Dodaj do ulubionych

Pacjentka oskarża gdyński szpital

20.09.05, 22:02
zwolnic konowala, chyba ma zbyt wielkie poczucie 'godnosci' wlasnej...
z takim podejsciem nadaje sie jedynie na bezrobocie, ewentualnie do poradni
weterynaryjnej.
Obserwuj wątek
    • Gość: malina podajcie nazwisko! IP: *.zab.nat.hnet.pl 20.09.05, 23:22
      chcę wiedziec, do kogo nie iść!
      • Gość: nik Re: podajcie nazwisko! IP: 91.222.102.* 11.06.13, 22:30
        Świątkowski Ryszard
    • Gość: Obiektywny Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 23:49
      Ale news na poziomie GW, może pani rzeczywiście jest skrajnie znerwicowana -
      czy nie mozna pisac o jakiś powazniejszych sprawach??
      • Gość: malina Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.zab.nat.hnet.pl 21.09.05, 07:09
        obawiam się, że nie masz racji. To wielki problem, że lekarze nie uważają za
        stosowne udzielania pomocy we wczesnej ciąży(znam takie przypadki - lekarz
        powiedział mojej przyjaciółce, że będzie jak los zechce. A inny uznał, że los
        dał mu wiedze - i pomógł!). Dla rodzin to tragedia, a dla innych - poważne obawy
        o umiejętności l4karzy. Dla samego środowiska lekarskiego - to fatalnie, bo
        spada zaufanie pacjentów. Uwazam, że powinno się o tym pisać, to mobilizuje
        placówki do ustawienia jakiegoś systemu kontroli pracy lekarzy (są panami życia
        i śmierci czy pracownikami?) i reagowania na nieprawidłowości.
    • Gość: Gość To najgorszy od.ginekoligiczny w Trojmiescie IP: 213.241.50.* 21.09.05, 08:55
      Lekarze są chamscy- to to taki styl tego oddziału, urodziłam tam dziecko- byłam
      traktowana strasznie chamsko i nieprofejsonalnie, kolejno dziecko urodziłam w
      Miejskim, gdzie atmosfera była zupełnie inna. Redłowo jest straszne.Odradzam-
      moja koleżanka urodziła dziecko z dziecięcym porażeniem mózgowym bo lekarozwi
      nie chciało się w nocy robić cesarki.
      • Gość: maruda Re: To najgorszy od.ginekoligiczny w Trojmiescie IP: *.gdynia.mm.pl 21.09.05, 10:35
        Gość portalu: Gość napisał(a):

        > Lekarze są chamscy- to to taki styl tego oddziału, urodziłam tam dziecko- byłam
        >
        > traktowana strasznie chamsko i nieprofejsonalnie, kolejno dziecko urodziłam w
        > Miejskim, gdzie atmosfera była zupełnie inna. Redłowo jest straszne.

        **************************************

        To prawda. Od lat jest tam coraz gorzej.

      • malylos Re: To najgorszy od.ginekoligiczny w Trojmiescie 24.09.05, 22:03
        Tyle, że w miejskim nie ma już porodówki
        Jest tylko ginekologia po remoncie.
    • bopin z babami 21.09.05, 09:31
      Tak, tak, z babami w ciąży nie ma żartów. a jeszcze jak się procjów nałykają...
      • szoszan No tak...Największym złem w Polsce są baby. 21.09.05, 10:09
        I do tego w ciąży(och, fuj-jakie to okropne...).
        Ja jednak potwierdzam,jako dwukrotna matka:lekarze- ginekolodzy w większości są
        zwyczajnie chamscy lub gburowaci. Obserwowałam też ich stosunek do pacjentek i
        ich mężów/partnerów jako pielęgniarka:był conajmniej pretensjonalny,a czasem po
        prostu niekulturalny.Część ginekologów traktuje też niektóre kobiety-pacjentki
        jako odrażające zjawisko, przy którym trzeba pracować, ale zdarzają się
        naprawdę pasjonaci w tej specjalizacji, dzięki którym ciąża staje się
        przyjemnym doświadczeniem.
        Recenzją zachowań tegoż dyżuranta-ginekologa jest jego anonimowość.Czyżby pan
        dr bał się ostracyzmu swoich kolegów?
    • Gość: Karolina oskarżyć pacjentkę IP: *.amg.gda.pl 21.09.05, 10:12
      Pacjentka zniesławiła szpital i lekarza. A co powiecie, jeśli ona rzeczywiście
      przesadza i bezpodstawnie oskarża tego lekarza?

      Wypowiedzi lekarza są spokojne i zrównoważone, a jej są oszczerstwami i
      naładowane emocjonalnie. Gazeta publikuje te wypowiedzi być moze trochę zbyt
      bezkrytycznie? Przecież ja też mogę wszędzie nakrzyczeć, że mnie gdziekowliek
      (w urzędzie, u lekarza czy w szkole) potraktowali grubiańsko, wyśmiali itd.
      Jaka jest wtedy oborna? Żadna. Ale jeśli nie mam nagrań ani innych dowodów, to
      chyba tego nie mogę zrobić? W Redłowie pracują bardzo fajni i profesjonalni
      lekarze. A wszędzie trafiają się zwariowani i roszczeniowi pacjenci.

      Poza tym tutaj jest ciekawa granica między prywatną a publiczną opieką (gdzie
      wszystko jest za kasę i miło, ale jeśli coś się dzieje, to lećcie na złamanie
      kraku w środku nocy do publicznego szpitala i oczekujecie wszystkiego, co
      tylko można wymyśleć).

      Współczuję lekarzom z tego pomówionego szpitala.
      • szoszan Re: oskarżyć pacjentkę 21.09.05, 10:24
        Wszystko fajnie, Karolino, ale pod warunkiem, że nie zapomnimy sakramentalnej
        zasady panującej(?)w służbie zdrowia: To lekarz/pielęgniarka są dla pacjenta, a
        nie odwrotnie.Poza tym dość często jest jednak tak, że to pacjent(chory,
        obolały, niedoinformowany, cierpiący czy zaskoczony) musi się wszystkim
        tłumaczyć ze swoich zachowań, natomiast lekarz/pielęgniarka spychotechnicznie
        mówi:"to przez ten zły system, złą pogodę, niedomytego pacjenta, złą babę...itd"
        Chory ma prawo byż histeryczny, znerwicowany, wystraszony, brudny, bez zębów,
        czy we wczesnej ciąży, bo inaczej nie przyszedłby do lekarza. Dla niektórych
        niestety...
        • Gość: two2two "Histeryczek, pryszczatych, rudych - nie leczymy!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 11:00
          Moze takie tabliczki powinni sobie wieszać na drzwiach niektórzy lekarze? Albo jeszcze lepiej
          "Leczymy tylko zdrowych, zrównoważonych i ładnych"

          Szoszan, święta racja! Naprawde wierzyć się nie chce, że takiej oczywistości trzeba bronić.

          Że oprócz lekarzy (niektórych na szczęście, ale niestety nie nielicznych) są jeszcze ludzie,
          których nie oburza obrzucanie pacjenta epitetami sugerującymi zaburzenia psychiczne. Taka
          dyskredytacja jest nietaktem w przypadku urzędnika czy ekspedientki. W wykonaniu lekarza to
          skandal. Bo nawet jesli taką stawia diagnoze to powinien zatroszczyć się o dalsze leczenie a
          nie plotkować po całym mieście.
          • Gość: Karolina Re: "Histeryczek, pryszczatych, rudych - nie lecz IP: *.amg.gda.pl 21.09.05, 15:26
            Obrzucanie epitetami przez pacjentów to nromalna częśc pracy lekarza. Ale
            obrzucanie epitetami w gazecie to już zupełnie inna sprawa. Jest wręcz
            odwrotnie - po ekspedientce takie epitety w gazecie pwenie spływaja jak woda, a
            na lekarza i na jego karierę to niestety wywiera przesadny wpływ.

            Dlatego podtrzymuję, że pomawianie lekarza w gazecie jest karygodne bez
            posiadania dowodów na to i uważam, że w procesie cywilnym lekarz lub szpital
            (który tu pośrednio trzyma stronę pacjentki wobec tak wątpliwych zarzutów i
            zarzutów bez dowodów!) mógłby uzyskać spore odszkodowanie i tego im życzę. Jak
            paru pomawiaczy zapłaci po kilkaste tysięcy złotych, to może wszystko się
            znormalizuje i będziemy mieli trochę mniej pieniactwa i brudów w tym, co
            dostajemy w prasie i telewizji. Oczywiście można powiedzieć, żeby nie czytać
            gazet, ale to jest argument bez sensu.
            • makary21 z zycia Pani Karolino z zycia. 22.09.05, 10:32
              Pani Karolino nie wiem na ile host "amg.gda.pl" z ktorego pislas ma wplyw na
              Pani spojrzenie na temat i na ile korzysta z "normalnej sluzby zdorwia" czyli
              nie jako pracownic tejze sluzby.
              Nie twierdze ze tak bylo, mozliwe ze pani w ciazy byla przewraziwiona itd. Sam
              mam takiego lekarza pierwszego kontaktuy ze jakby ktos cos takiego na niego
              napisal nie uwiewrzylbym.

              opisze jednak przypadek osoby ktora korzystala jako "cywili" z sluzby zdrowia.
              Pare lat temu bliska mi osoba miala powazny problem zdrwotny. Pojechala do
              szpitala (nie bede pisal ktorego to juz nie wazne szpital w kazdym badz razie
              nie byl tz. powiatowy w perioratywmym tego slowa zanaczniu). Lekarz odsylal ja
              od annasza do kajwfasza, kazal przyjsc za dwa dni jak objawy nie mina itp. A
              osoba prawie z bolu mdlala, nic nie moga jesc ani pic.
              Na zadanie zrobiono wkoncu szczeglowe badania krwi (lekarz byl strasznie
              obrazny) jak przyszly wynika badan to sie zrobil straszny mlyn natychmiast
              poszukiwanie lozka oglne przeraznie itp. osobe przyjeto NATYCHMIAST.
              przypominam ze jeszcze chwile temu ten sam lekarz co to przyja owoa osobe kazal
              jej przyjsc za dwa dni.

              nie twierdze ze jest tak zawsze, opisuje to co wydazylo sie osobie, ktorej nie
              mam podstaw nie ufac.
              I w tym wypadku nie byl nagran, trudno na izbie przyjec
              znalesc bezstronego swiatka (albo pracownicy szpitala albo pacjenci, ktorzy ze
              wzgledu na swoje cierpienie czesto nie zwroca uwagi co sie dzieje dookola) wiec
              nie bylo mowy o wniesienu skargi. Oczywiscie mozna bylo sie dac wypisac przyjsc
              za 10 minut stanowczo zadac badan krwi (bo to na nich wyszlo ze cos jest nie
              tak) i nastepnie wystapic z oskarzeniem ( a choroba owa nie byla sepsa wiec nie
              rozwijala sie blyskawiczniei 10 minut predzej tyez byla), z tym ze kto
              cierpiacy ma na tyle samozaprcia
              zdrowego myslenia itp. aby tak robic. Bo gdyby tak zrobil zapewne moglby wygrac
              niezle odszkodowanie.

              natmiast nie rozumiem czemu nie mastawiac wymagan od publiczej sluzby
              zdrowia. w koncu place podatki i chce miec pewnosc ze jak przyjde z problemem (
              czesto nie wyimaginowanym ) to zostane kompleksowo zbadany. A zrobienien USG
              CZY badan krwi wybacz Pani chyba jak na XXI wiek nie jest zadaniem z kosmosu.

              na koniec polecam film nakrecony na faktch (niestety tytułu nie pamietam) o
              amerkanskim lekarzu. Pieknie pokazane jak patrzyl na szpital i choroby oczami
              lekarza a jak kiedy stal sie chorym na raka.

              piszew to drugi raz gdyz do pierwszego niezej zamieszczonego posatu pani sie
              nie odniosla.
        • zippo30 Re: oskarżyć pacjentkę 22.09.05, 13:09
          Leżałem w redłowskim szpitalu i byłem tam operowany. Co prawda każdy oddział
          może być inny, jednak muszę przyznać, że lekarze byli niebywale profesjonalni,
          również w aspekcie podejścia do pacjenta. Personel pielęgniarski tak
          kulturalny, taktowny i do tego usmiechnięty, że gdyby nie sam wygląd szpitala -
          sądziłbym, że przeniosłem się do jakiegoś serialu. Ale... Jak wszędzie -
          zdarzają się wyjątki. Też miałem szczęście do takiego "wyjątku", właśnie wśród
          pielęgniarek. Po zabiegu podawano mi antybiotyk domięśniowo - zawsze wszystko
          było OK, tylko pod koniec mojego pobytu pewna "czarująca" siostrzyczka
          władowała mi w ramię medykament z takim impetem i energią, że czułem to jeszcze
          po miesiącu, jak już wróciłem do pracy. Zaznaczam, że jestem typem "pacjenta
          współpracującego" i generalnie ufam lekarzom wychodząc z założenia, że skoro
          już jestem chory, to nie ma znaczenia, czy będę leczony źle, czy wcale - efekt
          może być podobny. "Siostrzyczkę" pomijam, natomiast na resztę personelu tego
          akurat oddziału nie dam złego słowa powiedzieć.
          Co do wspomnianego postu Karoliny - coś mi podpowiada, że ma trochę racji, kto
          wie, czy nie całkiem sporo. Wszak pacjentka, której ciąża jest zagrożona, nie
          może tej ciąży traktować jak śliczny sweterek, który zanosi do pralni i chce,
          żeby go nie tylko wyprać, ale jeszcze wyperfumować. I skąd pacjentka ma
          pewność, że w klinice, do której się udała podano jej właśnie lek na
          podtrzymanie, a nie witaminę C? No i wreszcie - na Boga - przecież w TAKIEJ
          klinice musi chyba mieć jakiegoś lekarza - ginekologa - położnika, który ją
          prowadzi! Ciążę mojej znajomej prowadził lekarz prywatny, który nie był łaskaw
          nawet zjawić się na okoliczność porodu. Zjawił się za to... lekarz z Redłowa
          (tam rodziła), ściągnięty do pracy w środku nocy przez personel. I z opowieści
          wiem, że wykazał się nadludzką cierpliwością, zwłaszcza wobec męża kumpeli,
          który histeryzował za siebie i za żonę.
          • makary21 Re: oskarżyć pacjentkę 22.09.05, 13:24
            > I skąd pacjentka ma
            > pewność, że w klinice, do której się udała podano jej właśnie lek na
            > podtrzymanie, a nie witaminę C?

            a jezli problem byl psychologiczny? jeszcze raz polecam film o lakarzy ktory
            zachorowal na raka. probel owego lekarza nie polegal tyle na jakosci leczenia
            (lczeyl sie w doskonalej kilnice) co na podejsciu do pacjenta.

            natomiast co do siagniecia w ncy lekarza do porodu? to rodzi sie pare pytan.
            To ja nie bylo dyzurnego lekarza na porodowce? byl taki nawal pracy? lekarz
            dyzurny byl osoba nie wzbudzajca zaufania? rozumiem ze ciaga sie zespoly
            operacyje bo doszlo do jakiego makabrycznego wypadku konieczna jest nocna
            operacja a jest tylko jeden lekarz cvzeka sie na asyste itp. ale ginekologa
            poloznika na porodowke ktora przyjmuje tez w nocy pacjentow? pacjentka czekala
            az przyjedzie lekrza z domu a co robil lekarz dyzurny?


            dziwne
      • Gość: Hana Pacjentka ma prawo być znerwicowana! IP: *.penta.gd.pl 21.09.05, 12:55
        Lekarza nie zniesławiła, bo nadal nie znamy jego nazwiska. Jeśli ginekolog nie
        rozumie co dla kobiety znaczy ciąża powinien rozstać się z tym zawodem i zająć
        się czymś mniej stresującym...
        • Gość: Asia Re: Pacjentka ma prawo być znerwicowana! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 14:54
          ależ właśnie znamy nazwisko..................forum.trojmiasto.pl/read.php?
          f=1&i=5783&t=5783
        • Gość: doc Re: Pacjentka ma prawo być znerwicowana! IP: *.amg.gda.pl 04.10.05, 09:29
          oczywiscie.niedlugo bedzie tak jak w USA gdzie obecnie drastycznie majeje ilość
          polożników - są sami ginekolodzy.Po prostu nikt nie chce mieć nic wspólnego z
          rozhisteryzowanymi roszczeniowymi pacjentkami i wysokimi odszkodowaniami za
          domniemany błąd.
    • Gość: two2two Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 10:21
      Tragiczne jest to, że ten ginekolog nawet nie zdaje sobie sprawy z faktu, że już samo
      posługiwanie się kategorią "nastawiona histerycznie" dyskwalifikuje go jako lekarza. I niestety
      nie on jeden.

      Jest to najprawdopodobniej zwykła obelga, bo przecież nie diagnoza, bo tej mu przecież nie
      wolno publicznie ujawniać (no i nie skierował na leczenie jednostki chorobowej pod nazwą
      "histeria", notabene już praktycznie nieużywanej nawet w psychiatrii).

      Dlatego uwierzę raczej pacjentce, że to on był arogancki przy badaniu.

      Coś jest wadliwego w kształceniu lekarzy. Bo to nie jest odosobniony przypadek i tutaj takie
      rzeczy uchodzą płazem.

      • Gość: Asia Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 10:43
        forum.trojmiasto.pl/read.php?f=1&i=5783&t=5783 A ja myslę, że ta
        pacjentka jest jednak nastawiona chisterycznie. Niedawno sama bylam w ciąży i
        zdarzyło się, że coś wyprowadziło mnie z równowagi, ale wierzcie mi, że właśnie
        zważając na swój stan nie chciałam się denerwować i starałam się zapomnieć o
        sytuacji. A co robi ta kobieta? Z zagrożoną ciążą biegnie do Gazety Wyborczej
        poskarżyć się, na forum portalu www.trojmiasto.pl wypowiada swoje niewybredne
        opinie. Pani kochana: leżeć i odpoczywać.
        • Gość: two2two Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 11:09
          Asieńko, leż i wypoczywaj. Gdzieś Ty na forum wypatrzyła bohaterkę artykułu?!
          • Gość: Asia Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 11:32
            teo2two, nie potrafisz czytać???????????????????????? Podałam link
            • Gość: Asia Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 11:33
              Szpital Redłowo i dr biguszewski
              Autor: doonna 21-09-2005 10:09 wyślij odpowiedź

              Muszę was ostrzec, to ignorant, cham, krzykacz, bez kompetencji.
              trafiłam na niego w Szpitalu w Redlowie z zacznajacym się poronieniem o 2 w
              nocy. Nie udzielił mi zadnej pomocy! Nakrzyczał na mnie, obraził mnie, wyzwal
              męża od gó..arzy, udzielił rady abym odstawiła leki na podtrzymanie ciąży bo
              urodzę "debila". dziewczyny z trójmiasta strzezcie się Redłowa i dr
              Biguszewskiego !!!
              Szpital Redłowo w Gdyni to po prostu horror.

          • makary21 Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital 21.09.05, 11:47
            Karolino nie wiem na ile host "amg.gda.pl" z ktorego pislas ma wplyw na twoje
            spojrzenie na temat i na ile korztstasz z "normalnej sluzby zdorwia" czyli nie
            jako pracownic tejze sluzby nie twierdze ze tak bylo, mozliwe ze pani w ciazy
            byla przewraziwiona itd. Sam mam takiego lekarza pierwszego kontaktuy ze jakby
            ktos cos takiego na niego napisal nie uwiewrzylbym.

            opisze jednak przypadek osoby ktora korzystala jako cywili z zluzby zdrowia.
            Pare lat temu bliska mi osoba miala powazny problem zdrwotny. Pojechala do
            szpitala (nie bede pisal ktorego to juz nie wazne szpital w kazdym badz razie
            nie byl tz. powiatowy w perioratywmym tego slowa zanaczniu). Lekarz odsylal ja
            od annasza do kajwfasza, kazal przyjsc za dwa dni jak objawy nie mina itp. A
            osoba prawie z bolu mdlala, nic nie moga jesc ani pic.
            Na zadanie zrobiono wkoncu szczeglowe badania krwi (lekarz byl strasznie
            obrazny) jak przyszly wynika badan to sie zrobil straszny mlyn natychmiast
            poszukiwanie lozka oglne przeraznie itp. osobe przyjeto NATYCHMIAST. (
            przypominam ze jeszcze chwile temu ten sam lekarz co to przyja owoa osobe kazal
            jej przyjsc za dwa dni.

            nie twierdze ze jest tak zawsze, opisuje to co wydazylo sie osobie, ktorej nie
            mam podstaw nie ufac. i w tym wypadku nie byl nagran, trudno na izbie przyjec
            znalesc bezstronego swiatka (albo pracownicy szpitala albo pacjenci, ktorzy ze
            wzgledu na swoje cierpienie czesto nie zwroca uwagi co sie dzieje dookola) wiec
            nie bylo mowy o wniesienu skargi. Oczywiscie mozna bylo sie dac wypisac przyjsc
            za 10 minut stanowczo rzadac badan krwi (bo to na nich wyszlo ze cos jest nie
            tak) i nastepnie wystapic z oskarzeniem ( a choroba owa nie byla sepsa wiec nie
            rozwijala sie blyskawicznie), z tym ze kto cierpiacy ma na tyle samozaprcia
            zdrowego myslenia itp. aby tak robic.

            natmiast nie rozumiem czemu nie ma wymagac niewiadomo czego od publiczej sluzby
            zdrowia. w koncu place podatki i chce miec pewnosc ze jak przyjde z problemem (
            czesto nie wyimaginowanym ) to zostane kompleksowo zbadany. A zrobienien USG
            CZY badan krwi wybacz chyba jak na XXI wiek nie jest zadaniem z kosmosu.

            na koniec polecam film nakrecony na faktch (niestety tytułu nie pamietam) o
            amerkanskim lekarzu. Pieknie pokazane jak patrzyl na szpital i choroby oczami
            lekarza a jak kiedy stal sie chorym na raka.
    • Gość: Rumpel Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.biotech.univ.gda.pl 21.09.05, 11:33
      Niestety lekarze w PLu są niedokształceni (!!!) pod kątem psychologii. Z
      wypowiedzi lekarza wynika, że potraktował pacjentkę po prostu przedmiotowo -
      kolejny przypadek histeryczki co to bardzo chce... Wykazał się totalną
      ignorancją i brakiem wyczucia sytuacji. Myślę, że bez względu na
      wyniki "dochodzenia" przeprowadzonego w szpitalu już ta sama sytuacja dezawuuje
      go w roli lekarza.
      Swoja drogą, kilka lat temu sam byłem świadkiem podobnego incydentu (dotyczył
      mojej żony), zreszta w tym samym szpitalu! Lekarz zmienił swoje podejście o 180
      stopni w momencie kiedy puściły mi nerwy i mało co nie wczułem się w rolę
      Michalczewskiego... Nagle zrobił się miły, spokojnie wyjasnił sytuację i zaczął
      rzeczowo (potrafie to ocenic z racji wykształcenia) szukać konkretnego
      rozwiązania... Aż strach jakie wnioski z tej nauki wynikają...

      Inna sytuacja: 9 lat temu w tym samym szpitalu przyszło na świat moje dziecko.
      Nim przyszło jednak nie obyło się bez incydentu. Otóz po przyjeździe do
      szpitala rano (koło 6) przyjmował nas lekarz po nocnym dyzurze. Również
      zachowywał się arogancko. Po mojej ostrej reakcji zaczął się usprawiedliwiać,
      że jest po 48 h dyzurze!!!! Pytanie: kto na to pozwolił (jeśli to była prawda)?
      Czy taki człowiek może pracować? Nawet przy zamiataniu śmieci potrzebna jest
      chocby minimalna trzeźwość umysłu.
      Wtedy sytuację udało się rozwiązać poprzez wezwanie innego lekarza - czego
      stanowczo zarządałem. Ci, którzy przyszli - zdecydowanie młodsi
      od "awanturnika" (gruby i chudy :-) ) okzali się niezwykle mili i praktycznie
      reagowali na każda moją lub zony prośbę.

      Wnioski: Niestety lekarze to zwykli ludzie, którzy moga mieć swoje wzloty i
      upadki. To zrozumiałe. Nie jest dla mnie zrozumiałe, że bardzo często zachowują
      się wobec pacjenta w sposób uwłaczajacy ich profesji... Nie mniej jednak
      szpital w Redłowie (pomimo tych wpadek) bardzo sobie cenię. Wspaniałe były
      położne. Niesamowici dwaj lekarze (gruby i chudy :-) ), których nazwisk nie
      pamiętam, ale którzy poprzez cały pobyt w szpitalu starali się byc pomocni. Z
      w/w gburami nie miałem ani ja ani moja żona juz do czynienia.
      Uważam, że pacjenci w kontaktach z lekarzem zawsze winni być w pozycji
      uprzywilejowanej. Jeśli dany lekarz tego nie rozumie - nie powinien być
      lekarzem!

      Pozdrowienia, Rumpel
    • wodniczka1 Pacjentka oskarża gdyński szpital-POPIERAM!!!! 21.09.05, 18:52
      ...I bardzo dobrze, że oskarża. Bo czesto kobiety nie mają odwagi o tym mówic,
      że większośc ginekologów (w szpitalach, przychodniach) to ignoranci, którzy nie
      znają zagadnień patologii wczesnej ciąży. I nie chcą ich znac. I kiedy pojawia
      się u nich na dyżurze kobieta z krwawieniem we wczesnej ciąży to rokładają ręce
      i mówią, że w tak wczesnej ciąży nie ma pomocy... Co nie jest prawdą!!!!
      Niekiedy wystarczy wykonac USG, podstawowe badania (hormonalne choiażby) i
      podac leki!!!! Wystarczyu odrobina wiedzy, chęci pomocy.

      Znam kilku ginekologów, którzy prowadzą prywatną praktykę i pomagają kobietom z
      problemami we wczesnej ciąży. FACHOWCY w tej dziedzinie pracują również w
      Invicie. Tam na pomoc kobieta moze liczyc od pierwszych tygodni ciąży i nikogo
      nie zdziwi, żeby wykonac wówczas USG!!!!!
      Niestety są ginekolodzy w Trójmieście, którzy kiedy słyszą, ze kobieta leczy
      się w INVICIE uśmiechają się pod nosem z kpiną. Albo krytykuja leki, które
      Invicta podaje. Cóż... krytykowac najprościej.

      Na oddziale patologii wczesnej ciąży, który funkcjonował w Szpitalu Miejskim w
      Gdyni (pod ówczesnym dowództwem doktora Ciepłucha) podawali mojej koleżance no-
      spę i relanium. Kazali brac DUPHASTON, który miała kupic sobie sama w aptece.
      Przyjęli ją z krawieniem, zanim wykonali stosowne badania minął tydzień.
      Oczywiście okazało się, ze wyniki ma bardzo złe. Ale nikt nic na to nie
      poradził. Profesjonalnie zajęła się nią dopiero INVICTA. Teraz nie ma już tego
      oddziału, ale widzę, że Redłowo nie lepsze. Zresztą Redłowo od kilku lat nie
      cieszy sie dobrą opinią. Wystarczy poczytac forum gazety.

      Cieszę się, ze gazeta poruszyła ten wątek. Mam nadzieję, ze odezwą się kobiety,
      które zechcą o tym mówic głośno, a ginekoloszy zmienią stosunek do kobiet z
      problemami we wczesnej ciązy. Bo z tego co widzę, kobiet a takimi problemami
      jest coraz więcej, a ginekolodzy niestety ignoruja ten problem.

      Pozdrawiam,

      Stała Czytelniczka

    • deltalima Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital 22.09.05, 10:23
      to kolejny przykład na to jak działa państwowa (czyli socjalistyczna) służba
      zdrowia. w prywatnym gabinecie lekarz jest miły, uczynny i kompetentny bo takie
      zachowanie wymusza jego pracodawca czyli klient. w państwowej służbie zdrowia
      za którą płacimy duże pieniądze jest chaos, kolejki oraz chamstwo i
      niekompetencja lekarzy. aby wizyta zakończyła się sukcesem nierzadko musimy
      wręczyć lekarzowi kopertę lub zapłacić za wizytę w prywatnym gabinecie. należy
      skończyć z fikcją państwowej 'darmowej' służby zdrowia! płaćmy za wysokiej
      jakości usługi tylko raz! mam oczywiście świadomość daremności tego apelu gdyż
      polski wyborca-baran pójdzie w niedzielę do urn utrwalać socjalizm głosując na
      po, pis, sld czy inne lpry.
    • gosia_arma Re: Brak opieki na izbie przyjęć w Redlowie 22.09.05, 10:52
      Redłowo to najgorszy szpiltal położniczy, czemu zlokwidowano oddział w
      Miejskim, tam były dużo lepsze warunki, sprzęt i personel przyjazny dla kobiety
      i dziecka. Tylko kretyn mógł podjąć decyzję o zamknięciu takiego oddziału.
      Rodziłam dwa razy w Redłowie i raz w Miejskim, więc mam porównanie.
      Opieka w Redłowie na izbie przyjęć nieistnieje.
      Przyjechałam tam w ostatnim stadium porodu, a lekarz krzyczał na mnie, że nie
      mam skórczy, bo mu na zapisie niewychodzą i zawracam mu głowę, 15min później
      mój syn był juz na świecie rodziłam go w drodze na sale porodową, Na sali nawet
      niezdążyli łóżka rozłożyć, a dziecko było juz na świecie, całe szczęście,że bez
      komplikacji.
      Mama


    • vader20 Re: a ja chyba szpital helski zaskarze 22.09.05, 12:48
      ale najpierw musze dojsc do siebie po dwudniowym tam pobycie.

      Zdarzyło mi sie zachorowac pod koniec urlopu w Juracie - wzywałam pogotowie,
      okazało sie ze moze przyjechac az z Pucka, wiec zadzwoniłąm do szpotala w Helu.
      Przyjechał lekarz, zaaplikował leki, przez pare godzin czułam sie jako tako,
      ale potem wróciły dolegliwosci (mam zapalenie śluzówki zoładka, skończyły mi sie
      leki, kóre stale biorę, w aptece w Jastarni nie chcieli mi ich sprzedac bez
      recepty a recepte zostawiłam w warszawie).

      Zadzwoniłam wiec drugi raz do Helu, tym razem jednak ekipa była inna, nie
      chciała przyjechac, sugerowała, ze nic mi nie jest, kazali mi dojechac taksówka.
      Więc za 35 złotych dowlokłam sie do szpitala i tu sie zaczęło. Ekipa z Izby
      Przyjec przerabiała własnie kwestie domowego obiadu - bardzo szczxegółowo
      rozwazali kwestie czy do bitek wieprzowych lapiej kartofelki czy cos innego,
      marchewke jakas mieli - i tak sobie gaworzyli. Do mnie mieli od razu pretensje,
      że jestem z Warszawy - no a co ja zrobie ze jestem. Okazało sie, że ta Warszawa
      przycmiła im wszystko. Próbowałam powiedziec co mnie właściwie boli, ale lekarz
      pokrzykiwał, ze skoro z Warszawy to i tak wszystko wiem lepiej. Krążył tak
      miedzy mna na lezance a ekipa od bitek, co jakis czas ogladajac mnie z tekstem
      np: "zylaków nie ma, nogi nie puchną" i nie chciał słuchac, że zwykle mam
      spuchniete i że zwykle zylaki sa jak bulwy - chyba z zimna i z dreszczy
      związanych z bólem mi sie pochowały. Dopiero jak sie okazało. że mam
      katastrofalnie wysokie cisnienie postanowił zrobic ekg. Opinie lekarzy, którzy
      lecza mnie na ten nieszczesny zoładek od roku oczywiscie zakwestionował (nie
      usłyszał nawet że diagnoze stawiali mi w tej wrednej warszawie ale tez w
      wojskowym szpitalu, wiec mógłby miec wiecej zaufania). Pielegniarka wciskała mi
      elektrody od ekg z siłą kulomiotu, na koniec rzuciła mi kawał ligniny i kazała
      sie wytrzec po tym czyms, czym mnie oblała, zeby elektrody przytwierdzic.

      Generalnie: zero kontaktu, zero słuchania i jasnosc, że pacjent nie ma prawa
      gęby otworzyc na swój temat tylko ma słuchac doktorów.

      Zgodziłam sie zostac w szpitalu, bo strasznie mnie bolało, dostałam jakies
      kroplówki, przetrwałam dzień i noc. A rano wkroczył na salę mój lekarz, kolejna
      lekarka i oedynator i tak we trójke konwersowali sobie o sprawach ze mna
      niezwiazanych - pan ordynator znów rzucił, ze to ta pani z wielkiego miasta,
      walnał nogą w stojak od kroplówki, igła mi nieco z zyły wyskoczyła, pochylił sie
      nade mna zwrócony jednak głowa w strone mojego doktora z izby przyjęć i tak
      wygiety spytał co mi jest. To ja spytałam czy mówi do mnie czy do doktora. No i
      to wprawiło go w furie - tak własnie zostaje sie histeryczna pacjentką. Juz nie
      miałam z nim zadnych szans, juz miał tylko pretensje, cierpkie uwagi na temat
      tego wielkiego miasta. Facet był niewysoki, krepy, miał mocne rączki. I jak w
      końcu dotknął mojego brzucha, to miałam wrażenie, że mi tam wszystko w srodku
      miażdzy. No i stwierdził, że to oczywiscie pęcherzyk żólciowy, choc nie tam mnie
      bolało itd itd. Potem pielęgniarka przyniosła mi antybiotyk - zapytałam czy to
      na mój żołądek. Nie, na pecherzyk - okazało sie. Chciałam z jakimś lekarzem
      porozmawiać czy to ma sens, bo przeciez zoładek mnie boli. W końcu przyszła
      młoda lekarka - miała dobre chęci, ale i ona nie wytrzymła, że pacjent sie
      próbuje wtrącać do własnego leczenia. Wyznała, że jak mi sie pecherzyk rozleje i
      ja wykorkuje to ona pójdzie siedzieć, wiec na wszelki wypadek beda mi leczyc
      ten pęcherzyk, o którym w zasadzie nic nie wiadomo. I tak dalej i tak dalej. Nie
      dałam rady, wypisałam sie z tego szpitala, dowlokłam taksówka do Juraty,
      postawiłam na nogi przyjaciół, dojechałam nastepnego dnia do warszawy. Spedziłam
      dwa dni w łózku, nic mi się nie rozlało, dzis czuje sie juz prawie normalnie,
      jem swoje zwykle "zołądkowe" lekarstwa.

      Lekcja jest z tego wszystkiego dla mnie jedna: juz wiem, że jak mi sie zdarzy
      gdzies w Polsce zachorowac, to w zyciu nie powiem gdzie mieszkam, zeby nie
      narazić sie na podobny wybuch kompleksów, który pacjenta ustawia wobec
      niedowartosciowanego lekarza na straconej pozycji. I tak moge sie cieszyc, ze
      nie straciłam przytomnosci i ze nie wycieli mi czegos bez moje wiedzy. Horror
      nie szpital. A ordynator tego oddziału nazywa sie Andrzej Skibiński - niestety
      nie znam nazwiska tego z Izby Przyjęć, od którego wszystko sie zaczęło.

    • Gość: bea705 Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.chello.pl 24.09.05, 22:41
      Brawo dla dzielnej dziewczyny za odwage i walczność! trzeba tepic takie
      zachowania i takich lekarzy !!! Doskonale ją rozumiem ja takze jestem Pacjentką
      Invicty obecnie w 39 tc uzyskanej dzieki ivf ijak pomyślę ze mogłabym trafić na
      takiego konowała to az dostaje gęsiej skórki. Moze nie wszyscy potrafią
      zrozumieć co to znaczy walczyc o swoje dziecko latami, ale My Pacjentki
      niepłodnosci z Invikty wiemy cos na ten temat i w momencie zagrozenia ciazy
      uzyskanej z ogromnym wysiłkiem nie tylko psychicznym, fizycznym ale takze
      finansowym potrafimy walczyc o swoje dzieci i sporo wiemy natematy medyczne
      (lata leczenia). Mieszkam niedaleko szpitala w Redłowie ale od samego poczatku
      omijam go wielki łukiem,na szczescie klinika Invicta rozpoczyna niebawem budowe
      szpitala w Sopocie i jestem pewna ze tam bedziemy mogły znaleść profesjonalna
      pomoc o kazdej porze dnia i nocy. A prawda jest taka ze w Trojmiescie ciezko o
      dobry szpital i fachową pomoc.
    • tunia03 Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital 24.09.05, 23:06
      I bardzo dobrze.
      Mnie karetka z ulicy zawiozla do szpitala gdynskiego. Wypadek samochodowy.
      Pekniecie dwoch kregow, obojczyk zlamany i ogolne potluczenia. Z bardzo wielkim
      bolem, prawie beez oddechu stalam przed lekarzem i grupa studentow i mowilam mu
      ze lzami: boli. na wymioty zbiera nie moge stac. A on urzadzil pokazowke
      zakladania gipsu na zlamany obojczyk. A ja plakalam, chwialam sie.A on pouczal
      studentow - przy zlamaniu obojczyka nie ma bolu, to histeria. O pokrzykiwaniu
      na mnie nie wspomne. I potem zawiezli mnie do domu. Jezu to byla meczarnia. Maz
      ciagnal mnie za gips, bym przy wstawaniu nie musiala naprezac miesni. Przy
      najmniejszym natezeniu miesni - opasujacy bol klatki piersiowej,zabierajacy
      oddech i to uczucie, ze mi wlozono noz pod prawa lopatke. SSSSSSTRASZNE!!!!
      Ale nie to wazne. Dopiero zaczyna sie. Po dwoch dniach wezwala rodzina
      pogotowie. Zawiezli mnie na Bialowieska w Gdyni Obluzu. Jasna Cholera.
      Ortopeda - ten sam ktory mi gorset zalozyl. Pomimo tego, uparlam sie, ze ma mi
      robic rentgen - bo mysle ze cos jest zlamane. Doktor po dlugiej dyskusji,
      rozcial gorset, przeszlam meke polozenia mnie na stole do zdjec, przewracania
      mnie na boki itp. Po mniej wiecej polgodzinie lekarz sie zjawil i powiedzial
      triumfujaco: nic nie ma.Nie do mnie, do siostry, i dodal prosze zalozyc gorset.
      Siostra przymierza sie do nowego gorsetu, a TEN MOWI-STARY I SKLEIC.
      Ja juz tylko chcialam do domu. Ten gorset byl rozluzniony. Losci obojczyka
      ulegly przemieszczeniu - mysle, ze wskutek luznego gipsu doznalam obszorowania
      lokcia i powstala otwarta rana. Ach co tu duzo mowic. Po trzech miesiacach, w
      czasie ktorych bylam na zwolnieniu lekarskim - u tego samego ortopedy -
      przeciez obowiazywala wtedy rejonizacja, spotkalam wreszcie innego ortopede i
      poprosilam o ponowny rentgen, BO JA DALEJ MIALAM TE BOLE. I wtedy uslyszalam -
      - pekniecie Th6 i Th8. Wprawdzie lekarz to powiedzial, ze slowem "chyba", ale
      ja prawie chcialam go po rekach calowac.
      NARESZCIE DOWIEDZIALAM SIE ,ZE MIALO PRAWO MNIE BOLEC I ZE NIE JESTEM
      HIPOHONDRYCZKA.
      Czy nie jest to smutne. Bole pozostaly do dzisiaj. Dopiero po latach, trafilam
      na terapeutow, ktorzy mi pomagaja utrzymac kondycje.

      To tyle jezeli chodzi o Miejski w Gdyni.

      Jezeli nie skonczycie dyskusji to pozniej napisze o Redlowie - tez LAURKA.
      Tym razem potraktowali moja mame - no wlasnie "laurkowo", rodzinny pech.
    • Gość: Agnieszka Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.prosoft.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 15:25
      jestem za aby wywalic konowała . jka ktos stara sie o dziecko i leczy w klinice
      leczenia niepłodnosci to boi sie nawet jak poczuje lekkei kłucie , a taki
      konował to niech idzie na bezrobocie jak nie potrfi zrozumiec ludzi ktorzy moze
      juz sa wyczerpani i boja sie o wlasne nie narodzone dziecko
    • k.ama Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital 01.10.05, 13:40
      Wirzę tej pacjentce. Sama miałam podobny problem w czerwcu 2004. Zgłosiłam sią
      do ICZMP w łodzi z krwawieniem we wczesnej ciąży (7 tydz.). Pani w rejestracji
      w izbie przyjęć zapytała mnie, skąd ja w ogóle wiem, że jestem w ciąży (!), że
      mam sobie zrobić usg, iść do poradni. Nie zbadał mnie żaden lekarz w tym
      szpitalu. Po prostu mnie olali. A mnie do nich wysłała po konsultacji tel. moja
      ginekolog, mówiąc że żadnego krwawienia w ciąży nie można ignorować.
      Zdenerwowana pojechałam do innego, mniejszego szpitala (Rydygiera), gdzie od
      razu położyli mnie na oddziale na podtrzymanie ciąży. Jedna pani doktor też
      mnie tam potraktowała podobnie jak ten lekarz w Gdyni, mówiąc, że i tak nic z
      tej ciąży nie będzie, i czego ja w ogóle się spodziewam. Na szczęście inni
      lekarze byli nastawieni pozytywnie do takich pacjentek jak ja, dodawali otuchy.
      I oczywiście udało się - mam wspaniałą ośmiomiesięczną córeczkę. Ale mogło nie
      być haapyendu.
    • Gość: Elekarz Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 14:59
      Drogie pacjentki i ich mężowie. Lekarz powinien być uprzejmy i grzeczny choć
      czasem brzydkie wyrazy, aż się pchają na usta, gdy para próbuje w niegrzeczny
      sposób wymusić działanie na lekarzu wbrew temu co on tłumaczy i jaka jest jego
      wiedza. Wygląda na to,że mamy tu do czynienia z takim właśnie zachowaniem
      rozżalonej pary. Ciąża jest stanem tak ulotnym,że można ją nazwać CUDEM
      NATURY.Wczesna, jeśli jest zagrożona poronieniem jest podtrzymywana lekami
      hormonalnymi i spoczynkiem czyli leżeniem w domu lub szpitalu.Zwykle mamy happy
      end czyli zdrowego dzieciaka. Niestety czasem mimo takiego postępowania może
      dojść do poronienia.I nie ma tu znaczenia w jakim szpitalu jest się leczonym
      wielkim czy małym, i zwiększanie dawki leku też nie jest gwarantem powodzenia a
      może zaszkodzić. Postępowanie lekarza z artykułu było właściwe może tylko nerwy
      mu puściły,ale przecież nikomu nie zaszkodził tylko nie spełnił rządań pparry.
      W szpitalu leczą lekarze. Pacjenci mają prawo do informacji, ale nie do
      wyimaginowanych zachcianek. Gdyby je spełniać mielibyśmy na pewno do czynienia
      z wielką liczbą powikłań oraz zgonów.Zaufanie do lekarz to połowa sukcesu.www
      • Gość: kobita Re: Pacjentka oskarża gdyński szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 19:39
        Ale przyznaj, że byłoby dużo fajniej gdyby po 6 latach studiów i kilku
        specjalizacji leczyli nas profesjonaliści. Nie żądam aniołów, ale przyjaznych
        pacjentkom ludzi w białych kitlach.A poza tym moja mama i pani od matmy mówiła
        mi zawsze:"jak masz się nauczyć to naucz się porządnie i zrób to jak należy, a
        nie na niby, bo na nby to jest w bajkach. Życie to nie bajka".
        Ciąża może i ulotna chwila, ale ile potem dzieje się naprawdę i wcale
        niecudownie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka