odmawiają, gdy ich zapraszam do nas na kawę. wykręcają się od "wejścia" do nas
do mieszkania. Ignorują mojego męża

nie pytają jak się czuję, co u mnie
słychać

oczekują, że ja będę do nich przyjeżdżać. a mi czassem jest tak ciężko

i
późno wracam z korepetycji- czasem nie mam już siły nadrabiać drogi i jechać
do nich- marzę o tym żeby wrócić do domu i pójść spać

a oni się wściekają,
że nie jadę w weekend z nimi do rodziny- a nie zapytali mnie o zdanie- tylko
mi oznajmili że jadą.. głupoty? może ale mnie męczą