Dodaj do ulubionych

Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityki

27.01.05, 14:38
10 argumentów powyżej pasa przeciwko biciu

1. Bicie prowadzi do fizycznych obrażeń, zasinień, uszkodzeń nerwów, złamań kości.
2. Bicie niszczy ufność dziecka i poczucie własnej wartości.
3. Bicie to przekazywanie przemocy z pokolenia na pokolenie.
4. Bicie uczy, że rację ma tylko silniejszy.
5. Rodzic bijący za złe zachowanie nie pokazuje dobrego wzoru.
6. Bite dziecko zachowa się grzecznie ze strachu i tylko w obecności tego, kto
bije.
7. W bitych dzieciach zostaje na zawsze uraza.
8. Dzieci są bite za zachowania, które nie są złe, ale wynikają z naturalnej
aktywności dziecka w poznawaniu świata lub są próbą zwrócenia na siebie uwagi.
9. Dzieci łatwiej uczyć tłumacząc zasady i dając własne zachowania za wzór
odpowiedzialności i samodyscypliny.
10. Szukanie uzasadnień dla kar cielesnych w Piśmie Świętym to przykład
wybiórczego wykorzystania tekstów religijnych dla usprawiedliwiania wypaczeń
we własnym myśleniu.


polityka.onet.pl/162,1212100,1,0,2487-2005-03,artykul.html
Obserwuj wątek
    • janmariadreptak Re: Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityk 27.01.05, 17:05
      Pozwolę sobie stwierdzić, że to jest nie do końca prawda. Uważam też, że twórców
      teorii 'wolnego wychowania' powinno się sądzić za zbrodnie przeciwko ludzkości.
      Każda przesada jest zła. Oczywiście bicie, które powoduje uszkodzenia ciała
      powinno być zakazane. Ale uwazam, że klaps dla zaakcentowania swojej postawy
      jest czasem niezbędny. Oczywiście tylko wtedy, kiedy dziecko wiedziało, że
      robiło źle ale, mimo wszystko zrobiło. Dawanie klapa za fikanie czy brykanie
      jest bez sensu.
      Miałem kiedyś problem z jednym z synów. Wogóle nie zwracał uwagi na to jak się
      ubiera. Potrafił założyć koszulę zapianą na guziki na lewą stronę. I zapiąć tą
      koszulę! Żadne tłumaczenia czy przypominania nie pomagały. Raz dostał ścierką i
      problem się skończył. Czy zrobiłem źle?
      • verowa Re: Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityk 27.01.05, 18:15
        dreptak, ale ty jestes zly i okrutny (i do tego pobudliwy) i wszyscy sie ciebie
        booooooja smile
        jak mnei poniosa nerwy, to tez hukne mlodego przez leb - nie katuje sie z tego
        powodu, ale mimo wsyztko uwazam, ze bicie nie jest metoda wychowacza. nawet
        jesli chcielibyscie nadzwyczaj precyzyjnie bic - dokladnie w momencie kiedy
        dziecko robi to cos zakazanego, zeby dokladnie skojarzylo o co nam chodzi -co
        smiem twierdzic jest trudne do wykonania - nie jest to droga do pelnego
        sukcesu. sukcesem jest taka umiejetnosc powiedzenia, nauczenia i
        wyperswadowania dziecku, zeby samo chcialo to cos zrobic czy nie; wybudowanie
        takiego zaufania, zeby wierzylo ze wszystko co mowisz, jest dla jego dobra, bez
        uciekania sie do przekonywania silowego.
        ten artykul z polityki przybliza o wiele szerszy problem - tego w jaki sposob w
        naszym spoleczenstwie tolerowana jest przemoc. kazda przemoc, w tym bicie
        dzieci.
        a teraz dreptak podam ci przyklad na wyobraznie - siedzisz w pracy nad jakims
        projektem. juz kiedys robiles podobny, ale ci sie zapomnialo. wiec robisz go
        odwrotnie niz powinienes, czego zreszta nie zauwazasz, bo efekt koncowy zostal
        osiagniety (zapieta koszula). i wtedy przychodzi szef i wali cie sciera przez
        leb. czy to jest ok??? kladziesz uszy po sobie i nic nei mowisz???
        albo tak - zona prosila cie zebys kupil w drodze do domu chleb. ale
        zapomniales, albo kupiles, ale zostawles gdzies po drodze. wracasz, ona pyta
        gdzie chleb, ty mowisz ze nie ma i w odpowiedzi dostajesz przez leb. albo ty ja
        siekasz "w pupe", bo nie kupila gazety (albo przesolila zupe). czy tak?
        dlaczego to co uwazasz za stosowne w odniesieniu do dzieci juz za takie nie
        masz w odneisieniu do doroslych?
        nasz kultura jest oparta na tak zachwianych i niemilych relacjach
        midzyludzkich, ze czasem chce sie plakac. wyetrczy wyjechac gdziekolwiek na
        zachod zeby popasc w ciezka depresje wywolana szokiem - dlaczego ci ludzie TAK
        potrafia sie do siebie usmiechac? czy to sie nie zaczyna w domu? 2x w zyciu
        uderzylam syna metodycznie "zeby go nauczyc". bylo to dawno temu, nic nie dalo,
        poza poczuciem totalnej porazki. nigdy wiecej go tak nie uderze. bo po co? czy
        nie po to mi bozia dal jezyk w gebie i rozum w glowie, zeby go uzywac? ale jak
        mowie, czasem nerwy siadaja i wtedy "samo sie". wazne zeby sobie na to "samo
        sie" nie pozwalac co i rusz.
      • verowa dedykacja dla dreptaka :] 27.01.05, 18:29
        I DODAJCIE DO TEGO ADHD WASZYCH DZIECI ( to z tegoz art. z polityki)

        W 1961 r. lekarze amerykańscy zdefiniowali Zespół Dziecka Maltretowanego.
        Obejmuje on urazy fizyczne, jak też zmiany w mózgu, które pociąga za sobą
        maltretowanie w dzieciństwie. Odkryto mianowicie, badając także dzieci bite w
        rumuńskich sierocińcach, że nadmierne wydzielanie się hormonu stresu –
        kortyzolu – w mózgu bitego i dręczonego dziecka uszkadza hipokamp, tę jego
        część, która pełni istotną rolę w kształtowaniu pamięci i kontroli nad
        emocjami. Kortyzol zalewający mózg dziecka morduje nie w pełni jeszcze
        ukształtowane komórki hipokampu. Ta ważna część mózgu staje się jak źle
        działająca busola – rozstraja pamięć, myślenie, uwagę. Inne towarzyszące temu
        zmiany w mózgu zakłócają rozwój mowy, uruchamiają nadpobudliwość i depresję.

        Niezmiernie istotną sprawą, którą powinni sobie wziąć na stałe do serca i
        rozumu amatorzy wymierzania klapsów w tyłek, jest fakt, że hipokamp ulega
        uszkodzeniu nie tylko przez bicie dziecka do krwi, nieludzkie, odrażające, o
        jakim raz po raz pisze prasa. Szczególnie niebezpieczne są dla psychiki
        dziecka – twierdzi Anna Radomska z Wydziału Psychologii Uniwersytetu
        Warszawskiego – nawet nieduże, lecz często powtarzające się stresy.

        Nasze stresiki codzienne, wszystkie ty łobuzie, kretynie, wszystkie wrzaski,
        szturchnięcia, popchnięcia, ścierki przez plecy, czy klapsy „dla dobra”. One
        się sumują, nakładają na siebie i ryją w dziecinnym mózgu toksyczne ścieżki. Na
        stałe.
      • verowa a w ogole to przeczytajcie caly 27.01.05, 18:36
        Małe dziecko – twierdzi Alice Miller, urodzona w Polsce szwajcarska terapeutka,
        autorka światowego superbestselleru „Zniewolone dzieciństwo” – nie rozumie
        związku między bólem zadawanym przez matkę a przedmiotem, którego próbowało
        dotknąć.

        Nieważne, że to mały ból. Istotne jest, że on narusza porządek dziecinnego
        świata. Przydarza się dziecku znów klaps za coś innego (bo dziś takie
        nieznośne), jakaś szmata po plecach, która też mało boli. Jakikolwiek by ten
        ból był – niezauważalny, średni czy piekący – dziecko spycha go do
        podświadomości, niweluje, kasuje, a także związane z nim przerażenie, rozpacz i
        gniew. Uczy się nie ufać własnemu cierpieniu – mówi Alice Miller. Za chwilę
        uśmiecha się i sięga po następny przedmiot. Ale z biegiem dni i kolejnych
        uderzeń formułuje się w dziecku pierwszy fałszywy zapis: to co ona robi, jest
        dobre. Jak wszystko, co od niej otrzymuję. Więc i bicie jest dobre, bo od niej.
        Bicie w ogóle jest dobre.

        Nie wszyscy, którzy byli bici, sami biją. Lecz wszyscy, którzy biją swoje
        dzieci, byli bici w dzieciństwie. Mają wdrukowany – twierdzi Alice Miller –
        przymus powtarzania agresywnych zachowań. Nie potrafią poradzić sobie z
        wychowaniem z kolei swoich dzieci inaczej niż przez ich macerowany tyłek i
        własne wrzeszczące gardło. Nie mają innego klucza do swego dziecka nawet wtedy,
        kiedy je kochają.

        – Coraz częściej badacze i terapeuci – mówi Agnieszka Widera-Wysoczańska z
        Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego – przekonują się, że
        krzywdzenie dzieci jest przekazywane przez rodziców z pokolenia na pokolenie.

        Bicie, zwłaszcza małego dziecka, uczy je przyjmowania nielogicznych argumentów:
        kocham cię i dlatego biję. Dziecko nabiera przekonania, że można zadawać ból
        komuś, kogo się kocha. Że trzeba zadawać ból, jeśli nie można sobie poradzić z
        sytuacją, że bicie to najlepszy sposób. I tak pobiera pierwsze lekcje agresji. –
        Psychiatra więzienny James Gilligan z USA opowiadał mi – mówi prof. Wiktor
        Osiatyński – że nie spotkał w swej praktyce więźnia, który by nie był bity w
        dzieciństwie.

        Nie łudźmy się, że nasze dziecko klapsowanie i ścierkowanie przez plecy odbiera
        jak muśnięcie motyla, a szkodliwość klapsów to wymysły naukowców. Małe,
        głupiutkie dziecko jest na te ich mądrości właśnie za małe i za głupie.

        A skąd kilkumiesięczny niemowlak wie, że nie ma przy nim matki, tylko
        wychowawczyni w domu dziecka, choćby najczulsza? Zaczyna bez fizycznego powodu
        wymiotować, dostaje biegunki i marnie rośnie. Buntuje się. Nie dano mu kotwicy.
        Więc jakoś o tym wie.
    • verowa Re: Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityk 27.01.05, 18:39
      i jeszcze moj ulubiony fragm

      koronny argument o związku bicia z przyzwoitością: dostawałem w dzieciństwie
      porządne lanie i dzięki temu dziś nie kradnę, nie piję, uczciwie pracuję i
      jestem porządnym człowiekiem. Powiedzmy – przyzwoitym. Lecz czy także
      szczęśliwym? Bez fobii, lęków, depresyjnych dołów, bez samotności zakorzenionej
      w dzieciństwie?
      • porta2 Re: Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityk 29.01.05, 15:59
        verowa, wszystko, co przeczytałam, przywiodło mi na pamięć wszystkie manta,
        pociętą skórą wszędzie, gdzie sięgnęła "dycyplina",(pocięty na rzemiona pasek,
        przymocowany do drewnianej rękojeści). Nigdy nie kładłam się posłusznie na
        krześle, stąd siniory na nogach, placach, szyi, rękach, brzuchu. Matka
        rozwścieczona ganiała za mną po całym pokoju i lała gdzie popadnie. A miała
        straszną siłę w tych nerwach!!! Nie...wróciły upiory!!! Nie mogę o tym mówić i
        pisać... To nie jest miłe, wierzcie mi.
        Wanda
        • mamainiania Re: Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityk 01.02.05, 15:49
          wiecie...czytam to i czytam i jakoś ryczeć mi się chce....ja też dostawałam
          manto...za zły stopień, za bałagan w szafce, za brudne buty, za nie podlane
          kwiaty, za przypalony garnek, za....możnaby tak w nieskończoność...ale po
          co...każdy wie za co dostawał. I powiem szczerzę, że od tego mantowania
          nauczyłam się tylko kłamstwa, bo ciągle kłamałam, żeby uniknąć kary cielesnej,
          unikałam rozmów z matką, bo kończyły się biciem..i teraz, mimo iż może mama
          chciałaby ze mną porozmawiać, to wcale nie mam na to żadnej ochoty...zostało i
          nie odejdzie...za mąż też wyszłam szybko, bo chciałam uciec z domu...nie
          pomogło...(bo jak mówi przysłowie "kto opuszcza dom żeby odnaleźć szczęście,
          próbuje dogonić cień")mój mąż jest dla mnie dobry, ale dzieci próbuje
          wychowywać jak moja matka...więc wojna trwa...
          czy u Was też tak jest? Jak radzicie sobie z różnicą zdań w domu na temat bicia
          dzieci?
          Pozdrawiam - Agnieszka
    • zosia3282 Re: Nie o adhd, tylko o biciu - artykuł z polityk 17.02.05, 22:40
      Czytałam wszystkie wypowiedzi na tej stronie i mam pytanie, czy znacie osoby,
      które nie były bite w dzieciństwie i dzisiaj nie biją swoich dzieci (nie chodzi
      mi w obu przypadkach o katowanie, ale nawet o klapsa)? Ja z kolei zetknęłam się
      z badaniami, oraz bezpośrednimi opiniami (nauczyciele) dotyczącymi Szwecji
      gdzie wychowanie bezstresowe i bez bicia zafundowano społeczeństwu w dużym
      zakresie i pod przymusem. To co uzyskano dowodzi tylko tyle, że kwestja tego
      czy ktoś będzie bił czy nie obejmuje zdecydowanie więcej czynników niż ten
      jeden przytoczony na początku. Ci których nie bitio, sami biją równie często
      jak ci, któryc bito. Wychowanie, jak sami z pewnością wiecie, to znacznie
      więcej elementów niż tylko bezpośrednia presja fizyczna. Mozna zniszczyć
      dziecko (i dorosłego) bez jednego dotknięcia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka