Dodaj do ulubionych

Mój poród.

30.04.06, 08:28
Hej dziewczyny!
Znalazłam kilka chwil i chciałabym podzielić się z wami wrażeniami z mojego
porodu ( a może wyciągniemy ten wątek do góry?).
A więc... po pierwszym , strasznym 22 godzinnym porodzie miałam wieeelkiego
stracha. Jak już dzieś wcześniej pisałam, 20.04 przed godz 22 zaczęło mnie
coś lekko pobolewać i zaczęłam lekko plamić. Objawy tak jak przed pierwszym
porodem, nawet o tej samej porze. Ale pomyślałam sobie, ze nie będę leciała
odrazu do szpitala - poczekam do rana. Bóle były bardzo lekkie, więc
pomyślałam, ze się jeszcze prześpię. Ale.... przed godz 24 poczułam coś
dziwnego i szybko wyskoczyłam z łózka. Wody mi odeszły - chlusnęło jak z
wiadra. No i trzeba było jechać do szpitala. Zabraliśmy torbę i do samochodu.
Całe szczęście że wzięłam ze sobą jakąś folię i ręcznik - w samochodzie znów
ze mnie chlusnęło wodami. Dojechaliśmy do szpitala, w którym chciałam rodzić
( na Starynkiewicza w Warszawie) a tam się okazuje, że nie mam miejsc.
Dzwonią na Czerniakowską - brak miejsc. Dzwonią na Madalińskiego - mam
przyjechać. Byłam załamana, bo w ogóle nie znałam tego szpitala. Na dodatek
byłam cała mokrasad Do tego dochodził strach. Dojechaliśmy w końcu na tego
Madalińskiego. Wykupiliśmy salę do porodu rodzinnego ( 300 zł) i o godz 2
leżałam juz na łózku przypieta do KTG i od razu podano mi oxytocynę. Skrcze
zaczęły się nasilać. O godz 4 miałm 4 cm rozwarcia i bóle nie do wytrzymania.
Poprosiłam o zzo ( 700 zł). Miły pan anestezjolog wkłuł mi sie do kręgosłupa
o godz 5 , Znieczulenie pawie od razu zadziałało i o 5.25 Hania leżała już
na moim brzuchu.
Podsumowując był to poród jakiego w życiu bym się nie spodziewała. Trwał
bardzo krótko, cały personel był bardzo miły i co najważniejsze nie byłam
nacinana ( za pierwszym razem byłam i wiem "czym to się je"). Chwile z
dzidziusiem na brzuchu to najpiękniejsze chwile w moim życiu.
Po dwóch godzinach dostałyśmy się na oddział noworodkowy - tam dużo gorsze
warunki, pielegniarki z reguły fajne ( jedna mnie doprowadzała do szału). Ja
czułam się po porodzie rewelacyjnie - nic mnie nie bolało, mogłam od razu na
jakieś disco iśćsmile Ale pech chciał, ze musiałyśmy tam zostać 8 dni ze wzgledu
na żółtaczkę którą Hania załapała w drugiej dobie. W normalnych warunkach
wyszłybyśmy po 2 dniach. Ale i tak dobrze na tym wyszłyśmy , bo ze względu na
konieczność naświetlania dostałyśmy salę dwuosobową, w której właściwie
byłyśmy same. Tym bardziej mnie to cieszyło, ze akurat zaczął sie nawał
porodów - na salach 4-osobowych było po 6-8 łóżek. Istny sajgon. W noc
poprzedzającą nasze wyjście ze szpitala było 30 porodów!
Teraz jesteśmy w domu. Hania jest bardzo grzecznym dzieckiem - właściwie cały
czas albo śpi, albo je. Mam tylko problem z moją starszą córeczką - jest do
bólu zazdrosna. Nie spodziewałam się że aż tak będzie to okazywała. Na każdym
kroku trzeba ją pilnować. Więcej z nią roboty niż z noworodkiem. Ciężko jej
cokolwiek wytłumaczyć. Ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, ze po kilku
dniach się przyzwyczai do nowej sytuacji.
No to by było na tyle. Piszcie jak tam u was przebiegły porody.
Pozdrawiam
ania

Obserwuj wątek
    • agancarz Re: Mój poród. 30.04.06, 08:59
      Aniu jeszcze raz gratuluje Ci coreczki! Ciesze sie, ze tak super szybki mialas
      porod. A co do szpitala, to na Twoim przykladzie widac, ze nie ma tego zlego,
      co by na dobre nie wyszlo big_grin
      Ja rowniez spodziewam sie coreczki i tez mam rozne mysli, bo jak wiadomo nie ma
      dwoch jednakowych ciaz i porodow (mam nadzieje ze bedzie OK)
      Pozdrawiam cala Twoja rodzinke i przesylam buziaczki dla Hani big_grin
      Aneta _ mama Dawidka (4.08.2003) i oczekiwanej Gabrysi
      tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20716;30/st/20060526/dt/5/k/5ab5/preg.png
      • zu2ka Re: GRATULACJE 30.04.06, 09:21
        dużo zdrowia i radości dla całej rodzinki
    • franchi Re: Mój poród. 30.04.06, 09:41
      czesc,
      no to gratulacje!
      ja mieszkam zaraz za rogiem Madalińskiego ale tam nie bede rodzic bo mam słabe
      wrażenia z wizyty.jedyne co to miałaś szczescie ze była pojedyncza sala do
      rodzenia no i ze pozniej lezałas sama, bo wlasnie w tym szpitalu to kłada po
      milion babek w 1 sali i to jest mało fajne.
      ja mam termin na 1 maja, ale lekarz mówi ze bedzie pewnie 7 maja no i jak do 7
      nie bedzie to sie szykuje na 7 na wywolanie (niedziela, wiec moze i dobrze), bo
      nie ma co przenosić.
      a propos starszej córki to miałam podobną sprawe z dziećmi mojej siostry (1,5
      roku różnicy) i wiesz, rzeczywiście pilnowac starszej trzeba było, ale
      strasznie dużo z nią rozmawialiśmy. dosłownie pogadanki dokładnie wyjasniające
      co to znaczy ze dziecko jest małe, no i warunek; ojciec musiał spedzac wiecej
      czasu ze starsza tłumaczac jej że tylko z nią gdzieś idzie i to specjalnie dla
      niej. było ciężko przez tydzień, pozniej lepiej.
      problem sie zaczął jeszcze pózniej jak już młodsza miała kilka miesięcy bo
      wtedy już coś strasza mogla z nią robić, bo i zaczeło się gryzienie, wkładanie
      palca do oka.... (wiec skończyło się na tym że młodsza zawsze była w leżaczku
      wysoko(np. na stole) i ciężkie czasy mineły. teraz starsza ma 3,5 roku i trochę
      sie przepychają ale ta mniejsza za chwilę na tyle podrośnie ze nie da sobie
      zrobić krzywdy!
      powodzenia!
    • mysza_33 Ja z opisem poczekam... 30.04.06, 12:30
      ...aż opadną mi emocje. Bardzo źle go wspominam. Nie był łatwy, skończył się
      kleszczami i wielkim nacięciem. Obolała jestem do tej pory i nie mogę się
      pozbierać. Drugie dziecko chyba wyjadę rodzić do cywlilizowanego kraju. We
      Wrocku, w przeciwieństwie do Warszawy nie ma co marzyć o znieczuleniu ZOO i
      anastezjologu na życzenie, problem też z położną. Ja miałam szczęście bo w
      pierwszej zmianie trafiłam na znajomą położną mojej koleżnaki, a potem przejęła
      mój poród położna ze szkoły rodzenia, gdzie uczęszczałam z mężem. Bez niej chyba
      bym nie urodziła. Bardzo mi pomogła. Kiedy zesłabłam podała mi glukozę, gdy
      skurcze były tak silne, że wychodziły ponad skalę - dostałam zastrzyk
      rozluźniający, a dzięki temu rozluźniła się również szyjka i zmiękła. No a potem
      odpowiednio dozowała oksytocynę (nienawidzę tego gówna! Choć fakt, że bez niej
      mój poród nie trwał by 12 godzin, a ze 20 lub nawet dłużej...). Znaczy nie
      dowaliłam mi np. 18 kropel od razu, tylko stopniowo dozowała, nie za dużo.
      Czasem bywa tak, że położne mają na celu wyłącznie własną wygodę a nie niesienie
      ulgi rodzącej i podkręcają na maksa, by szybko zakończyć poród. Nie ważne jest
      to, że wijesz się z bólu, jak węgorz. Dla mnie to polska masakra.

      Mysza i jej bąbelek Irek
      • agancarz Do mysza_33 30.04.06, 12:57
        Witaj!
        Kurcze strasznie Ci wspolczuje takiego porodu, to straszne ze zamiast ulzyc
        rodzacej, na pierwszym miejscu stawia sie wygode personelu sad
        Ja spodziewam sie drugiego dziecka, wiec wiem co to jest porod, ale na
        szczescie nie wspominam go tak zle. Nadal uwazam natomiast, ze w Polsce powinno
        sie wiele zmienic w kwestii podejscia do porodu, czy rutynowego nacinania
        (porazka). Choc owe nacinanie jest uzasadnione w sytuacjach zagrazajacych
        dziecku czy rodzacej mamie (ale tylko wtedy).

        Obecnie mieszkam w Anglii i tutaj opieka lekarska jest zdecydowanie rozna od
        polskiej. Mam na mysli nie praktykowanie nacinania (od 15 lat) oraz podawanie
        znieczulenia na zyczenie w trakcie porodu (az mi ulzylo jak sie
        dowiedzialam),darmowe leki na recepte dla matki i dziecka, a takze wiele innych
        udogodniej, o ktorych mozna pomazyc w Polsce.
        Mam nadzieje, ze nikogo nie urazilam swoja opinia, ale wiem to z doswiadczenia
        (1,5 roku pobytu w Anglii).
        Pozdrawiam Cie Mysza i rozumiem Twoje rozczarowanie
        Aneta - mama Dawidka i

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka