Dodaj do ulubionych

W czym tu jest problem

25.03.18, 13:24
Pomóżcie mi proszę zrozumieć sytuację w której jestem. Jesteśmy 23 lata małżeństwem. Dziecko dorosłe, jeszcze mieszka z nami. Mąż od dłuższego czasu ma następujące zachowania. Normalne rzeczy odbiera jako nieprzyjemne dla niego do tego stopnia, że czuje się urażony. Czuje się często atakowany. Prosiłam, by z tym skończył, że nie jest to dojrzałe, poważne, że rozwala dobrą atmosferę rodziny. Nie mogę z nim dojść do ładu. Ot takie sytuacje. Umył samochód, wsiadamy do niego, pyta, czy ładnie umyty. Odpowiadam, o tak, pięknie, szkoda tylko, że już ptak zrobił swoje. A mąż na to, że ma pecha, że nigdy nie może zabłysnąć przede mną, bo ten ptak. No ręce opadają, on to przeżywa na poważnie. Ogląda reklamę w telewizji i mówi, że reklamują dezodorant, który on ma, a on jest do kitu, bo się sypie.Marudził mi na ten temat jakiś czas temu, powiedziałam, że tak na początku opakowania może być, potem będzie już normalnie. Albo kup inny. Ale on wolał podpiąć się pod dezodorant syna. Teraz kiedy wrócił pełen zdenerwowania do tematu po tej reklamie, ja na to, że mógł kupić sobie inny, a nie używać dezodorantu syna. Syn uśmiechnął się i powiedział, że teraz już wie dlaczego tak szybko mu ten dezodorant wyparował i że niech kupi sobie własny. Dla męża to było za dużo. Obraził się tak, że aż wykręciło go w fotelu w drugą stronę. Nie rozumie, że nikt nie ma dla niego złych emocji, że to nic nie znaczące zdania. Kiedy mu to powiedziałam jeszcze bardziej się rozzłościł, udowadniał na przemian, że się wcale nie obraził, albo, że miał ku temu powód, bo my z niego szydziliśmy, że on ma dziwne problemy z dezodorantem. Poleciał po ten dezodorant, psiknął na papier i był zdziwiony, że nie był sproszkowany. Pisząc to jestem rozwalona, o czym ja tu Wam wypisuję, dezodorant, dezodorant. Ale to tylko obraz tego, co mąż wyprawia. Co się z nim dzieje? Skąd te reakcje? Niedowartościowany, niedojrzały, infantylny, ale teraz przed 50? Tak często ma te ataki, że ja mam już dość.
Obserwuj wątek
    • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 13:52
      A po co wytykasz ptasią kupę na karoserii zamiast po prostu pochwalić, że mąż coś fajnie zrobił? Komplement ze szpilą to nie komplement. Szczerze mówiąc, patrząc na to jak o nim piszesz, wcale się nie dziwię, że chodzi zły i obrażony. Zobacz jak go oceniasz: niedowartościowany, niedojrzały, infantylny. Zrób eksperyment i spróbuj go dowartościować. Bo na razie to trochę wygląda tak, jakby jedynym problemem Twojego męża była wkurzająca żona.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:07
        Można to tak odebrać, ale tak nie jest. Zobacz jak ja to widzę. Ptasia kupa to tylko stwierdzenie faktu, w tym samym zdaniu było, że pięknie umyty samochód ( na myjni). Ja miałam na myśli tylko tyle, że samochód taki czyściutki, a ptaszek już zdążył narobić. Jak ja umyję okna, to też zaraz mi często deszcz je zabrudzi, ale czy ja mówię wtedy mężowi, że mam pecha, bo jak on je po umyciu ogląda, to zasze pogoda je już spaskudzi? Nie. Napisałam te trzy nieładne przymiotniki odnośnie męża, bo tak się zachowuje. Eksperymentu nie muszę przeprowadzać, bo ja go szanuję, nie jestem czepialska, jestem typem mało ekspansywnym, spokojnym, zrównoważonym. Mimo zapewnień, że mąż jest dla mnie i dla syna ważny on doszukuje się tych swoich racji. I nic tu nie umiem zrobić.
        • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:34
          No to skoro można to tak odebrać, to załóż, że mąż tak to właśnie odbiera - nie jako stwierdzenia faktu, ale jako szpile. A przymiotniki przykleiłaś mężowi, nie jego zachowaniu. Niby to samo, ale jednak nie. Porównaj sobie "jesteś głupi" z "głupio robisz". Nie wiesz co robić, to na początek spróbuj gryźć się w język.
      • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:09
        Wygląda na to, ze mąż zawsze jest niedostatecznie dobry, jest karcony i pouczany cokolwiek powie czy zrobi. Paskudna sytuacja i całkowicie go rozumiem. To tak, jakbyś zapytała czy dobry obiad, a maż powiedział "No niby dobry, ale szkoda, że ta fasolka z puszki tym razem jakaś rozpaćkana", a na Twoje żale, że rajstopy znowu były zleżałe i że reklamowanie ich jest idiotyzmem mąż Cię pouczył, ze należało kupić inne i nie marudzić, bo nikogo to nie obchodzi. A córka udowadniała, ze rajstopy dobre, tylko Ty nie umiesz ich wkładać. I tak za każdym razem, gdy coś powiedz. Mąż nie jest infantylny, tylko jest traktowany jak dziecko, które trzeba zawsze pouczyć. Biedny facet.
        • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:23
          No ale tak nie jest. Wyciągnęłaś niewłaściwe wnioski. Mąż jest chwalony, akceptowany, kochany. On prowokuje sytuacje, w których pokazuje, że jest pechowy, wyśmiany, zlekceważony i wiele innych. Nikt mu niczego złego nie robi. Nikt nie krytykuje jego prac. On sam je niejako umniejsza, coś dopisuje. I to mu się zasila.
            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:35
              Być może masz rację, tylko źle dobrałaś przykłady. Bo akurat w nich nie ma żadnej prowokacji, nie ma dopraszania się o krytykę i wyśmianie. Przeciwnie -wskazują na to, ze mąż jest stale pouczany czy krytykowany, nawet gdy coś zrobił dobrze, albo należałoby powiedzieć "tak, rzeczywiście pechowo trafiłeś z tym dezodorantem" (pochwały "tak, ale " nie są pochwałami, tylko nieprzyjemną krytyką).
              Może spróbuj z innymi przykładami, bo na podstawie tych nie sposób wyciągnąć takich wniosków, ale przecież Ty widzisz znacznie wiecej, niż napisałaś i nie wykluczone, że masz rację.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:46
                Może tak wygląda na tych moich najświeższych przykładach. Mąż działa schematycznie. Pyta o coś z drugiego pokoju, ktoś nie słyszy,nie odpowiada, on jest pewien, że jest ignorowany. Nie ma czasu na wyjaśnienie, on już jest obrażony. Coś naprawi, ale zaraz sam doda - pewnie nic z tego nie będzie, bo co ja tam umiem. Skąd on to ma? Miał to od początku, ale teraz bardzo mu się to nasiliło, mimo, że nasza więź jest silniejsza niż na początku. Nie ma powodów, by wątpić, że jest dla mnie ważny. Nie jestem żoną, która mówi, o zobacz, tamten pan, to taki cudowny, tyle umie. Akceptowałam go takim jakim jest. Nie akceptuję natomiast jego zachowań, o których napisałam.
                • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:51
                  O, teraz sytuacja przedstawia się już inaczej. Jak sytuacja zawodowa męża? Czy osiągnął to co chciał, czy teraz wie juz, ze nie zrobi kariery mniej czy bardziej oszałamiającej? Czy problemem nie jest dorosłość syna i świadomość, że nie jest juz się dla niego osobą tak ważna jak kiedyś, ani potrzebną nie ma tu wpływu? Tak reagują zwykle kobiety, ale nie znaczy to, że facet nie może też mieć takiego uczucia.
                  • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:03
                    No nie wiem, dla mnie to wciąż to samo - potrzeba zauważenia, pochwalenia i akceptacji. Bezwarunkowej. Przecież ten drugi przykład to klasyk: zobacz, staram się chociaż nie wiem czy dam radę, doceń to, zachęć mnie, wesprzyj dobrym słowem. Przyczyny mogą być różne, może te, o których piszesz, a może jakieś inne.

                    Bardzo bym chciała usłyszeć rzeczywistą rozmowę, nie tylko słowa, ale też ton głosu. Zobaczyć wyraz twarzy i gesty obojga. Wydaje mi się, że gdzieś tu się posypała komunikacja, zwłaszcza ta pozawerbalna, oboje jedno nadają a coś zupełnie innego odbierają.
                          • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:32
                            Może tak, a może tylko Ci się tak wydaje. Czasami jest tak, że chcemy przekazać jakiś komunikat, ale druga osoba ma jakiś własny wewnętrzny kontekst, w którym odbiór jest zupełnie inny od zamierzonego. A czasami po prostu nie umiemy go przekazać. Może Twój mąż sam nie potrafi przekazać czegoś Tobie? Piszesz, że zawsze taki był, ale teraz mu się nasiliło - a czy mąż nie napisałby przypadkiem, że on się nie zmienił, tylko Tobie się lont skrócił?

                            Dziewczyny piszą o problemach ze zdrowiem, może faktycznie coś jest na rzeczy. A może potrzebujecie kogoś trzeciego, kto nauczy Was na nowo ze sobą rozmawiać?

                            Tak jeszcze myślę, że Twój mąż może się złościć z przegadania. Może dobrze by było przestać rozwodzić się nad niektórymi sytuacjami? Skoro mąż najpierw gada, a potem żałuje, że gadał, to może lepiej po prostu nie wchodzić w dyskusje? Jak się następnym razem zacznie burzyć, to przytaknij. Jednym słowem, bez rozkminiania, bez wartościowania. "Coś naprawi, ale zaraz sam doda - pewnie nic z tego nie będzie, bo co ja tam umiem." - "jak nie umiesz, to nic nie będzie". "Dezodorant zły." "No zły. Chcesz herbaty?" Może to na niego zadziała.
                            • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:45
                              Komunikacja między ludźmi to sztuka, u nas szwankuje. Tylko jak mam ją naprawić, sama? Chyba już próbowałam zignorować gadki męża i obrażanie, ale nie wychodzi mi to. Najczęściej mnie ponosi, bo jak wytrzymać wciąż to samo, coś co przeszkadza? Terapeuta pewnie powiedziałby mi, bym to ja zmieniła postawę wobec męża, bo go nie zmienię. A mnie zależy by on zrozumiał, że problem jest w nim. Gdyby skończył z tymi swoimi akcjami byłoby nam dobrze.
                              • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:57
                                I znowu: według Ciebie. A Twój mąż może uważać, że to Ty jesteś problemem. Powinien na Was spojrzeć ktoś trzeci, pewnie by się okazało, ze oboje macie rację.
                                Zobacz, całą winę zrzucasz na męża, to on ma się zmienić. A jednocześnie piszesz, że to zachowanie to nie nowość, że tylko się nasiliło. A dopuszczasz możliwość, że ono wcale się nie nasiliło, tylko Tobie skończyła się cierpliwość i zrobiłaś się na nie bardziej wyczulona?

                                Jeśli sami nie dajecie rady tego uporządkować, to chyba pora pomyśleć o terapii albo jakichś warsztatach dla małżeństw. Skoro mąż taki chętny do analizowania to nie powinien mieć z tym problemu.
                              • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:24
                                sierpniowa24 napisał(a):

                                > już próbowałam zignorować, ale nie wychodz
                                > i mi to. Najczęściej mnie ponosi,

                                > mnie zależy by on zrozumiał, że problem jest w nim.

                                >Gdyby skończył z tymi swoimi akcjami byłoby nam dobrze.

                                Przeczytaj jeszcze raz to co sama napisałaś.
                                Jak skończysz z tym, że Cię ponosi i odreagowujesz na mężu, to i mąż się zmieni.
                                I będzie Wam lepiej.
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:22
                    Może być w tym coś. Mąż często skarży się na bezsens swojej pracy, ale po chwili już sam się dopinguje, że nie jest tak źle. Oczekuje, przekonałam się, że ja będę zaprzeczała jego złym ocenom własnej pracy. Wciąż nadaje na pewne zawody, że ci tacy i owacy, on najbiedniejszy. Syn niewystarczająco oddany, ja również. A to guzik prawda. Kiedy staram się z nim przeanalizować każdą taką przykrą między nami sytuację, wciąż zmienia zdanie na temat tego jak się zaczęło, jak wyglądała wymiana zdań, i co najgorsze, czy on nawalił, czy nie. Zaraz chce się ,,godzić", przejść do porządku dziennego. Ja tak nie umiem. Przecież za kilka dni, godzin będzie to samo.Komunikacja jest zaburzona, bo argumentacja jest mu obca. Nawet jak wyciągnie dobry wniosek, po chwili już ma inny. Bije się w piersi, potem znów jest pokrzywdzony i żałuje, że przepraszał.
                • amb25 Re: W czym tu jest problem 27.03.18, 09:51
                  Wypisz wymaluj jakbym widziala mojego 15-latka z problemami w szkole bo mabicje ma ogromne ale nie ma checi do nauki. Tzn. mialby jakby mu dobrze szlo ale poniewaz sie nie uczy to mu dobrze nie idzie wiec sie nei uczy bo mu dobrze nie idzie... Moze twoj maz ma jakies problemy.
    • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 14:14
      Jeżeli to są zmiany w zachowaniu, jeżeli pojawiają się reakcje, których nie było dotychczas, wysłałabym na badania w kierunku chorób neurodegeneraycjnych. (Niestety niektóre na początku objawiają się właśnie zmianami charakterologicznymi, czepialstwem itp.).
    • 71tosia Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:08
      kryzys wieku sredniego? Przemyslenia nad tym ze zycie przemija, ze czegos sie nie osiagnelo i juz nie osiagnie, monotonia zycia rodzinnego plus spadek poziomu tersotosteronu skutkuja wlasnie takim zachowaniem jak opisalas.
      pieknoumyslu.com/syndrom-meskiej-nadpobudliwosci/
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:46
            Bardzo dużo z nim rozmawiam, temat wałkowany od prawej i lewej. Wiem co się u niego dzieje aż za dobrze, wszystko mi mówi, nawet to czego nie powinnam wiedzieć. Reflektuje się na chwilę, potem powtórka, jakaś iskra, zapłon i on znów pokrzywdzony, obrażony na 5 minut. Wszystko to gwałtowne, a zaraz po tym chce równie gwałtownej zgody, czyli udawania, że nic się nie stało. Kiedy oponuję znów wraca mu złość, żal i cholera wie, co jeszcze.
        • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:46
          Nie. Tu absolutnie sie nie zgodzę. Nie zawsze da się na stałe wyłączyć poczucie niedowartościowania, poczucie, że wszystko idzie źle.Oczekujesz, że mąż będzie funkcjonował w domu jak w teatrze, stale udając dobre samopoczucie, którego nie czuje. Tak sie nie da. Nie da sie też zmienić faceta, analizując drobiazgowo każdą sytuację, to niewątpliwie tylko pogarsza sprawę, bo przy takiej analizie usiłujesz mu pokazać, że nie ma racji. Czyli utwierdzasz go w przekonaniu, że jest nieakceptowany, przekonaniu, nie da sie ukryć, nie do końca niesłusznym.
          Być może mąż potrzebuje terapii, ale jest też prawdopodobne, ze komunikacja szwankuje z obu stron i przydałaby się terapia rodzinna, przynajmniej tak to wygląda z tego co piszesz.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:55
            Nie oczekuję takiego wesołego teatru. Nie. Chciałabym by nie węszył w nas niedobrych emocji w stosunku do niego, bo ich nie mamy. Analizujemy za dużo, tu jest duży problem. Jest tak dlatego, że wciąż coś jest nie tak, bo mąż znów nieszczęśliwy, rozżalony, zawiedziony itd. A to jego wytwory, nie mówię, że czasem to realne sprawy, ale 90 % to jego chore cierpienia. Terapia odpada, mąż ma zbliżony zawód do psychologa, współpracuje z psychologami i ma często sporo niechęci do ich pracy, a raczej jej efektów.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:04
            Przeczytałam raz jeszcze Verdano Twoją odpowiedź. Masz rację, te analizy szczegółowe są złe, dla mnie powoli stają się patologiczne. Mąż jednak się ich domaga, prowokuje je, choć gubi się w nich totalnie. Nie jest jak piszesz do końca akceptowany, no nie jest skoro prowadzę z nim spór o jego zachowania, ale nie mogę na to przymykać oka. Mówię głośno, że się myli, że reaguje na wyrost, że mi z tym źle.
            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:15
              O wiele , o wiele lepiej powiedzieć "K... mać, mam tego dosyć, szlag mnie trafia, jak tak marudzisz, k..., nie jestem Twoim terapeutą, tylko żoną, jak uważasz, ze ci źle, to tam są drzwi, a jak nie, to przestań szuka dziury w całym !" (wulgaryzmy można sobie darować, ale wcale niekoniecznie). Nie mów, że sie myli. Nie mów, co powinien czuć. Powiedz to, co czujesz i tak , jak czujesz, czyli ze złością. Bo nie wykluczam, ze maż działa jak dziecko -prowokując domaga się uwagi. I tej uwagi dostać raczej nie powinien.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:23
                Uwagi mu zawsze mało. Może to wzięło się z domu rodzinnego. Był po śmierci ojca tylko z matką, od 5 roku życia. Ona była zapracowana, ale też przekładała bycie z nim na kontakty rodzinne i towarzyskie. Do dziś nie ma dla niego czasu, mimo, że ma 80 lat. Nie wiesz jak trudno mi pokazywać, że ja mu matkować nie będę. I chyba jest zazdrosny o naszego syna. Im starszy tym bardziej dziecinnieje.
            • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:40
              Sierpniowa, weź no się zdecyduj. Akceptujesz męża, ale jednocześnie mąż nie jest do końca akceptowany. To jak to jest naprawdę? To jest tylko kilka wypowiedzi na forum, a Twój mąż ma te sprzeczne sygnały na co dzień. Nic dziwnego, że wciąż próbuje wszystko analizować. I nic dziwnego, że się złości.

              Z drugiej strony rozumiem Twoje wkurzenie i zniecierpliwienie, ale mam wrażenie, że sama to sobie fundujesz. Nie chcesz mu matkować, to nie matkuj, nie chcesz robić za psychoterapeutę, to nie rób. Czyny, nie słowa.
        • 71tosia Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 15:58
          sproboj cos u siebie ' wlaczyc' gdy ci np poziom hormonu tarczycy gwaltownie spada. Sorry ale sie nie da. Jezeli przyczyna czepliowsci meza jest poziom testosteronu to troche pomoze uprawianie sportow, moze wspolne wyjscia na silownie?
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:13
            Historię z testosteronem uważam za demonizującą. To jak z menopauzą. Nie usprawiedliwia kobiety, która jest wciąż nie do wytrzymania dla innych. Nikt nie jest winny jej stanu, poza samopoczuciem jest też rozum, serce. Okazać zrozumienie nie znaczy pozwalać na wszystko.
            • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:17
              Nie jest demonizująca. Prawdę mówiąc, to trochę jak z depresją - nie da się powiedzieć "weź się w garść". Niekoniecznie trzeba okazywać zrozumienie, ale niekoniecznie też trzeba przyjąć, że niezależnie od sytuacji można sie zachowywać zawsze tak, jak otoczenie oczekuje.
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:32
                Ja tylko uważam, że nie ma powodu karać innych za nasze samopoczucie, nawet jak jesteśmy w bardzo złym stanie. Hormony nie są powodem zachowań mojego męża. Gdyby to dało się naprawić sztuczną pigułką, ale nie da się.
            • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:19
              To, że Ty tak uważasz, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wiedza i doświadczenie medyczne ma się nijak do Twojego uważania. Możesz uważać, co chcesz, a prawda jest taka, że hormony, ich poziom i zmiany mają ogromny wpływ na naszą psychikę.

              Miewasz PMS? Albo tak bolesne okresy, że leżysz dwa dni i nie jesteś w stanie się ruszyć?
              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:27
                Mam autoimunologiczne zapalenie tarczycy, a PMS jak stąd do... Ale panuję nad tym, mówię, dziś czuję się fatalnie, zróbcie zakupy. Jeśli jestem przykra to incydentalnie, bo liczę się z innymi. No tak to widzę.
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:52
                    Ludzie różnie radzą sobie z chorobami. Jeśli ktoś z powodu choroby jest wyjątkowo nieznośny dla otoczenia trzeba szukać pomocy poza domem. Depresja wymaga leczenia, nie terroryzowania ludzi. Tak jak każda inna choroba, na złamaniu nogi skończywszy. Ale nie o tym jest mój wątek.
                • agonyaunt Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:45
                  Panujesz, bo zdążyłaś się przyzwyczaić. Jeśli zmiany hormonalne są świeże, jeszcze niezdiagnozowane, to sam zainteresowany nie wie co jest grane i jak z tym żyć. A tego trzeba się nauczyć, samo nie przyjdzie, a już na pewno nie z dnia na dzień.
                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 16:56
                    Panuję, bo mimo zmian zapalnych w tarczycy jeszcze nie doszło do niedoczynności. Inne hormony z racji wieku szaleją mi, ale gadanie i gnębienie rodzinny z tego powodu nic by mi nie dało. Wolę fajną muzykę, koc, pokląć w myślach albo kiedy jestem sama. I te różnice w charakterze między mną, a mężem na pewno nas bardzo dzielą.
                          • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:30
                            Sierpniowa, wybacz, że Ci to napiszę, bo jak najbardziej rozumiem Twoje wkurzenie i Twoją desperację i nie jest tak, abym sie dziwiła, że masz dosyć.
                            Ale nie tylko mąż jest tu winien. Problem macie oboje, przy czym mąż nie dostrzega swojego problemu, a Ty nie widzisz swojego, co wyraźnie widać z Twoich postów. Jesteś osobą, która uważa, że jej sposób życia, sposób reagowania i odporność jest prawem powszechnym "Ja mogłam, to wszyscy mogą, ja choruję i nie daję tego po sobie poznać - to znaczy, że tak ma być i każdy, kto robi inaczej, jest do poprawy". Gorzej - uznajesz, że w małżeństwie, jeśli jedna osoba nie toleruje zachowań drugiej, to obowiązkiem tej drugiej osoby jest sie zmienić. Nie ma tu miejsca na kompromis, jest miejsce tylko na pełne podporządkowanie sie wymaganiom. Tak sie nie da. To, co piszesz o mężu jest wewnętrznie sprzeczne. Marudzi, nie chce rozmów, albo własnie chce. Obraza sie o byle co, ale przykłady, które dajesz nie świadczą, że o byle co, tylko o coś, co rzeczywiście moze być dokuczliwe. Twoja postawa "trzeba być tak jak ja" mogła, jak najbardziej, doprowadzić do tego, że maż uważa, że wszystko robi źle.
                            Jesteś osobą, która nie toleruje słabości. Z taką osobą żyć jest równie trudno, co z marudzącą i niepewną siebie. Ale takie osoby bardzo łatwo dobierają sie w pary, bo kazda znajduje u drugiej to, czego nie ma. Jedna jest stanowcza i zdecydowana, drugą chętnie się podporządkuje i będzie miała kogoś, kto ją wysłucha. Tylko jesli w miarę upływu czasu z osoby trochę zbyt pewnej swoich racji i osoby trochę zbyt niepewnej swojej wartości, poprzez wzajemne "nakręcanie sie" i odgrywanie coraz pewniej swoich ról w rodzinie stworzy się para - osoba całkowicie pewna swojej racji i osoba, która uważa, ze nikt jej nie słucha i sie z nią nie liczy - to mamy pat. Bo w takim układzie już fajnie nie jest. W dodatku chyba żadna z tych osób nie widzi swojego problemu, tylko problem tej drugiej osoby.
                            Moim zdaniem potrzebna Wam terapia rodzinna, która pozwoliłaby dostrzec nie tylko wady drugiej strony, ale i swoje - obustronny problem z komunikacją.
                            • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:49
                              Rozumiem Twoje przesłanie. Piszesz kompromis. Dobrze. Czyli kiedy on obraża się, a robi to nieciekawie, bo nikt nie odpowiada, kiedy on pyta z drugiego pokoju ( sytuację opisywałam), to jaki tu będzie kompromis?
                              • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:31
                                sierpniowa24 napisał(a):

                                > Rozumiem Twoje przesłanie. Piszesz kompromis. Dobrze. Czyli kiedy on obraża się
                                > , a robi to nieciekawie, bo nikt nie odpowiada, kiedy on pyta z drugiego pokoju
                                > ( sytuację opisywałam), to jaki tu będzie kompromis?

                                Powiedzieć - przepraszam, ale chyba głuchnę na starość bo nie usłyszałam. Czyli obrócić sytuację w żart i nie zwalać winy za nieporozumienie na męża (bo ty za cicho mówisz).
                            • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:13
                              No więc tak, zakładając, że ja jestem pewna swoich racji, a mąż nie wierzy, że ktoś go słucha, że jest ważny, pójdziemy na terapię. I co dalej. Ja wiem, że mąż ma problem z poczuciem własnej wartości wartości, jemu przeszkadza, że ja wiem wszystko najlepiej ( z tym się nie zgadzam, rozróżnianie zła od dobra nie jest elementem przeszkadzającym w związku, no ale powiedzmy, że chodzi tu o mój brak tolerancji słabości męża, tu się zgadzam). I co dalej. Ja mam nauczyć się tolerować jego słabości, czyli oskarżania o coś czego nie myślałam, nie zrobiłam itd. A on? On ma tolerować, że ja widzę i komunikuję, że źle się dzieje, kiedy on obraża się bez powodu. Vedano jak to widzisz?
                              • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:19
                                Dobro i zło to pojęcia względne - jeśli z takim nastawieniem pójdziesz na terapię (ja wiem, co jest dobre i nikt mi nie wmówi,że jest inaczej) to szkoda czasu.
                                Nie wiem, jak to widzę, albowiem nie jestem terapeutą:) Ale terapeuta najprawdopodobniej pokaże Wam, co chcecie osiągnąć przez swoje strategie i jak można to zrobić inaczej, porozumiewając się wprost, a nie przez destrukcyjne dla związku działania. Albo, być moze, zorientujecie się, że Wasze oczekiwania sa tak różne, że nie warto związku kontynuować.
                                • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:34
                                  Tak,ja wiem, że dobro to nie krzywdzić drugiego, nie przenosić na niego swoich frustracji, nie oskarżać bez powodu, nie przyprawiać kobiety o łzy. Tak samo jest ze złem. Trzeba wiedzieć, co jest dobre, co jest złe. To jest kręgosłup moralny. Relatywizm niewiele tu zmienia. Terapia na pewno może być końcem związku, bo jak ona nic nie da, to co da? Magia? Ech, ciężko mi. Nie robię temu człowiekowi nic złego, a dostaję po łbie. Ale po co ja się skarżę. Nie jestem taka twarda jak mnie tu widzice.
                                  • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:38
                                    Podejrzewam, że Twój mąż też uważa, ze dobrem jest nie lekceważyć drugiego, nie frustrować go, nie doprowadzać do frustracji, szanować. I że to jest kręgosłup moralny.
                                    W skrócie, wybacz, Twoje dobro oznacza, że trzeba spełniać Twoje oczekiwania. To jest w małżeństwie ważne, ale nie ma nic wspólnego z jednoznacznym dobrem i złem.
                                    Czym wiecej piszesz, tym bardziej widzę, ze nie macie żadnych szans na poprawę związku bez terapii. Każde z Was ma swoje przekonania, w Twoim wypadku niewzruszone, będące na kursie kolizyjnym z przekonaniami tej drugiej osoby.
                                  • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:33
                                    sierpniowa24 napisał(a):

                                    >Nie robię temu człowiekowi nic złego, a dostaję po łbie.

                                    Ale i Twój mąż i forum odbiera jednak Twoje zachowanie inaczej. Przemyśl to, zamiast się nad sobą użalać.
                              • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:22
                                1. On zrozumie, że ma niską samoocenę, przestanie męczyć, ja nie będę komentować jego akcji.Jest dobrze. Ale tu znów wychodzi, że to on był sprawcą kwasu w domu.
                                2. Ja wiem wszystko najlepiej, na terapii to do mnie dociera, zmieniam się, daję mężowi odetchnąć, on odzyskuje poczucie wartości. W ten scenariusz nie wierzę, jest niedorzeczny, mąż miał niską samoocenę wchodząc w małżeństwo, a ja gdyby nie miał swoich akcji, byłabym do rany przyłóż żoną.

                                Jakie są jeszcze inne warianty. Jesteście po terapiach. Pomóżcie mi, coś podpowiedzcie, bo tak jak pisałam, mąż na terapię nie pójdzie.
                                • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:26
                                  I znowu Ty wiesz, ze on jest winien, nie ma co roztrząsać dlaczego - facet jest winny, wiec terapia nic nie da, on się ma zmienić, nikt inny. Gdyby mąż był inny, to nie byłoby sprawy, moje zachowanie jest tylko pochodną jego, nigdy odwrotnie.
                                  Tymczasem nie tylko ja, ale sporo innych osób widzi,że sprawa nie jest taka prosta.
                                  • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 17:55
                                    Mój mąż jest niespójny. I o tym też pisałam. Tu na forum nie jest łatwo napisać jak jest do końca, i jakim się jest. Ale może trzeba uwierzyć kobiecie, która pisze, że jest pokojową osobą, a mąż czepia się i obraża bez powodu. Napisałaś, że powody są. Które? Że mąż wariuje nad dezodorantem, zamiast wyrzucić zły do kosza, kupić nowy, a nie trzymać go na półce miesiąc i podbierać synowi jego. I po wielu dniach znów truć o tym kosmetyku. Rada, że dezodorant po 2 użyciach przestanie się sypać jest też nieładna? No to chyba jestem złą kobietą.
                                    • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:24
                                      Ty tez jesteś niespójna. Oboje jesteście. Każdy z Was widzi tylko niespójność drugiego. Nie ma tu kwestii "wiary czy niewiary" - ja jak najbardziej wierzę, że mąż jest upierdliwy i czepialski. Problem w tym, ze używanie dezodorantu syna i czepianie sie o to dla mnie jest też czepialskie. Można było poprosić o odkupienie, ale naprawę, nie ma w tym nic szczególnie nagannego. Uczepiłaś sie dezodorantu tak samo jak mąż. On powiedział, że reklamują wadliwy produkt, bo jemu nie pasował - dla mnie to jest jak najbardziej normalne zachowanie człowieka, który uważa, że kupił bubel. U Ciebie, nie u męża, to urosło do rangi problemu.
                                    • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:42
                                      sierpniowa24 napisał(a):

                                      > mąż wariuje nad dezodorantem, zamiast wyrzucić zły do
                                      > kosza, kupić nowy, a nie trzymać go na półce miesiąc i podbierać synowi jego. I
                                      > po wielu dniach znów truć o tym kosmetyku.

                                      A co za problem, żebyś za pierwszym razem powiedziała z zainteresowaniem - o to masz pecha, jutro idę do sklepu, kupić ci nowy dezodorant? Chcesz taki sam czy inny? Być może mężowi na takiej trosce z Twojej strony zależy i tego oczekiwał i nie doczekał się?
                                • asia_i_p Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 18:46
                                  Bo wtedy mówisz z równej pozycji, nie oceniasz, kto ma rację, tylko się kłócisz, bo cię wkurza, to jest zdrowe.

                                  Podejście "Przemyślałam to sobie dokładnie i na zimno oceniam, że to wszystko twoja wina" jest bardzo niszczące.

