Poradźcie...
Mała od zeszłego tygodnia pokasływała. A że ostatnio źle śpi w nocy i w ogóle typ marudząco jęczący się zrobił to myślałam, że zęby idą. W zeszły piątek była szczepiona (Infanrix i Prevenar), osłuchowo czysto, gardło ładne. Przez weekend kaszel się nasilił. We wtorek byłam u pediatry. Stwierdziła, że gardło wirusowe. Leczenie - pierś

Kaszel bez zmian. Wczoraj wieczorem nos zatkany na amen. Jakby ktoś w garze gotował. I ni chusteczki nie szło tego odciągnąć. Sama sól i leżenie na brzuchu też nic nie dało. Przebudzała się w nocy co chwila, w nosie furczało, charczało, krztusiła się... odciągnęłam trochę ale musiałam kilkakrotnie psiknąć Sterimarem i ciągnąć na prawdę mocno. Nie chcę jej rozwalić śluzówki a inaczej to nawet nie drgnie.
Dzisiaj poszłam po raz kolejny. Gardło nadal czerwone. Zleciła inhalację z soli fizjologicznej, antybiotyk ze sterydem do nosa przez 3 dni i witaminy. Na codzień śpi na płasko. Teraz położyłam jej klin, żeby lepiej oddychała.
Jako, że na pewno część z Was katary u maluchów ma już za sobą proszę o rady jak jeszcze mogę jej pomóc.