Gość: CO ZA BANALY
IP: *.chello.pl
07.09.08, 20:33
CO ZA ZENUJĄCA RELACJA
Zestaw iście imponujący, czemu więc frekwencja była tak marna? Ławki
Opery Leśnej świeciły pustkami, a w czasie kolejnych występów trudno
było nie zauważyć rosnącej liczby widzów opuszczających swoje
miejsca.
ps a MOŻE LUDZIE NIE DOROŚLI DO TEGO TYU IMPREZ? A MOZE SA TO IMPRZY
DLA MILOSNIKOW TEGO TYPU MUZYKI. PO CO PANI CHODZI NA TEGO TYPU
IMPREZY SKORO TEGO PANI NIE LUBI. ZA KARE Z REDAKCJI WYSLALI?
Z pewnością winą za taki stan rzeczy obarczać można organizatorów,
którzy po prostu "przedobrzyli" z ilością
ps A CZY NIE ZASTANAWIAŁA SIĘ NAD TYM PANI, ŻE W TEGO TYPU PLENEROWE
IMPREZY WPISANA JEST ROTACJA PUBLICZNOŚCI.
inna sprawa, że repertuar zaproszonych wykonawców był nieco
monotonny. Ironiczne, błyskotliwe teksty komentujące otaczającą nas
rzeczywistość to za mało, by przyciągnąć i zainteresować publiczność
przez czas dłuższy niż kilka kwadransów. W jednostajnej oprawie
gitarowych dźwięków wspomaganych czasem folkowym brzmieniem
akordeonu czy skrzypiec, nawet najlepszy tekst traci swoją siłę
oddziaływania.
- JEST TO TYPOWY BARDOWSKI AKOMPANIAMENT, POWINNA PANI O TYM WIEZIEŃ
WYBIERAJĄC SIĘ NA KONCERT !!!!
Druga sprawa to kwestia konferansjerki. Organizatorzy powierzyli
prowadzenie koncertów Arturowi Andrusowi i Andrzejowi
Poniedzielskiemu. Obaj panowie, obdarzeni rozbrajającym poczuciem
humoru, starali się jak mogli wprawić sopocką publiczność w dobry
nastrój. Momentami jednak spotkanie bardów zamieniało się w
przydługi recital duetu Andrus & Poniedzielski. Trudno było oprzeć
się wrażeniu, że dużo większą frajdę sprawia im prezentowanie
własnej twórczości niż zapowiadanie kolejnych artystów.
CO ZA BANAŁY I PUSTE FRAZESY !!!!!
Ci jednak widzowie, których nie znużyły występy długowłosych
pieśniarzy ani męczące wystąpienia konferansjerów, około godziny 23
otrzymali niezwykły prezent. Na scenie pojawiła się bowiem Phoebe
Killdeer wraz z zespołem The Short Straws, która sprawiła, że Opera
Leśna niemal eksplodowała od siły energetycznych, wypełnionych
rockową drapieżnością dźwięków. Pochodząca z Francji wokalistka
udowodniła, że jej nowy projekt w niczym nie ustępuje wcześniejszym
dokonaniom z grupą Novuelle Vague. Obdarzona mocnym i zmysłowym
głosem, a także niespotykaną osobowością sceniczną Killdeer dała w
Sopocie prawdziwy rockowy show. Szkoda, że publiczność nie wykazała
większego zainteresowania występem charyzmatycznej Francuzki. Ale z
drugiej strony trudno się dziwić - brzdąkanie melancholijnych bardów
w ilości, jaką zaserwowali nam organizatorzy sopockiej imprezy,
miało moc większą niż niejeden środek usypiający.
NO PROSZE I NA KONIEC ,,INTELIGENTNY" ŻARCIK
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto