Dodaj do ulubionych

Mój Pawełek...

29.11.04, 22:50
Trafiłam tu z forum "chore dziecko strata dziecka" Jestem mamą 16 mies.
chłopca...Jest póżno, więc swoją historię opiszę jutro o ile oczywiście
Pawełek mi na to pozwoli...Dziękuję za założenie tego forum i mam nadzieję,
że wszyscy znajdziemy tu pomoc i wsparcie.
Pozdrawiam. Agnieszka mama Arturka i Pawełka
Obserwuj wątek
    • aetas Re: Mój Pawełek... 30.11.04, 09:27
      Witam serdecznie i zapraszam smile
    • mamainiania Re: Mój Pawełek... 30.11.04, 22:37
      wreszcie odrobina spokoju..ufff
      ..apiszę o swoim "tyranie" Pawełku..urodził się 07.07.2003. Początkowo
      wyglądało na to, że wszystko jest ok. ale odkąd skończył 2 mies. w domu
      zapanował kompletny haos i nie było słychać niczego oprócz wrzasków Pawła. Nie
      ważne czy był dziń czy noc bo doba wyglądała zawsze tak samo...10-15 min spania
      i 1-2 godz. krzyków..i tak w kółko. Doszło do tego że na zmianę ja, mąż, moja
      mama i wójek(człowiek samotny)pilnowaliśmy Pawełka po 3godz. wtym czasie jedno
      z nas zajmowało się Pawełkiem, drugie pomagało pozbierać się Arturkowi a dwoje
      z nas odpoczywało w domu mojego wójka - bo tylko tam panowała cisz. Sąsiedzi
      patrzyli na nas dziwnym wzrokiem bo ciągły krzyk dziecka jest gorszy od
      wyjącego psa sąsiadów.
      Początkowo pedietra mówiła nam, że to kolka, ale jakoś nie wierzyłam. Z
      krzykiem wywalczyłam skierowanie do neurologa i karuzela nakręciła się.
      Oczywiście termin wizyty mieliśmy za 2mies, ale nie bacząc na termin
      pojechaliśmy i udało się nam dostać po za terminem. Neurolog stwierdziła że coś
      jest nie tak, ale nie chciała stawiać pochopnie diagnozy. Trafiliśmy do
      szpitala i została zdiagnozowana padaczka - Zesoł Westa.Próby odnalezienia
      przyczn skończyły się wykryciem cytomegalii. Trafiliśmy do CZD. Leczenie,
      rehabilitacja, kolejne próby ustawienia leków, badania, EEG-które udawało się
      zrobić tylko cudem po kilku podejściach i wiele innych. Okazało się że Pawełek
      ma niedosłuch(na szczęście teraz jest ok - ze słuchem).Opóżnienie psychoruchowe
      pogłębiało się systematycznie pomimo ciągłej rehabilitacji a krzyki pozostały.
      Utrzymanie Pawełka na rękach graniczyło z cudem. Wygibasy jakie odstawiał były
      cyrkowymi sztuczkami. Pod koniec lipca br. Pawełek nauczył się raczkować. Włazi
      od tamtej pory wszędzie. W zastraszającym tępie psuje zabawki, które starszy
      synek skrzętnie zbierał przaz 6 lat. Wdrapuje się na fotele a potem na ławę
      albo na parapet i spada, dotąd próbuje podciągać sie na wanni aż wreszcie tam
      wpadnie. Nie odpuści dokąd nie wywali wszystkiego z kuchennych szuflad i
      szafek. Wszyskto jest powiązane na rasiemki. Drzwi do pomieszczeń w których nie
      manikogo dorosłego są zamknięte. Przebywamy ciągle blisko Pawełka bo ciągle coś
      psuje i z nerw jak się nie uda popsuć uderza głową o podłogę. Wrzeszczy jak
      tylko Arturek próbuje uratować coś, co przypadkiem zostawił w zasięgu rącxzek
      małego. Gniadka w króreych są jakieś wtyczki musiałyby być chyba w sejfie a i
      tak nie wiem czy to by coś pomogło.
      O spaniu nie było mowy do czasu aż w lipcu nerolog zaleciła mi podawanie
      Pawełkowi melatoniny. Kurację rozpoczęliśmy od 1mg ale nie było widać żadnego
      efektu.Sukcesywnie co dwa tygodnie zwiększliśmy dawkę melatoniny o1mg.
      Doszliśmy do 5mg i dopiero widać jakieś efekty. Nie jest to co prawda rarytas,
      ale w porównaniu z tym co było to przysłowiowa bułka z masłem.
      Podajemy małemu o 19 jego dawkę i około 20.30 mały zasypia. Budzi się
      kilkakrotnie do godz 24, potem śpi "na czuja" do okoł 3-4 w nocy a później to
      jak się uda, ale o 5.30 zawsze jest na nogach. Nasz domowy "dozorca" wszystkich
      odprowadzi i przyprowadzi z pracy i nic nie umknie jego uwadze.
      Nie obejrzy żadnej książeczki, nie popatrzy na bajeczkę, nie wkałada klocków do
      pudełka bo ciągle ma za mało czasu. Krzykiem i wrzaskiem walczy o swoje prawa.
      Jak nie wiele może wskórać to np. wygina się ptwornie do tyłu i nie zważa na
      niebezpieczeństwo. Ostatnio podczas taiej akcji próbowałam uratować go przad
      upadkiem i teraz mam pękniętą rękę. Tydzień później mąż nie zdążył go złapać i
      mały podczas swojego popisu walną głową r kant szafki i rzcią sobie z tyłu
      głowę...krew broczyła strumieniem ale Pawełkowi nie przeszkadzało to w próbie
      ściągnięcia na siebie telewizora 29"...ufff.uratoway - i Pawełek i telewizor. O
      spacerach w wózku nie ma mowy, bo w wózku nie wytrzymuje nawet minuty...a
      fotelik samochodowy to tortury. Starszy syn po przejechaniu 3km zasypiał a
      Pawełek dostaje szału. hmmm ryczy, dopiszę później...
      • mami2 Re: Mój Pawełek... 01.12.04, 00:03
        Hmmm, skąd ja to znam? Nie jest moze az tak oszałamiająco jak u Was, ale wiele
        rzeczy się pokrywa. Fotelik, wanna, wdrapywanie się na stół, wyginanie, szafki,
        psucie zabaewk, wyrywanie włosów, walenie pokrywką w głowę siostry, mnozyc by
        tego moznasad Wiele się mówi ze dzieci sa rózne i ze nie nalezy porownywac.
        Majac jednak dwojke dzieci nie trudno matce zauwazyc ze dzieci rozwijaja sie
        jednak inaczej. Nasz (mój i twój) kłopot polega chyba na tym że nikt naszych
        dzieci nie bedzie diagnozował pod katem ADHD. Jeszcze za wczesnie na to. A mi
        sie jednak wydaje ze oni zmierzaja w kierunku ADHD. A moze sie mylę? Juz to
        gdzies pisałam dzisiaj. Ucze się mojego dziecka ciągle na nowo. Z kazdym
        dniem...
    • mamainiania Re: Mój Pawełek... 01.12.04, 07:50
      Chcę wstawić tu jeszcze mój post, który napisałam na forum Chore dziecko....
      Musicie wiedzieć, że inni też mają kłopoty i nie jesteście sami ze swoimi
      dziećmi. My na szczęście mamy dobrą panią psycholog. Pomaga i małemu i mnie.
      MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA....BUUUU
      Mój Pawełek pomimo tego, że jest chory to jest nadpobudliwy i wymaga to ode
      mnie okropnej uwagi. Wyprawia na czworaka niesamowite rzeczy, a jego
      pomysłowość nie ma końca...to dobrze, ale momentami nie mam siły...psuje
      wszystkie zabawki, które Arturek przez 7 lat swojego życia sznował i o nie
      dbał, wyrywa gniazdka ze ścian w "mgnienu oka", zrzuca doniczki z parapetu,
      wylewa wodę z kaminek, ściąga z ławy serwetkę z całą zawrtością, i pakuje się
      na parapety...ostatnio w CZD pani pielęgniarka zwróciła mi uwagę, żebym
      zapanowała nad swoim dzieckiem bo jest niegrzeczne, a kiedy usiadłam żeby na
      krześle, żeby mogła nas zapisać do lekarza mój bystry Pawlas pociągną za
      kabel, który był za moją głową wyrwał gniazdko i zrzucił lampkę to nie
      wytrzymała i zapytała jak wygląda moje mieszkanie...byłam wściekła i było mi
      zarazem okropnie przykro..przecież ja nie chcę żeby Pawełek robił te
      wszystkie oropne rzeczy, ale ni mam na to żadnego wpływu...wczoraj dostał się
      do szafki i potłukł słoiki(nic mu się nie stało). Dzsiaj rano próbował
      zrzucić na siebie telewizor 29cali. po południu zniszczył tel. kom.mojej
      znajomej...popłakałam się bo tego już było za wiele...nie wiem jak zapanować
      nad nim..a ma dopiero 16mies. Co będzie dalej? Jastem tak zmęczona...płaczę
      chyba z własnej bezsilności...Każda próba zapanowania na małym kończy się
      histerią i waleniem głową o podłogę bez opamiętania...
      Czy któraś z Was ma nadpobudliwe dziecko? Jak sobie radzicie?
      Aga - mama grzecznego Arturka i niegrzecznego Pawełka (kocham ich nabardziej
      w świecie)
    • ninawie1 Re: Mój Pawełek... 02.12.04, 17:13
      Agnieszko!
      Moje dziecko nie było aż tak ruchliwe i pomysłowe, ale też musiałam się z nim
      natrudzić i za nim nabigać. Dla pocieszenia powiem Ci, że moje drugie dwuletnie
      dziecko też jest "wiatrem" więc mam dwoje takich w domu. I że dom tem jeszcze
      stoi to się dziwię, bo burze z piorunami tu przechodzą.
      Bądź silna (zresztą nic innego Ci nie pozostaje).
      Ja dla tych moich wichrów wyprowadziłam się z miasta i teraz mieszkamy na wsi,
      działka jest ogrodzona nic im się tu nie może stać. Wiasną pomagali mi w
      ogrodzie, kopali (każde swoją dużą łopatą), grabili, kopali doły na kwiatki i
      krzewy, przynosili kompost (każde w swoim dużym wiadrze). Może Pawełka trzeba
      czymś zająć, dawaĆ MU JAKIŚ PRACE do wykonania, chwalić i dużo gadać do Niego?
      Ja tak to robię i choć na krótko jestem w stanie ich okiełznać.
      Bardzo pozdrawiam - Beata.
      • halina.kantor Re: Mój Pawełek... 08.12.04, 00:02
        Moi synowie nie byli aż tak ruchliwi, ale mają zdiagnozowane ADHD, starszy ma 14
        lat, a młodszy 5, obydwaj strusie pędziwiatry i tygryski, twój Pawełek jest
        jeszcze bardzo mały, spróbuj, zastosować u niego dietę bezcukrową i bezglutenową.
        Wiele informacji na ten temat znajdziesz na forum na stronie dzieci sprawnych
        inaczej.
        www.dzieci.org.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka