Dodaj do ulubionych

Muszę sie wyzalić...

03.05.06, 10:05
Normalnie płakać mi się chce. Tak w ogóle przepraszam, że mało się odzywam,
ale czytam i dużo wiem o Was. Już nie mogę, termin mam na 5 maja i normalnie
wymiękam... Po pierwsze jestem cała połamana, mam trudności aby wstać z
krzesła - na właśnie jak ja się podniosę za chwilę? A przecież w całej ciąży
miałam duzo ruchu... A teraz.... No i musiałam się podnieść, bo mój starszak
właśnie szedł robić siusiu do łazienki - niestety nie doszedł... Ale to moja
wina... Bo pięc minut wstawałam... Ja sie czuję jak taki stary połamany
czlowiek... A nie dość to mój mężulek... niby dobry facet, a jednak wkurza
mnie ostatnio... jakby tak można dać na dwa dni brzuch ciążowy facetom, może
inaczej by do wszystkiego podchodzili... A tak jest godzina 10 a małż śpi
sobie w najlepsze - jakoś do głowy mu nie przyjdzie, ze trzeba mi pomóc - tym
bardziej, że mamy już jedno dzieko którym trzeba sie zająć, a ja nie mam
siły... Nie wiem jak ja będę rodzić... Bez siły... Kurcze a jak mąż ma coś
zrobić w domu - tyku umyć talerze to muszę upominać sie o to... Wszyscy faceci
są tacy? Ostatnio to nawet ze spaniem mam problemy - cięzko zasypiam i budzę
sie często w nocy - a jak już mogę trochę sobie pospać to syn się budzi
wcześnie rano.. tak okolo 6:30... I normalnie chodzę ja taka zombi. Jak bym
chciała już urodzić... Rozdwoić się. Wiem po porodzie też na początku nie
będzie kolorowo, ale przynajmniej będę wiedziała, czy wszystko jest dobrze z
maluszkiem... I sam pobyt w szpitalu... Już bedzie poza mną. Oj cieżko jest mi
dziś na duszy...
POzdrawiam
Obserwuj wątek
    • pinik Re: Muszę sie wyzalić... 03.05.06, 10:15
      Oj, rozumiem cie!!! Mam tez takie momenty!

      Wydaje mi sie, ze to jest inaczej, jak sie juz ma starsze dziecko w domu.
      Mnie niekiedy z tym jest naprawde trudno. Bo nie mozna sie na tej koncowce np.
      polozyc, jak czujemy sie slabe, rano dzieci nas wczesnie budza, choc my bysmy
      jeszcze pospaly, a one juz koniecznie musza wstac...

      No i pozniej caly dzien trzeba miec na nie oko. To jest fajne, ale na koniec
      ciazy bywa uciazliwe. Ja tydzien temu tez myslalam, ze padne. Dobrze, ze mamy
      przedszkole i zaczelam malego tez popoludniu puszczac tam. W tym czasie troche
      odespalam. No i ten dluzszy weekend (u nas trzy dni) tez mi dobrze zrobil, bo
      maz dal szanse odpoczac.

      Co do meza: ja tez juz mialam takie poczucie jak ty. Ze nie rozumie, ze mnie
      trzeba teraz wiecej pomoc. Zaczelam z nim wieczorem przyjazna rozmowe na ten
      temat i wyzalilam, jak mi ciezko itd. Ja mu daje b. duzo wolnosci (wychodzenie
      wieczorem na wszystkie jego hobby, ostatnio treningi na maraton itd). Zrozumial
      i jest o niebo lepiej.

      Moze porozmawiaj na spokojno z mezem i przedstaw mu swoja wizje sytuacji?

      Zycze powodzenia!
    • chimba Re: Muszę sie wyzalić... 03.05.06, 10:18
      Dzięki. A jeszcze kolana mnie tak bolą....
    • kapuhy_a Re: Muszę sie wyzalić... 03.05.06, 10:58
      ech...ja też chętnie oddałabym na kilka brzuszek swojemu...niech by poczuł jak
      to jest...przez całą ciążę jestem praktycznie sama...czy to remont(który robiłam
      w 8 miesiacu sama a on balowała z kolegami)czy to teraz....mamy nowe meble i
      fajnie,ze pomyślała...tylko nie wpadł juz na to,zę trzeba je umyc i poukładac w
      szafkach a stare meble tak ustawic zebym się o nie nie obijała jak idę siku w
      nocy...no nie pomyslał..i sama meblami z litego drewna jeździłam...no i ta
      wieczna samotnośc...dwa dni mogą byc cudowne a dwa następne to ...ech... całę
      szczęście w nieszczęściu,że nie mamy drugiego dziecka bo pewnie bym padła z
      wykończenia...bo jak to?nie ma obiadu,śniadania czy kolacji naszykowanej??
      Nie mówiąc juz o finansach bo to osobny i trudny rozdział...
      Z jednej strony cieszę się,że już jestem na finiszu ale faktycznie mój organizm
      odczuwa skutki mojej prqacy domowej przez całą ciążę..teraz dopiero wszystko
      wychodzi na wierzch...najbardziej boję się,że po porodzie nadal będę miała zero
      pomocy a przecież musze się jakoś wygoic...w dodatku myślałam,ż ebęde twarda i
      zgodnie z moja zasadą,że skoro całą ciążę byłam sama to i przy porodzie też mogę
      i ze dam radę...teraz się boję,że nie dam...
      Więc może nie rozumiem jak to jest z drugim dzieckiem ale wiem jak to jest jak
      masz wszystko na głowie...
      Oby do czerwca..wtedy i hormony się w nas uspokoją i ciało stanie się
      lżejsze...przestanie boleć nareszcie...no i wierzę w nasze brzuszkowe
      maluszki,że będa wszystkie zdrowe i grzeczne big_grin
      trzymaj się i nie dajmy się zwariować...
    • olciamaz Re: Muszę sie wyzalić... 03.05.06, 21:48
      Wspolczucia wyrazy wysylam wink Ja juz tez mam dosyc,ale nie porownuje sie z
      wami , bo nie mam jeszcze dzieci. Porozmawiaj z mezem, faceci sa jak dzieci -
      trzeba im od czasu do czasu wszystko wytlumaczyc, tj. ze nam ciezko, ze nas
      boli, zeby nam pomogli... Oni generalnie to mega egoisci.

      U mnie tez nastroj nieciekawy. Moja mala wlazi mi pod zebra, w nocy wogole nie
      spie i jeszcze jutro mam najazd tesciowej mojej ukochanej... crying przyjezdza
      sobie na zakupy (rychlo w pore). Umre chyba.
      Do brzucha przemawiam codziennie , błagam zeby juz wyszla a ona nic . Siedzi w
      srodku i chyba dobrze robi smile A mamusia juz sie jej nie moze doczekac... Slonko
      piekne na dworze z wozkiem juz bym sie mogla wypuscic na spacerek!
      zycze optymizmu i zawziecia!
      • mischka49 Re: Muszę sie wyzalić... 03.05.06, 23:06
        to ja sie dopisze, snif, snif. U nas widze podobnie, malzonek pracuje poza
        Polska, widuje go od czasu do czasu, dzisiaj dodatkowo on baluje bo urodzinuje,
        ja skacze miedzy Ola (2,3 roku), ktora jest w domciu do wakacji,zeby bron Boze
        czegos wykluje!, a domem, ciaza, studiami, sprawami administracyjnymi,
        ewentualna zamiana mieszkania,POMOCY!!na szczescie sa moi rodzice. jestem
        obolala, wszystko mnie drazni, musialam pokombinowac z meblami (uklon w strone
        kapuchy_a!) i poskladac nowe, a rozlozyc stare. Na szczescie tutaj pojawil sie
        moj tato ale i tak wiekszosc roboty odwalam sama. Dodoatkowo, wszystko musi byc
        tak jak ja chce!Prasowanie, zmywanie, odkurzanie - dla mojego meza to banal, bo
        wystarczy znalezc tylko "pania do sprzatania". Ha, tylko,ze dla mnie jest to
        nie do pomyslenia.
        Siedzenie na krzesle stalo sie niemozliwe, lezenie na plecach super bolesne, a
        kopniaki mojego synka jakby nieadykwatne do mojej formy.
        Mimo wszystko pozdrawiam was Mamy big_grin Trzymajcie sie wiosennie! Pa
        • katrint Re: Muszę sie wyzalić... 04.05.06, 10:33
          Ja co prawda nie mam dziecka,którym się trzeba zająć,bo to w brzuszku bedzie
          pierwsze ale też czuję się wykończona.Na dodatek nie wiem czym.Nie mogę
          zasnąć,bo zaraz jak się położę to mam bolesne skurcze i stresuję czy to już.Jak
          już mi się uda zasnąć to budzi mnie cholerny ból kręgosłupa i domaga się zmiany
          pozycji,a takie przewalenie się z boku na plecy czy na drugi bok to teraz dla
          mnie wyczyn.Potem nad ranem znów skurcze i kręgosłup na zmianę.W dzień przy
          chodzeniu znów kręgosłup a o pozycji siedzacej wcale nie mogę marzyć.Wymiekam
          już.Na dodatek tak cieplutko i wszyscy wkoło biegają w lekkich ciuszkach a ja
          mam do wyboru ....niewielesmile) a te nastroje??Nie wiem co się z hormonami dzieje
          pod koniec ciąży ale to koszmar.Jakaś depresja przedporodowa czy co?Popłakać
          sobie lubię często.No i zaczełam się bać porodu,czego wcześniej nie
          miałam.byłam tak optymistycznie nastawiona a tu jak się zbliża godzina zero to
          ja chcę uciekać...ale sobie pomarudziłam
    • kkatie chimba 04.05.06, 10:52
      jak ja Cie rozumiem. sily juz nie mam. tak bym chciala sobie troche polezec i
      odpoczac, ale przy moim prawie dwulatku to po prostu niemozliwe. rwa mnie rwie,
      kolana bola, brzucho ciagnie. marze, zeby juz urodzic, ale martwie sie ze bede
      musiala synka zostawic. niewyobrazam sobie tego, a poza tym strasznie bede za
      nim tesknila sad(
    • figatka Re: Muszę sie wyzalić... 04.05.06, 18:48
      Nareszcie jest ktoś komu jest żlewink Sorki że cieszę się z tego powodu. Na tym
      forum ogólnie słychać ochy i acha i głosy zniecierpliwienia kiedy to będzie
      już. A ja ciągle mam humory i...mam tremę przed porodem mimo że to drugi raz.
      No nikt mnie nie rozumie...Co za świat, ale dziś jest lepiej i widzę że nie
      tylko ja tak mam. Trzymam z Wami!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka