Dodaj do ulubionych

i co ja mam teraz zrobic?:(

29.12.04, 21:31
czytam Was juz od dawna,ale dopiero dzis zdecydowałam sie odezwac..
Mam problem,powiecie pewnie jak kazdy na tym forum..
Ale do rzeczy,
chce rozwodu,gdybym zaczela wymieniac wszystko to co przezylam z mezem,braklo
by mi pewnie czasu..najgorszy problem mam z tesciami,oni za nic w swiecie nie
chca sie na to zgodzic,moi rodzice po tym co im opowiedzialam są
przekonani,ze tak chyba bedzie najlepiej..ale nie tescie,pomyslicie pewnie co
to za problem "tescie",ale to jest problem poniewaz to oni nas
utrzymuja,zatrudniaja i w ogole...zawsze im bylam za wszystko
wdzieczna ,zawsze stawali po mojej stronie,chociaz nie czesto im sie
zalilam,obiecywali ze nie zostawia mnie samej z dziecmi w takiej
sytuacji..tak bylo kiedy pierwszy raz odwazylam sie powiedziec jak traktuje
mnie ich syn..ufalam im i zawsze wierzylam ze kiedys kiedy sie w koncu
dowiedza pomoga...mąż poczatkowo tez sie zgodzil na rozwod,ale..juz mu
przeszlo..udaje teraz dobrego tatusia,chociaz nigdy wczesniej nie zajmowal
sie dziecmi,nie piszcie mi tylko prosze ,ze on chce sie zmienic,znam go od 12
lat od 10 jestesmy malzenstwem,robi to tylko na pokaza dla swoich
rodzicow..no i Ci jego rodzice,szczegolnie ojciec,ktoremu tak ufalam i
szanowalam,przedwczoraj wyzwal mnie,obwinil za wszystko,kazal zwolnic sie z
pracy...

co ja mam zrobic?naprawde boje sie o dzieci ,teraz wiem ze sa gotowi na
wszystko do tego maja pieniadzesad raz sie wyprowadzilam do rodzicow to teraz
tesc mnie za to wyzwal i zmieszal z blotem..czy oni moga mi jakos zagrazac?
dodam ze jeszcze nie zlozylam pozwu o rozwod,nie wiem wlasciwie na co czekam:
("mąż"mnie wykancza psychicznie,szczegolnie teraz jak wie ze jego rodzice sa
przeciw mnie,powiedzial ze on chce jeszcze ze mna zalozyc rodzine,ale na jego
warunkach! to na co ja rozpetalam sobie to pieklo?zeby dalej byc marionetka?

przepraszam za to ze tak haotycznie pisze ,ale jestem klebkiem nerwowsad

pomozcie chociaz dobrym slowem

caluje mocno
smutalek
Obserwuj wątek
    • iziula1 Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 21:42
      Uważam,że powinnas złożyc pozew o rozwód.Jesli teściowie to jak piszesz
      rozumieja to powinni zrozumieć twa decyzje.Jesli nadal beda w ten sposób Cie
      traktowac sądze,że tak naprawde nigdy nie byli po twojej stronie.
      Masz rodziców, zacznij od przeprowadzki do nich.
      Co do pracy,jeśli masz umowe chroni cie prawo pracy.Nie wiem jaki masz zawód
      ale zawsze mozesz zacząć rozglądać sie za zmiana.
      Znasz swego męża 12 lat,jeśli czujesz ze nie jesteś w stanie byc juz jego zoną
      bądz konsekwentna.Inaczej z każdym rok bedzie Ci co raz cieżej odejść.
      Poza tym "na jego warunkach" odbudowa małżeństwa nie wróży najlepiej.
      Pozdrawiam i najważniejsze,że nie jesteś sama.
      Iza

      • smutalek Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 21:48
        dziekuje Ci za odpowiedz,tesc powiedzial ze zwolni mnie za porozumieniem stron
        w trybie natychmiastowym,dodam ze zarabialam u nich duzo,a bylam caly czas na
        wychowawczym,naprawde jestem im wdzieczna za to ze byli dla dobrzy,ale wydaje
        mi sie ,ze oni nie moga mi mowic jak mam zyc i placic za to ze mieszkam z ich
        synemsad

        boze jak mi zle...

        oni mowia ze powinnismy sie zejsc dla dobra dzieci,jakiego dobra?pytam sie?czy
        mam czekac ,az wlasny syn mi kiedys ublizy?

        troche sie boje wyprowadzic znow do rodzicow ,raz sie wyprowadzilam i byla
        wielka afera ze strony tescia ..no i boje sie ze teraz beda mnie straszyc ze
        odbiora mi dzieci,albo ..juz sama nie wiem cosad(
        • ania_rosa Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 21:58
          Słuchaj, straszyć to Cię mogą, ale jest daleka droga od gróźb do zmiany wyroku
          sądu odnośnie opieki nad dzieckiem. A sąd wyjątkowo rzadko przyznaje dzieci
          ojcom, zaś dziadkom w wyjątkowych przypadkach.
          Nie przejmuj się tym i rób swoje.
          Rosa
    • aga19745 Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 21:48
      Dziewczyny dlaczego wierzycie tesciom???przeciez to ich syn a nawet jak by
      zabil kogos to go pora .....nie popelnajcie tych bledow to jest tylko takie bla
      bla....ze pomoga itp.uciekaj z tamtad poki czas i sprobuj byc niezalezna.Jestem
      z toba aga
    • ania_rosa Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 21:51
      Smutalku, powoli.
      Chcesz się rozstać z męzem- to pierwsza sprawa. Jeśli taka jest Twoja decyzja:
      wynajmij adwokata i złóż pozew. Na tyle, na ile to opisałaś, zatrudnienie
      adwokata reprezentującego Cię na sprawie może być konieczne.
      Po drugie: Twoi teściowie to rodzice Twojego męza, byc może wkrótce Ex męża.
      Życie pokazuje, że nawet w przypadku synowych mających bardzo dobre układy z
      teściami, rozwód te układy drastycznie weryfikuje. Będzie dobrze, jeśli
      zachowasz z nimi poprawne relacje na linii "matka wnuków- dziadkowie". Na nic
      więcej nie licz. Na pewno nie na komitywę i porozumienie odnośnie postawy ich
      syna. Jaki by ten syn nie był, ich początkowe emocje opadną (już chyba opadły)
      i staną za nim murem, jak to zazwyczaj rodzice robią. Tym bardziej zrezygnuj z
      traktowania ich jak swoich powierników, bo w sytuacji ekstremalnej (rozwód z
      orzeczeniem o winie czy kwestia opieki nad dziecmi) możesz zostać bardzo
      niemile zaskoczona. Pamiętaj, że rozwodząca się kobieta musi uważać na to, z
      kim tworzy frakcje- niech to będą Jej rodzice, jej zaufane przyjaciółki,
      psycholog, ale nigdy przyjaciele męża czy jego rodzina. Niejedna się juz na tym
      bolesnie zawiodła.
      Jesli o pracę chodzi- i tak musiałabys z niej zrezygnowac, skoro zatrudniają
      Cię teściowie. To była kwestia czasu. I być może lepiej teraz, niż później.
      Dopilnuj tego, czy Jesteś w porządku z US, ZUSem i tak dalej, skoro są Twoimi
      pracodawcami. Zwróć też uwagę na to, czy nie mają na Ciebie żadnych "haków",
      które mogliby wyciagnąc na rozprawie. Jesli tak- umów się z adwokatem i
      dokładnie przeanalizuj mozliwości, z jakich możesz skorzystać.
      Moja rada jest taka, abyś od dziś powtarzała sobie, że Jesteś w tym sama i sama
      z tego wyjdziesz, bo wyjdziesz na pewno. Z teściami ogranicz zażyłość, bo są to
      ostatnie osoby, którym możesz ufać- jak wnioskuję z Twojego postu. Jesli możesz
      liczyć na wsparcie rodziców (chocby psychiczne)- to bardzo dużo. Jeżeli Twój
      mąż dopuszczał się jakiś naduzyć względem rodziny (nałogi, zdrada, przemoc)
      rozważ rozwód z orzeczeniem o winie. Kosztuje to trochę nerwów, ale daje
      solidne podstawy na przyszłość, m.in alimenty na zonę.
      Trzymaj sie
      Rosa
      • smutalek Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 22:04
        ja bardzo chcialam zeby rozwod odbyl sie bez orzekania o winie,chcialam uniknac
        niepotrzebnych nerwow,ale juz sama nie wiem..moi wszyscy przyjaciele mowia ,ze
        nie ma w tym mojej winy,przez 10 lat wszystko cierpliwie znosilam,wyzywal
        mnie ,ponizal przy ludziach ,nie raz wypychal za drzwi,nie raz podniosl na mnie
        reke,i nie raz,nie dwa mnie zdradzalsad..zlapalam go nawet jak sie calowal z
        kolezanka kiedy bylam w 5-tym miesiacu ciazy..

        a teraz keidy powiedzialam "dosc"to tescie (szczegolnie tesc)obrocil wszystko
        przeciw mnie,wrzeszczal na mnie"to Ty wszystko zniszczylas"!co z Ciebie za
        matka"!! ...boze i za co to wszystko!!!

        wszyscy znajomi ,przyjaciele sa po mojej stronie,on nie ma przyjaciol,bo sam
        sobie na to zapracowal..
    • iziula1 Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 22:28
      Teraz nie czas na łzy ale na walke.Przemyśl to co ci napisała Ania (mądra
      kobieta) i idz po swoje.Nie czas płakac nad utraconą zażyłością z teściami,
      w ten sposób mieli nad toba kontrole i chronili syna.
      Teraz walcz o swoje. Idz do adwokata i tylko z nim rozmawiaj o dalszych
      krokach. Zapomnij o dotychczasowych przyjazniaj, sprawa rozwodowa otworzy Ci
      oczy kto jest z toba a kto nie.I żadnej ze swych przyjaciółek nie mów co
      zamierzasz zrobić.I zachecam do orzekania rozwodu o winie.
      Szybko znajdz inna prace ale ja na twoim miejscu nie zwolniłabym się sama.To
      odbiera prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Jesli sami Cie zwolnią po złożeniu
      pozwu dobry adwokat potrafi wykorzystac to w sądzie.
      A teraz dośc łez, jesteś silna skoro wytrzymałas tyle lat z takim typem.
      • griffon Re: i co ja mam teraz zrobic?:( 29.12.04, 23:26
        Małżeństwo to nie piaskownica jak się nie mogę dogadać to zabieram zabawki i
        ide do domu. Zastanów sie dobrze skoro chcesz rozwodu to musisz sie chyba
        najpierw wyprowadzić masz gdzie? Może spróbujcie poszukac pomocy w poradni
        rodzinnej które sa w kazdym większym miescie. Może wystarczy ze odpoczniecie od
        siebie na jakis czas. Piszesz że mąż Cie o wszystko obwinia że Cie wyzwał weź
        pod uwage ze moze on sie po prostu cholernie boi że Cie straci i dlatego
        popełnia błedy. Człowiek jak sie czegos obawia to robi różne dziwne rzeczy a
        potem tego żałuje. Daj szanse swojej rodzinie , rozwód to zwykła ucieczka od
        problemu a nie jego rozwiązanie.
        • ania_rosa do Griffona 30.12.04, 00:52
          Griffonie, czy Ty prowadzisz nam tutaj krucjatę, czy to pokuta zadana sobie
          samemu w ramach samodoskonalenia?
          Ja wiem, że czasem trudno się powstrzymać od ciągot misyjnych, a już zwłaszcza
          wtedy, gdy sami przeszlismy nagłą konwersję na przyzwoitość. Mimo wszystko
          przykro mi jednak wczytywac się w tę nadgorliwość neofity, którą- nie obraź się-
          IMHO prezentujesz.
          Od razu pragnę zaznaczyć, że w odróżnieniu do wielu dziewczyn tutaj nie mam
          żadnych uprzedzeń w stosunku do Twojej osoby, nie przyjmuję żadnych założen
          przy lekturze i w ogóle nie mam do Ciebie stosunku ani negatywnego, ani
          pozytywnego.
          W tym wątku jednak ogarnął mnie pewien niesmak: przeczytaj, Griffon, proszę,
          ponownie posty autorstwa Smutalka. Czy naprawdę uważasz za stosowne zwroty
          typu "weź pod uwage ze moze on sie po prostu cholernie boi że Cie straci i
          dlatego popełnia błedy" czy "Daj szanse swojej rodzinie , rozwód to zwykła
          ucieczka od problemu a nie jego rozwiązanie"? To nawet nie brak taktu, to po
          prostu smutne zdania, zwłaszcza w kontekście postów Smutalka. Czasem dla wielu
          ludzi (obu płci) ucieczką od problemu jest pozostanie w małżeństwie. Czasem
          odejście wymaga wielkiej odwagi.
          Wiadomo, że nikt tutaj nie ma monopolu na prawdę ani nie siedzi w cudzej
          głowie. Istnieje jednak coś takiego jak naditerpretacja tekstu, który
          odczytujemy zyczeniowo, a nie poprzez jego faktyczną treść. Zauwazyłam- być
          może się mylę- że do Twoich nawyków należy przekonywanie większości autorek, że
          POWINNY walczyć, że NA PEWNO nie chcą odejśc, że W RZECZYWISTOŚCI PRAGNĄ dać
          drugą szansę swoim związkom. Czytałam Twoją historię i wiele jej elementów
          szanuję, tak jak szanuję postawę, którą prezentowałeś. Dostrzegalne jest jednak
          to, że czytasz nasz historie przez pryzmat własnej i naprawdę chyba wierzysz,
          że schemat, który zadziałał u Ciebie jest uniwersalny.
          Nie jest.
          Mam tez nadzieję, że Tobie i Twojej zonie uda się odbudować Wasz związek,
          zwłaszcza, że Ci na tym zależy. Ale nazwa tego forum to nie "waham się, czy
          odejść" lub "mężatki na rozdrożu", a "Samodzielna mama". Oznacza to, że czasem
          warto się powstrzymać w swej nadgorliwości jako Obrońcy Węzła Małżeńskiego.
          Czasem mozna komuś sprawić przykrość, a nierzadko i krzywdę.
          pozdrawiam
          Rosa
          • griffon Re: do Griffona 30.12.04, 12:42
            Aniu nie prowadzę krucjaty wychodzę z żałożenia że skoro Smutasek ma
            watpliwości i prosi o porade to znaczy że jeszcze wszystko może sie udać moze
            jeszcze nie jest za późno. Z tego co dziewczyna napisała wynika jednoznacznie
            że jej mąż stosuje w miejszym lub wiekszym stopniu przemoc wobec niej (wyzwiska
            tez sa traktowane jako zastraszanie) i takie postępowanie nalezy po prostu
            tepić. Dlatego też zastanawia mnie dlaczego tak sie dzieje moga byc rózne
            przyczyny chorobliwa zazdrośc, strach, alkocholizm, choroba psychiczna
            itp.Uważam że rozwód jest ostatecznościa że najpierw powinni szukać pomocy np w
            poradni rodzinnej , u psychologa, taka wizyta może tylko pomóc na pewno nie
            zaszkodzi. Natomiast w sytuacji gdy jest sie zaleznym od tesciów ich interwecja
            moze byc tylko pomoca doraźna nie rozwiąże to jednak problemu. Ja tez nie byłem
            dobrym mężem zdarzało mi sie ze wyzwałem żone bez powodu powodem była moja
            chorobliwa zazdrośc o mnia i to jest fakt i bardzo mi jest z tego powodu
            przykro ze tak sie stało. Zrobilismy sobie swoje własne małe piekiełko żona
            bała sie powiedziec prawdy , ja zaczołem ja podejrzewac i tak dalej. Znalazł
            sie ' "pocieszyciel" i rodzina sie rozleciała. Gdybysmy natomiast zaczeli
            wczesniej szukać pomocy na zewnącz może było by wszystko OK. Moja żona miała
            wszystkiego dośc i to był powód że odeszła i ja nie mam do niej o to pretęsji
            mogła tak zrobić. Dlatego tez cały czas będę twierdził że można ( oczywiście
            jesli sie chce) rozwiazać problemy bez rozwodu.
          • griffon Re: do Ania _Rosa 30.12.04, 12:58
            Ślicznie dziekuje za życzenia nam juz sie udało jesli chodzi o żone to nie moge
            na jej temat powiedziec złego słowa naprawde się stara i ja to czuję. Jedyny
            problem jaki jest jest we mnie czasami dopadaja mnie wspomnienia i mam żal do
            niej że zrobiła tak jak zrobiła ale walcze z tym i jest coraz lepiej staram sie
            jak mogę. Wiem że ja bardzo kocham a podobno miłość potrafij zwyciężyc wszystko
            i ja w to wierzę. Tobie chciałbym zyczyc wszystkiego dobrego w Nowym Roku,
            spełnienia wszystkich mażeń oraz przedewszystkim spokoju Serdecznie pozdrawiam
            Marek
            • smutalek Re: do Ania _Rosa 30.12.04, 18:14
              griffonie,nie kazdy zaluje tego co powiedzial,nie kazdy robi to z zazdrosci,ze
              strony mojego meza to tylko zwykla zawisc nie zazdrosc..to Ja przez 10 lat
              staralam sie jak moglam,zeby ta rodzina jakos funkcjonowala nie ON!
              przez caly ten czas robi mi na złosc,wie na czym najbardziej mi zalezy i kiedy
              uderzyc tak zeby zabolalo!
              tak jak dzis..spiewam z zespolem(razem z moim tata)mamy grac jutro sylwester
              za 2000 zl,chcialam ten wieczor spedzic spokojnie nie denerwujac sie o
              dzieci,dlatego zaproponowalam zeby zostaly u moich rodzicow,zawsze bylo tak ze
              zostawaly albo u tesciow albo u rodzicow,ale mąż postanowil ze to On sie zajmie
              dziecmi,wie ze bede sie martwic szczegolnie o mala coreczke,ja go wrecz
              prosilam zeby chociaz mała zostala z moja mamą,przez 3 dni z satysfakcja w
              glosie mowil ze sie zastanowi...a dzis powiedzial ze jednak zostanie z
              dziecmi..powiedzie ze fajnie,ze sie stara..NIE! on chce tylko pokazac swoim
              rodzicom jaki on jest dobry a jaka ja niedobra,dlatego ze jego ojciec wlasnie
              przez tego sylwestra kazal mi sie zwolnic z pracy bo to dla niego upokorzenie
              ze synowa sobie dorabia..dla niego liczy sie tylko zdanie tatusia nikogo
              wiecej..czy Tak wyglada odbudowa małzenstwa?wyrzeczenie sie wszelkich
              pasji,robienie wszystko pod dyktando tescia i meza? to nie jest chec zostania i
              opiekowania sie dziecmi to jest po prostu zrobienie mi na złość!!
              • iziula1 Re: do Ania _Rosa 30.12.04, 18:24
                Powiem tak Smutalku, z tego postu bije tak wielka bezradność z twej strony,tak
                wielka zależność od męża ze sie poprostu wkurzyłam.
                Skoro martwisz sie o dzieci i twierdzisz,że mąż nie zapewni im prawidłowej
                opieki to dlaczego pytasz Go o zgode?!Jeśli masz obiekcje daj córke swoim
                rodzicom.I niby dlaczego teśc ma Ci KAZAĆ sie zwolnić?
                Kto kieruje twym zyciem?Oni czy ty? Mam wrażenie,że pozwalałaś na takie
                traktowanie przez 10 lat małżeństwa.
                • smutalek Re: do Ania _Rosa 30.12.04, 18:33
                  masz racje Iziula,tak wlasnie sobie pozwalalam przez te 10 latsad

                  mam nadzieje tylko ,ze jutro mi nie wiwina zadnego numer i np nie zglosza ze
                  zostawilam dzieci bez opieki i gdzies pojechalamsad(

                  jestem bardziej bezradna niz Ci sie zdaje,Ja jestem po prostu załamanasad(

                  caluje cie serdecznie w tym starym cholernie zlym roku..

                  do tego dzis byl pogrzeb mojej kolezanki...walczyla z rakiem -wygrala i zginela
                  w wypadku samochodowym,miala tylko 22 latasad(
                  • iziula1 Re:Smutalku, 30.12.04, 18:48
                    smutalek napisała:
                    masz racje Iziula,tak wlasnie sobie pozwalalam przez te 10 latsad
                    mam nadzieje tylko ,ze jutro mi nie wiwina zadnego numer i np nie zglosza ze
                    zostawilam dzieci bez opieki i gdzies pojechalamsad(


                    Dziewczyno,ty jestes poprostu zastraszona przez Niego.
                    Przestan wymyślac co oni moga ci zrobić. Pakuj dzieciaki i zawoż je do
                    rodziców. Poinformuj krótko męża,że masz obawy czy poradzi sobie sam z 3
                    dzieci. I nie wdawaj sie w dyskusje. Smutalku,ty masz prawo decydować o
                    sobie,swoim zyciu i o bezpieczeństwie dzieci.

                    > jestem bardziej bezradna niz Ci sie zdaje,Ja jestem po prostu załamanasad(
                    >
                    Nie jestes bezradna po prostu uzalasz sie nad soba bo boisz sie podjąc dorosłą
                    decyzje.Uwierz mi,że twoja stanowczośc sprawi,że twemu męzowi nie bedzie już
                    tak łatwo manipulować toba.Jedna stanowcza odmowa, potem kolejna i odzyskasz
                    siłe i pewność siebie.

                    > caluje cie serdecznie w tym starym cholernie zlym roku..
                    do tego dzis byl pogrzeb mojej kolezanki...walczyla z rakiem -wygrala i zginela
                    w wypadku samochodowym,miala tylko 22 latasad(

                    Przykre to i smutne.Nie dokładaj sobie jeszcze smutków na dziś.Na łzy bedziesz
                    miała czas jak pozbierasz swoje życie.
                    Juz wiem czemu tak bardzo namawiam Cie i przekonuje do stanowczości. Widze
                    siebie z przed wielu lat. I jestem na siebie zła jak wspomne, że pozwoliłam sie
                    w pewnym okresie zycia tak zastraszyć. W moim przypadku trwało to krócej niz u
                    Ciebie.Bo tylko kilka miesiecy.
                    Pozdrawiam.
                    Iza
                    • griffon Re:Smutalku, 30.12.04, 19:01
                      Izo masz rację dziewczyna jest zastraszona przez męża i nie ma własnego zdania
                      a jak próbuje coś zrobić po swojemu to facet robi jej awantury. Ja raz tak
                      zrobiłem zaczołem sie wtracać do porzadków domowych , ustawiac wszystko w domu
                      po swojemu wedle swojego widzimisie. Drugi raz juz tego nie zrobię nie opłacało
                      mi sie to. Smutasku musisz postępowac bardzo stanowczo , wizyta u psychologa
                      swoja drogą ale w domu rzadzi kobieta a nie facet.
                      • iziula1 Marku, 30.12.04, 19:06
                        ja Cie nawet lubie.Owszem nie zawsze sie z Toba zgadzam ale ...
                        Kobieta rzadzi w domu-niezłe.Podoba mi sie.
                        Co do psychologa zgadzam sie z tym.Na pewno nie zaszkodzi.Najważniejsze,zeby
                        jednak spróbowała zwiekszyć swą odległośc od męża. Doradzam przeprowadzke.
                        Myśle,że tak bedzie jej łatwiej pozbierac sie, postanowić na spokojnie co dalej.
                        Kto wie może i pojawi sie szansa na wspólna terapie małżeńską.Może.
                        • griffon Re: Marku, 30.12.04, 23:17
                          No widzisz mamy prawie identyczne poglądy na sytuacje w jakiej sie znalazła, ja
                          w pierwszym poscie tez napisałem że może powinni odpocząc od siebie uważam że
                          przeprowadzka może na razie poczekać. Niech dziewczyna wyjedzie na tydzień ,
                          może dwa i odpocznie psychicznie. Niech porozmawia z mężem ale stanowczo i
                          powie mu wprost że ma dośc jego zachowania że proponuje wspólna wizytę u
                          psychologa oraz że wyjeżdża na kilka dni i daje mu czas do namysłu aby sie
                          określił. Podejrzewam że zacznie sie ciskać ale spokojnie nie wolno reagować,
                          tylko stanowczo zakomunikować mężowi że porozmawia z nim jak wróci. Co Ty na to
                          Smutasku jak Ci sie podoba moja propozycja?
              • griffon Re: do Ania _Rosa 30.12.04, 18:30
                Smutasku dlatego podtrzymuje swój pogląd że powinas zaproponawać mężowi pójscie
                do poradni bo z tego co piszesz na wzajem stworzyliście sobie małe piekiełko
                którego obydwoje nie wytrzymujecie. To do niczego nie prowadzi ewekt może być
                tylko jeden wcześniej czy później któreś z Was znajdzie sobie pocieszyciela,
                pocieszycielkę. Jeszcze nie jest za późno spróbujcie naprawić Wasze relacje (
                bez pomocy teściów i Twoich rodziców) czego Wam serdecznie życze w Nowym Roku.
                P.S.
                Chętnie bym posłuchał jak śpiewasz.
            • michiko Griffon 30.12.04, 18:30
              żona się stara a ty?? Ciekawe ile było w tobie winy że cie zostawiła.Dziwię się
              że wróciła.... nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.
              • griffon Re: Griffon 30.12.04, 18:37
                Ja też się staram i mam nadzieje że mi to sie udaje ale to juz Ona moze ocenic.
                • maria_rosa Re: do smutaska 31.12.04, 11:42
                  Na podstawie tego co piszesz, tym bardziej że sama masz obawy odnośnie opieki
                  na dziećmi i tym numerem, który być może odwalą.

                  Zabieraj dzieci do rodziców.Będziesz miała przysłwiowy św. spokój i przy okazji
                  nikt nie doniesie złośliwie, iż dzieci bez opieki zostawiłaś.

                  pozdrowionka,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka