aaania
11.04.06, 15:28
Gorej sobie radzi ostatnio z nadmiarem obowiązków służbowych, do tego po powrocie oczekuję, że zajmie się dziećmi, w weekendy padamy na twarze wieczorem, z romantycznych chwil przeważnie nici...
Ostanio jest jakoś ciężej... Co weekend staramy się, żeby ktoś do nas przyjechał, albo my gdzieś wyjeżdżamy z maluchami, bo sam na sam z dzieciakami żyć się nie da!!! Czyhają na każdą wolną sekundę, szczególnie starszak nie dopuszcza, z zabawy w zabawę, zagłuszanie naszych rozmów, jęki (a był już spokój), synek też jak czuje, że mnie złość bierze, to tylko na rączki...
Wiem, że to chwilowe, mieliśmy już niejeden podobny kryzysik, na szczęście łapie nad na przemian, nigdy równocześnie... Tym razem jak wyciągam męża z dołka.
Jak jest u Was?