czytam Was juz od dawna,ale dopiero dzis zdecydowałam sie odezwac..
Mam problem,powiecie pewnie jak kazdy na tym forum..
Ale do rzeczy,
chce rozwodu,gdybym zaczela wymieniac wszystko to co przezylam z mezem,braklo
by mi pewnie czasu..najgorszy problem mam z tesciami,oni za nic w swiecie nie
chca sie na to zgodzic,moi rodzice po tym co im opowiedzialam są
przekonani,ze tak chyba bedzie najlepiej..ale nie tescie,pomyslicie pewnie co
to za problem "tescie",ale to jest problem poniewaz to oni nas
utrzymuja,zatrudniaja i w ogole...zawsze im bylam za wszystko
wdzieczna ,zawsze stawali po mojej stronie,chociaz nie czesto im sie
zalilam,obiecywali ze nie zostawia mnie samej z dziecmi w takiej
sytuacji..tak bylo kiedy pierwszy raz odwazylam sie powiedziec jak traktuje
mnie ich syn..ufalam im i zawsze wierzylam ze kiedys kiedy sie w koncu
dowiedza pomoga...mąż poczatkowo tez sie zgodzil na rozwod,ale..juz mu
przeszlo..udaje teraz dobrego tatusia,chociaz nigdy wczesniej nie zajmowal
sie dziecmi,nie piszcie mi tylko prosze ,ze on chce sie zmienic,znam go od 12
lat od 10 jestesmy malzenstwem,robi to tylko na pokaza dla swoich
rodzicow..no i Ci jego rodzice,szczegolnie ojciec,ktoremu tak ufalam i
szanowalam,przedwczoraj wyzwal mnie,obwinil za wszystko,kazal zwolnic sie z
pracy...
co ja mam zrobic?naprawde boje sie o dzieci ,teraz wiem ze sa gotowi na
wszystko do tego maja pieniadze

raz sie wyprowadzilam do rodzicow to teraz
tesc mnie za to wyzwal i zmieszal z blotem..czy oni moga mi jakos zagrazac?
dodam ze jeszcze nie zlozylam pozwu o rozwod,nie wiem wlasciwie na co czekam:
("mąż"mnie wykancza psychicznie,szczegolnie teraz jak wie ze jego rodzice sa
przeciw mnie,powiedzial ze on chce jeszcze ze mna zalozyc rodzine,ale na jego
warunkach! to na co ja rozpetalam sobie to pieklo?zeby dalej byc marionetka?
przepraszam za to ze tak haotycznie pisze ,ale jestem klebkiem nerwow
pomozcie chociaz dobrym slowem
caluje mocno
smutalek