Witajcie dziewczyny,
Do tej pory tylko czytałam wasze rady i porady

dotyczące zdrowia naszych
maluchów. Teraz sama potrzebuję pomocy.
W czerwcu w posiewie moczu mojego synka (11 m-cy) wyhodowano bakterię o
nazwie pseudomonas aeruginosa. Oczywiście nie wiedziałam w czym rzecz, ale z
czasem się dowiedziałam i się przeraziłam. Leczenie szpitalne, antybiotyki,
itd. Najdziwniejsze było to, że malutki nie miał absolutnie żadnych objawów
choroby. Tylko zaczerwieniony napletek. Nasza pediatra powiedziała zeby
zaczekac kilka tygodni i powtórzyć badanie, bo to aż niemożliwe zeby maly
miał tą bakterię (tak żadko jest spotykana). Kolejne trzy badania wykazały to
samo ( w ciągu 3 m-cy) i pani doktor zdecydowała, ze nie ma na co czekać
tylko trzeba przeleczyć małego w szpitalu. Po tygodniowym pobycie (a swoją
drogą - koszmar ) i leczeniu antybiotykiem Fortim (czy jakoś tak) wyszliśmy
ze szpitala z informacją, że w drogach moczowych i nerkach nic nie ma i
mieliśmy zalecenie zakraplać na napletek krople do oczu - Gentamycynę oraz
przemywać rywanolem. No i potem kontrolne badanie (wymaz), które odebrałam
wczoraj. Niestety ta przeklęta bakteria wciąż tam jest. Gentamycyna to był
trzeci antybiotyk, który zakraplałam na napletek. Wcześniej była neomycyna i
Chibroxin. Żaden z tych leków nie pomógł. Teraz pomysł naszej pani doktor to
po prostu tak to zostawić bo obawia się ona, ze w wyniku ciągłego stosowania
antybiotyków zaczną się malutkiego czepiac inne bakterie.
Ja nie wiem czy to dobry pomysł tak to po prostu zostawić i oczywiście będę
konsultować to z innymi lekarzami, ale najpierw chciałam "skonsultować" to z
wami

Może któraś z was spotkała się z podobną sytuacją. Inna nazwa tej
bakterii to pałeczka ropy błękitnej.
Będę wdzięczna za każdą informację
Pozdrawiam