                                  Ty przyjmujesz pozycję bezstronnego arbitra i z takiej pozycji oceniasz, że to ty masz rację. Z takiej pozycji nawet łagodna krytyka jest dużo bardziej uwłaczająca niż niesprawiedliwe oskarżenia wykrzyczane w gorącej kłótni.
                      • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:40
                        milka_milka napisała:

                        > Powiem Ci tak - jeśli wobec męża stosujesz taką samą postawę pt.
                        > "ja wiem lepiej i nikt mi nie wytłumaczy, że jest (albo może być) inaczej",
                        > to ja mu się coraz mniej dziwię.

                        Im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej mam identyczne wrażenie.
    • alpepe Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 18:36
      Mój ojciec był taki, kiedy się powiedziało, deszcz pada, brał to do siebie i się rzucał, że nie jego wina.
      No pewnie, że nie jego wina. To było neutralne stwierdzenie, taki small talk, a on się wściekał i tak było ze wszystkim. Z latami to się wzmogło. Mój ojciec nie jest jakoś bardzo stary, roczniki '48, ale obecnie to rzucanie się o wszystko, o dosłownie każde pytanie i każdy komunikat jest bez przerwy. Moja matka mówi coś do mnie przez telefon, on dogaduje i wścieka się, że ona źle mówi, nieważne o czym. Owszem, ta niekochająca matka w tle też pewnie była, ale obecnie to u mojego ojca zmiany organiczne. Miał piętnaście lat temu bardzo ciężki wypadek samochodowy, bardzo mocno stłuczony mózg, cudem z tego wyszedł, ale można było zobaczyć, że nie rozumie większości dowcipów słownych. Obecnie jest bardzo otępiały, zapomina zamknąć drzwi do ubikacji, wychodzi z ubikacji z niepodciągniętymi spodniami, powtarza w kółko jak zacięta płyta pewne opowieści.
      Ja cię nie odbieram jak większość forumek, bo wiem, jakie jest życie z osobą, która się obrazi na neutralny komunikat, że deszcz pada, bo ona czuje, że ją się o to obwinia. Absurd? Oczywiście. Na pewno jest to w jakimś stopniu uwarunkowane genetycznie, moja córka na przykład też była dotknięta do żywego, że jej się czegoś odmawia z przyczyn obiektywnych jak wspomniany deszcz za oknem. Mam tylko nadzieję, że mnie to nie dotknie, albo dotknie już w zupełnej końcówce życia.
      A co do dezodorantu, mam wrażenie, że twój mąż boi się podejmować decyzje, może chciał, byś ty wywaliła to dziadostwo i kupiła mu coś lepszego? Może po prostu na to w gruncie rzeczy liczył? Poza tym sprawdź, czy nie tworzysz frontu z synem przeciw ojcu, nieważne, jak niegroźnego.
      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:14
        No tak, ale tu u Twojego taty to są skutki wypadku. U mojego męża to coś innego. Starałam się, by czuł się dobrze w małżeństwie. Przed ślubem wydawał się bardziej pewny siebie. Może rzeczywiście nie czuje się ze mną dobrze. Zaszczekałam go, dużo o tym myślę. Sama nigdy pierwsza nie atakuję. On tak jakby oczekiwał, że zaraz mu coś powiem, coś niefajnego. Tak ma ze swoją matką. Powiem mu do słuchu, ale tylko wtedy, gdy znów głupieje. Z synem dobrze się dogaduje, choć czasem wspomina, że jak syn był mały to byli ze sobą bliżej.
        • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:33
          Wiesz, jeszcze pomyślałam o czymś innym. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości, zawsze wydaje mi się, że wszystko robię źle, że jestem za mało dobra, profesjonalna, skuteczna. Dochodzi do tego poczucie winy za wszystkie nieszczęścia tego świata. (Prawie za ten deszcz też). Tak było od zawsze. A mojemu mężowi zajęło prawie 15 lat, żeby mnie z tego wyleczyć. Tzn. niskie poczucie wartości mam nadal, ale na to mi nikt nic nie poradzi poza mną samą, natomiast wyleczyłam się z poczucia winy. I tak przyszło mi do głowy, że może Twój mąż, mówiąc tyle o tym dezodorancie (przykładowo), wcale nie skarżyła nie na dezodorant, tylko czuł się winny, że zaufał reklamie i go kupił. Czuł się w tym momencie głupszy, naiwniejszy.
          A co do dezodorantu syna - może mąż po prostu zapominał sobie kupić dezodorant i nie chciał się do tego przyznać, znów dlatego, żeby nie wyjść na zapominalskiego, co jeszcze bardziej podkopałoby jego poczucie własnej wartości?
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 19:47
            A czym i jak mąż Cię wyleczył? Mas zsporo racji, że niskie poczucie wartości idzie razem z poczuciem winy, to oczywiste. Mąż wiecznie czuł się winny kiedy matka robiła mu wymówki o absurdalne rzeczy. Tu twierdził, że śmialiśmy się z jego problemów z dezodorantem, że nie mie nawet użyć tak zwykłej rzeczy. Że nie wie, że po paru użyciach przestanie być sproszkowany. Nie bardzo to rozumiem. Ja mu kupiłam to badziewie, ale też jak każda kobieta na dezodorantach zjadłam zęby i wiem czego można się po nich spodziewawać. Głupoty to są i tyle. Nie sposób opisać jak on demonstruje te swoje obrazy, odgradza się ręką, odwraca. No normalnie dziecko w przedszkolu. Ma to od jakiegoś czasu. Choroba odpada, to fanaberie.
            • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:17
              >normalnie dziecko w przedszkolu.

              1. Nie mam pomysłu jak zastąpić godziny rozmów ze specjalista twarzą w twarz wpisem na forum. Terapia małżeńska brzmi jak rozsądny pomysł.

              2. Jeśli naprawdę nie chcesz płacić za terapię, to kup sobie kilka książek o wychowaniu przedszkolaków i konsekwentnie wdrażaj. Mogę ci kilka pozycji polecić, bo akurat mam jednego na stanie, wiec jestem w temacie (synka, nie męża w regresji do przedszkolaka). W takiej sytuacji polecają reakcje empatyczną wyrażoną mową ciała, pomoc w nazwaniu emocji, przytulenie, pocieszenie, zapewnienie o miłości. Dopiero jak się uspokoi możesz mu wytłumaczyć jak działa dezodorant.
              Jedli uważasz, że nie tak powinna wyglądać relacja między partnerami w związku, i że nie jesteś jego matka, patrz punkt pierwszy.
              • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:34
                Jeszcze doprecyzuje, że nie chodzi mi o to, że nie powinnaś spróbować zmienić podejścia i reagować bardziej empatycznie na męża, kiedy tego potrzebuje. Bardziej, że „wychowywanie” dorosłego człowieka jest nieco uwłaczające, a występowanie z pozycji „rodzica” dla infantylnego męża mogłoby pogłębić problemy - bo on bedzie przedmiotem a nie równorzędnym podmiotem zmiany, której wasze małżeństwo potrzebuje.
            • milka_milka Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:22
              Racjonalnym podejściem i wtłaczaniem mi do głowy, że nie jestem odpowiedzialna za wszystko złe na świecie tak długo, aż sama to zauważyłam. Tym, że nie jestem odpowiedzialna za przysłowiowy tu dezodorant, deszcz i niesmaczne mięso.
            • blue_meerkat Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 08:32
              ' Przed ślubem wydawał się bardziej pewny siebie. Może rzeczywiście nie czuje się ze mną dobrze. Zaszczekałam go, dużo o tym myślę. Sama nigdy pierwsza nie atakuję. On tak jakby oczekiwał, że zaraz mu coś powiem, coś niefajnego'
              Kobieto, przeczytaj raz jeszcze to co sama piszesz. W calym watku ty masz racje, kazdy post musi byc skomentowany, w kazdym podwatku ty masz ostatnie zdanie.
              Meza nie zmienisz kropka. A przewazajaca czesc watku jest o tym jak go zmusic do zmiany. Jesli zrobisz sobie takie zalozenie, czy sama widzisz cokolwiek w sobie do zmiany? Jesli tak, idz sama na terapie. Jesli nie, nie ma potrzeby kontynuowac watku...
              • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:52
                blue_meerkat napisała:

                > Kobieto, przeczytaj raz jeszcze to co sama piszesz. W calym watku ty masz racje,
                > kazdy post musi byc skomentowany, w kazdym podwatku ty masz ostatnie zdanie.
                > Meza nie zmienisz kropka. A przewazajaca czesc watku jest o tym jak go zmusic
                > do zmiany. Jesli zrobisz sobie takie zalozenie, czy sama widzisz cokolwiek w
                > sobie do zmiany? Jesli tak, idz sama na terapie. Jesli nie, nie ma potrzeby
                > kontynuowac watku...

                Uważam, że to bardzo ważny post.
                Dodam tylko, że mnie jeszcze uderzyła postawa: "Chcę Waszej rady, ale ma być taka, jak mi pasuje. Ta jest niedobra, tamta też, tego nie mogę zrobić, tamto kategorycznie odpada - no proszę, dalej, dalej - co innego mi doradzicie?".
        • eukaliptusy Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:03
          sierpniowa24 napisał(a):

          > No tak, ale tu u Twojego taty to są skutki wypadku. U mojego męża to coś innego
          > . Starałam się, by czuł się dobrze w małżeństwie. Przed ślubem wydawał się bard
          > ziej pewny siebie. Może rzeczywiście nie czuje się ze mną dobrze. Zaszczekałam
          > go, dużo o tym myślę. Sama nigdy pierwsza nie atakuję. On tak jakby oczekiwał,
          > że zaraz mu coś powiem, coś niefajnego. Tak ma ze swoją matką. Powiem mu do słu
          > chu, ale tylko wtedy, gdy znów głupieje.

          Jestem pewna, że jego matka również uwaza, ze przemawia mu „do słuchu” wyłącznie wtedy kiedy ma dobry powód.
          Poza tym, zabieranie się za poważne rozmowy kiedy w grę wchodzą świeże żywe emocje jest skazane na porażkę, bo każde z was w takich momentach wycofuje się do swoich odruchowych postaw i reakcji. Czyli ty wchodziaż w role jego krytycznej matki, a on małego niekochanego chłopca, który nie wierzy, ze coś może zrobić dobrze. Sama powiedziałaś ze jego tak zalewają emocje, ze zachowuje się nieracjonalnie. W takich momentach nic nie osiągniesz.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 20:37
            Może tak być, że on tak to odbiera. Matka i ja zlewają mu się w jedno. Straszne. Ponieważ na terapię nie pójdzie, spróbuję sama coś robić. Mniej gadać, więcej myśleć, coś przemilczeć. W emocjach rozmowy są koszmarne. Zawsze to samo. W spokoju mąż często mi mówi, wiesz nie wiem jak sobie radzić z nerwicą, jaka dopada mnie po nocnym dyżurze. Po jego odespaniu w dzień wszystko we mnie chodzi. Bywa wtedy nieznośny, twierdzi, że nie chce taki być. Kiedy go poznałam miał problemy z matką, sama zanosiłam jej list do szpitala, w którym zapewniał, że jest dla niego ważna. Zawsze było jej mało, zawsze mu mówiła, że nie jest wystarczająco dobrym synem. Zbagatelizowałam to wtedy, kiedy mi mówił, co to za list. Interesował mnie wtedy tylko on, nie jego matka i ich relacje. Potem jakoś to ciągnęliśmy, ale teraz, kiedy zaczął się starzeć stał się bardzo drażliwy. Z matką nic mu się nie zmieniło, a przy mnie nie odzyskał poczucia wartości, której szukał. Tak to wygląda. Chce by dom był idealny, to znaczy ja i syn. Nam nie wolno się złościć, być smutnymi, o zwróceniu mu uwagi mowy nie ma. On tylko to może. Przegrana sprawa, choć ja naprawdę walczę o niego, o to małżeństwo. Raz tylko powiedziałam, że odejdę, bo mam dość. Był w takim stanie, że więcej nie mogłabym mu tego zrobić. On biaduje nad sobą i światem, wszyscy źli, wszystko złe, a ja coraz bardziej się ,,mądrzę", bo robię wszystko, by te jego gadki odeprzeć, bo nie zgadzam się na takie myślenie. Chcę żyć lżej, bez tej udręki, też mam swoje cierpienia, straty, ale chcę skupiać się w naszym domu na dobrych uczuciach jakie mamy dla siebie. Gotuję się, kiedy on podważa je, widzi w nas agresorów, kiedy usiłuje udowadniać nam swoją wartość. Dla mnie to chore, bo ja wzięłam go sobie za męża świadomie i jego dobro leży mi każdego dnia na sercu.
    • heniek.8 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:04
      > Prosiłam, by z tym skończył, że nie jest to dojrzałe, poważne, że rozwala dobrą atmosferę rodziny.

      to jest cały problem, uważasz się za centralną postać rodziny która wszystko wie najlepiej
        • verdana Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 22:23
          Tu zdecydowanie mogę się mylić, bo psycholog ze mnie taki, jak śpiewaczka operowa.
          Ty nie uważasz sie za centrum rodziny, bo czujesz się w rodzinie na drugim planie. Na pierwszym jest mąż i jego marudzenie, wokół którego wszystko się kręci. Nie dostajesz tego, na czym Ci zależny - poczucia bezpieczeństwa, stabilności i świętego spokoju - a przede wszystkim nie widzisz, ze Twoje starania i dobre chęci przynoszą jakikolwiek rezultat. Ty ustępujesz, Ty musisz sie dostosować, co z Ciebie za centrum?
          A jednak jesteś centrum, bo decydujesz, jak rodzina ma wyglądać, jakie mieć wartości, jaka ma być w niej hierarchia . Jestem przekonana, ze dla męża i syna jesteś centrum i tak widza Waszą rodzinę. Tylko nie masz z tego żadnego pożytku, prócz rozczarowania i nerwów. Bo Ty musisz decydować, Ciebie pytają o zdanie, bez Ciebie nic nie będzie załatwione, ale i tak Twoje potrzeby są na końcu.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 25.03.18, 23:07
            No to błędna diagnoza. Syn i mąż są samodzielni w decyzjach i wyborach, jak to w rodzinie czasem proszą o pomoc. Niczego im nie ustalam, syna wychowałam, jest dorosły, szanuje mnie i tyle. Co daje mi mąż? Dużo plus zgryzotę o której napisałam. Niemniej ciekawe co napisałaś.
    • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:08
      życzę twojemu mężowi, aby odkleił się od ciebie i nie szukał w tobie potwierdzenia własnej wartości, bo jej nie znajdzie

      życzę mu wielu koleżanek, które będą go bardziej lubiły, niż własna żona



      • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:32
        Przeczytałam, dziękuję. Niestety nijak ma się to do sytuacji. To tak jakbym ja napisała, że życzę Twojemu mężowi kochającej żony. Nic o Was nie wiedząc. Gdybym go nie lubiła, dokuczała mu, a on by się obrażał to co innego. To nie taka sytuacja. Umyty na myjni mechanicznej samochód, mąż pyta czy łafnie umyty, ja mówię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe! Ludzie, no nie wierzę.
        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:45
          sierpniowa24 napisał(a):

          > Pmąż pyta czy łafnie umyty

          nie wiem, po co w ogóle o to pyta - powinien wiedzieć, że ciebie nie należy o takie rzeczy pytać, naprawdę powinien odwiązać się od twoich ocen jego osoby

        • ola_dom Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:04
          sierpniowa24 napisał(a):

          > Umyty na myjni mechanicznej samochód, mąż pyta czy łafnie umyty,
          > ja mówię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe!

          Jest coś takiego jak kontekst całej sytuacji. I wcześniejsze doświadczenia. I kropla, która przelewa czarę.
          Coraz bardziej mam wrażenie, że zachowanie męża to skutek tego wszystkiego.
          W normalnych okolicznościach prawdopodobnie zareagowałby normalnie. Ale z jakiegoś powodu reaguje jak histeryczny przedszkolak.
          Pisałaś, że nie ma/miał dobrej relacji z matką, to sporo wyjaśnia. Ale wydaje się, że powiela ją z Tobą, może nie identycznie, nie idealnie 1:1, ale ktoś, kto zawsze był "nie dość idealny", "nie spełniał oczekiwań" - może przesadnie reagować na coś, co w jego pojęciu jest krytyką.
          • sierpniowa24 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:44
            To jest jądro problemu. Jego relacje z matką są coraz gorsze. Ostatni czas to próby męża, by matka przyznała się do tego że nawaliła. By zoobrazować ich relacje dwa stałe zdania matki. Gdybyś był dobrym synem. Za co sobie to kupiłeś! Albo inne zdania. Nie liczę na ciebie na starość. Gdybyś się bardziej starał. Mąż często wył jak pies po takich słowach. A matka? Ostatnio powiedziała mu, ja nie mam sobie nic do zarzucenia, bóg mnie osądzi.
        • aqua48 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 14:52
          sierpniowa24 napisał(a):

          Gdyby
          > m go nie lubiła, dokuczała mu, a on by się obrażał to co innego. To nie taka sy
          > tuacja.

          Ależ nie ma znaczenia czy dokuczasz mu specjalnie czy tylko "tak ci wychodzi niechcący". Efekt jest taki sam.


          Umyty na myjni mechanicznej samochód, mąż pyta czy łafnie umyty, ja mów
          > ię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe! Ludzie, no nie
          > wierzę.

          Radość zepsułaś TY zupełnie zbędną uwagą o ptaszku.

          Wyobraź sobie, że kupiłaś sobie wymarzoną sukienkę, przychodzisz do koleżanki i pokazujesz cała dumna, a ona ci zwraca uwagę - no fajna, ale tu z tyłu jest jakaś zastarzała tłusta czarna plama. Jak byś się czuła? tak się czuje Twój mąż czy w to wierzysz czy nie. Gasisz jego radość.
        • wagonetka Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 10:43
          sierpniowa24 napisał(a):

          > I mój mąż nie jest typem który otacza się koleżankami.

          a szkoda
          może gdyby się otaczał, byłby mniej sfrustrowany

          pytałaś ludzi o opinie, to je masz - takie, siakie i owakie
          moja jest taka, jak napisałam

          przeczytałam wszystkie twoje wypowiedzi w tym wątku oraz w tym, w którym - pod innym nickiem - piszesz to samo, tylko dajesz inne przykłady
          na tej podstawie napisałam to, co napisałam - jeśli pytasz, gdzie jest problem, to ja odpowiadam tak: jest on w tobie

        • anula36 Re: W czym tu jest problem 26.03.18, 11:58
          ja mówię pięknie, ale już nam radość zepsuł ptaszek i to jest kąśliwe! Ludzie, no nie wierzę.

          Tobie radosc zepsul ptaszek, a mezowi Ty - tak to odbieram.

          A moze Ty za cos meza bardzo nie lubisz i tak podswiadomie mu dowalasz, on sie burzy, Ty go coraz bardzoej nie lubisz i kolo sie zamyka.