Dodaj do ulubionych

Murem za dyrektorem

    • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 07.05.03, 13:22
      Szanowny Panie Marszałku,
      W liście Pani Marii Illinicz skierowanym do Pana na łamach forum padają ważne
      pytania, które dotyczą decyzji odwołania Pani Barbary Karaczyńskiej z funkcji
      dyrektora WCLU w Zapowiedniku. Przemyślenia Pani M.Illinicz mają charakter
      listu otwartego. Przypomnę jego treść:
      „Szanowny Panie Marszałku,
      W trakcie dyskusji na łamach forum Pańska decyzja spotkała się z
      wieloma krytycznymi i pełnymi oburzenia wypowiedziami. Mam
      jednak nadzieję, że Pan rzeczywiście chce „uzdrowić sytuację” w
      podległych Panu placówkach, ale w natłoku obowiązków nie zdołał
      Pan gruntownie rozpoznać sytuacji w WCLU w Zapowiedniku.
      Przeczytałam wywiad z Panem i odnoszę wrażenie, że zaszło jakieś
      ogromne nieporozumienie. Proszę jeszcze raz spokojnie
      przeanalizować argumenty, które skłoniły Pana do zwolnienia Pani
      dyr. B. Karaczyńskiej.
      1) Mówi Pan, że „nie będzie tolerował zatrudniania własnej
      rodziny” przez Panią Karaczyńską w WCLU. Pytam czy Pani
      Karaczyńska uzyskała zgodę na zatrudnienie córki w Zapowiedniku?
      Z dyskusji na forum wynika, że taką zgodę uzyskała.
      2) Mówi Pan, że „nie będzie tolerował budowania prywatnego
      ośrodka córki przy pomocy chorych”. Z zamieszczonych opinii
      wynika, że rodzice pacjentów wyrazili na to zgodę.
      3) Mówi Pan, że „nie będzie tolerował prowadzenia księgowości w
      taki sposób, żeby nic nie dało się z niej wywnioskować”. W
      wywiadzie z Panią Karaczyńską jaki przeczytałam w Gazecie mówi
      ona, że „Urząd Marszałkowski przyjmował od niej wszystkie
      bilanse i sprawozdania finansowe.” Rozumiem, że Urząd nie miał
      wówczas żadnych uwag, bo gdyby takie się pojawiły to Pani dyr.
      Karaczyńska zostałaby natychmiast o tym poinformowana.
      4) Mówi Pan o „konkurencyjnym ośrodku w Opaleniu”. Co Pan
      rozumie przez sformułowanie „konkurencyjny ośrodek” ? Jestem
      przekonana, że wszystkie ośrodki tego typu mają wspólny a nie
      konkurencyjny cel swojego działania: leczenie uzależnionych i
      nie konkurują z sobą a współdziałają w jego realizacji.
      5) Mówi Pan „o osobistych ambicjach”. A może wszyscy odłożyliby
      własne ambicje i usiedli przy jednym stole mając za cel
      nadrzędny dobro pacjentów. Przecież sens istnienia tego typu
      placówek nie sprowadza się do księgowości prowadzonej zgodnie ze
      współczesnymi standardami rachunkowości a do skutecznego
      leczenia uzależnionych od narkotyków młodych ludzi.
      Z zamieszczonych w gazecie opinii wynika, że Pani B.Karaczyńska
      jest wybitnym i niekwestionowanym – także przez Pana –
      specjalistą w tym zakresie.
      Może ponowna analiza wszystkich aspektów sprawy pozwoli Panu
      znaleźć rozwiązanie,
      które będzie korzystne dla obecnych i przyszłych pacjentów
      ośrodka w Zapowiedniku.

      Maria Illinicz”

      także mój list, który skierowałem do Pana na łamach forum ma otwarty charakter.
      Oto jego treść:

      „Panie Marszałku,
      Mój Syn dwa lata temu ukończył leczenie w Zapowiedniku i
      rozpoczął normalne życie. Kilkakrotnie już zabierałem głos w
      sprawie odwołania Pani Barbary Karaczyńskiej z funkcji Dyrektora
      ośrodka w Zapowiedniku. Pisałem także bezpośrednio do Pana.
      Niestety nie doczekałem się do tej pory żadnej odpowiedzi.
      Staram się opanować gniew, aby zwracając się do Pana nie użyć
      słów uznanych powszechnie za obraźliwe. Ale pycha i buta, którą
      odnajduję w Pańskich odpowiedziach na pytania Pani Redaktor I.
      Jopkiwicz wywołuje lęk i oburzenie. Lęk o przyszłość Polski,
      która znalazła się w rękach bezdusznych urzędników. Oburzenie
      przeciw urzędniczej ignorancji na społeczne problemy. Jak można
      przy podejmowaniu decyzji o odwołaniu dyrektora tak
      specyficznego miejsca jakim jest ośrodek leczenia uzależnień
      lekceważyć głosy specjalistów przedmiotu (opinia pracownika
      MONAR-u: Pani Jagody Władoń oraz pracownika Gdańskiej Akademii
      Medycznej: dr.Tomasza Smiatacza), byłych pacjentów, rodziców
      wyleczonych i leczących się dzieci.
      Dlaczego Pan rezygnuje z bezpośredniego kontaktu z odwoływanym
      Dyrektorem? Rzetelne rozpoznanie sprawy nie jest możliwe na
      łamach prasy. Decyzja odwołania Pani Barbary Karaczyńskiej z
      funkcji Dyrektora jest decyzją złą.
      Ludzie rozważni odstępują od złych decyzji i naprawiają błąd.
      Trwanie w błędzie jest delikatnie mówiąc dużą nieroztropnością.
      Wojciech Olszewski”

      Dlaczego Pan nie odpowiada na postawione pytania?
      Człowiek piastujący funkcje Wicemarszałka Zarządu Samorządu Województwa
      Pomorskiego wstrzymuje się z odpowiedzią na pytania, które dotyczą jego
      własnych decyzji.
      Ja chcę zrozumieć argumenty, które skłoniły Pana do podjęcia tej decyzji.
      Sprawa odwołania Pani Barbary Karaczyńskiej z funkcji dyrektora ośrodka w
      Zapowiedniku nabrała publicznego rozgłosu i uchylenie się z odpowiedzią na
      postawione pytania można odczytać jako wyraz lekceważenia przez Pana tych
      wszystkich, którzy w tej sprawie zabrali głos na łamach forum.
      A może Pan sam nie wierzy w siłę swoich argumentów?

      Wojciech Olszewski
    • Gość: speaice Re: Murem za dyrektorem IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.03, 19:53
      ludzie alkoholik się pisze przez samo "h"a nie przez "ch"no co wy!!!!
    • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 14.05.03, 13:43
      Wypowiedź wicemarszałka B.Borusewicza zamieszczona w artykule Czesława
      Romanowskiego „Nieodpowiedni Zapowiednik” ( Superexpress)
      skłoniła mnie raz jeszcze do zabrania głosu.
      Dziennikarz Superexpressu informuje, że Marszałek Borusewicz nie ma zamiaru
      spotykać się z tymi, którzy oprotestowali jego decyzje o odwołaniu Barbary
      Karaczyńskiej z funkcji dyrektora WCLU w Zapowiedniku.

      „Nie ma już o czym dyskutować – mówi. Marszałek wie jedno – swojej decyzji nie
      zmieni.”

      Czy doczekamy się czasów, kiedy kultura polityczna w naszym kraju osiągnie taki
      poziom, że żaden polityk, nie ośmieli się zachować tak arogancko wobec swoich
      wyborców jak pan Bogdan Borusewicz. Nie zachowa się tak bo będzie wiedział, że
      w tym samym momencie straci mandat swoich wyborców i skompromitowany będzie
      musiał zrezygnować z działalności politycznej.
      Zachowanie pana B.Borusewicza pokazuje, że wśród polskiej klasy politycznej są
      też niestety i tacy „politycy”, którzy publicznie odpowiadają swoim wyborcom,
      że z nimi dyskutować nie będą i swoich oprotestowanych decyzji nie zmienią.
      Panie wicemarszałku mój mandat pan już stracił. Skoro pan odmawia rozmowy na
      argumenty to polemika z panem nie jest już możliwa. W każdej dyskusji bowiem
      potrzebna jest wola jej prowadzenia przez obie strony.
      Na szczęście są w naszym kraju instrumenty demokratyczne z których obywatele
      mogą zrobić użytek, żeby obronić się przed politykami którzy zapominają o swoim
      podstawowym obowiązku, jakim jest służenie publicznej sprawie.
      Informuje pana, że 13 maja b.r. do Zapowiednika przyjechało z różnych zakątków
      Polski kilkadziesiąt osób po to by skierować list otwarty do Radnych Sejmiku
      Województwa Pomorskiego. Oto jego treść:
      „My niżej podpisani zwracamy się do Radnych Sejmiku z prośbą o natychmiastowe
      unieważnienie decyzji wicemarszałka Bogdana Borusewicza o odwołaniu Pani
      Barbary Karaczyńskiej z funkcji dyrektora WCLU w Zapowiedniku. Do wystąpienia z
      powyższą prośbą zmusza nas bezprecedensowe zachowanie marszałka B.Borusewicza.
      Odwołanie pani B.Karaczyńskiej spotkało się z powszechną krytyką i oburzeniem.
      Opinie i listy umieszczone na forum internetowym gazety mają otwarty charakter.
      Uchylanie się przez wicemarszałka B.Borusewicza od odpowiedzi na postawione
      pytania odczytujemy jako wyraz lekceważenia tych wszystkich, którzy
      oprotestowali te haniebną decyzję. Chcemy zrozumieć prawdziwe a nie pozorne
      argumenty, które skłoniły urzędnika władz samorządowych do podjęcia decyzji
      godzących w społeczny interes. Zapowiednik bez Barbary jako dyrektora ośrodka
      nie będzie już tym samym miejscem. To Jej udało się stworzyć w Zapowiedniku
      niezwykle ciepłą, rodzinną atmosferę. Aby stało się to możliwe trzeba
      profesjonalizmu, entuzjazmu i serca, trzeba całego siebie oddać w służbie
      innym. Barbara to zrobiła. Tylko dzięki temu wielu młodym, zagubionym ludziom
      udało się zerwać z nałogiem i odzyskać wiarę we własne siły.
      Nie pozwólcie by odebrano nam najpiękniejsze miejsce naszego Życia, w którym
      wielu nauczyło się żyć na nowo. Dzięki Barbarze jest to miejsce, do którego
      zawsze możemy wrócić. Basia zawsze będzie dla nas sprawczynią tego cudu, jakim
      jest Zapowiednik, jedyną Panią na Sowim Dworze. Mamy nadzieję, że Radni Sejmiku
      nie zatracili wrażliwości na społeczne problemy i z należytą uwagą odniosą się
      do naszej petycji i pozwolą Barbarze Karaczyńskiej kontynuować społeczną misję.
      Kreśląc wyrazy szacunku pragniemy zapewnić, że będziemy z dużą uwagą śledzić
      dalszy ciąg wydarzeń.
      Obecni na spotkaniu w Zapowiedniku: byli pacjenci, rodzice, byli i obecni
      pracownicy WCLU.”
      Petycja do Sejmiku Województwa Pomorskiego w którego kompetencjach leży wybór i
      odwoływanie Zarządu Województwa, jest pierwszym demokratycznym instrumentem z
      którego skorzystali Ci, którzy mają inne niż pan zdanie na temat pracy w
      Zapowiedniku pani Barbary Karaczyńskiej.
      Zapewniam pana, że dołożę wszelkich starań, by w razie konieczności sięgnąć po
      kolejne demokratyczne instrumenty, które pozwolą na to by Barbara Karaczyńska
      mogła dalej w Zapowiedniku ratować życie młodych narkomanów.
      Pańska opinia w tej sprawie nie ma już dla mnie żadnego znaczenia.
      Wojciech Olszewski
      (ojciec uratowanego dziecka)
      • Gość: jagoda Re: Murem za dyrektorem IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 14.05.03, 18:23
        Wojtku .Jesteś WIELKIM CZŁOWIEKIEM!
        • Gość: ewin1@o2.pl Re: Murem za dyrektorem IP: *.gdynia.mm.pl 15.05.03, 21:54
          Przykre jest to co dzieje się w Zapowiedniku. To jest skandal!. Ciekawe gdzie
          Pan Borusewicz znajdzie lepszą kadrę ? Chyba nie wie co robi!!!!!!!!!!!! Z
          powagą traktuje nas Pan Prezydent RP i Jego kancelaria oraz Ministerstwo
          Zdrowia udzielając odpowiedzi na mój list w w/w sprawie. Czy Pan Borusewicz
          jest ponad wszystkimi, że nie raczy odpowiedzieć ani na nasze pisma ani na
          pisma z Ministerstwa Zdrowia? Może sejmik Województwa Pomorskiego powinien
          zainteresować się ignorancją Pana Borusewicza wobec wyborców?
          Bożena Burzyńska
    • Gość: qasimodo Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 19.05.03, 16:00
      Narkomania to nie choroba, to wybór. Narkomanów nie trzeba leczyć, niech konają
      w męczarniach a takie ośrodki trzeba likwidować bo są zbędne, dlaczego ludzie
      którzy są naprawdę chorzy nie mają takiej pomocy jak narkomani, alkoholicy ????
      • Gość: bogdan Re: Murem za dyrektorem IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 19.05.03, 17:19
        qasimodo - weż koło i walnij się mocno w czoło.
        Tobie sie chyba styki poprzepalały.
        Uważasz że to jest rozwiazanie. Wielu tak sądziło , dopóki ten problem nie
        zaczął ich rodziny dotyczyć. Życzę ci ,że byś nie musiał zmieniać zdania.
        • Gość: qasimodo Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 19.05.03, 17:34
          a ja Tobię życzę żebyś nie miał osoby chorej na SM lub inną nie uleczalną
          chorobę, to moze zrozumiesz jak to jest ... a narkomania to jest kwestia wyboru
          chcesz to jesteś nie chcesz to nie jesteś... wiem że trudno to zrozumieć ale
          przynajmniej postaraj się .....
          • Gość: wol do qasimodo Re: Murem za dyrektorem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.05.03, 21:45
            qasimodo,
            nie czyta się cudzej korespondencji. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz.
            WOL
            • Gość: fear factory Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 20.05.03, 11:13
              WOL jest to forum publiczne ???? tutaj nie ma prywatnej korespondencji !!!!
              może to kiedyś zrozumiesz !!!!! jak nie to bardzo bardzo mi przykro :)
              • Gość: wol Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 20.05.03, 12:05
                Gość portalu: fear factory napisał(a):

                > WOL jest to forum publiczne ???? tutaj nie ma prywatnej korespondencji !!!!
                > może to kiedyś zrozumiesz !!!!! jak nie to bardzo bardzo mi przykro :)

                mimo wszystko pozdrawiam cię "kolego" z pracy :)
          • Gość: TTT Re: Murem za dyrektorem IP: *.acn.pl / 10.70.6.* 22.05.03, 14:32
            Zastanawiam się co robi jako wychowawca Gaba, która jest tak zakłamana...Gabo
            jak możesz być tak okrutnie fałszywa w stosunku do wychowawców w
            Zapowiedniku,najpierw jedziesz po nich za ich plecami a potem sie uśmiechasz
            mam na myśli uśmiechy skierowane do Jagody,Przemka,Ani i Polmosa
            • Gość: ska Re: Murem za dyrektorem IP: 126.35.18.* 27.05.03, 10:12
              Gość portalu: TTT napisał(a):

              > Zastanawiam się co robi jako wychowawca Gaba, która jest tak zakłamana...Gabo
              > jak możesz być tak okrutnie fałszywa w stosunku do wychowawców w
              > Zapowiedniku,najpierw jedziesz po nich za ich plecami a potem sie uśmiechasz
              > mam na myśli uśmiechy skierowane do Jagody,Przemka,Ani i Polmosa

              kolejny anonim...
              TTT, kogo to obchodzi? A może to mi sie popieprzyło, a Twoja wypowiedź coś
              wnosi do sprawy. Lepiej weź się do roboty, tracisz czas.
      • Gość: ania Re: Murem za dyrektorem IP: *.onhill.gda.pl 19.05.03, 19:41
        Gość portalu: qasimodo napisał(a):

        > Narkomania to nie choroba, to wybór. Narkomanów nie trzeba leczyć, niech
        konają
        >
        > w męczarniach a takie ośrodki trzeba likwidować bo są zbędne, dlaczego
        ludzie
        > którzy są naprawdę chorzy nie mają takiej pomocy jak narkomani,
        alkoholicy ????

        ....hehehe - guasimodo .. lubię Cię )))))
      • Gość: ania Re: Murem za dyrektorem IP: *.onhill.gda.pl 19.05.03, 19:43
        Gość portalu: qasimodo napisał(a):

        > Narkomania to nie choroba, to wybór. Narkomanów nie trzeba leczyć, niech
        konają
        >
        > w męczarniach a takie ośrodki trzeba likwidować bo są zbędne, dlaczego
        ludzie
        > którzy są naprawdę chorzy nie mają takiej pomocy jak narkomani,
        alkoholicy ????

        ....hehehe ))) qasimodo... lubię Cię :)))
      • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 04:34
        Wszystkich, którzy chcą poznać przyczyny odwołania Barbary Karaczyńskiej z
        funkcji dyrektora WCLU w Zapowiedniku odsyłam do najnowszych numerów
        tygodników: „PRZEGLĄD” i „NIE”.
      • Gość: PROŚBA Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 13.06.03, 10:37
        Prośba do Pani Jolanty Koczurowskiej

        Szanowna Pani,

        Na Pani ręce kieruje słowa najwyższego uznania dla wszystkich
        ludzi, którzy zaangażowali się w ratowanie życia zagubionych
        dzieciaków, które wpadły w sidła nałogu.
        Wiem jak ogromna jest skala zagrożenia narkomanią w naszym
        kraju.
        Miałem możliwość poznania ośrodka w Zapowiedniku koło Skarszew.
        Liderem ośrodka jest pani Barbara Karaczyńska, która otoczona
        wspaniałymi terapeutami od ponad 20 lat z wielkim powodzeniem
        wyciąga z nałogu młodych ludzi pokazując im jednocześnie jak
        można cieszyć się życiem na trzeźwo.
        W ostatnich tygodniach nad ośrodkiem w Zapowiedniku pojawiły się
        czarne chmury.
        Władze samorządowe województwa pomorskiego odwołały panią
        Barbarę Karaczyńską z funkcji dyrektora WCLU w Zapowiedniku.
        Wiem, że to zła i niesprawiedliwa decyzja.
        Urzędnik, który podjął tę haniebną decyzję nigdy nawet nie
        pojawił się w Zapowiedniku.
        Barbara Karaczyńska podobnie jak Pani pracę terapeuty zaczynała
        u Marka Kotańskiego.
        Jestem przekonany, że gdyby Pan Marek żył nie pozwoliłby, na to
        by Zapowiednik stracił swojego lidera.
        W trosce o obecnych i przyszłych pacjentów ośrodka w
        Zapowiedniku zwracam się do Pani z gorącą prośbą o pomoc w
        przywrócenie Barbary Karaczyńskiej na stanowisko dyrektora.
        Skala narkomanii w Polsce jest tak ogromna, że nie można
        pozbawiać pracy tych, którzy swoim zawodowym życiem pokazali jak
        należy z nią skutecznie walczyć.

        z poważaniem
        Wojciech Olszewski
      • Gość: artykuł w NIE Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 16.06.03, 12:17
        http://www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=2197&zaznacz=pasierb


        pasierb "Solidarności"

        Legendarny przywódca strajków na Wybrzeżu bawi się nieczysto i niegodziwie.
        Zabierzcie mu brzytwę, zanim skrzywdzi kolejnych ludzi.
        Za reformę służby zdrowia w województwie pomorskim odpowiada wicemarszałek
        sejmiku Bogdan Borusewicz. Historyk sztuki po KUL. Podziwiam polot radnych
        sejmiku w poszukiwaniu fachowców. To, co robi Borusewicz, przypomina igraszki
        przedszkolaka z brzytwą: tnie wszystko, co zobaczy, przy czym nikt nie wie, na
        co za chwilę spojrzy. Pod koniec lutego spojrzał spode łba na Wojewódzkie
        Centrum Leczenia Uzależnień (WCLU) we wsi Zapowiednik koło Pelplina. Bez
        skrupułów przyciął dyrektorkę Centrum – Barbarę Karaczyńską. W uzasadnieniu
        uchwały o jej odwołaniu Zarząd Województwa Pomorskiego napisał, że po prostu ma
        do tego prawo. I już.
        Basia i jej drużyna
        Basia – tak do pani dyrektor zwracają się wszyscy w ośrodku – jest damą o
        niespotykanej charyzmie. Całe jej życie wyraża się pasją pomagania ludziom.
        Brzmi to patetycznie, ale nie bardzo potrafię od tego patosu uciec. Basia
        przywraca ludzi do życia. Przychodzą do niej wraki ludzkie, a po dwóch latach
        wychodzą ludzie nie tylko wyleczeni z nałogu, ale kochający życie i naładowani
        taką energią, że sami zaczynają leczyć świat. Są lepsi od tych, którzy ich do
        ośrodka przywieźli. I dotyczy to wszystkich pacjentów, bez względu na wiek (od
        17. do 40. roku życia) i wykształcenie (uczniowie szkół średnich, studenci,
        lekarze, plastycy, matematyk, informatyk, inżynier).
        Ośrodek w Zapowiedniku jest ośrodkiem tylko z nazwy. Tak naprawdę jest domem, w
        którym wszyscy wychowują się od nowa. Dom ten stworzyła przed ponad 20 laty
        pani Basia i do tej pory przewinęło się przez niego 800 osób. W leczeniu
        uzależnień jest coś takiego jak współczynnik sukcesu: stosunek liczby osób
        rozpo-czynających kurację do liczby osób ją kończących. W tej statystyce
        Zapowiednik bije rekordy– 80 proc. Uznawany jest za jedną z najlepszych tego
        typu placówek w Polsce.
        Sukcesy pani Basi i jej kadry znane są nie tylko w Polsce, ale i na świecie.
        Jest laureatką wielu międzynarodowych wyróżnień i stosu opracowań naukowych.
        Jest niekwestionowanym autorytetem. Sukces tkwi w metodzie leczenia. W
        większości tego typu placówek terapia prowadzona jest grupowo przez tzw.
        społeczność, czyli wszystkich pacjentów. To oni wspólnie ustalają zasady
        współżycia, decydują, kogo i jak wyróżnić, a kogo, jak i za co ukarać. Rola
        kadry sprowadza się do nadzoru nad tym, organizacji życia i rozmów w grupach
        terapeutycznych. Tym, co w praktyce odróżnia metodę pani Basi od innych
        terapii, jest czas jej trwania oraz cały zespół na pozór błahych pomysłów na
        walkę z nudą i monotonią. Mimo że wciąż coś się dzieje, każdy ma czas dla
        siebie. Licealiści podczas dwóch lat pobytu w ośrodku potrafią nadrobić
        zaległości i zdać maturę.
        W ośrodku istnieje zasada niepowracania do przeszłości. Nie wolno o niej mówić,
        rozpamiętywać świństw, które się kiedyś robiło itp. Tematami zakazanymi są
        m.in. alkohol, narkotyki, przemoc. Nietaktem jest pytanie, skąd kto pochodzi.
        Liczy się wyłącznie przyszłość. Po nagłym odcięciu od dotychczasowego
        środowiska pacjent ma nowe, w którym musi żyć. To społeczność (czyli wszystkich
        40 pacjentów) decyduje o tym, kiedy nowemu wolno wykonać pierwszy telefon,
        kiedy zezwolić na przyjazd rodziny bądź przyjaciół, kiedy zgodzić się na
        pierwszą przepustkę.
        Wyliczyłem, że gdyby pani Basia chciała nagle zamknąć ośrodek, rozgonić
        wszystkich pacjentów i przez cały rok przyjmować tylko zgłoszenia pacjentów
        chcących się u niej leczyć, tworząc z nich listę oczekujących, to ostatnia
        grupa zakończyłaby terapię nie wcześniej niż za 40 lat.
        Goofy i inni
        Dwa dni snułem się po Zapowiedniku. Jadłem ze społecznością, dłużej lub krócej
        rozmawiałem z większością pacjentów. Zajrzałem w każdy kąt ośrodka, zaliczyłem
        z wybraną grupą "sprawność zdobycia bagna". Sam zaczepiałem ludzi, ludzie
        zaczepiali mnie. Snułem się z kadrą i sam, aby każdy chętny mógł bez
        skrępowania do mnie podejść.
        Z 21-letnim Goofym siedzieliśmy przy kolejnych herbatach w tawernie, jak
        nazwano miejscową kawiarenkę, do świtu. Co chwilę ktoś się dosiadał, coś
        opowiadał. Wszyscy się śmiali z samych siebie opowiadając o pierwszych dniach i
        tygodniach w ośrodku. Ocipiałem, gdy do Goofy’ego podszedł jakiś blondas, podał
        mu rękę, a ten czule ją trzymał przez dobre 10 minut. Potem do innego kolesia
        podeszła Ania i bezceremonialnie położyła mu swoją nogę na kolanach. Ściskał ją
        przez 15 minut. Przy trzecim takim podejściu ktoś przy stole załapał, że patrzę
        na nich jak na zboków. Towarzystwo ryknęło śmiechem, a Goofy życzliwie
        wytłumaczył mi, że w ośrodku praktycznie nie używa się leków. Ból uśmierza się
        wykorzystując metodę reiki – leczenia przez dotyk.
        Zdobywają tę umiejętność ucząc się od Basi.
        Goofy z żenadą opowiada o swoim niepowodzeniu w ośrodku. W zeszłym roku
        startował w maratonie, ale wymiękł na 35. kilometrze.
        – Naprawdę nie poddałem się. Chciałem biec, ale po prostu nie miałem już sił –
        opowiada ze łzami w oczach. – Chciałby być taki jak 37-letni Doktor. On
        przebiegł w zeszłym roku 75 kilometrów, ale mówi o tym niechętnie. Ktoś
        wyjaśnia, że planował przebiec 100 kilometrów, za kilka miesięcy ponowi próbę.
        Żeby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że dla większości w ośrodku przebiegnięcie
        kiedyś 100 metrów było niemożliwe.
        W nagrodę za postępy w leczeniu wybrani mogą uczestniczyć w próbach sprawdzenia
        się w sportach ekstremalnych. Robi się więc rzeczy zwariowane: prowadzi
        kilkudniowe marsze forsowne, skacze na linie asekuracyjnej z wysokości 17
        metrów, bądź – tak jak ja – zdobywa bagno.
        Pojechaliśmy w 20 osób na najprawdziwsze bagna. Takie, które wchłonęłyby Pałac
        Kultury. Korzystając wyłącznie z liny asekuracyjnej mie-liśmy pokonać maź o
        konsystencji i zapachu szamba. Była to nie tylko próba siły fizycznej – bo, jak
        się przekonałem, gdy głowa niknie ci w błocie, zawsze znajdziesz siły, by z
        przyzwyczajenia walczyć o życie – ale próba charakteru: przezwyciężenie strachu.
        Anka i Krzysiek
        Ośrodek w Zapowiedniku jest położony w bajecznym miejscu w środku lasu. Budynek
        główny mieści się w pięknym dworku z początku XX wieku. Przed 20 laty był
        kompletną ruiną. Dziś o jego stan dbają wszyscy. Każde drzwi, okno, framugi,
        cokolwiek – były przez pacjentów "szkiełkowane", czyli oczyszczane ze starej
        farby i malowane na nowo. A jest o co dbać – 1600 mkw. powierzchni użytkowej.
        Do tego "biurowiec", czyli adaptowany budynek gospodarczy, w którym znajdują
        się biuro, siłownia, gabinet zabiegowy i mieszkanko pani Basi. I jeszcze
        chlewik – były chlew przerobiony rękami pacjentów na domek z pokojami
        gościnnymi dla odwiedzających. Stodoła przerobiona na kuchnię, stołówkę i
        stolarnię.
        Bardzo ważnym elementem terapii jest praca. Uprawiają więc warzywa na polu i w
        samodzielnie zrobionych cieplarniach. Jest sad. Dzięki własnym owocom i
        warzywom udaje się mniej wydawać na jedzenie. Zaoszczędzone pieniądze idą na
        zakup innych potrzebnych rzeczy, dzięki czemu ośrodek jest nieźle wyposażony.
        Od zakładów z Opoczna dostali kilka ton potłuczonych płytek ceramicznych i
        ułożyli na ścianach mozaiki. Łazienki są w dużych pomieszczeniach. Było
        miejsce, wstawili akwaria z żółwiami. Fortunę wydawali na węgiel. Podpisano
        umowę z Powiatowym Zarządem Dróg na wycinkę krzaków i krzewów przy okolicznych
        drogach. W zamian mogą zabrać to, co wytną – jest chrust do palenia.
        Całą życiową pasję pani Basia przelała na córkę Anię – psychologa i terapeutę w
        ośrodku. Ania wyszła za mąż za innego wychowawcę – Krzysztofa. Odczuwali
        niedosyt, że mogą pomóc zaledwie tak małej grupie osób. Przed rokiem wpadli na
        zwariowany pomysł: założą nowy oś
      • Gość: artykuł w NIE c.d. Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 16.06.03, 12:22

        http://www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=2197&zaznacz=pasierb

        Całą życiową pasję pani Basia przelała na córkę Anię – psychologa i terapeutę w
        ośrodku. Ania wyszła za mąż za innego wychowawcę – Krzysztofa. Odczuwali
        niedosyt, że mogą pomóc zaledwie tak małej grupie osób. Przed rokiem wpadli na
        zwariowany pomysł: założą nowy ośrodek. Przez kilka miesięcy szukali
        odpowiedniego miejsca i w końcu znaleźli w Opaleniu koło Gniewu, 50 km od
        Zapowied-nika. Podpisali umowę dzierżawy na 15 lat. Sprzedali mieszkanie
        Krzysztofa w Trójmieście, zapożyczyli się w banku i u rodziny. Zaczęli ładować
        pieniądze w coś, co nie jest nawet ich własnością. Od miesiąca w stale
        remontowanym nowym ośrodku mieszka, pracuje i leczy się 10 pierwszych
        pacjentów.
        Przed kilkoma miesiącami ośrodek pani Basi w Zapowiedniku opuściła pewna
        dziewczyna.
        Do przerwania leczenia namówili ją rodzice. Dziewczyna wróciła do nałogu.
        Dzianym starym wydawało się, że pieniądze załatwią wszystko, zaproponowali więc
        pani Basi, by leczyła ich córkę indywidualnie, za kasę. Odmówiła. Nie-długo po
        tym otrzymała anonim: Nie miałaś dla nas czasu, to cię kurwo wykończymy. W
        Zapowiedniku zaczęły się dziać rzeczy dziwne.
        Bogdan i reszta
        Wojewódzkie Centrum Leczenia Uzależnień w Zapowiedniku finansowane jest przez
        Ministerstwo Zdrowia. Pieniądze przekazywane są przez kasę chorych (obecnie
        Narodowy Fundusz Zdrowia). Ośrodek musi rozliczać się co miesiąc z każdej
        złotówki. Zarząd nad ośrodkiem sprawuje właściciel – marszałek województwa
        pomorskiego. Nie daje złamanej złotówki, ale ma prawo do decydowania o losach
        placówki.
        W lutym ośrodek skontrolowała kasa chorych. Inspekcja wypadła pozytywnie.
        Chwilę po niej wicemarszałek sejmiku Bogdan Borusewicz, legenda "Solidarności",
        przysłał własną kontrolę. Powodem jej nasłania był jakiś anonimowy list
        nadesłany przez rodziców i byłych pacjentów. Z listem tym jest jakoś dziwnie:
        niby anonim, ale na konferencji prasowej Borusewicz stwierdził, że jego kolega
        zna autorów.
        Kontrola Urzędu Marszałkowskiego przebie-gała według punktów z anonimu, a ten
        zarzucał pani Basi dosłownie wszystko, przede wszystkim sekciarstwo,
        złodziejstwo, korupcję i brak kompetencji. Sekciarstwo próbowano udowadnić za
        pomocą opinii Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych,
        które bioenergoterapię uznaje za naukę charakterystyczną dla sekt (karate
        zresztą też). O sekciarstwie ma też świadczyć struktura ośrodka: na czele stoi
        guru sekty, czyli Basia, po niej starszyzna, czyli kadra itd. Korupcja i
        prywata polega na zatrudnianiu w Zapowiedniku rodziny (córka i zięć). I nie
        jest ważne, że córka Basi dorastała w ośrodku od 5. roku życia... Nie utrzymał
        się też zarzut braku kwalifikacji samej Basi i jej kadry.
        Najwięcej emocji wzbudził zarzut złodziejstwa, który został pani Basi przez
        kontrolerów od Borusewicza udowodniony: pacjenci i kadra z ośrodka w
        Zapowiedniku pomagali Ance i Krzysztofowi w remoncie ich nowego ośrodka w
        Opaleniu; do ewidencji stanu posiadania ośrodka nie wciągnięto dwóch stogów
        chrustu. W ewidencji nie było materiałów budowlanych – daru jednego ze
        sponsorów. To znaczy materiały w ewidencji były i fizycznie są na miejscu, ale
        nie ma kwitu podpisanego przez kierownika magazynu materiałów budowlanych. Mało
        ważne, że w ośrodku nie ma magazynu materiałów budowlanych. Na nic zdały się
        tłumaczenia, że nie było potrzeby organizacji takiego magazynu, bo nigdy
        materiałów budowlanych nie składowano. Wytknięto pani Basi, że za swoje
        mieszkanie, otwarte dla pacjentów przez całą dobę, płaci tylko 80 zł
        miesięcznie. Wytknięto jej w końcu uchybienia w księgowości (nieczytelne, bo 20-
        letnie pieczątki, niechronologiczne rejestrowanie rachunków). Całą politykę
        administracyjną i gospodarczą uznano więc za "nieprzejrzystą" i dano dyrektorce
        30 dni na naprawę błędów. Nie zdążyła: 9 dni po zakończeniu kontroli odwołano
        ją z funkcji.
        Obowiązki dyrektora pełni obecnie jej zastępca – Marek Burakowski. To on
        najgłośniej krzyczy, że całe to zamieszanie jest totalnym nieporozumieniem.
        – To Basia stworzyła ten ośrodek, to Basia dobrała kadrę, to Basia opracowała
        metodę, którą posługujemy się w pracy. Bez Basi ośrodek zginie – wyjaśnia Marek
        zwany Małym.
        Nikt w sejmiku nie chciał go słuchać. Na znak protestu wymówienia umów o pracę
        złożyła cała kadra ośrodka. Na marszałku Borusewiczu nie zrobiło to wrażenia.
        Nie zrobiła wrażenia wyśmienita opinia wstawiona ośrodkowi przez wojewódzkiego
        konsultanta w dziedzinie psychiatrii – prof. dr. hab. Adama Bilikiewicza. Nie
        zrobiła też wrażenia opinia kontrolerów z Ministerstwa Zdrowia, którzy nie
        dopatrzyli się w działalności ośrodka nieprawidłowości w dysponowaniu
        pieniędzmi ministerstwa. O takich duperelach, jak interpelacje poselskie,
        interpelacje radnych, listy od byłych pacjentów, listy od rodziców obecnych
        pacjentów wspominać nie warto. Nic do Borusewicza nie dociera. Z końcem lipca
        (koniec okresu wymówienia przez kadrę umów o pracę) ośrodek w Zapowiedniku
        powinien przestać istnieć. Razem z nim zapewne szlag trafi pacjentów, którzy
        wrócą tam, skąd przyszli, czyli do nałogu.
        O co w tym wszystkim chodzi? Z anonimu, który dostałem, wynika, że pan
        wicemarszałek ma plany wobec Zapowiednika. Chciałby nowym dyrektorem uczynić
        niejakiego Sebastiana Pieńkowskiego, niespełnionego specjalistę ds. narkomanii.
        Miałby on zakończyć rozpoczętą terapię, a w międzyczasie przeprowadzić
        prywatyzację placówki, by z czasem zająć się działalnością bardziej lukratywną –
        prowadzeniem hospicjum dla klientów z Europy Zachodniej. Pieńkowski to pasierb
        Borusewicza.
        Gdyby ikonie "Solidarności" przyszło do głowy głośne zaprzeczanie tej teorii,
        to namawiam go do powstrzymania się: kwit jest kwit i ten anonim jest równie
        wiarygodny jak ten o złodziejstwie pani Basi.
        BorusewiczBogdan Borusewicz działał, ukrywał się, działał, obejmował urzędy,
        odchodził z urzędów. Zawsze na inne. Od 1976 r. był członkiem KOR, zakładał w
        Gdańsku Wolne Związki Zawodowe. W 1980 r. był głównym organizatorem strajków w
        Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Po powstaniu NSZZ "S" był w jego strukturach. W
        stanie wojennym działał w podziemiu. Po 1989 r. był m.in. wiceprzewodniczącym
        Komisji Krajowej, a także przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego "S". Gdy
        odszedł z "S", zasilił szeregi Unii Wolności. W rządzie Jerzego Buzka był przez
        3 lata wiceministrem spraw wewnętrznych. Potem bez zajęcia – przez czas
        krótki.Jesienią 2002 r. miał być czarnym koniem wyborów prezydenckich w
        Gdańsku. Nie wszedł nawet do drugiej tury. Załapał się zaledwie na radnego z
        własnego komitetu. No, ale być tylko radnym miejskim? Dzięki poparciu
        Kaczyńskiego i akceptacji Platformy Obywatelskiej został wicemarszałkiem w
        zarządzie sejmiku wojewódzkiego. Zrezygnował wówczas z mandatu radnego. W
        sejmiku odpowiedzialny jest za sprawy służby zdrowia.W styczniu 2003 r.
        ściągnął do urzędu marszałkowskiego na dyrektora Departamentu Zdrowia Tadeusza
        Podczarskiego. Podczarski wcześniej był jednym z dyrektorów w tonącej w długach
        Pomorskiej Kasie Chorych. Aby zrobić miejsce Podczarskiemu, z funkcji dyrektora
        departamentu zdegradowany został do poziomu szeregowego urzędnika Jerzy
        Karpiński. Wydawało się nieprawdopodobne, że jeden z urzędników kojarzonych z
        arcybiskupem Gocłowskim doznał takiego afrontu. Ale nie trwało to długo. W
        połowie kwietnia 2003 r. Borusewicz zwolnił z funkcji Dorotę Dygaszewicz,
        dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku. Była zbyt
        niepokorna i zbyt niezależna. To się nie mogło podobać wicemarszał-kowi. Nic
        to, że pogotowie wzbogaciło się o kilka nowoczesnych karetek, system
        powiadamiania ratunkowego i motocykl, który docierał do chorych tam, gdzie nie
        mógł wjechać samochód. Harley został zakupiony przez sponsorów z Wielkiej
        Orkiestry
        • Gość: artykuł w NIE-end Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 16.06.03, 12:26
          BorusewiczBogdan
          Borusewicz działał, ukrywał się, działał, obejmował urzędy, odchodził z
          urzędów. Zawsze na inne. Od 1976 r. był członkiem KOR, zakładał w Gdańsku Wolne
          Związki Zawodowe. W 1980 r. był głównym organizatorem strajków w Stoczni
          Gdańskiej im. Lenina. Po powstaniu NSZZ "S" był w jego strukturach. W stanie
          wojennym działał w podziemiu. Po 1989 r. był m.in. wiceprzewodniczącym Komisji
          Krajowej, a także przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego "S". Gdy odszedł
          z "S", zasilił szeregi Unii Wolności. W rządzie Jerzego Buzka był przez 3 lata
          wiceministrem spraw wewnętrznych. Potem bez zajęcia – przez czas
          krótki.Jesienią 2002 r. miał być czarnym koniem wyborów prezydenckich w
          Gdańsku. Nie wszedł nawet do drugiej tury. Załapał się zaledwie na radnego z
          własnego komitetu. No, ale być tylko radnym miejskim? Dzięki poparciu
          Kaczyńskiego i akceptacji Platformy Obywatelskiej został wicemarszałkiem w
          zarządzie sejmiku wojewódzkiego. Zrezygnował wówczas z mandatu radnego. W
          sejmiku odpowiedzialny jest za sprawy służby zdrowia.W styczniu 2003 r.
          ściągnął do urzędu marszałkowskiego na dyrektora Departamentu Zdrowia Tadeusza
          Podczarskiego. Podczarski wcześniej był jednym z dyrektorów w tonącej w długach
          Pomorskiej Kasie Chorych. Aby zrobić miejsce Podczarskiemu, z funkcji dyrektora
          departamentu zdegradowany został do poziomu szeregowego urzędnika Jerzy
          Karpiński. Wydawało się nieprawdopodobne, że jeden z urzędników kojarzonych z
          arcybiskupem Gocłowskim doznał takiego afrontu. Ale nie trwało to długo. W
          połowie kwietnia 2003 r. Borusewicz zwolnił z funkcji Dorotę Dygaszewicz,
          dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku. Była zbyt
          niepokorna i zbyt niezależna. To się nie mogło podobać wicemarszał-kowi. Nic
          to, że pogotowie wzbogaciło się o kilka nowoczesnych karetek, system
          powiadamiania ratunkowego i motocykl, który docierał do chorych tam, gdzie nie
          mógł wjechać samochód. Harley został zakupiony przez sponsorów z Wielkiej
          Orkiestry Świątecznej Pomocy. Stał się pretekstem do zwolnienia dyrektorki, bo
          nie ma go w wykazie pojazdów ratowniczych.Na miejscu zwolnionej pani dyrektor
          wylądował Jerzy Karpiński. Warto powiedzieć, że Karpiński był w poprzedniej
          kadencji samorządu wojewódzkiego jednym z dwóch wnioskodawców o to, aby
          zlikwidować należący do marszałka Szpital Kolejowy, a jego budynek przekazać
          spółce z o.o. Szpitale Gdańskie. Tej samej, której prezes Tomasz W. jest
          zamieszany w aferę kościelnej drukarni Stella Maris, o której nie raz
          pisaliśmy. Wątkiem Szpitala Kolejowego zajmuje się w tej chwili
          prokuratura.Sytuacja w pomorskiej służbie zdrowia jest dramatyczna. Zadłużenie
          samych szpitali podległych urzędowi marszałkowskiemu wynosiło w maju 256 mln
          zł. Według Borusewicza, co zapodał na swojej konferencji prasowej w maju, dług
          pomorskiej służby zdrowia rośnie kwartalnie o 12 mln zł, czyli wynikałoby z
          tego, że o 4 mln zł miesięcznie, 1 mln zł tygodniowo. Cztery największe
          szpitale w województwie nie zgodziły się podpisać kontraktów z Narodowym
          Funduszem Zdrowia. Dyrektorzy dostali faks z urzędu, że muszą podpisać.
          Usłyszeli zapowiedź, że mogą zostać zwolnieni. W. K.
          Autor : Dariusz Cychol
      • Gość: PRZEGLĄD cz.I Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 23.06.03, 11:31
        Anonimowa skarga ojca narkomana przekreśliła 20 lat pracy dyrektorki ośrodka
        leczenia z uzależnień

        Nie oddamy dyrektorki

        Barbara Karaczyńska, od ponad 20 lat prowadząca ośrodek w Zapowiedniku pod
        Gdańskiem, została odwołana z funkcji dyrektora. Wicemarszałek województwa
        pomorskiego, Bogdan Borusewicz, odpowiedzialny za służbę zdrowia, zarządził
        kontrolę w ośrodku po otrzymaniu anonimu od rodziców pacjenta, który leczył się
        w ośrodku. W obronie dyrektorki stanęli terapeuci z ośrodka, składając
        wypowiedzenia, oraz wielu rodziców uzależnionych dzieci. Do
        redakcji "Przeglądu" dotarł list jednego z nich. "Zapowiednik bez Barbary jako
        dyrektora ośrodka nie będzie już tym samym miejscem. To jej udało się stworzyć
        w Zapowiedniku niezwykle ciepłą rodzinną atmosferę. Aby stało się to możliwe,
        trzeba profesjonalizmu, entuzjazmu i serca, trzeba całego siebie dać w służbie
        innym. Barbara to zrobiła", napisał do wicemarszałka Borusewicza Wojciech
        Olszewski, ojciec uratowanego w Zapowiedniku dziecka.

        24 godziny w pracy

        Barbara Karaczyńska przyjechała do Zapowiednika z Głoskowa, pierwszego ośrodka
        Monaru, który tworzył Marek Kotański. Podjęła wyzwanie bez przekonania, że jej
        się uda. Tym bardziej że XIX-wieczny dworek w Zapowiedniku przekazany na
        ośrodek leczenia dla osób uzależnionych był w stanie katastrofalnym. Remontu
        wymagało niemal wszystko - od piwnicy po dach. Powoli, latami, wysiłkiem
        pacjentów i kadry obiekt wyremontowano. Dziś wygląda imponująco.
        Przez kilka lat funkcjonował jako placówka monarowska, później dyr. Karaczyńska
        zdecydowała się na przejście pod finansową opiekę Ministerstwa Zdrowia, a tym
        samym najpierw władz wojewódzkich, później samorządowych. Ostatni znaczący
        zastrzyk finansowy dla Wojewódzkiego Centrum Leczenia Uzależnień w Zapowiedniku
        przekazał wojewoda. To za te pieniądze kupiono nowe meble dla pacjentów, duży
        telewizor i dwa służbowe samochody. Wcześniej do ośrodka ukrytego wśród lasów
        wszystko dowożono starą nysą i sędziwym fiatem 125 p.
        Ale od czasu, kiedy placówka przeszła pod opiekę władz samorządowych, nie
        dostała na bieżące utrzymanie ani grosza. Przekazywano tylko pieniądze z
        Ministerstwa Zdrowia na leczenie pacjentów, pensje dla pracowników, ZUS i inne
        świadczenia.
        Trudno uwierzyć w malwersacje dyr. Karaczyńskiej i to, że jest złym
        gospodarzem, bo nic w ośrodku nie jest jej własnością. Także niewielkie
        mieszkanie bez łazienki, które tam wynajmuje. Ale wątpliwości wicemarszałka
        budzi niska cena najmu - 80 zł na miesiąc - i nie przekonuje go argument, że w
        umowie wyraźnie zaznaczono, że dyr. Karaczyńska ma obowiązek służyć pomocą
        pacjentom ośrodka przez całą dobę.
        W ośrodku leczy się przede wszystkim młodzież. Przychodzą tu zagubieni, bez
        wiary w siebie, uzależnieni od narkotyków, alkoholu. Jak wynika z badań
        ośrodka, niemal 80% z nich - co zdaniem prof. Adama Bilikiewicza, konsultanta
        wojewódzkiego w dziedzinie psychiatrii, jest wynikiem imponującym - wychodzi z
        uzależnienia. - Zakładają własne firmy, rodziny. Przyjeżdżają tu potem po
        optymizm i wiarę, że zawsze można zmienić swoje życie - mówi Przemysław Wajda,
        terapeuta w Zapowiedniku.

        Nuda zabija

        Wicemarszałek Borusewicz zarządził kontrolę w ośrodku po otrzymaniu informacji
        od Henryka Wojciechowskiego, wówczas szefa Pomorskiej Kasy Chorych, obecnie
        NFZ. - Przyszedł do mnie ojciec dziecka leczącego się w ośrodku. Zarzucał dyr.
        Karaczyńskiej wykorzystywanie pacjentów z Zapowiednika do pracy w podobnym, ale
        prywatnym ośrodku w Opaleniu, prowadzonym przez jej córkę i zięcia. Miał obawy
        przed podpisaniem się - potwierdza Henryk Wojciechowski. - Zarządziłem kontrolę
        w Zapowiedniku, ale nie mamy podpisanego kontraktu z tym ośrodkiem i dlatego
        wnioski pokontrolne są wymijające - tłumaczy. Dodaje, że po potwierdzeniu tych
        zarzutów przez Urząd Marszałkowski odwołanie dyr. Karaczyńskiej jest zasadne, a
        tego rodzaju praktyki nie do zaakceptowania.
        Pracownicy Zapowiednika zauważają natomiast, że kontrola obejmowała także okres
        od 2001 do września 2002 r., czyli czas, kiedy ośrodek miał kontrakt z kasą
        chorych, a pokontrolne sformułowanie: "Nie stwierdzono uchybień" jest wyraźne.
        - Nigdy nie ukrywaliśmy, że w Opaleniu pracują pacjenci z Zapowiednika -
        odpiera zarzuty Krzysztof Jakubus, zięć dyr. Karaczyńskiej. - Opalenie to
        ośrodek niepubliczny i finansowany z Ministerstwa Zdrowia. Nie jest naszą
        własnością, lecz dzierżawą na 15 lat. Sprzedaliśmy własnościowe mieszkanie,
        wzięliśmy kredyt i zapożyczyliśmy się u rodziny. Po to, żeby stworzyć nową
        placówkę, bo w Zapowiedniku powinno leczyć się 30 osób, a obecnie jest tam
        ponad 40 pacjentów. Na razie do porządku doprowadziliśmy parter starego dworku
        i mamy 10 pacjentów, a pan marszałek nazywa to konkurencją - denerwuje się.
        - Jedną z form terapii w Zapowiedniku jest praca. Nasze hasło brzmi: "Nuda
        zabija". Pacjenci wszystko robią sami. Po trzech miesiącach praca nie jest już
        obowiązkowa i sami uczą się ją sobie organizować. Dla nas to była konstruktywna
        idea budowania domu dla osób uzależnionych przez osoby uzależnione. Nikt nikogo
        do niczego nie zmuszał - tłumaczy Anna Jakubus.
        - Praca w Opaleniu była dla nas przyjemnością - potwierdza Agata Chmielińska,
        dawna pacjentka, dzisiaj w żaden sposób niezwiązana z żadnym z ośrodków. -
        Wszystkie te zarzuty są bzdurne, także te, że rzekomo źle nas karmiono i że
        musieliśmy płacić za pobyt. Basia uratowała mi życie. Rozumiem, że ktoś może
        czuć się rozżalony po nieudanej terapii, ale to nie powód do wypisywania
        kłamstw w anonimie - przekonuje.
        Argumenty Krzysztofa i Anny Jakubusów, a także rodziców i byłych pacjentów,
        którzy murem stanęli za dyr. Karaczyńską, wybrali się na rozmowę do Bogdana
        Borusewicza i piszą dramatyczne apele oraz maile, nie przekonują wicemarszałka.
        Uważa, że rodzice i pacjenci są przez nią wykorzystywani w tym sporze. - To
        nieetyczne - tłumaczy, dodając, że nie wierzy, by była to ich własna
        inicjatywa. - Zatrudnianie rodziny i wykorzystywanie pacjentów do pracy w
        prywatnej placówce to nepotyzm i nie ma tu żadnego wytłumaczenia. Dziwię się,
        że ci ludzie nadal nie czują się winni.
        c.d.n.
        • Gość: PRZEGLĄD cz.II Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 23.06.03, 11:34
          Wicemarszałek zapowiada kolejne kontrole, także sprawdzające jakość leczenia.
          Nie ufa bowiem podawanym przez ośrodek wynikom i nie przekonuje go pozytywna
          opinia prof. Bilikiewicza, który podkreśla, że dyr. Karaczyńska stworzyła
          sprawny ośrodek, wykształciła znakomitą kadrę terapeutów i legitymuje się
          znakomitymi wynikami leczenia.
          Po opinie, jak prawidłowo może działać podobny wojewódzki ośrodek,
          wicemarszałek odsyła do Smażyna, gdzie dyrektorem jest Jacek Sękiewicz. Ten
          jednak nie chce wypowiadać się na temat Zapowiednika, uznając to za
          niewłaściwe. Nie potwierdza ani nie zaprzecza informacji, że otrzymał
          propozycję dyrektorowania w obu ośrodkach po ich połączeniu. - To zły pomysł -
          mówi krótko. W kuluarowym rankingu kandydatów na stanowisko dyrektora w
          Zapowiedniku pojawia się również pasierb Bogdana Borusewicza, który zajmował
          się problemem uzależnień w Urzędzie Miasta w Gdyni. - Głoszący takie kłamliwe
          opinie mierzą mnie miarą dyr. Karaczyńskiej, która zatrudniała najbliższą
          rodzinę. Nigdy czegoś takiego nie robiłem i nie będę robił - zaprzecza
          pogłoskom Borusewicz.
          Kolejny problem to - zdaniem wicemarszałka - kontrowersyjna metoda reiki,
          wykorzystywana w ośrodku jako terapia wspomagająca. Zdaniem księdza Grzegorza
          Kluza, dyrektora Dominikańskiego Centrum Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach
          Religijnych i Sektach w Gdańsku reiki "nie mieści się w kanonie nauk
          medycznych", poprosił zatem w specjalnym piśmie do Urzędu Marszałkowskiego o
          interwencję w Zapowiedniku. Ale to samo centrum na okładce swojego biuletynu
          ostrzegało czerwonym znakiem "Stop" przed karate, medytacją, bioenergoterapią,
          jogą i różdżkarstwem. Pozytywną opinię na temat reiki przysłało natomiast
          Polskie Stowarzyszenie Psychologów i Terapeutów, a także prof. Bilikiewicz.
          - Unikamy podawania naszym pacjentom leków, zwłaszcza przeciwbólowych, których
          przecież używali jako środków odurzających, zanim trafili na leczenie - mówi
          Przemysław Wajda. - Leki są oczywiście podawane, ale w sytuacjach zagrożenia
          życia i te zalecane przez naszego lekarza w przypadku choroby - tłumaczy.
          Zarzucana dyr. Karaczyńskiej "nielegalna ścinka drzew" według dokumentów z
          gminy okazała się legalnym "usunięciem samosiewów z pasa przydrożnego".

          Nagroda za uczciwość

          Bezpośrednim powodem odwołania dyr. Karaczyńskiej była wykazana podczas
          kontroli źle prowadzona księgowość. Zdaniem wicemarszałka Borusewicza, wbrew
          wszelkim standardom i obowiązującym zasadom prawnym. Terapeuci przyznają, że
          nie wszystko z tą księgowością było w porządku (m.in. nie była prowadzona
          komputerowo), ale ich zdaniem, to argument za udzieleniem upomnienia bądź
          nagany. Wicemarszałek uważa, że ze względu na wagę zarzutów nagana nie
          wystarczyłaby. Nie odwoła swojej decyzji, chyba że inna kontrola wykaże, że w
          Zapowiedniku wszystko działało prawidłowo. W ubiegłym tygodniu ośrodek był
          kontrolowany przez zespół z Ministerstwa Zdrowia.
          Na razie sytuacja jest patowa. Według terapeutów z Zapowiednika,
          niesprawiedliwe odwołanie dyr. Karaczyńskiej jest zagrożeniem dla prawidłowego
          procesu leczenia pacjentów ośrodka. Dlatego zgodnie złożyli wypowiedzenia.
          Bogdan Borusewicz uznaje to za rodzaj demonstracji i oznakę, że w tym sporze
          przestało już chodzić o pacjentów.
          - Jeśli zaakceptujemy odwołanie Basi, przyznamy rację tym absurdalnym zarzutom
          i będzie to znak dla naszych podopiecznych, że "na układy nie ma rady". A
          uczymy ich, że w życiu najważniejsza jest uczciwość. To podstawa naszej
          terapii - deklarują terapeuci. Tłumaczą też, że nie mogą realizować normalnego
          programu terapeutycznego, bo w ośrodku brakuje dwóch terapeutów: odwołanej
          Barbary Karaczyńskiej i Marka Burakowskiego, powołanego na stanowisko p.o.
          dyrektora, który teraz zajmuje się papierkową robotą.
          Wyjściem z patowej sytuacji mogłoby być pozostawienie Barbary Karaczyńskiej na
          stanowisku terapeuty w Zapowiedniku. Taką możliwość dopuszcza marszałek woj.
          pomorskiego, Jan Kozłowski. Ale jak mówi Marek Burakowski pracującego z Barbarą
          Karaczyńską od 18 lat, byłoby to fikcją. - Realizujemy jej autorski program,
          wszystkiego nas uczy, ona jest tu sercem i mózgiem. Liderem. Nie mógłbym nagle
          zacząć udawać, że jestem od niej mądrzejszy. To fałsz. A w tym ośrodku nikt nie
          akceptuje fałszu - podkreśla.
          Sama dyrektor Karaczyńska twierdzi, że nie bardzo wie, jak miałaby się bronić
          przed tymi wszystkimi zarzutami: - Przecież nie będę pisała oświadczeń. Żałuję
          tylko, że ani wicemarszałek Borusewicz, ani marszałek Kozłowski nigdy nie
          przyjechali do naszego ośrodka. Moglibyśmy usiąść do stołu i porozmawiać.
          Nie poddaje się jednak i przygotowuje własną ofertę na stanowisko dyrektora
          Zapowiednika. To nie konkurs, ale do składania takich ofert zaprosił marszałek
          województwa. Terapeuci z ośrodka twierdzą, że to bardzo dobry kandydat, jest
          jednym z 40 w Polsce terapeutów-specjalistów po kursie Biura ds. Narkomanii i
          ma ponad 20-letnie doświadczenie. Ale zwątpili, czy będą się liczyły
          kwalifikacje.
          Jeszcze w zeszłym roku Rada Społeczna Zapowiednika, składająca się z
          przedstawicieli wojewody i marszałka, wnioskowała o nagrodę dla dyr.
          Karaczyńskiej. Jak wyjaśnia Jerzy Kortas, pomorski kurator i członek rady -
          przesłanką były dobre wyniki prowadzonej tam terapii i to, że Zapowiednik jest
          jedną z niewielu w Pomorskiem niezadłużoną budżetową placówką służby zdrowia,
          finansowaną z ministerstwa. W styczniu 2003 r. wicemarszałek na otrzymanym
          anonimie dopisał: "Do czasu kontroli zawieszam decyzję w sprawie premii".
          Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, a mur nieporozumienia rośnie...

          Beata Czechowska-Derkacz, dziennikarka "Głosu Wybrzeża"

          powyższy artykuł umieścił na łamach forum Wojciech Olszewski
      • Gość: tekst dla władz Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 02.07.03, 14:07
        kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1124789&KAT=239
      • Gość: KULISY DECYZJI ? Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 16.07.03, 09:19
        24 czerwca b.r. wysłałem do marszałka Jana Kozłowskiego list. Do dzisiaj nie
        doczekałem się żadnej odpowiedzi. Poniżej zamieszczam obszerne fragmenty owego
        listu. Chciałbym podzielić się z uczestnikami niniejszego forum własnymi
        przemyśleniami, które mogą wyjaśnić kulisy odwołania pani Barbary Karaczyńskiej
        z funkcji dyrektora WCLU w Zapowiedniku.

        "...Analiza chronologii zdarzeń towarzyszących tej sprawie skłania do
        sformułowania wniosku, że najpierw podjęto decyzję o odwołaniu Barbary
        Karaczyńskiej z funkcji dyrektora a dopiero potem przygotowano argumenty, które
        by tę decyzję uzasadniały.
        Jedynym elementem, który nadał bieg sprawie był anonim „rodziców i byłych
        pacjentów”.
        Na konferencji prasowej wicemarszałek Bogdan Borusewicz powiedział, że otrzymał
        anonim obciążający panią B.Karaczyńską od członka Sejmiku, Henryka
        Wojciechowskiego.
        Pan H.Wojciechowski poinformował wicemarszałka, że zna autora anonimu i
        zapewnił, że jest to osoba godna zaufania.
        Stawiam zatem pytanie, czy w tych okolicznościach wicemarszałek B.Borusewicz
        mógł obiektywnie i bezstronnie odnieść się do „anonimu” ? Czy może zobligowany
        towarzyskim układem musiał podjąć decyzję o zwolnieniu dyrektorki, bo takiej
        decyzji oczekiwał znajomy pana H.Wojciechowskiego, autor anonimu ?
        Także dalszy przebieg sprawy przekonuje, że są to pytania uzasadnione.
        Po otrzymaniu anonimu władze samorządowe przeprowadziły kontrolę WCLU w
        Zapowiedniku. Kontrola dopatrzyła się pewnych nieprawidłowości w działalności
        ośrodka i dała pani dyrektor 30 dni na usunięcie błędów. Dziewięć dni po
        kontroli pani B.Karaczyńska została odwołana z funkcji.
        Nikt z Urzędu Marszałkowskiego nie poprosił jej o jakiekolwiek wyjaśnienia.
        Czy taka sekwencja zdarzeń nie rodzi przypuszczenia, że priorytetem było
        zwolnienie dyrektorki a nie usunięcie nieprawidłowości, których dopatrzyła się
        kontrola ?
        Dlaczego B.Borusewicz nie uwzględnia w tej sprawie opinii konsultanta
        wojewódzkiego w dziedzinie psychiatrii prof. dr hab. med. Adama Bilikiewicza,
        który bardzo wysoko ocenił kwalifikacje B.Karaczyńskiej ?
        Kwalifikacje dyrektora ośrodka mają bezpośredni wpływ na skuteczność leczenia.
        Czyżby dobro leczących się w Zapowiedniku pacjentów nie miało dla wicemarszałka
        żadnego znaczenia ?
        Dlaczego po ostatniej kontroli, przeprowadzonej z inicjatywy wicemarszałka, w
        Zapowiedniku przez Ministerstwo Zdrowia, która nie dopatrzyła się żadnych
        uchybień w wykorzystaniu środków finansowych B.Borusewicz nie zmienił swojej
        decyzji ?
        Przecież to właśnie Ministerstwo Zdrowia finansuje funkcjonowanie ośrodka. A
        zatem opinia tej instytucji wydaje się mieć kluczowe znaczenie.
        Czy przedstawione wątpliwości nie przemawiają za tym, że jedynym celem jaki
        postawił sobie B.Borusewicz w tej sprawie jest usunięcie ze stanowiska
        dyrektorki ośrodka B.Karaczyńskiej, a los ośrodka i jego pacjentów nie ma dla
        wicemarszałka żadnego znaczenia?
        Skala narkomanii w naszym kraju jest zatrważająca. Ośrodków w których leczy się
        uzależnionych jest zbyt mało a w opinii prof.dr hab.med.Adama Bilikiewicza
        ośrodek w Zapowiedniku, dzięki B.Karaczyńskiej, należy do najlepszych w Polsce.
        Mam nadzieję, że Urząd Marszałkowski świadom własnej odpowiedzialności za
        prawidłowe funkcjonowanie WCLU w Zapowiedniku nie pozwoli, by osobiste ambicje
        a może i towarzyskie zobowiązania jednego urzędnika uniemożliwiły pani Barbarze
        Karaczyńskiej kontynuowanie, prowadzonej z dużym powodzeniem od ponad 20 lat,
        działalności."

        Wojciech Olszewski
    • Gość: szpadel Kogo leczyć,a kogo nie leczyć. IP: *.client.attbi.com 19.05.03, 20:08
      Moim zdaniem tu nie zachodzi pytanie,czy leczyć?,
      tylko jak leczyć.Dotychczasowe metody leczenia
      uzależnień alkoholowych lub innych w Polsce nie
      przynoszą rezultatów praktycznych,które byłyby
      zadawalające,ponieważ moim zdaniem problem leży
      zakopany głęboko w społecznym taboo.Każdy z nas
      się spodkał z pijanymi ludźmi,przywykliśmy uznawać
      człowieka za pijanego,jak już leży pod stołem lub
      w rynsztoku(za późno),tymczysem tabuny alkoholików i legalnych
      narkomanów (valium inne) codziennie funkcjonuje w
      naszej społeczności,nie pisałbym tego gdybym nie był
      świadkiem ukrytego akoholizmu znanych i poniekąd
      respektowanych ludzi z administracji państwowej,
      a nawet zawodowych kierowców (najlepszym przykładem
      jest francuzki kierowca,który spowodował śmierć
      angielskiej księżniczki Di).Mieszanie chorób
      nieuleczalnych z alkoholizmem czy narkomanią,jest
      moim zdaniem błędnym myśleniem,gdyż alkoholizm czy
      narkomania są chorobami śmiertelnymi,lecz do uleczenia,
      natomiast wiele chrób nabytych lub odziedziczonych nie.
      Moim zdaniem alkoholicy i narkomani powinni leczyć się
      sami z udostępnieniem charytatywnej pomocy państwa czy
      kościoła (np.udostępnienie pomieszczeń państwowych lub
      kościelnych na spodkania AA lub ich rodzin),natomiast
      ludzie dotknięci nieuleczalnymi chorobami jak AIDS,lub rak,
      powinni mieć zagwarantowaną asystę wykfalifikowanego personelu
      medycznego finansowanego z funduszy ubezpieczalni lub
      charytatywnych funduszy państwa lub kościoła lub bożnicy.
    • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.03, 15:54
      Dzisiejsza Gazeta informuje, że kontrola Ministra Zdrowia nie potwierdziła ani
      jednego zarzutu przedstawicieli władz samorządowych województwa pomorskiego.
      Kontroler wyznaczony przez Ministra Zdrowia, po trwającej kilka dni analizie
      dokumentów finansowych, nie dopatrzył się żadnych uchybień w wykorzystaniu
      środków pieniężnych pochodzących z budżetu państwa i przeznaczonych na leczenie
      pacjentów WCLU w Zapowiedniku.
      Nie mogło być inaczej bo takie są fakty.

      Barbara Karaczyńska jest prawym i uczciwym człowiekiem. O tym, że jest
      znakomitym specjalistą zaświadczają najlepiej Ci wszyscy, którzy dzięki niej
      powrócili do normalnego życia. Także opinia konsultanta wojewódzkiego do spraw
      psychiatrii prof. dr hab. med. Adama Bilikiewicza wystawia Jej jak najlepsze
      świadectwo.

      Pani dyrektor została niesprawiedliwie odwołana ze swojego stanowiska.

      Wicemarszałek Bogdan Borusewicz podejmując tę decyzję wpadł w pułapkę
      obrzydliwych anonimów.

      Mógł przedstawić je szkalowanej osobie, mógł wyrzucić je do kosza, mógł
      przeprowadzić wnikliwą analizę dokumentów finansowych i mógł także wysłuchać z
      uwagą tych, którzy podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem stanęli w
      obronie Pani dyrektor Barbary Karaczyńskiej. Niestety tego nie zrobił.
      Zwolnił z pracy człowieka, który całe swoje zawodowe życie poświęcił na
      ratowanie tych, którzy wpadli w szpony nałogu.

      Mam jednak nadzieję, że Wicemarszałek Bogdan Borusewicz, w chwili kiedy
      skierował do Ministra Zdrowia wniosek o przeprowadzenie kontroli w WCLU w
      Zapowiedniku, zamknął tej sprawie dotychczasowy absurdalny przebieg.
      Odwołanie się do niezależnego podmiotu o przeprowadzenie kontroli jest pierwszą
      dobrą decyzją w tej sprawie.
      Mam nadzieję, że wicemarszałek Bogdan Borusewicz po zapoznaniu się z wynikami
      kontroli Ministerstwa Zdrowia podejmie właściwą decyzję przywracając Barbarę
      Karaczyńską na stanowisko dyrektora WCLU w Zapowiedniku.


      Wojciech Olszewski
    • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 05.06.03, 09:20
      W "Głosie Wybrzeża" ukazał się ciekawy artykuł.

      www.glos.gda.pl/spoleczenstwo/spoleczenstwo.htm
      Oto jego treść:

      05.06.03
      Co dalej, panie marszałku?
      Zapowiednik bez zastrzeżeń
      Zakończyła się kolejna kontrola w Wojewódzkim Centrum Leczenia Uzależnień w
      Zapowiedniku. Specjalista z Ministerstwa Zdrowia nie doszukał się
      nieprawidłowości w działalności ośrodka.
      Problemy ośrodka w Zapowiedniku zaczęły się w marcu br. Kontrola przeprowadzona
      przez pomorski Urząd Marszałkowski wykazała poważne nieprawidłowości w
      działalności centrum. Na początku kwietnia ze stanowiska dyrektora została
      odwołana założycielka ośrodka Barbara Karaczyńska.

      Głównym powodem podjętej decyzji były - według wicemarszałka Bogdana
      Borusewicza - nieprawidłowości w księgowości centrum. W obronie odwołanej
      dyrektor stanęli wszyscy pracownicy ośrodka, byli pacjenci oraz ich rodziny.

      Ostateczną odpowiedź na temat zarzutów postawionych kierownictwu WCLU miała dać
      kontrola, o którą do Ministerstwa Zdrowia wnioskował marszałek Borusewicz.

      - Kontrola, przeprowadzona w ośrodku w Zapowiedniku przez specjalistę z
      Departamentu Nadzoru i Kontroli w Ministerstwie Zdrowia nie wykazała żadnych
      nieprawidłowości - powiedziała Wiesława Głowecka z ministerialnego Departamentu
      Budżetu, Finansów i Inwestycji. - Na spotkaniu pokontrolnym została podjęta
      decyzja o odblokowaniu fiansowania ośrodka, zawieszonego na czas trwania
      kontroli.

      - Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że kontrola wykazała absurdalność zarzutów
      stawianych Barbarze Karaczyńskiej - stwierdził Marek Burakowski, pełniący
      obowiązki dyrektora ośrodka w Zapowiedniku. - Mamy nadzieję iż nic nie stoi już
      na przeszkodzie w przywróceniu dotychczasowej dyrektor na wcześniej zajmowane
      stanowisko.

      Wicemarszałek Bogdan Borusewicz o wynikach kontroli dowiedział się od "Głosu" -
      Nie otrzymałem jeszcze w tej sprawie oficjalnej informacji z ministerstwa. Nie
      chcę wypowiadać się na temat ośrodka w Zapowiedniku przed zapoznaniem się z
      protokołem pokontrolnym - stwierdził marszałek.

      Przypomnijmy jednak, iż na zeszłotygodniowej konferencji prasowej Bogdan
      Borusewicz powiedział, że w przypadku niepotwierdzenia przez kontrolę z
      Ministerstwa Zdrowia zarzutów stawianych Barbarze Karaczyńskiej "będziemy mieli
      do czynienia z zupełnie nową sytuacją".

      Marszałek Jan Kozłowski stwierdził z kolei, że w obecnej sytuacji widzi
      możliwość dalszego kierowania ośrodkiem w Zapowiedniku przez Barbarę
      Karaczyńską.

      - Będę chciał spotkać się z tą panią i porozmawiać. Nad rozwiązaniem tego
      problememu będziemy również dyskutować podczas posiedzenia Zarządu Województwa -
      powiedział "Głosowi" marszałek Kozłowski.

      Zupełnie nowe światło na problemy WCLU mogą rzucić ujawnione w zeszłym tygodniu
      powody pierwszej kontroli przeprowadzonej przez Urząd Marszałkowski. Okazało
      się bowiem, że kontrola spowodowana była anonimem który otrzymał wicemarszałek
      Borusewicz.
      - Pismo to otrzymałem od ówczesnego dyrektora pomorskiej kasy chorych Henryka
      Wojciechowskiego, który rozmawiał z autorem anonimu. Dyrektor Wojciechowski
      oświadczył, iż osoba ta jest godna zaufania. Na tej podstawie poleciłem
      skontrolować ośrodek.

      Anna Jakubus, córka Barbary Karaczyńskiej a jednocześnie jedna z terapeutek
      WCLU w Zapowiedniku po zapoznaniu się z treścią anonimu nie ma wątpliwości co
      do autorów tego pisma.
      - Jest grupa, której zależy na zniszczeniu naszego ośrodka. Nie mogą pogodzić
      się z tym, że niektórym z nich nie udało się wyjść z nałogu. Barbara
      Karaczyńska otrzymuje anonimy, w których osoby te piszą iż "załatwimy ciebie i
      twoją córeczkę". Pisma te napisane są w tym samym stylu z jakim mamy do
      czynienia w przypadku anonimu dostarczonego marszałkowi Borusewiczowi.
      Niewytłumaczalne dla mnie jest w jaki sposób takie pismo może stać się podstawą
      działania Urzędu Marszałkowskiego - dodała Anna Jakubus.

      Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, iż istnieją plany podporządkowania WCLU w
      Zapowiedniku dyrektorowi Ośrodka Leczenia Uzależnień w Smażynie. - Nie odpowiem
      w tej chwili na pytanie czy widzę możliwość połączenia obu placówek -
      powiedział "Głosowi" Jacek Sękiewicz, kierujący ośrodkiem w Smażynie.

      W opinii prof. Adama Bilikiewicza, wojewódzkiego konsultanta ds. psychiatrii
      pomysł łączenia ośrodków leczenia uzależnień jest zły.
      - Z terapeutycznego punktu widzenia jest to pomysł nie do przyjęcia. Wyrażam
      zdumienie, że nikt mnie o tej sprawie nie informował. Taki jest jednak styl
      działania marszałka Borusewicza, który najwyraźniej uważa iż merytoryczne
      opinie do zarządzania służbą zdrowia są mu niepotrzebne.

      Jacek Grąziewicz




    • Gość: Dziennik Bałtycki Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 17.06.03, 11:36
      gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/278360.html
      Murem za szefową

      Wtorek, 17 czerwca 2003r.

      Czy 40 pacjentów w Wojewódzkim Centrum Leczenia Uzależnień w Zapowiedniku, w
      gminie Skarszewy, może niedługo zostać bez opieki, a placówka przestać istnieć?

      Niewykluczone, ponieważ cała kadra terapeutyczna centrum (osiem osób)
      solidaryzuje się z odwołaną przed dwoma miesiącami dyrektor Barbarą
      Karaczyńską. Na znak protestu pracownicy złożyli wypowiedzenia z pracy. Po
      stronie pani dyrektor stanęli również rodzice pacjentów. Obawiają się, że
      leczący się w ośrodku członkowie ich rodzin mogą nie mieć już szansy na
      skuteczne wyjście z nałogu narkomanii i alkoholizmu. W tej sprawie stawili się
      nawet w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku. Mieli nadzieję, że nakłonią
      wicemarszałka Bogdana Borusewicza do zmiany decyzji.

      Ale tak się nie stało. Władze samorządowe województwa postanowiły powołać
      nowego dyrektora WCLU w Zapowiedniku, mimo że dwie kontrole Pomorskiej Kasy
      Chorych oraz niedawna z Ministerstwa Zdrowia, nie wykazały uchybień. Wynika z
      nich, że fundusze były wydatkowane zgodnie z przeznaczeniem.

      - Liczymy, że marszałek przywróci Barbarę Karaczyńską na stanowisko. Takie
      obietnice składał publicznie w mediach - mówi Marek Burakowski, p.o. dyrektor w
      WCLU w Zapowiedniku.

      Władze województwa nie zmieniły jednak zdania.

      - Nie znamy wyników kontroli resortu zdrowia - mówi Mira Mossakowska, rzecznik
      prasowy Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku. - Dlatego trudno nam się do niej
      odnieść. Najlepsza byłaby kompleksowa kontrola ministerstwa, podczas której
      zbadano by wszystkie aspekty dysponowania pieniędzmi centrum. Kadra
      terapeutyczna z Zapowiednika nie wyobraża sobie współpracy z innym dyrektorem
      niż z Barbarą Karaczyńską.

      - Dotychczasowa szefowa była autorką dobrego i skutecznego programu leczenia
      uzależnień - mówi Monika Redlich, terapeutka z WCLU. - Inny dyrektor nie daje
      nam takiej pewności. Tylko z Barbarą Karaczyńską możemy pracować. Dlatego
      jesteśmy zdecydowani na odejście.

      Terapia przez pracę

      Dyrektorkę WCLU w Zapowiedniku w kwietniu odwołał Zarząd Województwa
      Pomorskiego. Podstawą decyzji były błędy w prowadzeniu księgowości, które
      wykazała kontrola. Za niedopuszczalne uznano także zatrudnienie pacjentów przy
      pracy w nowym ośrodku dla uzależnionych w Opaleniu. Założyła go córka
      dyrektorki, Anna Jakubas. Marek Burakowski, p.o. dyrektor WCLU, nie zaprzecza,
      że były pewne uchybienia w księgowości. Jednak, jego zdaniem, były to tylko
      błędy proceduralne. Natomiast prace pacjentów z Zapowiednika w niepublicznym
      ośrodku w Opaleniu miały charakter doraźny. Wcześniej uzyskano zgodę pacjentów
      i ich rodziców. Zresztą tak jak w przypadku prac na rzecz Zarządu Dróg
      Wojewódzkich i mieszkańców gminy Skarszewy.

      Rafał Kosecki - Dziennik Bałtycki
      • Gość: wyjaśnienie Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 17.06.03, 11:39
        Pragnę poinformować, że to ja umieściłem na forum teksty z tygodnika NIE i z
        Dziennika Bałtyckiego

        Wojciech Olszewski
      • Gość: szpadel Re: Murem za dyrektorem IP: *.client.attbi.com 02.07.03, 19:02
        Ja jestem przekonany,że decyzja biurokraty odpowiedzialnego za
        zwolnienie dyrektora ośrodka rehabilitacyjnego ma podłoże stygmy
        religijnej do metody leczenia przez panią Basię.Czy mam rację?
        • ppp67 Re: Murem za dyrektorem 02.07.03, 23:23
          rodzice też byli za dyrygentem słowików!!!!!!.. to jest siła
          uzależnienia...mam szacunek do Pani Basi... ale nie podoba mi się uzależnianie
          ludzi o d siebie...
          • Gość: szpadel Re: Murem za dyrektorem IP: *.client.attbi.com 02.07.03, 23:43
            ppp67 napisał:

            > rodzice też byli za dyrygentem słowików!!!!!!.. to jest siła
            > uzależnienia...mam szacunek do Pani Basi... ale nie podoba mi się
            uzależnianie
            > ludzi o d siebie...

            W nowoczesnej medycynie życie pacjenta często zależy od lekarza,
            Psychterapia ma to do siebie,że jak pacjent nie lubi psychoterapeuty,to
            leczenie nie przyniesie rezultatów.Ateisty nie wysyła się do spowiedzi,
            ponieważ nie ufa księdzu.Pani Basia pracowała ciężko całe życie nad
            zdobyciem zaufania pacjentów.Ten dorobek,komuchowaty biurokrata zlikwidował
            jednym pociągnięciem pióra.Szkodnik społeczny ubrał się w piórka polityka i
            tyle.
            • Gość: ewin1@.o2.pl Re: Murem za dyrektorem IP: *.gdynia.mm.pl 06.07.03, 21:49
              Chciałabym poinformować wszystkich zainteresowanych, że do Kancelarii Sejmiku
              Wojewódzkiego wpłynęła petycja w sprawie zdjęcia marszałka Bogdana Borusewicza
              z pełnionej funkcji. Byłam ostatnio (30.06.03r) na posiedzeniu Sejmiku
              Wojewódzkiego poświęconemu służbie zdrowia w naszym regionie. Z przykrością
              stwierdzam, że wrażenia nie są najlepsze. Dobro pacjenta lub pracownika służby
              zdrowia to ostatnia rzecz, którą bierze się pod uwagę. My takie szaraczki z
              szarą pensją nie mamy prawa się znać, czuć i rozumieć. A cóż dopiero mieć
              dziecko uzależnione od narkotyków? W takiej sytuacji to już jest się pewnie
              poza marginesem. Boże coś Polskę! Boże miej nas chorych i tych mogących
              zachorować w swojej opiece! Wiadomo klinika dla Wipów to nie to samo, co
              szpital miejski!!!! Czy zostało jeszcze coś do zlikwidowania albo do
              sprzedania w Polsce? Przykre to jest ale dla kasy (tylko czyjej)? nie myśli
              się o zwykłych ludziach. Takich Zapowiedników i Barbar Karaczyńskich powinno
              być w samym Pomorskim dużo więcej. Wystarczy udać się do Monaru na ulicę 3-
              Maja w Gdańsku, żeby zobaczyć ile osób płacze z żalu, że ich dziecko nie ma
              gdzie się leczyć. Mamy taki piękny polski serial "Na dobre i na złe". Tam
              dyrektor Kalarus źle rządził, więc odszedł. Może Pan Borusewicz, zanim narobi
              więcej szkód też powinien odejść?
              Bożena Burzyńska
              • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 07.07.03, 11:55
                Gość portalu: ewin1@.o2.pl napisał(a):

                > Chciałabym poinformować wszystkich zainteresowanych, że do Kancelarii Sejmiku
                > Wojewódzkiego wpłynęła petycja w sprawie zdjęcia marszałka Bogdana
                Borusewicza
                > z pełnionej funkcji. Byłam ostatnio (30.06.03r) na posiedzeniu Sejmiku
                > Wojewódzkiego poświęconemu służbie zdrowia w naszym regionie. Z przykrością
                > stwierdzam, że wrażenia nie są najlepsze. Dobro pacjenta lub pracownika
                służby
                > zdrowia to ostatnia rzecz, którą bierze się pod uwagę. My takie szaraczki z
                > szarą pensją nie mamy prawa się znać, czuć i rozumieć. A cóż dopiero mieć
                > dziecko uzależnione od narkotyków? W takiej sytuacji to już jest się pewnie
                > poza marginesem. Boże coś Polskę! Boże miej nas chorych i tych mogących
                > zachorować w swojej opiece! Wiadomo klinika dla Wipów to nie to samo, co
                > szpital miejski!!!! Czy zostało jeszcze coś do zlikwidowania albo do
                > sprzedania w Polsce? Przykre to jest ale dla kasy (tylko czyjej)? nie myśli
                > się o zwykłych ludziach. Takich Zapowiedników i Barbar Karaczyńskich powinno
                > być w samym Pomorskim dużo więcej. Wystarczy udać się do Monaru na ulicę 3-
                > Maja w Gdańsku, żeby zobaczyć ile osób płacze z żalu, że ich dziecko nie ma
                > gdzie się leczyć. Mamy taki piękny polski serial "Na dobre i na złe". Tam
                > dyrektor Kalarus źle rządził, więc odszedł. Może Pan Borusewicz, zanim narobi
                > więcej szkód też powinien odejść?
                > Bożena Burzyńska

                Droga Pani,
                proszę nie tracić Nadziei. Głeboko wierzę, że Barbara Karaczyńska powróci na
                stanowisko dyrektora WCLU w Zapowiedniku. Demokratyczny Świat nie może bowiem
                funkcjonować tak, żeby urzędnicy tacy jak Bogdan Borusewicz bezkarnie niszczyli
                to co dobre i szlachetne.
                Zapewniam Panią, że wykorzystam wszystkie dopuszczone przez prawo środki, by
                pacjenci Zapowiednika odzyskali swojego lidera.
                Serdecznie Pozdrawiam
                Wojciech Olszewski
                • Gość: list do Marszałka Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 30.07.03, 14:20
                  Szanowny Panie Marszałku,
                  z prawdziwą ulgą i wielką radością przeczytałem w prasie informację o powrocie
                  pani Barbary Karaczyńskiej na stanowisko dyrektora WCLU w Zapowiedniku.
                  To bardzo dobra decyzja.
                  Dziękuję,
                  Wojciech Olszewski
                  • Gość: Wojciech Olszewski Re: Murem za dyrektorem IP: *.gpw.com.pl 30.10.03, 13:18
                    Gość portalu: list do Marszałka napisał(a):

                    > Szanowny Panie Marszałku,
                    > z prawdziwą ulgą i wielką radością przeczytałem w prasie informację o
                    powrocie
                    > pani Barbary Karaczyńskiej na stanowisko dyrektora WCLU w Zapowiedniku.
                    > To bardzo dobra decyzja.
                    > Dziękuję,
                    > Wojciech Olszewski

                    Od chwili napisania tego listu upłynęły trzy miesiące. Dopiero po napisaniu
                    tych kilku zdań do Marszałka B.Borusewicza dowiedziałem się, że Urząd
                    Marszałkowski podpisał z panią Barbarą Karaczyńską umowę o pracę na trzy
                    miesiące. Rozumiałem wówczas, że stało się tak z powodów formalnych. Pani
                    B.Karaczyńska po powrocie na stanowisko Dyrektora WCLU w Zapowiedniku mogła
                    wreszcie zająć się swoimi podopiecznymi i odbudowywać zniszczone decyzją Urzędu
                    Marszałkowskiego, relacje społeczności ośrodka.
                    Wiem, że do tej pory Urząd Marszałkowski nie podpisał z panią B.Karaczyńską
                    nowej umowy o pracę. Dlaczego ? Czy to jest jakaś gra? Czemu ona służy? Bo
                    napewno nie zdrowiu pacjentów. Czyżby marszałek B.Borusewicz w dalszym ciągu
                    zamierzał realizować swój prywatny plan odwołania pani dyrektor? Trzy miesiące
                    temu B.Karaczyńska wygrała konkurs na dyrektora WCLU w Zapowiedniku. Co stało
                    się w ciągu tych ostatnich trzech miesięcy, że do disiaj pani dyrektor nie
                    otrzymała nowej umowy o pracę. Panie marszałku zapewniam, że będę szukał
                    odpowiedzi na te pytania.Sprawa jest zbyt wielkiej wagi, żeby dać panu
                    przyzwolenie na czynienie zła. Stawką jest zdrowie pacjentów leczących się w
                    Zapowiedniku.
                    Chcę wierzyć, że niepodpisanie z panią B.Karaczyńską nowej umowy o pracę jest
                    jedynie wynikiem urzędniczego niedopatrzenia.
                    Wojciech Olszewski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka