Jest drugi dzień świąt a ja siedzę sama jak palec w domu. Mąż pojechał o 9 do
swojej matki, która jest chora na stwardnienie rozsiane żeby ją podnieść z
łóżka ponieważ tydzień temu na dodatek skręciła sobie nogę. A ona stwierdziła
że właśnie dziś musi ją zwieść na prześwietlenie ( święta!!). Pojechali jest
prawie druga a ja siedzę i zalewam się łzami, że mój biedny mąż ma taką
samalubną matkę i takie święta a ja jestem całkiem sama i tak mi smutno. Mój
mąż jest cały czas na jej zawołanie-ona nie toleruje zupełnie obcych, jak
dzwoni telefon to już się boję odbierać- że to znowu ona. Boję się o naszego
synka, że ten ciągły stres może mu zaszkodzić. Jednocześnie nie chcę robić
wyrzutów mężowi, bo to jego matka i on ją na pewno bardzo kocha. Zycie jest
paskudne.