Dużo plus zgryzotę o której napisałam. Niemniej ciekawe co napisałaś.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:16
        No tak wiem wszystko najlepiej, bo mówię że stałe dąsy niszczą rodzinę. To mi doradziłeś.
        • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:20
          ja ci nic nie mogę doradzić, raczej temu biednemu mężowi bym powiedział trzymaj się stary i nie zwracaj uwagi co mówi stara, umyłeś samochód i błyszczy jak ***
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:55
            Bez komentsrza Heniu.
          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:09
            heniek.8 napisał:

            > ja ci nic nie mogę doradzić, raczej temu biednemu mężowi bym powiedział trzymaj
            > się stary i nie zwracaj uwagi co mówi stara, umyłeś samochód i błyszczy jak **
            > *

            tak jest
            i nie pytaj się jej już nigdy czy ładnie umyłeś samochód


    • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:08
      życzę twojemu mężowi, aby odkleił się od ciebie i nie szukał w tobie potwierdzenia własnej wartości, bo jej nie znajdzie

      życzę mu wielu koleżanek, które będą go bardziej lubiły, niż własna żona



      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:32
        Przeczytałam, dziękuję. Niestety nijak ma się to do sytuacji. To tak jakbym ja napisała, że życzę Twojemu mężowi kochającej żony. Nic o Was nie wiedząc. Gdybym go nie lubiła, dokuczała mu, a on by się obrażał to co innego. To nie taka sytuacja. Umyty na myjni mechanicznej samochód, mąż pyta czy łafnie umyty, ja mówię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe! Ludzie, no nie wierzę.
        • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:41
          I dopóki nie uwierzysz, nic się między Wami nie zmieni.
        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:45
          sierpniowa24 napisał(a):

          > Pmąż pyta czy łafnie umyty

          nie wiem, po co w ogóle o to pyta - powinien wiedzieć, że ciebie nie należy o takie rzeczy pytać, naprawdę powinien odwiązać się od twoich ocen jego osoby

        • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:04
          sierpniowa24 napisał(a):

          > Umyty na myjni mechanicznej samochód, mąż pyta czy łafnie umyty,
          > ja mówię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe!

          Jest coś takiego jak kontekst całej sytuacji. I wcześniejsze doświadczenia. I kropla, która przelewa czarę.
          Coraz bardziej mam wrażenie, że zachowanie męża to skutek tego wszystkiego.
          W normalnych okolicznościach prawdopodobnie zareagowałby normalnie. Ale z jakiegoś powodu reaguje jak histeryczny przedszkolak.
          Pisałaś, że nie ma/miał dobrej relacji z matką, to sporo wyjaśnia. Ale wydaje się, że powiela ją z Tobą, może nie identycznie, nie idealnie 1:1, ale ktoś, kto zawsze był "nie dość idealny", "nie spełniał oczekiwań" - może przesadnie reagować na coś, co w jego pojęciu jest krytyką.
          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:07
            ola_dom napisała:

            > smoże przesadnie reag
            > ować na coś, co w jego pojęciu jest krytyką.
            >

            już jej to tu radzono, ale odrzuciła tę propozycję :-)


          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:44
            To jest jądro problemu. Jego relacje z matką są coraz gorsze. Ostatni czas to próby męża, by matka przyznała się do tego że nawaliła. By zoobrazować ich relacje dwa stałe zdania matki. Gdybyś był dobrym synem. Za co sobie to kupiłeś! Albo inne zdania. Nie liczę na ciebie na starość. Gdybyś się bardziej starał. Mąż często wył jak pies po takich słowach. A matka? Ostatnio powiedziała mu, ja nie mam sobie nic do zarzucenia, bóg mnie osądzi.
            • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:46
              sierpniowa24 napisał(a):

              > Ostatnio powiedziała mu, ja nie
              > mam sobie nic do zarzucenia

              to zupełnie tak, jak ty


              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:54
                Już tyle razy powiedziałaś, co o mnie myślisz. Wystarczy.
                • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:08
                  sierpniowa24 napisał(a):

                  > Już tyle razy powiedziałaś, co o mnie myślisz. Wystarczy.

                  wybacz, ale to ja decyduję, kiedy i co piszę, nie ty

                  nie jestem twoim mężem, abyś mnie stawiała do pionu


                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:31
                    To ja prosiłam o pomoc i już Ci dziękuję. Ale jeśli coś masz z tego działania jak zdarta płyta?
            • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:03
              sierpniowa24 napisał(a):

              > Nie liczę na ciebie na starość. Gdybyś się bardziej starał.
              > Mąż często wył jak pies po takich słowach.

              A co Ty wtedy mówiłaś/robiłaś?
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:24
                Zawsze to samo. Masz nas, ona się nie zmieni. Awtedy mąż, ale jak bylem mały to przecież zajmowała się mną, kupowała, karmiła. Zmnieniła się? Takie mąż ma dylematy. A nawet ostatnio wyrzucał sobie, że jest do kitu, bo nie umie jej zmienić.
                • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:33
                  sierpniowa24 napisał(a):

                  > Zawsze to samo. Masz nas, ona się nie zmieni.

                  To może być marna pociecha, skoro w domu ma podobną sytuację...

                  > A nawet ostatnio wyrzucał sobie, że jest do kitu, bo nie umie jej zmienić.

                  Hmm... to on tak sobie wyrzuca, czy Ty tak wyrzucasz? Czy mąż przejął "domowy klimat", że najlepiej zmienić kogoś - no bo przecież nie siebie?
        • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:52
          sierpniowa24 napisał(a):

          Gdyby
          > m go nie lubiła, dokuczała mu, a on by się obrażał to co innego. To nie taka sy
          > tuacja.

          Ależ nie ma znaczenia czy dokuczasz mu specjalnie czy tylko "tak ci wychodzi niechcący". Efekt jest taki sam.


          Umyty na myjni mechanicznej samochód, mąż pyta czy łafnie umyty, ja mów
          > ię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe! Ludzie, no nie
          > wierzę.

          Radość zepsułaś TY zupełnie zbędną uwagą o ptaszku.

          Wyobraź sobie, że kupiłaś sobie wymarzoną sukienkę, przychodzisz do koleżanki i pokazujesz cała dumna, a ona ci zwraca uwagę - no fajna, ale tu z tyłu jest jakaś zastarzała tłusta czarna plama. Jak byś się czuła? tak się czuje Twój mąż czy w to wierzysz czy nie. Gasisz jego radość.
        • verdana Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 15:01
          Zapytałam męża i syna, jak by zareagowali na taką uwagę, jak ta o samochodzie. Obaj powiedzieli, że byłoby im przykro. Czyli nie tylko Twój maż tak by zareagował.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:36
        I mój mąż nie jest typem który otacza się koleżankami. Rada złośliwa, ale co ona wnosi?
        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:43
          sierpniowa24 napisał(a):

          > I mój mąż nie jest typem który otacza się koleżankami.

          a szkoda
          może gdyby się otaczał, byłby mniej sfrustrowany

          pytałaś ludzi o opinie, to je masz - takie, siakie i owakie
          moja jest taka, jak napisałam

          przeczytałam wszystkie twoje wypowiedzi w tym wątku oraz w tym, w którym - pod innym nickiem - piszesz to samo, tylko dajesz inne przykłady
          na tej podstawie napisałam to, co napisałam - jeśli pytasz, gdzie jest problem, to ja odpowiadam tak: jest on w tobie

          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:50
            Pod jakim nickiem? No dobrze, to forum, nie każdy może pomóc.
            • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:00
              wiesz, pod jakim
              ten samy styl, ten sam język, ten sam problem, ta sama zimna, apodyktyczna, nieomylna kobieta :-)

              ty nie przyszłaś tu na forum po pomoc, przyszłaś po to, aby utwierdzić się w tym jaki ten mąż jest niedojrzały, infantylny i marudny - przecież nie przyjmujesz do wiadomości opinii innych, niz twoja własna (tak samo zapewne jest w twoim domu)

              jeśli chcesz pomocy, idź na dobrą terapię
              sama

              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:28
                Vagonetko nie jesteś nieomylna, tak jak ja. Niestety nie pisałam tu wcześniej. Wątek przeczytałam. Mój mąż nie męczy nas swoimi zainteresowaniami, syn ma dobry kontakt z ojcem, na wakacje od dawna jeździ sam. Zimna nie jestem, wręcz przeciwnie. Niemniej dziękuję za zaangażowanie.
                • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:38
                  sierpniowa24 napisał(a):

                  > Zimna nie jestem, wręcz prze
                  > ciwnie.

                  nikt nie jest sędzią we własnej sprawie
                  w mojej ocenie jesteś chłodna, opanowana, nieomylna, o czym świadczy to co i jak piszesz

                  Niemniej dziękuję za zaangażowanie.

                  żadne zaangażowanie, mała przerwa w pracy na herbatkę :-)


                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:46
                    Opanowana? Chciałabym. Dobrej herbaty.
                    • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:47
                      opanowana
                      sama pisałaś, że panujesz nad sobą i nie obciążasz nikogo złym samopoczuciem
                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:52
                        To prawda. Talerzem potrafię jednak rzucić.
        • anula36 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:58
          ja mówię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe! Ludzie, no nie wierzę.

          Tobie radosc zepsul ptaszek, a mezowi Ty - tak to odbieram.

          A moze Ty za cos meza bardzo nie lubisz i tak podswiadomie mu dowalasz, on sie burzy, Ty go coraz bardzoej nie lubisz i kolo sie zamyka.


          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:18
            Przecież ptaszek nie zepsuł mi radości, tak się mówi z uśmiechem. Luzu trochę, ludzie. Męże kocham, lubię, podoba mi się, cenię go. Denerwuje mnie to konkretne zachowanie, żal mi męża. Nie umiem go z tego myślenia, ze jest do kitu wyrwać.
            • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:23
              Bo nie wyrwiesz go z tego myślenia, to może zrobić tylko on sam.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:25
                Problem w tym, że on nie umie.
                • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:33
                  Ależ oczywiście, że nie umie, tego trzeba się nauczyć np. w terapii, czytając książki, rozmawiając z ludźmi np. na tym forum. To wymaga jednak chęci zmiany, bez tej motywacji wszystko zostanie po staremu.
                  • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:41
                    Twój mąż poszedł po linii najniższego oporu. Przyjmuje rolę pokrzywdzonej ofiary, chociaż wierząc twoim słowom, zupełnie bezpodstawnie. Tylko, że tak jest łatwiej, po co mam się zmieniać skoro jestem biedny, poużalam się nad swoim losem, ponarzekam, rodzina przecież wszystko zniesie. Ciekawe jak długo starczy ci sił tolerować jego zachowanie?
                • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:34
                  A powiedziałaś mu to co nam piszesz? Że jest infantylny, małostkowy, żenujący?
                  Że powinien brać przykład z ciebie?

                  Od tego należało by zacząć
                  • anula36 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 12:45
                    tez mnie to uderzylo, dlatego uwazam ,ze tak naprawde niezbyt bohaterka watku swiego meza lubi. I ma zal do niego ze psuje atmosfere w domu.
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 13:31
                    Setki razy. Nie ma brać przykładu ze mnie. Ma się uwolnić od myślenia, że jest do niczego, emocjonalnie odciąć się od matki. Bo teraz cierpi, wciąż szuka potwierdzenia swojej wartości, to mnie męczy też. Czytać nie chce, terapii też nie. Jest na etapie nic już nie da się zrobić. Jego motto w relacji z matką, wszystko albo nic. Czyli źle znosi rozluźnienie z nią więzi, zerwanie kontaktu, próby przemówienia do niej. Tego próbował. Kiedy go chwalę, za byle co, mówi, że co to takiego znów zrobił, byle co. Ma prawie 50 lat, wciąż udowadnia matce, że coś może. Że coś mu wyszło. A ona niewzruszona za chwilę powie że tamten to ma dopiero. Ja jego matką nie jestem, ale widać boi się odrzucenia. A ja walczę z wiatrakami.
                    • anula36 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 13:38
                      przekichane bo matka umrze,maz bedzie dalej udowadnial,a Ty walczyla z wiatrakami:(
                      • anula36 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 13:41
                        a moze cos pusc mezowi do posluchania chocby Kasi Miller ktora bardzo szczerze i przejmujaco,ale prawdziwie,mowila wiele razy o tym jak doszla do tego ze matka jej nie kochala i jak musiala sie z tym pogodzic? A mimo to jaka jest pozytywna osoba.
                    • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:01
                      Terapia nie, książki nie, tylko żeby ta matka w końcu zaakceptowała, powiedziała coś miłego, że jest wystarczający, że nie musi już niczego udowadniać... Wiesz tylko że to nie nastąpi i choćbyś walnęła stójkę na rzęsach to twoje zapewnienia i tłumaczenia bledną z tym co powie matka. Bo gdyby to ona powiedział coś budującego to byłoby coś, a tak żona coś tam brzęczy, a on w to i tak nie wierzy.
                      Stawiaj mu granice i zacznij wymagać dorosłych zachowań. Trochę separuj się psychicznie tak aby jego obrażalskie jazdy nie niszczyły ci samopoczucia. To ty tu sobie siedź naburmuszony, a ja skoczę na miasto np. do kina, kosmetyczki czy dawno niewidzianej koleżanki. Przywiązuj coraz mniejszą wagę do jego "poczucia skrzywdzenia", bo widzę że wciąga cię te szantaż emocjonalny.
                      • blue_meerkat Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 15:00
                        Mysle ze tak sie nie da - jesli maz zacznie stawiac granice matce, najprawdopodobnie postawi je tez zonie. I bedzie kolejny watek jaki to on niedobry. Juz lepiej niech sie nie zmienia, przynajmniej jest na kogo ponarzekac...
                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 15:54
                        Mądre słowa. Dziękuję.
                        • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 15:56
                          sierpniowa24 napisał(a):

                          > Mądre słowa. Dziękuję.

                          Wreszcie ktoś napisał to, co sama chciałaś napisać, ale Ci nie wypadało.
                          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 16:08
                            Dokładnie.
                            • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 16:27
                              sierpniowa24 napisał(a):

                              > Dokładnie.

                              To ja się pytam - po co w ogóle przyszłaś na forum?
                              Aha - to też ktoś już tu napisał - żeby się utwierdzić w przekonaniu, że mąż jest beznadziejny, a Ty taaaaka biedna....
                              Tylko trochę nie do końca procentowo posty układają się po Twojej myśli.
                              Ale to też nie ma większego znaczenia, bo Ty czytasz i przyswajasz wyłącznie to, co sama wiesz.

                              Choć nie zniosłabym takiego chłopa w domu, to mu naprawdę szczerze i gorąco współczuję. Wpadł z deszczu pod rynnę - i jeszcze go ptaszek obsrał przy okazji.
                              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 16:38
                                No zatem jak napisałaś nie zniosłabyś mojego męża, to ja napiszę krótko. Dobrze że na Ciebie nie trafił. A przecież Ty sama masz problemy z mamą. A niczego mu poradzić nie umiesz, nie chcesz. Wolisz mnie dołożyć.
                                • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 16:52
                                  sierpniowa24 napisał(a):

                                  > A przecież Ty sama masz problemy z mamą. A niczego mu poradzić nie umiesz, nie chcesz.

                                  Co więcej mogę poradzić nad to, co napisała Ci tutaj większość osób?
                                  Tak, mam problemy z mamą. Ale największe problemy są za mną, a wiesz dlaczego? Bo jak tu przyszłam po radę, to pokornie słuchałam, czytałam i przynajmniej starałam się zastanowić nad tym, co mi pisano. A potem, na ile umiałam, wcielałam w życie, starałam się, próbowałam, zmieniałam.

                                  A Ty piszesz tak samo, jak grubas, który przychodzi do dietetyka i żąda, żeby ten mu przepisał dietę, ale żeby w żadnym razie nie zabraniał mu jeść tego, co grubas lubi, bo nie ma mowy, żeby z tego zrezygnował.
                                  Aż w końcu trafia na dietetyka, który go głaszcze po główce, każe grubasowi jeść jego ulubione rzeczy - więc grubas jest zachwycony, że wreszcie trafił na mądrego lekarza. Idzie do domu i tyje dalej - ale już z błogosławieństwem "mądrego dietetyka".

                                  Tyle samo to mniej więcej ma sensu.
                                  • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:00
                                    ola_dom napisała:


                                    > A Ty piszesz tak samo, jak grubas, który przychodzi do dietetyka i żąda, żeby t
                                    > en mu przepisał dietę

                                    gorzej - żeby przepisał dietę innej osobie, bez jej zbadania, bez rozmowy itp

                                    sierpniowa pyta nas o rady dla męża, nie dla siebie

                                    a ja myślę, że jeśli mąż chce rady, powinien po nią przyjść sam, my możemy radzić tylko temu, kto pyta, czyli w tym wypadku sierpniowej - co może zrobić ona



                                    • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:07
                                      wagonetka napisał(a):

                                      > gorzej - żeby przepisał dietę innej osobie, bez jej zbadania, bez rozmowy itp

                                      > sierpniowa pyta nas o rady dla męża, nie dla siebie

                                      Masz rację. Przecież w końcu sierpniowa wszystko robi dobrze, nie potrzebuje rad dla siebie.
                                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:15
                                        A co robię źle? Wspieram męża, kocham, gadam każdego dnia, że wspaniały. Czy Wy wiecie o czym piszecie?
                                        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:19
                                          sierpniowa24 napisał(a):

                                          > A co robię źle?

                                          nic nie robisz źle, jesteś perfekcyjnie wspaniała, to tylko on jest "niedowartościowany, niedojrzały, infantylny"
                                      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:16
                                        ola_dom napisała:


                                        > Masz rację. Przecież w końcu sierpniowa wszystko robi dobrze, nie potrzebuje ra
                                        > d dla siebie.


                                        otóż to

                                        ale ja mam dla męża radę

                                        jeśli sierpniowa spyta go:
                                        - ładnie umyłam okno?
                                        niech odpowie:
                                        - pięknie, ale szkoda, że spadł deszcz i dalej jest brudne

                                        albo

                                        - ładną kupiłam sukienkę?
                                        - bardzo ładną, ale szkoda, że nie masz dłuższych nóg, wyglądałaby lepiej

                                        albo

                                        - mam nową fryzurę, ładna?
                                        - bardzo ładna, ale gdybyś miała gęste włosy byłaby ładniejsza

                                        (to tak w związku z tym samochodem, który mąż umył, o zgrozo, w myjni, czego sierpniowa nie omieszkała zaznaczyć - oczywiście po to, aby podkreślić, że to umycie to żadna tam zasługa)


                                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:26
                                        Potrzebuje rady, tylko prawie nikt tu nie umie jej dać. Żegnam panie. Mąż tu nie wejdzie, bo uznaje takie fora za ,,bełkot". Kto wie, może ma rację.
                                        • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:28
                                          przecież sprawa jest prosta, on na ciebie nie zasługuje a ty się pytasz jak go zmienić
                                          mogłaś mieć tylu wspaniałych facetów to akurat uparłaś się żeby marnować życie przy takim łamadze
                                          nie da się go zmienić, albo jesteś sama albo poszukaj kogoś innego
                                          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:37
                                            Tak tak tak tak tak, to jest to. Idę szukać nowego pana. Bez matki i z garaże, tak by ptaszki mi na samochód nie robiły.
                                            • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:38
                                              sierpniowa24 napisał(a):

                                              > Tak tak tak tak tak, to jest to. Idę szukać nowego pana. Bez matki i z garaże,
                                              > tak by ptaszki mi na samochód nie robiły.

                                              win-win
                                        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:39
                                          sierpniowa24 napisał(a):

                                          > Potrzebuje rady, tylko prawie nikt tu nie umie jej dać.

                                          dostałaś mnóstwo rad, a to, że tylko jedna (ta po twojej myśli) ci się spodobała to całkiem inna sprawa :-)

                                          ludzie tu radzą z własnego doświadczenia, jeśli potrzebujesz rady fachowej musisz udać się do specjalisty - on ci powie, co możesz u siebie zmienić

                                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 17:12
                                    A co mam zrobić? zaciągnąć siłą męża na terapię, bo tylko tyle mi tu doradzono. Tego nie mogę. Albo uwierzyć, że to ja jestem powodem złego samopoczucia męża. Czyli nie dowalać mu. Problem tylko w tym, że ja mu nie dowalam. Te rady są napuszone i puste. Dziękuję, uciekam stąd. A Tobie radzę ostrożniej oceniać ludzi. To, że Twoje rady nie zrobiły tego, czego oczekiwałaś, nie znaczy, że ich nie analizowałam, pojąć nie mogłam, są mi niewygodne itd. Mogą być zwyczajnie nie te. Musisz to przełknąć. Mam małe pole manewru. Terapia nie obejmie każdego. Z forum wezmę to co się da, również to z czym się nie zgadzam, bo nie jest zgodne z prawdą. A przecież znam swoje intencje i uczucia do własnego męża lepiej niż Ty.
                                • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 16:56
                                  sierpniowa24 napisał(a):

                                  > A niczego mu
                                  > poradzić nie umiesz, nie chcesz.

                                  a to on tu przyszedł po radę? nie
                                  niech przyjdzie, ale osobiście, to z nim pogadamy na pewno

                              • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 21:05
                                Olu chyba zaszło male nieporozumienie i was poniosło. Autorka odniosła się do mojego wpisu, w którym pisałem by stawiała granice mężowi kiedy ten strzela jej focha. Tylko, że tak pocisnęliście dziewczynie, że pewnie już tego nie uda się ustalić - szkoda.
                                • ola_dom Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 09:36
                                  gonzo_101 napisał:

                                  > Tylko, że tak pocisnęliście dziewczynie, że pewnie już tego nie uda się ustalić - szkoda.

                                  Na podstawie setki postów, ich ogólnego tonu i wydźwięku śmiem stwierdzić, że to akurat da się dość łatwo ustalić.
                                  Przecież ten, jak to nazwałeś "lincz", nie zaczął się od trzeciej wypowiedzi w tym wątku.
                                  Przecież tutaj w zasadzie nie było rozmowy - sto postów o tym samym, w kółko zapartych.
                    • verdana Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 15:06
                      Matka twierdzi, ze mąż jest do niczego, a mąż to łyka i przez to cierpi. Ma wiec, zamiast słuchać matki, być posłuszny Tobie, zmienić się, bo na razie jest do niczego.
                      Nie widzisz, że masz zbliżone wymagania do jego matki? Mąż musi zachowywać sie dokładnie zgodnie z oczekiwaniami drugiej strony, podporządkować sie wizji "idealnego syna", czy "właściwego męża". Chciałabyś, aby Tobie mąż też udowodnił, ze coś może - ze moze się całkowicie zmienić. Zaaprobujecie go tylko wtedy, gdy będzie inny niż jest. Obie go odrzucacie, matka totalnie, ty w duzej części. Trudno sie dziwić, ze facet ma dosyć i się wycofuje.
                      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 15:51
                        Posłuszny mnie? A niby po co, w czym? Chcę, by był wolny od myśli, że jest do niczego. Całkowicie ma się zmienić? Nie daj Bóg. Z kim będę gadała o tym, co nas wspólnie interesuje, co kochamy, kto będzie mi siekał jabłko, gdy boli mnie gardło, kto będzie tak się do mnie uśmiechał i troszczył o mnie? Chcę tylko, by cenił siebie.
                        • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 18:19
                          bywa że ludzie nie pasują do siebie i nie da się ich zmienić żeby jedno i drugie było zadowolone
                          dopóki było dziecko to jakoś graliście i udawaliście, ale zaraz się usamodzielni i można przestać udawać i oszukiwać siebie
                          chcesz z nim przeżyć resztę życia to zaciśnij zęby, statystycznie zostało już tylko ze 25 lat, wytrzymasz
                          a jak chcesz żyć bez takiego safanduły, to zrób tak żeby wyglądało na wypadek
    • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:10
      Może mi się wydaje, ale mąż szuka u ciebie potwierdzenia o swojej bezwartościowości. A ty go tylko wspierasz, doradzasz, motywujesz i to go wytrąca z równowagi, bo nie potwierdzasz jego przekonania na swój własny temat. Dlatego czepia się takich "pierdół" jak dezodorant czy ptasia kupa aby móc w końcu poczuć się odrzucony i obrażony. Mąż ustawicznie wpycha cię w rolę żony czepialskiej, poniżającej, kręcącej nosem, a ty się przed tą niewdzięczną rolą bronisz. Nie widzisz, że nosi na plecach kartkę z napisem: Wiem, że jestem do niczego, kopnij mnie - czekam na to".
      Możesz pokrótce napisać jak wyglądają jego relacje z rodzicami, szczególnie z matką?
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:50
        Opisałam ich relację wyżej.
      • sebalda Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 14:26
        gonzo_101 napisał:

        > Mąż ustawicznie wpycha cię w rolę żony czepialskiej, poniża
        > jącej, kręcącej nosem, a ty się przed tą niewdzięczną rolą bronisz. Nie widzisz
        > , że nosi na plecach kartkę z napisem: Wiem, że jestem do niczego, kopnij mnie
        > - czekam na to".


        Dawno tu nie pisałam, ale ten wątek mnie wyjątkowo zainteresował. Moim zdaniem Gonzo trafił w punkt.
        A irytację autorki rozumiem dobrze, bo słabo się żyje z kimś, kto lepiej wie, co miałam na myśli. Czyli: mówię coś neutralnego, normalnym tonem, bez żadnych podtekstów, a dostaję odpowiedź z czapy i zarzut, że: się czepiam, podnoszę głos, unoszę brew, jestem wściekła. Gdy zaprzeczam, atak przybiera na sile, bo się tłumaczę. I to nieodmienne: bo Ty tego nie kontrolujesz! Są sytuacje, kiedy jestem poirytowana i może się trochę czepiam (jak każdy czasami, nie jestem maszyną), ale o tym wiem, bo to się zwyczajnie wie. Gdy przesadzę, przepraszam, ale gdy nie jestem w najmniejszym stopniu zła, a wmawia mi się złość, czuję się niefajnie. I o to chodzi. Bo po takim wmawianiu mi winy, rzeczywiście czasami się wkurzam.
        Niczym nie zarządza się tak dobrze jak poczuciem winy.
        Rada: olewać, nie wdawać się, broń Boże, w dyskusje, nie tłumaczyć się. Trudne, ale wykonalne.
    • wagonetka problem jest w tym, 26.03.18, 18:05
      że - gdybyś napisała, że martwisz się o męża i nie wiesz, jak mu pomóc, na pewno dostałabyś więcej zrozumienia

      ale ty napisałaś, że mąż cię wkurza, że nie akceptujesz, nie wytrzymujesz jego autentycznego, trudnego problemu

      dlatego dostałaś to, co dostałaś

      • abecadlooooo Re: problem jest w tym, 26.03.18, 18:48
        Gonzo ma rację. To lincz. Nie czytałaś ile razy autorka pisała że kocha męża, że jest jej go żal, że chce by nie myślał tak o sobie. To przecież jej troska, martwienie się o męża. A że denetwują ją zachowania męża to normalne.
        • wagonetka Re: problem jest w tym, 27.03.18, 10:15
          lincz? nie żartuj

          mąż ma poważne problemy emocjonalne, takie problemy powinno sie leczyć a terapia jest długa i trudna - można powiedzieć, że jest chory

          a tymczasem sierpniowa, zamiast skupić sie na tym, jak spowodować, aby mąż podjął leczenie skupia sie na sobie, na tym, że nie może już z tą jego chorobą wytrzymać i pyta o radę, co ma zrobić, aby mąż się zmienił jednocześnie odrzucając wszelkie rady dotyczące leczenia tej choroby

          tak postępuje kochająca żona?

          czy kochająca żona wyraża sie o mężu tak pogardliwie, jak sierpniowa?




          -
          • abecadlooooo Re: problem jest w tym, 27.03.18, 11:11
            Tak to odebrałam, podobnie jak kolega forumowicz. Autorka kocha męża, nie skupia się na zaciągnięciu go na terapię bo wie że on nie pójdzie. Skupia się na nim i na sobie, to normalne. Dostała rzeczową dziś radę od enith. Jest tam wszystko co trzeba, bez złośliwości, oceniania. I choć ona radzi terapię to jest tam trafna informacja dla autorki. Kiedy nauczy się innych reakcji na fochy męża sytuacja może ją pozytywnie zaskoczyć. Mam podobny przypadek w domu. Mąż i jego diabelska mamusia plus wiara męża że zmieni rodzicielkę. Szalał równo, czasem robi to nadal. Dawniej ja szalałam razem z nim bo zmuszał mnie i do analiz jego cierpień i kontaktów z matką. O terapii nie chce słyszeć. Postanowiłam skończyć z jego mamusią i nie robić z nim teatru dramatycznego. Mówię, to twoje zoo i sam je ogarniaj skoro nie chcesz fachowca zatrudnić. Drażni mnie jego boleść, ale kocham dziada i on mnie również.
            • wagonetka Re: problem jest w tym, 27.03.18, 11:23
              abecadlooooo napisał(a):

              > Autorka kocha męża, nie skupi
              > a się na zaciągnięciu go na terapię bo wie że on nie pójdzie.

              moim zdaniem powinna pytać o to, co zrobić, aby mąż zechciał leczyć swoją chorobę, bo tak silne emocjonalne uzależnienie od matki to choroba

              na tę chorobę sierpniowa użyła tu w którymś momencie określenia "fanaberie"

              mało tego, twierdzi, że skoro ona panuje nad swoimi emocjami to on też powinien - to jest wsparcie kochającej osoby?

              nie


              • abecadlooooo Re: problem jest w tym, 27.03.18, 11:47
                A co powinna zrobić by chciał iść na terapię?
                • ola_dom Re: problem jest w tym, 27.03.18, 11:53
                  abecadlooooo napisał(a):

                  > A co powinna zrobić by chciał iść na terapię?

                  A czy to jest jedyne rozwiązanie problemu w tym domu?
                  Siłą się go nie zmusi.
                  Tak jak ja nie byłam w stanie sprawić, żeby moja mama poszła na terapię. Ale mogłam pójść sama.
                  Ale sierpniowa "nie pójdzie, bo tam rozwodzą małżeństwa".
                • wagonetka Re: problem jest w tym, 27.03.18, 11:55
                  abecadlooooo napisał(a):

                  > A co powinna zrobić by chciał iść na terapię?

                  powinna sama iść do dobrego terapeuty, aby tego się dowiedzieć

                  ale ona nie chce


                  • abecadlooooo Re: problem jest w tym, 27.03.18, 12:03
                    Tego nie wiemy.
                    • wagonetka Re: problem jest w tym, 27.03.18, 12:14
                      wiemy

                      odpowiedź sierpniowej na propozycję terapii:
                      "Ja wiem wszystko najlepiej, na terapii to do mnie dociera, zmieniam się, daję mężowi odetchnąć, on odzyskuje poczucie wartości. W ten scenariusz nie wierzę, jest niedorzeczny, mąż miał niską samoocenę wchodząc w małżeństwo, a ja gdyby nie miał swoich akcji, byłabym do rany przyłóż żoną."
                      • eukaliptusy Re: problem jest w tym, 27.03.18, 14:31
                        wagonetka napisał(a):

                        > wiemy
                        >
                        > odpowiedź sierpniowej na propozycję terapii:
                        > "Ja wiem wszystko najlepiej, na terapii to do mnie dociera, zmieniam się, daję
                        > mężowi odetchnąć, on odzyskuje poczucie wartości. W ten scenariusz nie wierzę,
                        > jest niedorzeczny, mąż miał niską samoocenę wchodząc w małżeństwo, a ja gdyby n
                        > ie miał swoich akcji, byłabym do rany przyłóż żoną."


                        Akurat dobry związek niekiedy daje możliwość przeterapeutyzowania sie, poprzez stworzenie więzi z druga osobą, która może po raz pierwszy zaspokoić potrzeby, które wcześniej nie były zaspokojone przez rodziców. Ale podejrzewam, że jesli wybierze sie partnera na wzór rodzica (jak ewidentnie zrobil mąż sierpniowej), to jest to mało prawdopodobne.

                        Sierpniowa, jesli jeszcze czytasz ten wątek - to czego oczekujesz od terapii to jest temat na pierwsze spotkanie z terapeuta. Możesz spokojnie omówić ten scenariusz i dowiedzieć sie czy rzeczywiście jest niedorzeczny.
                        • eukaliptusy Re: problem jest w tym, 27.03.18, 14:39
                          I jeszcze dodam, że prawdziwie niedorzeczne jest przekonanie, że ktoś ci napisze jakąś radę na forum na podstawie twoich wpisów, na przykład „jak mąż zaczyna marudzić to wychodź z domu”, ty przeczytasz, wdrożysz w życie, mąż sie oczywiście zmieni i będziecie żyli długo i szczęśliwie.
                          On kompletnie nie radzi sobie z emocjami, ty też nie radzisz sobie z emocjami, on ma toksyczną matkę, nakręcacie sie nawzajem w tym tańcu od 20 lat, a ty oczekujesz magicznego rozwiązania bez pracy własnej i jego i twojej.
              • abecadlooooo Re: problem jest w tym, 27.03.18, 12:01
                Pisała że rzuci talerzem, że opanowana nie jest. Natomiast pisała że choroby dzielnie znosi w tym akcje z hormonami kobiecymi. Nazwanie problemów męża fanaberiami, ja tego nie uchwyciłam, to emocje, a raczej brak panowania nad nimi. Nie wyklucza to miłości do męża. Kobieta jest zmęczona sytuacją.Pojechać po kimś jest łatwo. Okazać cierpliowość, dopytać nawet pare razy trudno. A przecież nikt tu nikogo nie zmusza do dawania rad. Nawet nie głaskając zbłądzonego można w kulturalny sposób pomóc i powiedzieć tu błądzisz. Ale też to amatorskie forum, czy spełnia dobrą rolę? Jak myślicie? Oceniać kogoś a wskazać drogę albo podpowiedzieć to zupełnie co innego.
                • wagonetka Re: problem jest w tym, 27.03.18, 12:11
                  abecadlooooo napisał(a):

                  > Nawet nie głaskając zbłądzonego można w ku
                  > lturalny sposób pomóc i powiedzieć tu błądzisz.

                  przecież tak właśnie w tym wątku było - przez kilkadziesiąt postów dostawała kulturalne i rzeczowe porady, cóż kiedy wszystkie je w mało sympatyczny sposób odrzucała

    • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 18:14
      Bardzo nie podoba mi się to jak dalej toczy się ta dyskusja. To zaczyna wyglądać na forumowy lincz i jakieś złośliwe docinki. Nie dziwię się, że wątkodawczyni opuszcza forum - sam bym uciekał.
      • abecadlooooo Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 18:51
        Brawa dla pana, choć nie o nie panu chodzilo.
    • enith Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 04:18
      Upierdliwe zachowania zazwyczaj pogłębiają się z wiekiem. Z kolei cierpliwość i tolerancja takich zachowań wraz z wiekiem się obniża. Tobie bokiem wychodzi zachowanie męża, podobnie, jak i jemu rośnie frustracja z powodu tego, jak zachowujesz się ty. Toż to klasyczne wzajemne nakręcanie się pretensji i żali. Na to pomoże tylko terapia. Jeśli nie małżeńska, to indywidualna. Jeśli nie obojga małżonków, to przynajmniej jednego, tego, który szuka pomocy i możliwych rozwiązań. Wypada więc, autorko wątku, że na terapię idziesz ty. Bo skoro wiesz na 100%, że mąż potępia takie rozwiązania w czambuł, to albo będziecie się nadal kisić we własnym sosie albo ktoś wykona ten pierwszy krok w kierunku poprawy sytuacji. Na terapii wydarzy się prawdopodobnie kilka rzeczy. Terapeuta wskaże ci narzędzia i sposoby, jak radzić sobie z niskim poczuciem wartości męża, jego humorami, fochami i obrażalstwem, czyli nauczy cię, jak nie brać do siebie tych raniących cię zachowań. Plusy takiego rozwiązania są dwa. Ty przestaniesz szargać sobie nerwy, to raz. Dwa, twoja zmiana zachowania prawdopodobnie pociągnie za sobą zmianę zachowań męża. I cel osiągnięty, żyjecie długo i szczęśliwie. Inna opcja to taka, że terapia pomoże ci uświadomić sobie, że nie chcesz bądź nie potrafisz bądź nie możesz z jakiegoś powodu tolerować dłużej zachowań męża. Czyli uświadomisz sobie, że nie ma dobrego wyjścia z waszej sytuacji, że perspektywy poprawy waszego pożycia są nikłe lub żadne, że lepiej już nie będzie. Plus tego będzie taki, że przynajmniej będziesz wiedzieć, na czym stoisz i czego się spodziewać. Coraz więcej par ze stażem 20-, 30- i 40-letnim się rozwodzi właśnie dlatego, że skończyła się cierpliwość dla ułomności i bzików współmałżonków. A naprawdę ostatnią rzeczą, jakiej można chcieć, to tkwić do końca życia w związku pełnym frustracji, żali czy wręcz nienawiści.
      • ola_dom Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 09:38
        enith napisała:

        > Inna opcja to taka, że terapia pomoże ci uświadomić sobie, że nie chcesz bądź
        > nie potrafisz bądź nie możesz z jakiegoś powodu tolerować dłużej zachowań męża.
        > Czyli uświadomisz sobie, że nie ma dobrego wyjścia z waszej sytuacji, że perspektywy
        > poprawy waszego pożycia są nikłe lub żadne, że lepiej już nie będzie.

        Ale to przecież nie wchodzi w grę, sierpniowa już napisała, że terapia jest "od rozwodzenia ludzi" - mniej więcej.
      • abecadlooooo Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 11:15
        Amen
    • pade Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 21:25
      Zgadzam się z Gonzo. I Enith.
      Dajesz się autorko wciągać w te gierki męża pt. "jestem taki pokrzywdzony" i to jest Twoja odpowiedzialność. Udowadniasz mu, że nie jesteś wielbłądem tak długo, że w końcu się nim stajesz. Oboje jesteście upierdliwi strasznie.
      Z resztą wypowiadających zgadzam się w "sama się zmień, albo zmień męża na innego".
      I mam jeszcze pytanie do doradzających: dlaczego Was tak strasznie irytuje to, że żona pisze, że mąż ją wkurza, złości, że ma go dosyć? Na to forum można tylko z troską o męża przychodzić? Ze złością już nie? To pytanie nie dotyczy wyłącznie tego wątku.
      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 08:13
        pade napisała:

        > dlaczego Was tak strasznie irytuje to,
        > że żona pisze, że mąż ją wkurza, złości, że ma go dosyć?

        dlatego, że ten mąż ma bardzo poważny problem, który powinno się leczyć?

        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 08:48
          Chodzi Ci o to, że swoim "niedokochaniem" molestuje rodzinę? Nie doczytałaś, że mąż nie chce się leczyć?
          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 08:55
            pade napisała:

            > Chodzi Ci o to, że swoim "niedokochaniem" molestuje rodzinę?

            nie, chodzi o to, że jest chory

            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 08:59
              Na co? Zdiagnozowałaś go przez net? Bo żona nic nie pisze o chorobie.
              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 09:02
                pade napisała:

                > Na co?

                na patologicznie silne emocjonalne uzależnienie od matki
                • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 09:16
                  Takiej choroby nie ma.
                  Mąż autorki nie chce się leczyć.
                  Autorka tłumacząc mężowi, że nie powinien czuć się tak, jak się czuje, czy myśleć jak myśli (owszem, ma niezdrowe myśli, ale sam powinien do tego dojść, na terapii) pogłębia jego uzależnienie i poczucie niedokochania. A im ono większe, tym większe szukanie dziury w całym, żeby odtworzyć znaną sytuację i emocje z tym związane i potwierdzić przekonania na swój temat.
                  Sierpniowa, przeczytaj ten list i odpowiedź:
                  portal.abczdrowie.pl/pytania/jak-podniesc-poczucie-wartosci-u-mezczyzny
                  Jest tylko jedno wyjście z Waszej sytuacji. Terapia.
                  • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 09:50
                    pade napisała:

                    > Takiej choroby nie ma.

                    twoim zdaniem

                    > Mąż autorki nie chce się leczyć.

                    tak, są ludzie, którzy nie chcą sie leczyć, przeważnie z lęku
                    nie zmienia to faktu, że od tego ma sie bliskich, aby tak działali, aby chory do lekarza jednak poszedł a nie od tego, aby irytowali sie chorobą



                    • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:00
                      Pokaż mi ICD tej choroby.
                      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:04
                        pade napisała:

                        > Pokaż mi ICD tej choroby.
                        >

                        :-)))
                        twoim zdaniem silne zaburzenie emocjonalne to nie choroba? moim zdaniem choroba

                        poza tym pytałaś: "dlaczego Was tak strasznie irytuje to, że żona pisze, że mąż ją wkurza, złości, że ma go dosyć?"- ja rzetelnie ci odpowiedziałam, dlaczego mnie irytuje


                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:18
                          Zaburzenie to zaburzenie, a choroba to choroba.
                          Odpowiedziałaś zakładając, że mąż jest chory.
                          Poza tym, zwróć uwagę na to, co robisz. Obarczasz żonę odpowiedzialnością za stan męża. Obwiniasz ją, że "nic z tym nie robi". A za stan męża odpowiedzialny jest on sam. To on jest uwikłany w toksyczną zależność, to on ma szkodliwe przekonania. To on testuje autorkę "udowodnij jak bardzo mnie kochasz, ile wytrzymasz".
                          Autorka jest jedynie odpowiedzialna za to, że gra z mężem w tę grę. Że próbuje go nakierować w inną stronę, co mąż odbiera jako lekceważenie.
                          Trzeba spojrzeć na tę sytuację z boku, z dystansu i wtedy widać dorosłego faceta, który chce za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę i kobietę, która tłumaczy facetowi, że przecież zwraca na niego uwagę. Facet tej atencji nie czuje, strzela focha i pogrąża się w bólu, na co kobieta się frustruje i jeszcze bardziej tłumaczy, że tak nie można.
                          Jakie jest pierwsze rozwiązanie? Oprócz terapii?
                          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:27
                            pade napisała:

                            > Zaburzenie to zaburzenie, a choroba to choroba.
                            > Odpowiedziałaś zakładając, że mąż jest chory.

                            ok, zmienię więc "chory" na "zaburzony", co nie zmienia istoty rzeczy

                            > Poza tym, zwróć uwagę na to, co robisz. Obarczasz żonę odpowiedzialnością za st
                            > an męża. Obwiniasz ją, że "nic z tym nie robi".

                            nie, obwiniam ją o to, że mąż ją irytuje z powodu swojego zaburzenia, a jednocześnie nic nie robi w tym kierunku, aby skorzystać z terapii najpierw dla siebie choćby po to, aby wiedzieć, jak może mu pomóc

                            A za stan męża odpowiedzialny j
                            > est on sam.

                            nie uważam, że człowiek z silnym zaburzeniem emocjonalnym był sam odpowiedzialny za swoje zaburzenie, to człowiek w pewnym sensie chory i to w szczególny sposób

                            > Trzeba spojrzeć na tę sytuację z boku, z dystansu i wtedy widać dorosłego facet
                            > a, który chce za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę i kobietę, która tłumaczy
                            > facetowi, że przecież zwraca na niego uwagę. Facet tej atencji nie czuje, strz
                            > ela focha i pogrąża się w bólu, na co kobieta się frustruje i jeszcze bardziej
                            > tłumaczy, że tak nie można.

                            no właśnie
                            a wystarczy iść do specjalisty dowiedzieć się, co może zrobić, aby pomóc mężowi (i w dalszej kolejności sobie)
                            ale ona nie chce tego zrobić

                            > Jakie jest pierwsze rozwiązanie? Oprócz terapii?
                            >

                            moim zdaniem nie ma innego rozwiązania

                            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:38
                              Jest. Przestać grać w tę grę. Nazwać problem bez tłumaczenia i oceniania. Nie brać do siebie fochów męża i stawiać granice.
                              Czyli zamiast tłumaczyć mężowi, ze nie miało się niczego złego na myśli, że nie chciało się go urazić oznajmić, że nie odpowiada się za to jak on odbiera to, co się do niego mówi.
                              I powiedzieć prawdę, czyli "wkurza mnie to rozkminianie czy Cię uraziłam czy nie, dlaczego nie usłyszałam co mówisz, ect. ect. Okropnie mnie to wkurza. Nie mam na to ochoty".
                              Oraz zastanowić się czy w tym zdaniu o ptaszku nie wymsknęła się jednak złość na męża. Dla mnie akurat zrozumiała, ale czy jest sens dokładać do pieca i utrwalać ten układ? Trzeba mieć świadomość własnych intencji, emocji i potrzeb, ale warto wybrać na ich ujawnienie inny czas. Nie ten, w którym mąż testuje.
                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:44
                                pade napisała:

                                > Jest. Przestać grać w tę grę. Nazwać problem bez tłumaczenia i oceniania. Nie b
                                > rać do siebie fochów męża i stawiać granice.

                                no tak
                                wtedy mąż na pewno przestanie być od matki uzależniony, nabierze poczucia własnej wartości i w ogóle

                                • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:51
                                  Żona tego za męża nie zrobi!
                                  Ani nie podniesie mu poczucia własnej wartości ani go nie odpępowi. To może zrobić on sam.
                                  Ona mu może tylko pokazać co jest po jej stronie, a co po jego stronie. Za co ona odpowiada a za co nie.
                                  Może też mu postawić ultimatum. Terapia albo rozwód. Ale ja bym zaczęła od stawiania granic i urabiania męża pod kątem "kotku, Twoja relacja z mamą pogłębia Twój ból, może jednak poszukam Ci jakiego naprawdę świetnego terapeuty, żebyś mógł sobie ulżyć trochę". Jeśli na takie dictuum będzie protest, ultimatum stanie się niezbędne.
                                  Ultimatum w takim sensie: "tak dalej być nie może, Ty cierpisz, ja cierpię patrząc na Ciebie i tłumacząc się bez przerwy, albo idziemy po pomoc, albo będę zmuszona odejść, bo to wszystko jest dla mnie nie do zniesienia".
                                  • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:09
                                    mam inny ogląd sytuacji, może dlatego, że osobiście znam bardzo podobny przypadek
                                    tam żona miała silną depresję, nie chciała się leczyć, mąż jej powtarzał zdania typu "weź się w garść", to, oczywiście, tylko depresję pogłębiało, on był coraz bardziej zirytowany, do specjalisty po pomoc iść nie chciał

                                    tam ich dzieci spowodowały, ze w końcu poszedł, dowiedział się co i jak ma robić i pomału, stopniowo doprowadził do tego (wspólnie z dziećmi), że żona zaczęła sie leczyć

                                    nie wyobrażam sobie, że gdyby w trakcie jej choroby stawiał granice i dawał ultimatum, skończyłoby się to dobrze, bo kobieta straciła chęć do życia

                                    tak więc pozostanę przy swoim zdaniu


                                    • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:13
                                      Ja widzę różnicę pomiędzy depresją a niskim poczuciem własnej wartości. Pomiędzy niechęcią do życia a dopominaniem się atencji. I to znaczną różnicę.
                                      • ola_dom Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:19
                                        pade napisała:

                                        > Ja widzę różnicę pomiędzy depresją a niskim poczuciem własnej wartości.
                                        > Pomiędzy niechęcią do życia a dopominaniem się atencji. I to znaczną różnicę.

                                        No dobra, ale metoda postępowania w obu opisywanych przypadkach jest ta sama - nie pasuje mi obecna sytuacja, to się zabieram ZA SIEBIE.
                                        A to, że często zmiana w jednej stronie pociąga za sobą zmianę w drugiej - to już w zasadzie banał.
                                        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:40
                                          ola_dom napisała:

                                          > A to, że często zmiana w jednej stronie pociąga za sobą zmianę w drugiej - to j
                                          > uż w zasadzie banał.


                                          i w tym jest całe sedno


                                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:44
                                          No banał Olu, banał. Kiedy ktoś w rodzinie choruje na depresję, to terapia partnera nie uleczy drugiej strony, niestety. A to tylko jeden z przykładów.
                                          • ola_dom Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:06
                                            pade napisała:

                                            > Kiedy ktoś w rodzinie choruje na depresję, to terapia partnera nie uleczy drugiej strony, niestety.

                                            Nigdzie tego nie napisałam.
                                            Terapia partnera może natomiast zmienić sytuację w domu, wskutek czego chory partner może zacznie się leczyć - jak w przypadku opisanym przez wagonetkę.

                                            Bo jeśli nie - to co proponujesz zrobić w przypadku depresji partnera, który odmawia leczenia?
                                            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:18
                                              To Wagonetka wmieszała w to wszystko w depresję i ona porównuje zaburzenie męża autorki do depresji. Ja na to odpowiadam, ale chyba niepotrzebnie bo to się ma nijak do tematu wątku.
                                              Nie ma ogólnej zasady co należy zrobić gdy partner ma depresję i nie chce się leczyć.
                                              Mogę napisać co ja bym zrobiła (albo jak sobie to wyobrażam), ale rzeczywistość mogłaby to zweryfikować i pewnie tak by się stało.
                                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:26
                                                pade napisała:

                                                > To Wagonetka wmieszała w to wszystko w depresję i ona porównuje zaburzenie męża
                                                > autorki do depresji.

                                                nie
                                                porównuję zachowanie obu rodzin w bardzo podobnych sytuacjach


                                      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:34
                                        pade napisała:

                                        > Ja widzę różnicę pomiędzy depresją a niskim poczuciem własnej wartości.

                                        błąd
                                        między depresją a patologicznym emocjonalnym uzależnieniem od matki
                                        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:35
                                          wagonetka napisał(a):

                                          powinnam była napisać:

                                          > błąd
                                          > między depresją a patologicznym emocjonalnym uzależnieniem od matki - niskie poczucie wartości to skutek, nie przyczyna
                                          • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:45
                                            Depresja to też skutek, a nie przyczyna.
                                            • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:58
                                              pade napisała:

                                              > Depresja to też skutek, a nie przyczyna.
                                              >

                                              i co z tego?

                                              przyczyną problemu w rodzinie sierpniowej jest patologiczne uzależnienie męża od matki

                                              napisałam, jak poradzili sobie moi znajomi z przyczyną, nie ma żadnego powodu, aby podobną drogą nie poszła sierpniowa

                                              ale coś nie chce


                                  • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:00
                                    Dokładnie tak. Nie można przenosić na barki żony pełnej odpowiedzialności za samopoczucie męża. Wcale też się nie dziwię, że po latach tłumaczenia i zapewnień o "fajności" męża kiedy ten reaguje obrazą i cierpi, autorka ma dość. To rodzi frustrację, bo ile można mówić do dorosłego faceta, że nie miało się złych intencji, albo że nie tak zinterpretował, przekręcił jej słowa czy wcale nie słucha komplementów i wyrazów uznania.
                                    Jest jeszcze coś co chciałem napisać autorce ( może przeczyta). Jeśli ktoś naprawdę myśli o sobie źle, ma trwały i ugruntowany schemat bezwartościowości i niezasługiwania, to odbiera rzeczywistość w specyficzny sposób. Prezentuje pewien rodzaj wybiórczej percepcji, nie widzi całości i skupia się wyłącznie na tym co potwierdzi jego wypaczony obraz siebie. W kontaktach z takim człowiekiem w zasadzie stąpa się po polu minowym, bo praktycznie wszystko może zostać odebrane jako odrzucenie czy kpina. Autorka powie jakąś anegdotkę, zrobi krzywą minę - mąż pomyśli że z niego szydzi. Zwróci uwagę na ptasią kupę na masce - jestem do niczego, nawet samochodu nie potrafię umyć. Pociesza chwali, wspiera - pewnie ma ukryte intencje, albo czegoś chce lub kłamie a tak naprawdę mną gardzi.
                                    wymieniać można długo. Z boku takie zachowania wydają się irracjonalne. Żona robi co może aby spojrzał na siebie łaskawszym wzrokiem, a on coraz bardziej cierpi. To wywołuje bezsilność, irytację w konsekwencji złość. No bo co jeszcze można zrobić? Niektórzy proponowali, gryźć się w język. Myślę, że to zła polityka. Można zweryfikować część ze swoich komunikatów i wykluczyć ze słownika zwroty "tak, ale" ( to szczególnie zalecam autorce), tylko co dalej. Nie powiesz też dowcipu usłyszanego w pracy - bo mąż odbierze go osobiście. Nie skomplementujesz żadnego mężczyzny widzianego na ulicy czy gościa bo mąż pomyśli - no tak on jest modnie ubrany, wysoki, wesoły, a ja nie warty uwagi. Nie zwrócisz uwagi na rzeczywiste niedociągnięcia czy niedbalstwo męża - bo ten się obrazi. Ta lista nie ma końca. Mało osób zniesie to przez lata, bez złości i frustracji.
                                    Tylko to mąż może zmienić własne myślenie. Autorka natomiast powinna się zająć własnym i zrezygnować z prób naprostowania męża, a skupić się na sobie. Stawiać granice i głośno mówić o swoich emocjach i jak wpływa na nią zachowanie małżonka. Zrezygnować z głaskania, chodzenia na palcach i poświęcania uwagi kiedy mąż się obrazi. Nie nagradzamy niepożądanych zachowań a wspieramy te dobre. Zająć się sobą, wyjść na miasto, zrobić coś fajnego, mąż nie ma ochoty trudno JEGO WYBÓR, może użalać się do woli. Jak np. żona wróci z synem z kina i będą opowiadać jak miło spędzili czas i poszli jeszcze na gofry, to istnieje szansa, że mąż zauważy konsekwencje jego wyboru. Że omija go coś fajnego i on też tak chce.
                                    • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:05
                                      Dokładnie!
                                      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:21
                                        pade napisała:

                                        > Dokładnie!
                                        >
                                        >

                                        jak dobrze jest móc pięknie się różnić :-)
                                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:32
                                          To nie jest kwestia różnienia się. Gonzo podał dokładny opis osoby o niskim poczuciu własnej wartości. Każdy psycholog się z nim zgodzi.
                                    • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:43
                                      >Tylko to mąż może zmienić własne myślenie. Autorka natomiast powinna się zająć własnym i zrezygnować z prób naprostowania męża, a skupić się na sobie.

                                      Gdyby autorka od samego początku wiedziała jak prostować męża, żeby zadziałało, to dzisiaj nie miałaby problemu. Tyle że autorka nie ma pojęcia o tym prostowaniu, jej się tylko wydaje, że prostuje, ale tak naprawdę to tylko dokłada do pieca. Piszesz o irracjonalnym zachowaniu z tym ptasim guanem - autorka żyje z facetem 23 lata, to jest szmat czasu, żeby poznać drugą osobę na tyle, żeby wiedzieć co i kiedy ją zaboli. A jednak autorka nie potrafi ugryźć się w język. Albo robi to specjalnie, albo jest nieświadoma, że sprawia w ten sposób przykrość.

                                      To nie jest tak, że tylko mąż może zmienić własne myślenie. Otoczenie też może to jego myślenie zmienić. Tyle że autorka tego nie zrobi, bo nie umie. Świadomie czy nie, powiela schematy wdrukowane mężowi przez matkę. Przecież ten kawałek z obsranym samochodem to klasyczne "a za co ten minus?". Odbieranie radości z czegoś fajnego przez podkreślenie drobnych niedostatków. Jeśli ktoś wychowywał się w normalnym domu to obróci to w żart, ale człowiek z zaniżonym poczuciem wartości wyniesionym z dzieciństwa odbierze to jako bardzo bolesny przytyk. Autorka wie, że mąż ma taki problem, wie o tym od początku małżeństwa - weź mi wytłumacz czemu w takim razie nie potrafi się ugryźć w język? Złośliwość czy głupota?
                                      • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:53
                                        Złość. Po prostu złość.
                                        • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 13:08
                                          Być może, ale jeśli tak, to znaczy, że autorka też ma problem z własnymi emocjami. Przekładanie złości na szpile wbijane innym nigdy nie skończy się dobrze. Szkoda, że autorka tak bardzo nie chce tego zrozumieć.
                                          • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 10:43
                                            Może nie rozumieć bo nie jest tego świadoma. Rozumiemy tylko to, co mamy uświadomione. Cała reszta, skrypty, schematy (np. sposób wyrażania emocji), mechanizmy obronne często pozostaje w nieświadomości. Choćby z powodu doświadczeń z przebytej socjalizacji.
                                            • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 10:44
                                              Ba, często ludzie nie wiedzą, że np. mają oczekiwania albo potrzeby. Są tak "wytresowani" na ludzi posłusznych i usłużnych, że spychają te swoje niedopieszczone części w nieświadomość.
                            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:44
                              Żona ma prawo czuć irytację, złość, gniew i jeszcze inne emocje. Nie możesz jej tego odmawiać.
                              Mąż ma to samo prawo.
                              Różnica leży w źródle. Czyli w przekonaniach, oczekiwaniach, generalnie w sposobie myślenia.
                              I tu się można spierać czy żona dobrze myśli czy źle:)
                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:12
                                pade napisała:

                                > Żona ma prawo czuć irytację, złość, gniew i jeszcze inne emocje. Nie możesz jej
                                > tego odmawiać.

                                nie odmawiam
                                jednak od kochającej osoby oczekuję tego, że przedkłada ona troskę o dobry stan psychiczny kochanego acz silnie zaburzonego męża ponad własne dobre samopoczucie
                                • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:17
                                  Serio?
                                  Ty to piszesz z własnego doświadczenia czy taka jest Twoja wizja miłości?
                                  Owszem, można wiele znieść "dla czyjegoś dobra", ale nie wiecznie i nie wtedy, gdy ktoś nie chce poprawić swojego samopoczucia bo nie.
                                  Poza tym, takie zaciskanie zębów może spowodować podupadnięcie na zdrowiu osoby poświęcającej się co wtedy? Kto się kim zaopiekuje?
                                  To co Ty proponujesz w tym wątku nie jest niczym innym jak współuzależnieniem. Poczytaj trochę na ten temat.
                                  • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:36
                                    pade napisała:

                                    > Serio?
                                    > Ty to piszesz z własnego doświadczenia czy taka jest Twoja wizja miłości?


                                    tak po prostu uważam
                                    jeśli ma sie chorego w domu to jest ona ważniejszy od tego, który jest zdrowy

                                    • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:41
                                      Ręce mi opadają. Naprawdę przewlekle chory (na cokolwiek) jest WAŻNIEJSZY od reszty rodziny? A gdyby w rodzinie były małe dzieci, to też są mniej ważne od chorego ojca/matki?
                                      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 11:55
                                        pade napisała:

                                        > Ręce mi opadają. Naprawdę przewlekle chory (na cokolwiek) jest WAŻNIEJSZY od re
                                        > szty rodziny? A gdyby w rodzinie były małe dzieci, to też są mniej ważne od cho
                                        > rego ojca/matki?


                                        przyjmuję do wiadomości twój punkt widzenia
                                        osobiście uważam, że najwięcej troski wymaga osoba najsłabsza w rodzinie - w rodzinie sierpniowej nie ma małych dzieci, jest dorosły syn a najsłabszą osobą jest jego ojciec, bo to on wymaga pomocy specjalisty

                                        rozumiem, że ktoś może być zirytowany tym, że chora osoba jest uciążliwa, ale nie podoba mi się to, że zdrowi członkowie rodziny oczekują tego, że chory wyzdrowieje ot tak, bo lepiej by się czuli, gdyby chory był zdrów i atmosfera w domu byłaby lepsza

                                        powtórzę do znudzenia: jeśli sierpniowa nie wie, jak pomóc mężowi (a co za tym idzie sobie i synowi), niech idzie dowiedzieć się tego do terapeuty zamiast robić mężowi amatorską psychoanalizę i wylewać na niego swój gniew

                                        ale sierpniowa do terapeuty iść nie chce, woli się złościć



                                        mam nadzieję, że również przyjmiesz do wiadomości mój punkt widzenia




                                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:00
                                          Twój punkt widzenia raz jest zasadą ogólną, raz odnosi się do sytuacji autorki wątku. Można się w tym pogubić.
                                          Przyjmuję, że złości Cię to, ze Sierpniowa nie chce iść na terapię, żeby pomóc mężowi:)
                                          Chociaż moim zdaniem na terapię idzie się dla siebie, przede wszystkim:)
                                          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:19
                                            pade napisała:

                                            > Twój punkt widzenia raz jest zasadą ogólną, raz odnosi się do sytuacji autorki
                                            > wątku.

                                            nie
                                            cały czas pisze tylko na temat wątku
                                            albo wyraziłam sie niejasno w którymś momencie, albo źle mnie zrozumiałaś

                                            > Przyjmuję, że złości Cię to, ze Sierpniowa nie chce iść na terapię, żeby pomóc
                                            > mężowi:)

                                            nie, nie złości mnie
                                            żal mi tylko jej męża

                                            > Chociaż moim zdaniem na terapię idzie się dla siebie, przede wszystkim:)


                                            tak
                                            dlatego, żeby sierpniowa mogła sobie pomóc, powinna na tę terapię iść

                                            ale nie chce i to jest jej sprawa, moja sprawa to oceniać to tak, jak oceniam


                                        • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:24
                                          Teraz rozumiem, dlaczego tak silną reakcję wywołały wpisy autorki. Macie zupełnie różne patrzenie związek i rolę małżonki w przypadku "niedyspozycji" męża. Jak najbardziej przyjmuję do wiadomości twój punkt widzenia. Mam też swoją własna wizję rodziny. Tylko prosiłbym o nie wieszanie psów na autorce, tylko z tego powodu że ma czelność mieć inny pogląd niż twój. Wiesz jak chcesz by szanowano twoje zdanie to uszanuj odrębność innego. Ty masz taki pogląd, a autorka taki - jej droga, jej wybory i jej konsekwencje.
                                          Można przecież klarownie przedstawić własny pogląd i swoje zdanie bez obrażania czy krytykowania cudzego podejścia. Może autorka skorzysta z twojego sposobu, a może nie - ma prawo wyboru.
                                          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:27
                                            gonzo_101 napisał:

                                            > Tylko prosiłbym o nie wieszanie psów na autorce, tylko z tego p
                                            > owodu że ma czelność mieć inny pogląd niż twój.

                                            zacytujesz moja wypowiedź, w której "wieszam psy" na autorce wątku?

                                            • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:45
                                              Mógłbym ale nie chce mi się szukać. Zdaje się jednak, że krytykowałaś autorkę za akcje z ptasia kupą i życzyłaś mężowi zainteresowania życzliwymi koleżankami bo na żonę nie ma co liczyć.
                                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 13:14
                                                gonzo_101 napisał:

                                                > Mógłbym ale nie chce mi się szukać. Zdaje się jednak, że krytykowałaś autorkę z
                                                > a akcje z ptasia kupą i życzyłaś mężowi zainteresowania życzliwymi koleżankami
                                                > bo na żonę nie ma co liczyć.

                                                napisałam, że gdyby mąż miał koleżanki, może byłby mniej sfrustrowany, to prawda :-)

                                                nie jest to "wieszanie psów" na autorce, jest to myśl, jaka przyszła mi do głowy - może koleżanki nie wytykałyby ptasich odchodów i nie robiły afery o dezodorant i facet nabrałby większej pewności siebie?


                      • ola_dom Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:16
                        pade napisała:

                        > Pokaż mi ICD tej choroby.

                        Pade, zlituj się...
                        Z jakim ICD szłam na psychoterapię? Możesz się upierać, żeby nie nazywać jej "leczeniem", ale to będzie dyskusja na temat nazwy, a nie istoty problemu.
                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:27
                          Lituję się przecież:), ale nie nad CHORYM mężem, tylko nad żoną. Ciężko jest żyć z kimś, kto WSZYSTKO bierze do siebie i WSZYSTKO odbiera jako zniewagę.
                          Nie jest też łatwo przyglądać się mężowi, który wije się z bólu bo mama krzywo spojrzała.
                          Czytałaś wątek Nutelli na emamie? Jej matka ma być kochająca, wspierająca i kropka! Bo ona takiej potrzebuje i już! Ja nawet widziałam tupnięcie nogą po tych słowach:) Różnica między Nutellą a mężem jest taka, że Nutella się wkurza, że matka jest taka jaka jest, a mąż pogrąża się w bólu. Jedno i drugie jest dla osób postronnych nie do zniesienia na dłuższą metę. Dlaczego? Bo uwaga osób niedokochanych jest skierowana w inną stronę niż własna rodzina. A to prędzej czy później generuje problemy.
                          • ola_dom Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:44
                            pade napisała:

                            > Lituję się przecież:), ale nie nad CHORYM mężem, tylko nad żoną.

                            Aha. Szkoda jednak, że owa żona nie zamierza zrobić nic ZE SOBĄ, żeby cokolwiek zmienić.
                            I w sumie to dość podobna sytuacja do tej:

                            > Czytałaś wątek Nutelli na emamie? Jej matka ma być kochająca, wspierająca i
                            > kropka! Bo ona takiej potrzebuje i już!

                            Sierpniowa tak samo jak nutella wkurza się/złości/martwi na męża/matkę - i obie chcą, żeby to ta druga osoba się zmieniła tak, jak one by sobie życzyły. Same ze sobą nic nie zamierzają robić, bo terapia "nic nie daje"/"przecież byłam i nie pomogła".

                            Wątek nutelli był dla mnie nie do zniesienia, tak swoją drogą.
                            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 10:55
                              Nutella skupia się na matce, mąż autorki skupia się na matce, autorka skupia się na mężu. Tak, cała trójka chce by to ten drugi się zmienił.
                              Tylko zauważ Olu, że ja mam też wskazówki dla autorki, a nie tylko współczucie:)
                  • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 09:50
                    pade napisała:


                    > Jest tylko jedno wyjście z Waszej sytuacji. Terapia.

                    i tu się z tobą zgadzam :-)


      • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:19
        To nie irytacja, to dysonans poznawczy:) Nie rozumiem jak można w jednym zdaniu pisać "wspieram, zachęcam, chwalę, zachwycam się, dopinguję", a w następnym wytykać, że "niedowartościowany, niedojrzały, infantylny". Nie rozumiem jak można mówić "fajnie, ale" i uważać to za komplement. Autorka z kolei nie rozumie, i co gorsza, nie chce zrozumieć, że jej działanie może być odbieranie zupełnie inaczej, niż by chciała.

        Gonzo przesadza z nazwaniem tej sytuacji linczem - nikt tu nikogo nie linczuje, bo pokazanie komuś błędów w jego myśleniu to nie jest lincz. Może być nieprzyjemne i bolesne, owszem, ale zdecydowanie nie zasługuje na taką etykietę. Większość z nas nie ma tutaj złych intencji, po prostu próbujemy pokazać rozmówcy inny punkt widzenia. I to od rozmówcy zależy co z tą wiedzą zrobi. Autorka postanowiła ją zignorować, jej decyzja. Tylko nie powinna oczekiwać, że świat się wokół niej zmieni tylko dlatego, że ona tak chce. Mogła by sama tę zmianę zainicjować, ale to by wymagało zmiany w niej samej, ale z jakichś powodów jej to nie odpowiada. Może boi się porażki? Może tego, że mąż nabierze tyle pewności, że pójdzie szukać szczęścia gdzie indziej? Autorka wykreowała swój własny wizerunek cudownej żony, mistrzyni panowania nad własnymi słabościami. Gdyby mąż uznał, że ma dość, to byłby dla niej dramat. Może właśnie dlatego, wbrew temu co mówi, wcale nie ma ochoty pracować nad tym, żeby obojgu było w tym związku lepiej.
        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:35
          Ja nie wiem czy to dysonans czy wypieranie własnej złości na męża. Być może autorka nie widzi jak bardzo ma dosyć, sądzi, że nad sobą panuje, trzyma złość na wodzy, ale to nic nie daje bo ona i tak znajduje ujście.
          Dysonans to może mieć mąż. Bo słyszy jedno, czuje drugie.
          • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 12:51
            Dysonans to mam ja, między tym co autorka mówi, a tym co robi:) Próbowałam jej to wytłumaczyć, ale ona nie chce zrozumieć, że to nie słowa, a czyny wysyłają mocniejszy komunikat. A mąż dostaje sprzeczne komunikaty i nic dziwnego, że świruje, każdy by ześwirował.
            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 13:20
              Aaa, odpowiadałaś na moje pytanie?:) Rozumiem.
              A co do żony i męża, to oboje są odpowiedzialni, nie tylko żona.
              • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 13:25
                A tak, to zawsze:)
        • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 13:29
          agonyaunt napisała:

          > To nie irytacja, to dysonans poznawczy:) Nie rozumiem jak można w jednym zdaniu
          > pisać "wspieram, zachęcam, chwalę, zachwycam się, dopinguję", a w następnym wy
          > tykać, że "niedowartościowany, niedojrzały, infantylny".

          Po opisanych przez autorkę zachowaniach męża trudno o inne określenia.
          Tak nie zachowuje się dojrzała osoba.

          Nie rozumiem jak można
          > mówić "fajnie, ale" i uważać to za komplement.

          Nie zrozum mnie źle, ale to pytanie retoryczne. Skoro autorka to zrobiła to znaczy, że można, a że tego nie rozumiesz - cóż to twój problem ( nie musimy wszystkiego rozumieć).

          Autorka z kolei nie rozumie, i
          > co gorsza, nie chce zrozumieć, że jej działanie może być odbieranie zupełnie in
          > aczej, niż by chciała.

          Akurat to tego nie wiemy i to jest problem nie tylko tego wątku. Zupełnie irracjonalne jest ogólne forumowe założenie, że ktoś prosi o pomoc, dostaje rady, dziękuje za nie i wszyscy są szczęśliwi. Niby ludzie tacy współczujący i zaangażowani, a spróbuj nie przyjąć od razu pokornie rad, nie pokajać lub przyznać do własnego błędu, to zobaczysz.
          Autorka tkwi w układzie który ma 23 lata. Nie można ignorować też podstawowej rzeczy - naszego lęku przed zmianą. Raczej spodziewałbym się oporu i prób ominięcia tematu i to jest całkowicie naturalne. Po co się tym denerwować większość ludzi tak reaguje na propozycje zmian - to atawizm. Do tego wyraźne niezadowolenie wielu osób rodzi kolejne mechanizmy obronne i w efekcie wątkodajka zmyka. Ja wychodzę z założenia, że co się tu przeczyta to się już nieodzobaczy. Autorka weźmie coś z tego albo nie. Nie musi przecież robić tego od razu tu na forum, to wymaga czasu.

          > Gonzo przesadza z nazwaniem tej sytuacji linczem - nikt tu nikogo nie linczuje,
          > bo pokazanie komuś błędów w jego myśleniu to nie jest lincz.

          Faktycznie może lincz to za duże słowo. Pokazanie komuś błędnego postępowania to jedno a okazywanie niezadowolenia z powodu nie przyjęcia naszego punktu widzenia to drugie.
          Może być nieprzyj
          > emne i bolesne, owszem, ale zdecydowanie nie zasługuje na taką etykietę. Większ
          > ość z nas nie ma tutaj złych intencji, po prostu próbujemy pokazać rozmówcy inn
          > y punkt widzenia. I to od rozmówcy zależy co z tą wiedzą zrobi. Autorka postano
          > wiła ją zignorować, jej decyzja. Tylko nie powinna oczekiwać, że świat się wokó
          > ł niej zmieni tylko dlatego, że ona tak chce. Mogła by sama tę zmianę zainicjow
          > ać, ale to by wymagało zmiany w niej samej, ale z jakichś powodów jej to nie od
          > powiada. Może boi się porażki? Może tego, że mąż nabierze tyle pewności, że pój
          > dzie szukać szczęścia gdzie indziej? Autorka wykreowała swój własny wizerunek c
          > udownej żony, mistrzyni panowania nad własnymi słabościami. Gdyby mąż uznał, że
          > ma dość, to byłby dla niej dramat. Może właśnie dlatego, wbrew temu co mówi, w
          > cale nie ma ochoty pracować nad tym, żeby obojgu było w tym związku lepiej.

          Oni oboje boją się zmian co w tym dziwnego? Tak sobie teraz pomyślałem po wpisach Wagonetki. Mąż raczej celowo zwraca się do żony i szuka u niej aprobaty. Po tylu latach znają się jak łyse konie i wie, że żona powie "tak, ale". Właśnie o to mu chodzi, teraz legalnie może strzelić focha i poużalać się nad sobą. Znajduje też potwierdzenie swojej beznadziejności. Znowu jest nieszczęśliwy i paradoksalnie do tego dąży bo to stare i znane daje pewność i bezpieczeństwo. Żona jest zbita z tropu bo to irracjonalne, ale sama nieświadomie wspiera to zachowanie.
          • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 14:28
            > Po opisanych przez autorkę zachowaniach męża trudno o inne określenia. Tak nie zachowuje się dojrzała osoba.

            Autorka jest w swoich opisach siłą rzeczy subiektywna, a ponieważ znamy tylko jej wersję ja nie podejmuję się diagnozowania ewentualnych zaburzeń męża. Nie uważam, że złość za wytknięcie ptasiej kupy jest niedojrzała i infantylna, chociażby dlatego, że nie znam kontekstu. Poza tym zauważ, że nie tylko ja odebrałam to stwierdzenie jako przytyk. A autorka, zamiast to zrozumieć, uznała taką reakcję za niedorzeczność. Mąż nie ma racji, ja nie mam racji, Verdana i jej chłopaki nie mają racji, Wagonetka nie ma racji, kto tam jeszcze? Jak to szło, jak trzy osoby mówią, że jesteś pijany, to idź do domu odespać? Nie można negować cudzych emocji. Jeśli jednej osobie jest przykro jak druga coś robi, i wysyła komunikat, że jest jej przykro, to ta druga nie powinna tego komunikatu wyśmiewać czy lekceważyć. A foch był takim komunikatem. Nie każdy umie otwarcie powiedzieć "słuchaj, to nie jest fajne, ja się staram, a ty się czepiasz". Tymczasem autorka jasno daje do zrozumienia, że ona będzie robić tak jak zawsze, a mąż ma się zmienić sam z siebie. Wiesz co Einstein pisał o takim działaniu?

            > Akurat to tego nie wiemy i to jest problem nie tylko tego wątku.

            Nie no, to akurat wiemy; z tego co i jak pisze autorka można dowiedzieć się więcej o niej samej, niż o mężu.

            >Nie zrozum mnie źle, ale to pytanie retoryczne. Skoro autorka to zrobiła to znaczy, że można, a że tego nie rozumiesz - cóż to twój problem ( nie musimy wszystkiego rozumieć).

            No jest retoryczne, oczywiście, przecież takie miało być. To nie ja potrzebuję wyjaśnienia dlaczego autorka wbija szpile, to autorka powinna się nad tym zastanowić.

            > Żona jest zbita z tropu bo to irracjonalne, ale sama nieświadomie wspiera to zachowanie.

            I od samego początku o to chodzi. O pokazanie autorce, że sama być może przyczynia się do tego, że mąż robi to, co ją wkurza. Sami z tego błędnego koła nie wyjdą, bo nie wystarczy chcieć, żeby coś się zmieniło, trzeba jeszcze coś w tym kierunku robić. A autorka chce zmiany, ale bez niej. Ona chce przyjść na gotowe. A tak się nie da. Nie wiem jak mąż, ale autorka już wie, że mogłaby sama swoim zachowaniem jakieś zmiany zainicjować. I jeśli chcą wyjść z tego marazmu, to następny krok zależy tylko od niej.

            Tak zupełnie na marginesie poleciłabym autorce jakąś książkę o motywowaniu innych, o tym jak wyciągać z ludzi to, co w nich najlepsze. Może to pomogłoby zrozumieć jej niektóre zachowania męża.


            • verdana Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 14:40
              Mam męża z lekkim ZA. To przejawia się w jego wielu zachowaniach. Tak, czasem jestem zła, nie ukrywam, jak pracuję, a mąż przychodzi opowiedzieć mi kolejną anegdotkę o starożytnych Sumerach albo prezydencie Bangladeszu. Jednocześnie rozumiem, że on tak musi. Że moja złość jest irracjonalna, bo to sie nie zmieni i tyle. Jedyne, co mi pozostaje to myśleć sobie, zę faceta znam dawno i jak mi nie odpowiadało, to trzeba było uciec 34 lata temu, a nie mieć z nim trojga dzieci. Mogę tylko pracować nad sobą, aby się nie złościć. Tu w ogóle takiej refleksji nie widzę - ze facet jest, jaki jest od lat i raczej inny nie będzie. I ze oczekiwanie zmiany, zupełnie innego zachowania jest irracjonalne.
              • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 14:50
                Nie bardzo rozumiem dlaczego próbujesz przestać się złościć. Chyba, że chodzi Ci o nie okazywanie tej złości.
                Bo odczuwanie jej jest całkowicie naturalne. Mąż Ci przeszkadza, rozprasza - czujesz złość.
                Autorka pewnie rozumuje w ten sposób - jak mąż się zmieni to ja nie będę odczuwać frustracji, będzie przyjemniej i jemu i mnie. Nie widzi i nie musi wiedzieć, bo niby skąd (ktoś tego uczy?), że jak sama zacznie olewać (bo jak to inaczej nazwać) humory męża i przestanie się zastanawiać czy go uraziła, to frustracja się zmniejszy. A to może, podkreślam, może bo nie musi, spowodować zmianę zachowania u męża.
                • verdana Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 15:04
                  Bo złość szkodzi tylko mnie. Mąż nie może robić inaczej, więc złość jest równie racjonalna jak złoszczenie sie na osobę chorą,z ę jest np. zbyt powolna. Nikomu to nie pomoże, niczego nie zmieni, jest irracjonalne i tylko psuje życie obu stronom.
                  Jesli wybrało się kogoś o określonych cechach, to naprawdę, kilkadziesiąt lat później można być złym tylko na siebie, a nie na drugą osobę, ze jest jaka jest.
                • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 15:06
                  A ja rozumiem: taka złość o zachowania, których nie wyeliminujemy, jest destrukcyjna. Coś jak pożar, nie zgasisz zapałki i sfajczy się cały dom. Druga strona się nie zmieni, ale to my możemy zmienić własne reakcje.

                  • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 15:15
                    Chyba się nie rozumiemy. Złość to emocja (i reakcja fizjologiczna), która powstaje wskutek wyzwalacza zewnętrznego (sytuacja) lub wewnętrznego (interpretacja sytuacji). O ile interpretację można zmienić, to sytuację niekoniecznie.
                    • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 15:23
                      pade napisała:

                      > Chyba się nie rozumiemy. Złość to emocja (i reakcja fizjologiczna), która powst
                      > aje wskutek wyzwalacza zewnętrznego (sytuacja) lub wewnętrznego (interpretacja
                      > sytuacji). O ile interpretację można zmienić, to sytuację niekoniecznie.
                      >

                      przecież verdana napisała, że odczuwa złość, ale panuje nad nią, bo rozumie, że jej uzewnętrznianie jest irracjonalne i szkodliwe




                      • verdana Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 15:42
                        Nie, ja sobie próbuję uzmysłowić, że powinnam przestać czuć złość. To jest bowiem reakcja zupełnie idiotyczna, reakcja na coś, na co druga osoba ma wpływ prawie zerowy. Nie da sie czuć złości i w ogóle jej nie uzewnętrznić całymi latami - trzeba wytłumaczyć sobie, że należy przestać sie złościć na pogodę i na anegdotki męża. Że to jest zwyczajnie głupie.
                        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 16:00
                          to właśnie miałam na myśli, ale może nieudolnie się wyraziłam :-)

                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 16:38
                          Ależ można ją uzewnętrznić, niekoniecznie do obiektu, który ją wywołał. Przekonywanie samej siebie, że nie powinno się czuć tego, co się czuje, hmm, cokolwiek szkodliwe jest? Poza tym, czy aby autorka nie pisała o tym samym? Jaka to ona opanowana jest?
                        • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:18
                          Nie traktuj swojej złości jak jakiegoś wroga. Przecież to naturalna reakcja, emocja która cię o czymś informuje. Dopóki się nad tym nie pochylisz to złość będzie powracać i powracać. Zamiast wyrzucać sobie, że się złościsz poczuj ją. Tak sobie na szybko myślę (broń Boże to żadna diagnoza) że nie wpełni zaakceptowałaś sytuację w której jesteś i mam tu na myśli męża. Niby przyjmujesz do wiadomości że on tak ma, ale nie do końca. Źle, że racjonalizujesz sobie własny gniew wcale nie musisz. Najlepsze w złości jest to że jak znajdziesz sposób na jej bezpieczne ujście to ona po prostu minie i już.
                          • ola_dom Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:23
                            gonzo_101 napisał:

                            > Najlepsze w złości jest to że jak znajdziesz sposób na jej bezpieczne ujście to ona po prostu minie i już.

                            Stale słyszę i czytam o tym, a sama jestem bardzo zainteresowana, co to właściwie oznacza owo "bezpieczne ujście"?
                            Krzyk i walenie w poduszkę? O takie metody chodzi? I dzięki nim złość na pewno uchodzi i mija całkiem?
                            • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:35
                              Takie metody to ostateczność np. kiedy nie ma możliwości innej reakcji: jesteś świeżakiem w terapii, dopiero raczkujesz w wyrażaniu emocji, albo reagujesz zbyt gwałtownie i tram polecano na początku właśnie darcie kartek papieru walenie w poduszki albo poszukanie takich specjalnych "pokoi furii" gdzie za opłata możesz wszystko niszczyć:). Takie wybranie mniejszego zła zamiast fuknąć na dzieci czy nawrzucać żonie walisz w poduszkę lub rozwalasz kijem telewizor. To metoda skuteczna ale na krótko. Daje jednak czas aby nie skrzywdzić bliski i zająć się źródłem tych emocji.
                              A złość wyraża się w najprostszy sposób np. Jestem zły/nie podoba mi się/nie lubię kiedy mówisz do mnie podniesionym głosem, chcę abyś mówił pół tonu ciszej.
                            • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:54
                              Ola, Wagonetka, serio nikt Was nie nauczył wyrażania złości? Tylko krzyki i rozbijanie talerzy wchodzą w rachubę?
                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:59
                                pade napisała:

                                > Ola, Wagonetka, serio nikt Was nie nauczył wyrażania złości? Tylko krzyki i roz
                                > bijanie talerzy wchodzą w rachubę?
                                >

                                tego się uczy?

                                mieszkam w lesie, więc kiedy jestem zła, idę do lasu
                                gdy coś mnie bardzo wkurzy, rzucę grubym słowem

                                a gdy mam problem staram się go rozwiązać






                                • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:57
                                  Tak tego się uczy. Wyrażania emocji powinni nauczyć opiekunowie dziecka, jak zawalą sprawę to trzeba ogarnąć to później w dorosłości.
                              • ola_dom Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 22:15
                                pade napisała:

                                > Ola, Wagonetka, serio nikt Was nie nauczył wyrażania złości?

                                Zaraz padnę :D
                                Żeby mnie nauczyć ją wyrażać, najpierw musiałam poczuć, że mam do niej prawo.
                                Jako dziecko nauczyłam się ją tłumić, bo oczywiście była bardzo źle widziana.
                                Jako dorosła osoba zaczęłam uświadamiać sobie złość dopiero naprawdę niedawno.

                                > Tylko krzyki i rozbijanie talerzy wchodzą w rachubę?

                                No ale ja właśnie o to pytałam - co poza tym - bo to są powszechnie znane sposoby, które niespecjalnie mi pasują, nie pomaga mi niszczenie czegokolwiek. I nie tylko dlatego odpadają krzyki tłuczenie zastawy.
                                Ale naprawdę nie wiem, co innego należy robić. W końcu dlatego pytam.
                                • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 22:33
                                  No właśnie to już poddanie się emocjom i stąd wrzaski i latające talerze. Oprócz wspomianych pokoi furii, można np. wyjść z pokoju, stosować ćwiczenia oddechowe. Jedna ręka na sercu, druga na brzuchu (wysoko pod przemoną) głęboki wdech, zatrzymujemy licząc w głowie do 2 lub 3 i wypuszczamy wolno mówiąc jednocześnie słowo "spokój". Mi to bardzo pomaga zapanować nad "fizjologią" złości. Nie wybucham, nie drżą mi ręce, nie pocę się, serce zwalnia. Ale do złości wracam i pytam co mnie wytrąciło z równowagi. Ba nawet nie muszę tego robić od razu. Można wrócić np. wieczorem do naszej złości i trochę pomyśleć. Bardzo, ale to bardzo pomocne są też ludzkie bufory:) Można sprawę obgadać z parterem/partnerką lub innym bliskim nam człowiekiem. Wysłuchana złość odpuszcza sama.
                                  • ola_dom Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 10:24
                                    gonzo_101 napisał:

                                    > można np. wyjść z pokoju, stosować ćwiczenia oddechowe. (,,,)

                                    BARDZO, bardzo Ci dziękuję.
                                    Wygląda na to, że przy ostatniej okazji, kiedy wkurzyłam się pod sam sufit, intuicyjnie zastosowałam mniej więcej takie metody - wyszłam do innego pokoju, powiedziałam do siebie, że jestem cholernie wściekła (powiedziałam mocniej, adekwatnie do sytuacji, ale niestosownie dla forum :)), pooddychałam sobie, poczekałam, aż "para ujdzie", a potem, kiedy mama zapytała, "co jestem taka milcząca", powiedziałam spokojnie, ale wprost, że sytuacja mnie wyprowadziła z równowagi i że muszę ochłonąć i ją przetrawić, co chwilę potrwa.
                                    Mama oczywiście była "bardzo nieszczęśliwa", ale ja już tym razem nie miałam wątpliwości, że mam prawo do tej złości.
                                    A potem użyłam wspomnianego "wentyla" - opowiedziałam oczywiście wszystko mojemu facetowi. To prawda, że to pomaga :)

                                    Ale jeszcze raz bardzo dziękuję Ci za te konkretne "techniczne" wskazówki - takie rzeczy są mi potrzebne i takie mi pomagają - ręka tu, oddech w takim trybie, etc.
                                    • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 10:39
                                      Olu, ja Cię przepraszam, bo potraktowałam Cię protekcjonalnie. Twoja historia kompletnie mi umknęła. Moje pytanie w tym tonie było kompletnie niepotrzebne.
                                      Gonzo bardzo fajnie pisze w tym wątku. Co potwierdza moje przekonanie, że wyrażania emocji należy uczyć, od dziecka. I nie robić tego, o czym pisze Verdana, czyli "to co czuję jest kompletnie bez sensu", tylko czuć, czuć całą/ym sobą ale wyrażać lub nie wyrażać w odpowiedni sposób.
                                      • ola_dom Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 12:44
                                        pade napisała:

                                        > Olu, ja Cię przepraszam, bo potraktowałam Cię protekcjonalnie.

                                        O.K., nie ma sprawy, trochę tylko się zdziwiłam :)
                                        Ale przecież też nie jestem "jedyna taka". Cała masa osób z naszego pokolenia - i pewnie nie tylko - nie miała prawa do złości. I nikt nigdy nie uczył nas radzić sobie z emocjami.
                                        Zresztą - tak, jak moja mama nie umie sobie radzić z emocjami, to chyba mało kto nie umie. Jak więc miała mnie tego nauczyć?
                                        Mój tato z kolei tak sobie "radził", że został alkoholikiem.
                                        Tak więc - znikąd pomocy ;)
                                        • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 15:46
                                          Ale na terapii nic? No bo emocje w związku z mamą pewnie omawiałaś?
                                          • ola_dom Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 16:01
                                            pade napisała:

                                            > Ale na terapii nic? No bo emocje w związku z mamą pewnie omawiałaś?

                                            Dzięki terapii zaczęłam sobie uświadamiać i rozpoznawać uczucia. Złość była największym i najważniejszym odkryciem.
                                            Ale nie było porad, jak sobie radzić z nią doraźnie. Takich, o jakich pisał Gonzo.
                                            Oczywiście zawsze korzystałam z okazji, żeby o niej opowiedzieć, przegadać - ale to bywało kilka dni po fakcie, a mnie ciekawią metody na moment, kiedy złość się zdarza. Co robić, żeby nie wybuchać - kiedy okoliczności temu nie sprzyjają, ale i nie dławić w sobie - no bo wiadomo.
                                            • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 16:24
                                              Rozumiem, ja się tego nauczyłam razem z dziećmi:) Czytając książeczki a potem artykuły w necie.
                                              Też nie wolno było mi się złościć.
                                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 16:52
                                                @pade

                                                no to, moje miłe, jesteśmy w domu

                                                dzięki temu wątkowi widzę, że jestem dzieckiem szczęścia: nikt nigdy nie zabraniał mi ani sie złościć, ani radować, zawsze miałam tyle wolności, ile potrzebowałam - tak było w domu rodzinnym i tak jest w mojej rodzinie (a mam już swoje lata); praca, jaką wykonuję jest moim hobby, nie mam dużych potrzeb materialnych, nie mam więc większych problemów finansowych; może dlatego tak naprawdę nigdy nie dopadła mnie prawdziwa złość - nigdy nie trzęsły mi sie z tego powodu ręce ani nie pociły, nie miałam też palpitacji - to, co nazywałam złością było zwykłym zniecierpliwieniem

                                                widzę teraz, że właściwie nie miałam prawa się wypowiadać, bo wypowiadałam się o sprawach, o jakich nie mam pojęcia jest mi głupio i przepraszam :-)



                                      • verdana Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 18:50
                                        Jeś złość, która w dane sytuacji jest bez sensu. Złoszczenie się na niemowlę, ze ryczy, na przykład. Można powiedzieć sobie "Ok, oczywiście,że to mnie złości" i złościć sie bezustannie, albo pomyśleć, czy aby jest to właściwe uczucie i czy ne należałoby zastanowić się, cz koniecznie musimy je czuć.
                                        Przy pierwszym dziecku byłam bezustannie rozdrażniona. Przy kolejnych, gdy zrozumiałam,z ę to jest bez sensu i złość w niczym nie pomaga, tylko dalej mnie nakręca, jakoś było o wiele lepiej.
                                    • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 21:57
                                      Proszę bardzo. Mnie tego nauczyła moja terapeutka. Jak przychodziłem wzburzony na sesję to pierwsze 5 min oddychaliśmy ( dobrze jest zamknąć wtedy oczy). Do głowy by mi nie przyszło, że zwykłe oddychanie może tak skutecznie pomóc w powrocie do równowagi. Na silny lęk uczyłem się metody "bezpiecznego miejsca" - nadal korzystam z niej przy powrocie do trudnych wspomnień. Można też stosować "opukiwanie emocji" - dziwna nazwa. Dobrze tę metodę wyjaśnia Magdalena Szpilka filmiki na YouTube. Dopóki nie zacząłem drugiej terapii to myślałem, że nie można ogarnąć moich emocji i tak się już będę miotał, a tu miła niespodzianka i postępy.
                          • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:30
                            gonzo_101 napisał:

                            > Źle, że racjonalizujesz sobie własny gniew
                            > wcale nie musisz.

                            nie wierzę własnym oczom

                            ja mam męża silnego introwertyka, czasem mnie złości to, że nie lubi rozmów "o pogodzie", bo ja mam akurat na nie nastrój
                            mam wtedy na niego krzyczeć? tłuc talerze? pobić go?

                            nie lepiej tego zracjonalizować i pogadać "o pogodzie" z koleżanką?

                            • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:41
                              Zupełna strata energii tu nie ma co racjonalizować. Zobacz jak jednoznacznie kojarzy ci się złość: "mam wtedy na niego krzyczeć? tłuc talerze? pobić go?" to ze złością ma niewiele wspólnego to zwykła agresja i przemoc. Ale dzięki temu, że jesteś zła na męża co nie lubi "gadać o pogodzie" i nie zaprzeczasz temu uczuciu masz energię do konstruktywnego działania i gadasz z koleżanką. Super zadbałaś o ważną dla ciebie potrzebę i dzięki złości właśnie poszukałaś gdzie indziej i ją zaspokoiłaś. Nie zawsze przecież musimy informować bliskich o naszej złości. Nasza złość jest dla nas nie dla innych.
                              • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:53
                                tak, złość to silne wzburzenie często prowadzące do agresji wynikające z niezaspokojonej potrzeby - tak mi się kojarzy

                                uważam, że można i trzeba nad tym panować
                                mnie, gdy z powodu jak napisałam ogarnia złość patrzę na męża, dociera do mnie jak jest dla mnie ważny, złość mi mija i dzwonię do koleżanki :-)

                                nie zgadzam sie opinią, że panowanie nad emocjami jest złe, bo często jest konieczne; powinniśmy "zarządzać" naszymi emocjami wtedy, gdy się zakochamy a mamy męża/żonę, gdy irytują nas dzieci, gdy mamy powyżej uszu namolnego kota, gdy rozmawiamy z kimś, kto nas irytuje

                                dla rozładowania złych emocji mamy sport, spacer, zawsze też możemy namalować wściekły obrazek, nigdy nie powinniśmy w tym celu posługiwać się drugim człowiekiem :-)


                                • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:55
                                  NIKT tu nie napisał, że panowanie nad emocjami jest złe. Padło jedynie stwierdzenie, że odczuwanie emocji nie oznacza jednoczesnego jej rozładowania. I, ze odczuwanie np. złości nie jest ZŁEM:D
                                  • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:01
                                    pade napisała:

                                    > NIKT tu nie napisał, że panowanie nad emocjami jest złe. Padło jedynie stwierdz
                                    > enie, że odczuwanie emocji nie oznacza jednoczesnego jej rozładowania. I, ze od
                                    > czuwanie np. złości nie jest ZŁEM:D
                                    >

                                    odniosłam się do zdania: "Źle, że racjonalizujesz sobie własny gniew, wcale nie musisz."
                                    • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:16
                                      Panowanie nad emocjami a racjonalizowanie swoich emocji to jednak nie to samo. Mnie się racjonalizowanie kojarzy z tłumaczeniem sobie, że mój gniew jest bez sensu. Z czym bym polemizowała, ale w sumie to nie moja sprawa, niech sobie każdy radzi jak chce. Gorzej, jak to samo poleca innym.
                                      Natomiast panowanie nad emocjami, to wyrażanie ich bez naruszania granic innych, obwiniania, ect. czyli ogólnie rzecz ujmując bez czynienia innym krzywdy.
                                      • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:23
                                        pade napisała:

                                        > Panowanie nad emocjami a racjonalizowanie swoich emocji to jednak nie to samo.
                                        > Mnie się racjonalizowanie kojarzy z tłumaczeniem sobie, że mój gniew jest bez s
                                        > ensu.

                                        ja racjonalizowanie emocji rozumiem tak, jak verdana - mąż nie chce gadać ze mną "o pogodzie", w pierwszym odruchu jestem na niego zła, ale świadomie wygaszam tę emocję, bo wiem, że on taki jest i moja złość nie ma sensu, jest egoistyczna

                                        > Natomiast panowanie nad emocjami, to wyrażanie ich bez naruszania granic innych
                                        > , obwiniania, ect. czyli ogólnie rzecz ujmując bez czynienia innym krzywdy.

                                        panowanie nad emocjami to często ich wyciszanie aż do całkowitego wygaśnięcia

                                        dam przykład
                                        załóżmy, że jesteś szczęśliwą mężatką a tu nagle sie zakochujesz
                                        czy powinnaś tę emocję wyrazić bez naruszania granic twego męża i bez jego krzywdy (inaczej mówiąc mieć na boku kochanka) czy raczej ją wygasić? wziąć za nią odpowiedzialność?


                                        • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:26
                                          Mogę ją wyrażać poza zasięgiem wzroku męża:)
                                        • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:50
                                          Pozwól, że wyjaśnię złość jest bardzo egoistyczna:) i chwała Bogu że tak jest. Bardzo się cieszę że podałaś właśnie taki przykład. Za mało mówi się o złości. Oprócz informacji że ktoś przekracza nasze granice lub nasze prawa nie są respektowane, złość mówi też, że jakieś ważne dla nas potrzeby nie są zaspokojone. I o tym aspekcie złości mówi się chyba najmniej, a szkoda. Poczułaś złość bo w relacji z mężem nie ma szans na realizację ważnej dla ciebie potrzeby - gadania o pogodzie. Możesz wyrazić ją wprost (bez awantur) Jestem zła kiedy milczysz, chciałabym porozmawiać z tobą o pierdołach. Jeśli jest bez zmian realizujesz ( rozładowujesz) złość w działaniu - szukasz kogoś (koleżanki, sąsiadki) z kim śmiało rozmawiasz na wybrany temat. Potrzeba zaspokojona = złość mija, nie jest już potrzebna.
                                          • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:55
                                            Jak się tak pochylić nad tym podanym przykładem to za pierwszą potrzebą (gadanie o pierdołach) może się kryć ta właściwa (nieuświadomiona). To każdy musi rozpatrzyć sam. Bo może się okazać że wcale nie chodzi o gadanie o pogodzie, ale o potrzebę bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem.
                          • verdana Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 19:04
                            Innymi słowy, znacznie lepiej złościć sie na plączące w nocy dziecko, czy na męża, który jest jaki jest, niz starać sie sobie wytłumaczyć,że złość nie jest w tym wypadku uczuciem adekwatnym do sytuacji i znacznie lepiej będzie spróbować jej się pozbyć? Oczywiście, że mało kto akceptuje w pełni dziecko ryczące po nocach, albo wady partnera, ale jeśli uzna sie, że złość jest OK, to szkodzi się tylko sobie. Nikomu więcej.
                            Czym innym jest złość w sytuacjach, gdzie jest to uczucie adekwatne - jak mąż miał przynieść konieczne dwie śrubki, a po raz szósty zapomniał, albo jak nastolatek spóźnia sie o trzy godziny. Nie chodzi o to, aby złości nie czuć, tylko aby sobie uświadomić, kiedy jest nieodpowiednia do sytuacji i nic nie da.
                            • gonzo_101 Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 19:54
                              Najważniejsza zasada - kiedy nie możesz w żaden sposób zmienić sytuacji w jakiej jesteś - zaakceptuj ją. Te przykłady to jakieś potworki, serio. Jeśli tak szybko adresujesz złość i złościsz się NA plączące dziecko lub NA męża to trzeba się zastanowić dlaczego. A jeśli pojawia się wyłącznie złość to już jest problem. Próby jak to napisałaś "pozbycia się" złości to nierozsądne podejście. Bądź zła. Dzieciak płacze o 3 w nocy, budzisz się jesteś wściekła - w porządku bądź. Na emocje nie mamy wpływu pojawiają się i już. Ale to z nimi zrobimy to już nasza broszka. Usiądź na chwile i bądź wściekła, ba nawet powiedz to na głos, a potem się zastanów, poodpychaj głęboko i zobacz co się stanie. Nadal jesteś zła Na dziecko, które płaczem sygnalizuje np. gorączkę, a może jesteś zła na męża, bo miga się od nocnego wstawania. Może jesteś przemęczona, a rano masz ciężką prezentację w pracy? Jak się poświeci swojej złości trochę czasu to samo przychodzi. Nie do końca jeszcze rozumiem dlaczego tak szybko zaczynamy działać będąc jeszcze pod silnym wpływem emocji. Odpalają się wtedy nasze reakcje automatyczne i jest dramat. Matka wpada do pokoju i wrzeszczy na płaczące dziecko, albo z zaciśniętymi zębami je przewija.
                            • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 11:16
                              verdana napisała:

                              > Innymi słowy, znacznie lepiej złościć sie na plączące w nocy dziecko, czy na mę
                              > ża, który jest jaki jest, niz starać sie sobie wytłumaczyć,że złość nie jest w
                              > tym wypadku uczuciem adekwatnym do sytuacji i znacznie lepiej będzie spróbować
                              > jej się pozbyć?

                              Niekoniecznie jest to złość NA dziecko, NA męża. To jest złość z powodu. Np. z powodu przerwania głębokiego snu, który jest konieczny do przetrwania kolejnego dnia. Albo z powodu wyrwania ze stanu skupienia, koncentracji, flow, natchnienia. Powrót do tego stanu jest czasem niemożliwy. Przerwanie go jest naruszeniem ogólnie mówiąc granic. Złość w tym przypadku jest reakcją czysto fizjologiczną powstałą w wyniku zaistniałego bodźca.
                              Tylko teraz jest kwestia co się z nią zrobi. Jedni drą się na dziecko, potrząsają nim. Inni "kur.wują" sobie pod nosem, idą zrobić herbatę, odwracają myśli od zaistniałej sytuacji by się wyciszyć i biorą dziecko na ręce.
                              Złość w tym przypadku nie jest ZŁA, albo bez sensu. Bez sensu to jest, moim zdaniem, protestować przeciwko temu co już jest.
                              Tak samo jest z problemami. Można usiąść, załamać ręce i płakać całymi dniami. A można pozwolić sobie poczuć złość na sytuację (złość daje kopa energetycznego) i szukać rozwiązania.
                              Emocje są po coś. Są systemem ostrzegawczym. Bez nich bylibyśmy jak dzieci we mgle.
                              Tłumienie emocji, zwłaszcza złości, gniewu, wymaga takiej ilości energii, że zaczyna jej brakować do życia. I wtedy najczęściej pojawia się depresja.

                              Oczywiście, że mało kto akceptuje w pełni dziecko ryczące po no
                              > cach, albo wady partnera, ale jeśli uzna sie, że złość jest OK, to szkodzi się
                              > tylko sobie. Nikomu więcej.
                              > Czym innym jest złość w sytuacjach, gdzie jest to uczucie adekwatne - jak mąż m
                              > iał przynieść konieczne dwie śrubki, a po raz szósty zapomniał, albo jak nastol
                              > atek spóźnia sie o trzy godziny. Nie chodzi o to, aby złości nie czuć, tylko ab
                              > y sobie uświadomić, kiedy jest nieodpowiednia do sytuacji i nic nie da.

                              Nie zgodzę się. Nie da się przestać odczuwać złość. No chyba, że w wyniku obrażeń mózgu.
                              Zdrowy człowiek ją odczuwa, tylko w RÓŻNYM natężeniu. Ten, który się nakręca (to wszystko przez niego, już ja mu pokażę, dlaczego jest jak jest, itd.) odczuwa zwykle duże natężenie złości. Ten, który potrafi sobie wytłumaczyć, że to, co się zadziało przyjemne nie jest, ale da się coś z tym zrobić, zwykle odczuwa impuls o większym natężeniu, który maleje w czasie.
                              Tłumienie złości w zarodku jest po prostu szkodliwe, tak samo jak palenie czy niezdrowa dieta.
                              To co jest istotne to zauważenie pierwszych symptomów i nie bagatelizowanie ich. Bo najczęściej ignoruje się rozdrażnienie czy irytację, nie zastanawia się skąd ona się wzięła, a skumulowanie tych stanów prowadzi często do wybuchu.
                              • verdana Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 18:52
                                Oczywiście, że się da. Nie da sie oczywiście wyzbyć złości, jako uczucia, ale można przestać sie złościć w pewnych sytuacjach.
                                Tłumienie złości jest równie niezdrowe, co jej wyrażanie zbyt często - tylko to drugie jest niezdrowe dla innych osób.
                                • pade Re: W czym tu jest problem 29.03.18, 22:33
                                  Widzę, że dalej nie odróżniasz odczuwania od wyrażania.
                                  • ola_dom Re: W czym tu jest problem 30.03.18, 09:59
                                    pade napisała:

                                    > Widzę, że dalej nie odróżniasz odczuwania od wyrażania.

                                    Nie zgadzam się.

                                    Verdana napisała:
                                    Nie da sie oczywiście wyzbyć złości, jako uczucia, ale można przestać sie złościć w pewnych sytuacjach.

                                    Wiele rzeczy, które złościły mnie kiedyś, teraz wcale mnie nie złoszczą. Zmieniłam się, zmieniły się moje priorytety, to, co jest dla mnie ważne - więc dlaczego miałoby mnie złościć coś, co już nie ma dla mnie znaczenia? Choć kiedyś było niezmiernie istotne, więc powodowało ogromne emocje?
                                    • pade Re: W czym tu jest problem 30.03.18, 16:20
                                      Sądzę, że po prostu się nie rozumiemy. Napisałam wystarczająco jasno co mam na myśli.
                    • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 15:53
                      Zawsze można zmienić reakcję na wyzwalacz, nawet do tego stopnia, że wyzwalacz przestanie być wyzwalaczem. Nie zawsze jest łatwo, ale nie jest to nierealne.
                      • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 16:39
                        Nie każdy jest behawiorystą:)
                        • verdana Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:11
                          Ale nie każdy musi uznać, że nic się nie da zrobić i nic sie nie da zmienić.
                          • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:50
                            Warto rozróżniać jednak co się da, a czego się nie da:)
                            • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:55
                              pade napisała:

                              > Warto rozróżniać jednak co się da, a czego się nie da:)
                              >
                              >

                              czy coś się da wiemy dopiero wtedy, gdy sprawdzimy


                              • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 17:57
                                Albo się nauczymy, np. na studiach, albo z literatury. No, ale zawsze można odkrywać już odkryte i przebadane. Nie ma to jak własne doświadczenie:)
                                • wagonetka Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:03
                                  pade napisała:

                                  oczywiście :-)
                                  dopóki sama nie sprawdzę, czy coś może mi się udać nie wiem tego

                                  ty dowiadujesz sie tego z książek?


                                  • pade Re: W czym tu jest problem 28.03.18, 18:24
                                    Wyobraź sobie, że z książek można się bardzo wiele dowiedzieć o człowieku. Nie ma obowiązku doświadczania wszystkiego osobiście. Można się też uczyć na błędach innych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka