Gość: jacek staniszewski
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.08.09, 14:47
Globalny kalejdos...Kop!
Stojąc na peronie dworca gdy słyszę informacje wydobywające się przez głośnik
o ruchu pociągów przyjmuję to jako fakt do którego chcąc nie chcąc muszę i mam
zaufanie. Przeglądając gazetę na tymże peronie - lokalne informacje jawią się
(skoro poszły do druku) jako sprawdzony w miarę pewnik. Chyba że...trafię w
niej na tekst Przemka Guldy sprzed paru dni umieszczony w Gazecie Wyborczej
będący recenzją Globaltiki pod znamiennym tytułem „Globalny kalejdoskop”...hm.
O jakiej globalizacji drogi redaktorze mi mówisz...Don’t Funk Me...te słowa
mógłby wypowiedzieć George Clinton na Globaltice ale nie powie ponieważ w
wyobraźni redaktora występuje jako brodaty stary dziad prosto z dżungli by nie
powiedzieć śmielej z drzewa...tak...tak. Przytaczam oryginalny tekst:
„...Organizatorzy zdecydowali się bowiem wyjść poza schemat imprezy, podczas
której prezentowali się stereotypowi wykonawcy muzyki world czy etno (a tacy
właśnie pojawiali się na poprzednich edycjach festiwalu): wyciągniętego gdzieś
ze środka dżungli czy obsypanej piaskiem jurty, brodatego muzyka z jak
najbardziej dziwacznym instrumentem w ręce.”...jeżeli taka informacja
pojawiłaby się przypuśćmy w takim Londynie albo Paryżu i nie neguję w tym
miejscu prawa do wypowiadania własnego zdania to niewątpliwie w tak pięknie
nazwanym „Globalnym Kalejdoskopie” niejednemu by żyłka na skroni pękła, gula
skoczyła a ulice spłynęły by krwią męczenników. Odbyłoby się to na peryferiach
miast gdzie została zepchnięta biedota z długimi siwymi brodami, których żadne
nożyczki nigdy nie dotknęły. A w tych jurtach gdzie piją sobie herbatkę (z
dodatkiem masła z mleka jaka) niejednemu by się przykro zrobiło, że jego
kultura co najwyżej jest akceptowana jako ludowe uzupełnienie Supremacji
kultury zachodniej z najważniejszym jej osiągnięciem indie rockiem. Te typy z
tymi dziwacznymi pogiętymi „instrumentami” w stylu „a kysz i skuś baba na
dziada” dla pana redaktora są bardzo męczący i jak pan w tekście zauważył
cytuję; „To prawda: piątkowy występ Afrykańczyków porwał publiczność do
niby-etnicznych tańców na trawie pod sceną, ale - całe szczęście - był jedynym
koncertem tego typu podczas festiwalu. Impreza nie miała szans zamienić się w
przegląd muzyki egzotycznej...”. Nie wiem dlaczego te tańce mają być
niby-etniczne i na trawie. Czy chodzi tu redaktorowi o coś zielonego co się
depcze czy też może pali. Ja generalnie nie mam nic do tańców na trawie w
miłym towarzystwie i sądzę, że znalazłoby się trochę więcej amatorów takiego
tańca w Polsce i należy dać im szansę. A może pobudować jakieś zamknięte
etno-kluby, z których na zewnątrz po przymusowym wygłuszeniu nie dobiegałby
żaden niby-etniczny dźwięk. Jak Morloki i Eloje u Welles’a. Morloki zarośnięte
w swoich wilgotnych etno-jaskiniach brzdąkający na dziwacznych instrumentach i
Eloje na górze gdzie jest słońce, miło i sympatycznie. Wszyscy blondyni i do
tego delikatnie w tle sączące się jakieś electro z delikatną nutą britpop.
Taka niezakłócona etno-sielanka...a w tle olbrzymi napis „To Jest Rasizm
Intelektualny” powieszony przez Morloków pod osłoną nocy. Eloje jeszcze tego
nie widziały, śpią smacznie po swojej
techno-indie-mmm imprezie. Ale kiedy się zbudzą i go odkryją zapewnią:
„...Jeśli w przyszłym roku organizatorzy zrobią kolejne, równie odważne, kroki
w tą samą stronę, jeśli chodzi o programowy aspekt imprezy, Globaltica powinna
stać się jednym z najciekawszych w Polsce, a może i w Europie, kameralnych
festiwali muzyki o etnicznych korzeniach. Hurrrra. Sukces...ale drogi
redaktorze piwo bezalkoholowe już jest!!! Etno bez etno to jak popularne
napoje chłodzące w formule „ligt”, jak papierosy hiper light. Po co oszukiwać
ludzi. Powiedzmy otwarcie. Jeśli czytam: „...Jedyny wykonawca w tegorocznym
programie, który był blisko kliszy dotyczącej world music, to Bassekou Kouyate
i jego kilkuosobowa grupa malijskich ngonistów (ngoni to afrykański
odpowiednik liry)” to w przyszłym roku można się spodziewać „bardzo
kameralnych” korzeni etnicznych...wow. Panie Przemku....jeździ Pan dużo po
świecie. Będąc doktorantem i historykiem posiada Pan wiedzę, że w sztuce i w
życiu wszystko jest wymieszane jak sól i pieprz, ból i radość. I nawet
jakbyśmy się skichali stawiając na radość to ból nas prędzej czy później
dopadnie. Od dawna Pan deklaruje niechęć do wszelkich objawów muzyki
etnicznej- zacytuje tu pana słynne sformułowanie „...po co sprowadzać
kolejnych podstarzałych etnobębniarzy”...a mowa była o Burning Spearze
(niekwestionowanym na całym świecie autorytecie muzyki reggae) i z tego roku:
„...bo w zasadzie cała reszta wykonawców do tego rodzaju tradycji podchodziła
w zupełnie inny sposób niż artyści z Mali.”...czyli lepiej. Jeżeli wirtuoz
liry afrykańskiej wydaje się panu niegodny występów na Globaltice to ja radzę
udać się na pielgrzymkę do Addis Abeby albo w ramach resocjalizacji zamieszkać
na rok w jurcie (nie mylić z Juratą). Zaręczam, że być może „syndrom
sztokholmski” albo prostota pejzażu w owej jurcie niewątpliwie odmienią
oblicze pana wizji świata i indie-rock stanie się tylko skromną cząstką
bogatej złożoności globalnej kultury. Czego życzę panu z całego mojego
etno-niby-serca.
W zasadzie dziwię się bo tak łatwo Pan się podłożył. Widocznie te wszech
galaktyczne openery osłabiły Pana czujność. Użyłem słowa „rasizm
intelektualny” i nie bez przyczyny.
Pracuje pan w Gazecie, która upraszczając jest jedną z tych bardziej
poczytnych w trójmieście. Ma Pan swoje zdanie...ok...ale pragnę zauważyć, że
dla większości czytelników i tych lokalnych i tych przyjezdnych informacja o
kulturze podana przez gazetę, w której pan pisze jest jak ten głośnik na
peronie....lud to kupuje jak info o pogodzie i zmianach cen walut. Tak więc
kwestia po co nam dziad brodaty z kijkiem...przyznajmy „trochę razi” prowadzi
do: „...od dziś panów niezapraszamy”. Amnesty International zachęcające do
udziału w swoich kampaniach na rzecz uwolnienia więźniów politycznych na
festiwalu Globaltica powinno się mocno zastanowić czy brać udział w imprezie
na którą nie będzie wykonawców z Afryki, Chin, Azji, Grenlandii...itd.
Oszukali ich biali. Współczuję redakcji, że doprawdy zmusza Pana Przemka do
pisania recenzji z festiwali o brrr etnicznych korzeniach. Taka męka musi być
jak palące słońce namibijskiej pustyni, jak wielotygodniowe ulewne deszcze
monsunowe. Po co wydawać redaktora Przemka na etno-tortury. Może niech pisze o
tym co lubi a inny ktoś może rzetelnie poda hipotetyczne etno-informacje. Tak
więc nie mówcie nam, że World Music bye bye i jest passe. Kolejne klony
festiwali z muzyką zachodnią nas wykończą i dostaniemy wtedy trzecią parę
tablic od brata Mojżesza. Potop nam nie zagrozi bo od ostatniego razu
poprawiliśmy metody utrzymywania się na powierzchni....ale może tak ponowna
plaga żab albo deszcz siarki na plenerowym festiwalu z dużym marketingiem. To
byłby odjazd. Kończąc zachęcam redaktora Przemka do zorganizowania wspólnie
festiwalu z księdzem Rydzykiem gdzie żaden niedomyty muzyk nie będzie miał
wstępu na scenę, Nawoływanie podprogowe do segregacji powinno być prawem
zabronione i każda gazeta powinna wcześniej zastanowić się co drukuje.