Trzeci tydzień leci a córka 21 miesięcy ma katar

Na poczatku normalny, przezroczysty, lejący się, potem jakby przeszedł troszkę i nasilił się na gęsty żółtawy. W nocy nos cały zaschnięty aż ze strupami od glutów a teraz trochę z kolei jest mniej żółty bardziej przezroczysty ale nadal gęsty, zalegający. W dzień pal licho da się żyć ale noce to udręka! Mloda chce spać a nie może, chrapie, furczy, wszystko siedzi głęboko w nosie utrudniając oddychanie. Ja już wyglądam jak zombie z niewyspania Zakrapiamy wodą morską chyba z 10 razy dziennnie, euphorbium do tego, otrivin juz nie możemy bo za długo, brak mi już pomysłów co robić zeby się tego badziewia pozbyć

Pediatra nic nie włącza do leczenia bo dla niego sam katar to nie choroba, jakby był stan podgorączkowy to pewnie coś by dała. Aha, fridą nie odciągam bo mała sama ładnie dmucha w chusteczkę zresztą jak widzi tego "krokodyla" to histerii dostaje

Dziewczyny, czy Wy też miałyście takie przeboje? jak sobie radziłyście? pomóżcie bo mi juz ręce i nogi opadają...