Dodaj do ulubionych

HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA

28.12.06, 08:56
Witam wszystkich poświątecznie!
Może mój list niektórym z Was pomoże a przynajmniej mam taką nadzieję. Bo jeszcze rok temu byłam w okropnym dołku z powodu ciągłych chorób mojego malucha.
Może jednak od początku, jestem mamą dwóch łobuziaków Miłosza (2,8) i Wiktora (9 miesięcy).
Sprawa jednak dotyczy Miłoszka jak miał 8 miesięcy po raz pierwszy zachorował nam na zapalenie oskrzeli. Oczywiście skończyło się na antybiotyku, reklamówce medykamentów, i straszeniu innych, że oskrzela lubią „wracać”. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, o czym ci wszyscy ludzie mówią, i faktycznie nie minęło sporo czasu i znowu powtórka z rozrywki.
Jeszcze lepiej było jak Miłosz skończył rok wylądowaliśmy w szpitalu z taką dusznością, że nie wiedziałam, co się dzieje. Już wtedy lekarka mi delikatnie zasugerowała, że to może na tle alergicznym. Nic pojechaliśmy dwa miesiące później na wczasy super słoneczko, morze i delikatny wiaterek, od którego nasz mały dostał gigantycznego kataru dwa dni później zapalenie oskrzeli. To był jakiś koszmar, baliśmy się następnego dnia, bałam się z nim na dwór wychodzić on potrafił z „niczego” i bez gorączki wpaść w taka duszność, że szok. Dokładnie rok temu w Sylwestra a w zasadzie kilka dni przed mały dostał kataru, potem zaczął kaszleć w trzecim dniu wieczorem już „gwizdał”. Pojechaliśmy w nocy do pediatry prywatnie, nie przepisała mu antybiotyku tylko dexaven jakieś tam wziewy i stwierdziła, że mały musi być na nich przez cały rok, bo to alergia.
Byliśmy załamani i właśnie wtedy wydarzył się cud, moja mama kupiła książki Anny Ciesielskiej „Filozofia zdrowia” i „Filozofia życia”. Przeczytałam i zaczęłam się rygorystycznie stosować. Najpierw wykluczyłam małemu wszystko, co surowe, kwaśne i zimne, nie dostaje też żadnych słodyczy, mleka, owoców.
Lato było przełomowe, wtedy, gdy wszyscy wokół wcinali arbuzy, lody i inne takie tam cuda, mój mały spijał ciepłą kawę zbożową, bądź swoją herbatkę ziołową też oczywiście ciepłą, swoje gularzyki swoją owsiankę i gęste miksowane zupy jarzynowe. To jest na dzień dzisiejszy jego podstawowe pożywienie. Jest dzieckiem pilnowanym do bólu, Cały czas jest na jedzonku neutralno – rorgrzewajacym.
Efekty są zaskakujące mija rok a mój mały nie był ani razu poważnie chory, nie dostał ani grama leku nie wspominając już o sterydach czy antybiotykach. Miał trzy razy lekki katarek, którego się już nie boję, bo wiem, ze się oczyszcza ze śluzu. Jego odporność bardzo wzrosła. Do pani doktor chodzimy przywitać się, zważyć i powiedzieć, że się dodrze mamy.
Pani Ania udziela konsultacji, wybieramy się do niej na wiosnę całą rodzinką po więcej wskazówek.
Przepraszam za przydługi post, ale chyba nie da się skrócić tej historii. Mam nadzieje, że pomogłam, chociaż niektórym z Was, bo jeszcze rok temu płakałam nad moim dzieckiem.
Pozdrawiam wszystkich.
Obserwuj wątek
    • nanadomi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 03.01.07, 13:15
      Cześć Mamomiwi.
      Chce Ci powiedziedzieć,że nie tylko Twoje dziecko miało taka historie.U nas
      rówież było od samego poczatku u Dominiki(4 latka)non stop powracające zapalenie
      oskrzeli. Od wieku 5 miesięcy się zaczeło-zapalenie oskrzei, Gdy miała 9
      miesięcy-zapalenie oskrzeli i płuc.Po wyjściu ze szpitala we wrześniu był spokój
      do listopada,Przez cały listopad Dominika była na zastrzykach,gdzie w połowie
      grudnia skończyło sie w szpitalu.Przez nastepny rok było nieco lepiej-gdyż brała
      leki i zostawała w domu. W styczniu ubiegłego roku miała atak sama niewiem jaki
      ale natychmiast wylądowała w szpitalu. A tam niestety po tyg zastrzyki na nią
      nie działały więc zmieniono jej na inne.
      W marcu byłam na testach i w końcu wyszło na co jest moja mała uczulona.Aż
      strach pomysleć ,że jest tego wszystkiego tyle. Ale mimo tego już wiem jak ją
      leczyc,czego unikac itp. Dominika miała kolejne zap oskrzeli latem-wiadomo pyłki
      a mianowicie babka pospolita.Skończyło sie na antybiotyku i inhalacjach. teraz
      własnie jestemy po chorobie-jak to pan doktor nazwał infekcjii.Dominika ma już
      skończone 4 latka i jest więcej odporna. A rok 2006 mogę zaliczyc do naprawde
      udanych ,ponieważ choróbska same uciekały od nas.

      A tak miedzy nami:zycze nam oby rok 2007 był jeszcze lepszy w zdrowiu dla
      naszych małych Aniołków.Pozdrowienia dla Synków.Pa
      • mamamiwi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 03.01.07, 20:01
        Witam ponownie. Cieszę się nanadomi, że odpowiedziałaś na mój list, i cieszę się także, że rok 2006 był także i dla was łaskawszy.
        Ja tylko chciałam zwrócić uwagę Was wszystkich na to jak ogromy wpływ na nasze zdrowie ma to, co jemy i czym karmimy nasze dzieci. Przykład mojego synka chociażby, a mogłabym ich mnożyć w nieskończoność.
        Nanadomi ja wyprowadziłam moje dziecko z ciężkiej alergii samą tylko dietą
        (nie stosowałam i nie stosuję żadnych farmaceutyków), Ty też się tej alergii możesz pozbyć u córci i uwierz mi to nie są jakieś czary.
        Pozdrowienia dla Ciebie i dla małej. Pa
        • nanadomi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 03.01.07, 20:18
          W sumie masz racje,ale jest jedno ale...twój mały ma sądze,że alergie pokarmową
          a moja jest uczulona na pyłki.
          • mamamiwi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 03.01.07, 21:40
            Nie, mój mały jak pani doktor stwierdziła był uczulony na choinki. Nie wiem jak to wydedukowała ale niech jej będzie. Przeczytaj książki, alergia jest zawsze reakcją na nie właściwe odżywienie i bez znaczenia jest czy to jest alergia pokarmowa czy inna.
            Pozdrawiam!!!
            • nanadomi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 04.01.07, 09:22
              Teraz to mnie dopiero zaciekawiło.No ale każde dziecko jest inne. My równiez
              bylismy nad morzem w ubiegłe wakacje z Dominkią i tamtejszy klimat jej doskonale
              słuzył ,kapała się w lodowatej wodzie przez 3 dni i nic jej nie było.A co do
              choinki,ja teraz mam żywą w domu i również nic jej nie jest. Oczywiście po
              konsultacji z lekarzem-jak bedzie psikać wyrzucić jak nie-zostawić.Każdy jest
              inny lekarz i każdy stosuke najmąrzejsze porady no ale bez nich ai rusz do przodu.
              Buzki:)
    • mamamiwi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 04.01.07, 19:45
      Alergia jest jak każda inna choroba skutkiem a nie przyczyną. Współcześni lekarze niestety uważają ją za przyczynę. Moja lekarka też tak niestety uważała, a jak ją zapytałam skąd ona wie, że moje dziecko jest uczulone na choinki to jakoś mi tego nie umiała wytłumaczyć. Boże kochany czego oni ich na tych szkoleniach uczą!!! Każda nierównowaga w organizmie objawia się chorobą np. alergią. Jeżeli owa nierównowaga zostanie usunięta choroba znika. Ja zastosowałam to u swojego synka zadziałało, Wy też tak możecie.
      Pozdrawiam.
      • nanadomi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 04.01.07, 20:18
        No niestety ale alergii nie da sie tak wyleczyc z dnia na dzień i wg metod
        książkowych.My mamy do czynienia z alergią wziewną ,to więc nie da się w żaden
        sposób pozbyć alergenów na zewnątrz .W domu owszem a co jak jestesmy na
        podwórku:tez książka pomoże???Wątpie:(
        • mamamiwi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 04.01.07, 21:54
          Jak nie spróbjesz to się nie przekonasz!!!
          Pozdrawiam serdecznie.
    • rad_q Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 26.01.07, 00:25
      Znajoma pielęgniarka ma trzy dziewczynki. Dwie starsze uczulone są na grzyby.
      Mieszkają pod poznaniem, przy lesie i tego tam dużo. Wszystkie to
      alergiczki.Koleżanka prowadzi dziewczynki sama ( ma juz duże doswiadczenie) ,
      ale bazuje na diecie zaleconej przez dobrego poznańskiego alergologa. Ta dieta
      jest bardzo podobna do tej poleconej w tym wątku. Nie wazne, że alergia jest
      wziewna! Zgadzam sie z mamamiwi, że zamiast stosować farmakologię, lepiej
      przywrócić w organizmie równowagę. na tym polega tez homeopatia, przy której nie
      powinno sie nawet szczepić dzieci. Żeby nie ingerować własnie w naturalne
      bariery obronne.Z tym, że u wiekszości naszych dzieci za późno chyba juz na
      ryzykowne odstawienie sterydów i tym podobnych. bylismy na homeopatii przez rok,
      było ok -juz pisałam o tym- ale po 2-tyg pobycie w szpitalu dzieci zostały tak
      naszpikowane lekami, że zbyt ciężkie było dla mnie ponowne przechodzenie
      poczatku leczenia homeopatycznego.
      Niemniej wierze w to, że jedynym "zdrowym" leczeniem, jest dążenie do tej
      równowagi w organizmie, czy przez dietę, czy homeopatię.
      • mamamiwi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 29.01.07, 20:42
        Red_g cieszę się, że chociaż ty się ze mną zgadzasz.
        Pozwolisz, ze jednak ja nie zgodzę się z tobą w jednym punkcie, mianowicie nigdy nie jest za późno na odstawienie sterydów. A po drugie nie musisz tego robić gwałtownie, możesz stopniowo rozgrzewać dietą dzieci a z czasem zauważysz, ze już żadnych lekarstw nie potrzebują.
        Jeżeli się tego boisz ja gorąco polecam autorkę książek która udziela indywidualnych konsultacji i wyprowadziła już nie jednego chorowitka z choroby. Pani Ania poprzez ustawienie ludziom właściwej diety czyni takie cuda, że alergia waszych dzieci to bułka z masłem.
        A co się tyczy homeopatii to ona usuwa już niestety skutki a nie przyczyny braku równowagi w organiźmie.
        Goraco pozdrawiam!!
    • margonik Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 30.01.07, 15:39
      A czy p. Ciesielska w ogóle ma negatywny stosunek do jedzenia surowego, zimnego
      i kwaśnego, czy tylko poleca takie żywienie w przypadku alergii (z jakichś tam
      względów)? Pytam, bo zdziwiło mnie to trochę. Zawsze sądziłam, że surowe jest
      zdrowsze, a rzeczy kwaśne - typu kwaszona kapusta są w ogóle bardzo zdrowe. W
      końcu kiszonki to źródło m.in. probiotyków, które same w sobie są korzystne przy
      alergiach.

      Co do tego, że na nasze zdrowie odżywianie ma ogromny wpływ, to w pełni się zgadzam.

      Ja jestem właśnie na etapie rozszerzania diety Basi. Może warto, abym wszystkie
      warzywka podgrzewała i dawała jej ciepłe? Z jabłuszkiem sie wstrzymałam, bo być
      może uczuliło, ale może warto zrezygnować z niego całkiem?

      A co z ubieraniem dziecka? Czy też "dogrzewasz" swojego synka? Ja jestem
      zwolenniczką nieco zimnego chowu. Trzymam czasami Małą bez skarpetek, nie
      opatulam specjalnie, kąpię w dosyć chłodnej wodzie. Myślę, że w ten sposób
      pracuję na jej odporność.

      Basia nie jest specjalnie chorowita i oby tak zostało - niedługo będzie miała 6
      m-cy i jak dotychczas raz złapała katar na podłożu bakteryjnym, ale nic
      dziwnego, bo ja sama w tym czasie przechodziłam ostre zapalenie zatok, więc
      zaraziłam ją - w każdym razie ona wyszła z tego dużo szybciej niż ja.

      Ale niestety jest uczuleniowcem - ma suchą skórkę, dużo ulewa, ma czasami
      świszczący oddech...
      • mamamiwi Re: HISTORIA Z ŻYCIA WZIĘTA 30.01.07, 19:11
        Tak autorka ma negatywny stosunek do wszystkiego, co kwaśne, surowe i zimne. A odkąd ja żywię rodzinę zgodnie z tymi zasadami uważam, że ma całkowita rację.
        Mój Miłosz miał ciężką astmę oskrzelową, odkąd trzymam ścisłą Ciesielską dietę mały jest zdrów jak ryba, potrafię też doskonale odczytywać wszystkie sygnały jego organizmu.
        Chronię go także ubiorem (wychłodzić można się także z zewnątrz), a więc zawsze dwie warstwy, ciepłe skarpetki, kapcie, chociaż temp. w naszym domku waha się w granicach 20-21 stopni. Kąpię maluchy zawsze w ciepłej wodzie.
        Jednak najważniejsze jest jedzenie zawsze ciepłe, nic surowego i nic kwaśnego.
        Ulewanie dziecka powinno być sygnałem dla mamy, ze nie właściwie je, sucha skóra też może sygnalizować początek problemu.
        Cała tajemnica tkwi w dążeniu do równowagi w organizmie, jeżeli owa równowaga jest zachowana to jest on silny i obroni się przed wszystkimi chorobami. Ja jednak nie jestem specjalistkom, ja zaczęłam stosować te zasady i uwierzyłam, jeszcze dużo się uczę.
        Odsyłam do książek i gorąco pozdrawiam!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka