Gość: z Onet
IP: *.sympatico.ca
22.04.06, 22:25
W gdańskim liceum, slynnej niegdys z patriotyzmu "Topolówce", odbyly się
warsztaty dla nauczycieli szkól wszystkich szczebli, dotyczace stosunków
polsko-zydowskich i holokaustu. Organizatorem spotkania byl Instytut Pamięci
Narodowej, a glównym prelegentem dr Zbikowski, niegdys pracownik Zydowskiego
Instytutu Historycznego, dzis specjalista od spraw zydowskich w IPN.
Nauczycieli przyszlo niewielu (Bogu dzięki!), natomiast jedna z pań
przyprowadzila grupę uczniów liceum, obiecujac w zamian celujace oceny na
świadectwie.
Zydzi nie wspólpracowali z Sowietami
Jak latwo bylo się domyslic, wyklad i cwiczenia mialy nie tyle ukazac prawdę
o trudnych czasach, ale raczej ponura rolę Polaków w okresie okupacji. Takie
zalozenie pojawilo się juz na poczatku, kiedy to prelegent stwierdzil, ze
problem ratowania Zydów, jest dosc dobrze znany, natomiast obecnie,
dzięki "odkryciom" takich ludzi, jak Gross i Michal Cichy, rozpoczal się nowy
rozdzial badań.
Zgromadzeni na sali ludzie mogli uslyszec o tym, ze wspólpraca Zydów z
Sowietami jest mitem, ze - owszem - wspólpracowaly jakies grupy i jednostki,
ale nie przybieralo to formy masowej. Na moje argumenty i cytowane zródla
prelegent badz kwestionowal wartosc zródel, badz kiedy zacytowalem Grossa (W
czterdziestym nas matko na Sybir zeslali), stwierdzil, ze "duzo" czy "malo"
to pojęcia subiektywne.
Zydzi bardziej się bali Polaków niz Niemców
Zdaniem dr. Zbikowskiego, zaangazowanie Polaków w ratowanie Zydów nie mialo
charakteru powszechnego, a sama akcja ratunkowa miala podloze finansowe.
Twierdzil, ze często ukrywajacy się po aryjskiej stronie Zydzi obawiali się
bardziej sasiadów niz Niemców. Podniesiona przeze mnie kwestia wyjatkowości
kary smierci w przypadku Polski, równiez zostala zanegowana (podobno byla
jeszcze w Estonii i Chorwacji), a w dodatku padlo stwierdzenie, ze nie zawsze
karę smierci wykonywano i w wielu przypadkach "udawalo się" wyjechac do...
Oswięcimia!!! Tak lekcewazacy stosunek do ofiar Polskich rodzin wskazuje na
to, ze w dyskusji o holokauscie - jak w bolszewickim sadzie - racja zawsze
jest po stronie oskarzyciela.
Zydzi nie kolaborowali
W dalszej częsci wykladu dowiedzielismy się, ze zydowska policja "Zagiew" to
fikcja i w ogóle czegos takiego nie bylo (kwestia wynikla, kiedy zaczęto
omawiac "oddzialy pomocnicze", nie wytrzymalem i wspomnialem zydowskich
kolaborantów). W ogóle wyglada na to, ze wspólpracowali wszyscy: dzieci,
kobiety i, jak podkreslil doktor, szczególnie męzczyzni.
Nie wspólpracowali jedynie Zydzi. Przeciez Zbikowski jako historyk ZIH-u musi
wiedziec o haniebnej roli judenratów i wielu innych sytuacjach kolaboracji
Zydów, ale ZIH zgodnie z narodowa tradycja woli widziec drzazgę w oku
blizniego niz belkę we wlasnym.
Gross jest nieomylny
Wreszcie przyszla kolej na "rewelacje" Grossa. Oceniony jako wybitny historyk
(miara jego wielkosci ma byc to, ze wyklada na uczelni amerykańskiej, gdzie
czesne jest bardzo wysokie, bodaj 3000 dolarów). W zestawieniu z tym"wielkim"
profesorem, tacy ludzie jak prof. T. Strzembosz, który jest znakomity w
dziedzinie partyzantki, czy prof. J.R.Nowak, który nie jest w ogóle
historykiem, to zwykle pionki. Podniesienie kwestii blędów warsztatowych
Sasiadów nie zrobilo zadnego wrazenia, gdyz zródla, które pominal, sa
bezwartosciowe. Raport prokuratora Monkiewicza jest pelen blędów, a pozostale
zródla móga przeoczyc. Sprzecznosc relacji Rywki Fogel i Szmula Wassersteina
wypadla na korzysc tego ostatniego, gdyl Fogel byla wtedy... mala
dziewczynka.
Gross jest nieomylny niczym Michal Cichy, którego slynny "artykul"
w "Wyborczej" "naukowiec" z IPN skomentowal, ze wprawdzie parę razy pomylil
sygnatury, ale generalnie pisal prawdę. Z badań Zbikowskiego wynika, ze
społecznosc bialostockich zascianków byla szczególnie wrogo nastawiona do
ludnosci zydowskiej, a ich dzieci to potwory w ludzkiej skórze (podobno
osmioletni chlopiec z Radziejowa wlazl na dach i podpalal stodolę pelna
ludzi; pracujac na co dzień z dziecmi zdemoralizowanymi, nie spotkalem w
dzisiejszych brutalnych czasach dziecka, które byloby zdolne do takiego
czynu, więc po prostu w to nie wierzę. Dobrze ze padlo to dopiero w
kuluarowej dyskusji). Z referatu wynika, ze miejscowa ludnosc
organizowala "pogromy".
Podobno odbyl się taki w 1936 r., w którym zginęlo trzech ludzi, w tym dwóch
Polaków, zabitych przez interweniujaca polska policję.
Dlaczego nauczyciele nie protestują
Integralna częscia spotkania byly warsztaty dla nauczycieli historii i języka
polskiego, których celem bylo ukazanie kompletnego braku reakcji ze strony
Polaków wobec tragedii Zydów w warszawskim getcie. Poprzedzajacy warsztaty
wyklad dr. Andrzeja Zbikowskiego, a w szczególnosci "rewelacje" o pogromach,
jakich "dokonali Polacy" na Zydach zamieszkujacych wschodnie tereny Polski,
skutecznie uformowal przybylych na zajęcia nauczycieli do odgrywania scen z
wiersza Milosza Campo di Fiori.
Warsztaty, które odbyly się po wykladzie, choc pozornie mialy ukazac reakcję
ludzi na cierpienie innych, byly tak poprowadzone, aby uwiarygodnic stworzona
przez Milosza fikcję, umiejscawiajac sceny z wiersza w okupowanej Warszawie i
w getcie. Jak to bywa w metodzie "dramy", ktos odgrywal zydowskie dziecko
pokrzywdzone przez obojętnych na jego cierpienia Polaków (chociaz tego nie ma
nawet w wierszu Milosza). Prowadzaca warsztaty Wiesława Mlynarczyk wydawala
się bardzo ucieszona, kiedy osoba odgrywajaca rolę zydowskiego dziecka
opowiadala (w pierwszej osobie) o cierpieniach, których doznala po aryjskiej
stronie, przemocy, z jaka spotkala się, podchodzac do karuzeli, i o tym, ze
oprócz jednej starszej kobiety nikt z Polaków nie chcial dac jej chleba, a
wszyscy ja odpędzali. Gorsze swiadectwo o sobie wystawila nauczycielka
(uczestniczka warsztatów), której przypadla do odegrania polskiej
dziewczynki, która akurat kręcila się na tej nieszczęsnej karuzeli (której -
jak przeciez wszyscy wiedza - oprócz IPN - w ogóle nie bylo pod murami
getta). Otóz powiedziala ona : Widzialam to, co dzieje się w getcie, ale nie
pomoglam. Slyszalam strzaly, krzyki, ale nie przejmowalam się tym, bo tak
dobrze się bawilam.
Grala muzyka, bylo kolorowo i cieplo. Rodzice mówili mi, zebym się tym nie
przejmowala.
Odegrane sceny mialy pomóc zebranym nauczycielom wyciagnac wnioski niby-
literackie, a jednak odnoszace się do konkretnej sytuacji. Urobieni (a może
niedouczeni) nauczyciele wyciagnęli tylko jeden wniosek: czlowiek w obliczu
cierpienia i smierci jest zupelnie sam otoczony znieczulica, czego najlepszym
przykladem jest postawa spoleczności Warszawy wobec zaglady Zydów.
Wspólautorka niniejszego tekstu wobec tak antypolskiej propagandy nie byla w
stanie uczestniczyc w drugiej częsci warsztatów pt. Sztetl - enklawa czy
element dawnej Polski? Dzieje i kultura polskich Zydów.
Ignacy Bubis stwierdzil, ze jesli nie będzie rozliczenia zydowskiego majatku,
Polska będzie ponizana na arenie międzynarodowej, nie spodziewaliśmy się
jednak nigdy, ze narzędziem tego ponizania stanie się IPN.
Warsztaty odbyly się dnia 21 i 22 marca. Tematyka zajęc w pierwszym i drugim
dniu miala byc ta sama, ale w drugim dniu wiersz Campo di Fiori zostal
zmieniony na tekst autorstwa Marka Edelmana (byc moze ze względu na protest
jednej z uczestniczek, która opuscila salę, zarzucajac IPN zorganizowanie
antypolskiego sabatu).
Anna i Andrzej Kołakowscy