kasiamp1
01.11.05, 14:47
Witam wszystkich, kilka osob nas tutaj zna... 26go wrzesnia, zgodnie z
planami lekarzy, po wywolywanym porodzie, urodzil sie Mateusz. Wazyl 3760,
natychmiast ze szpitala St.Thomas' w Londynie, zostal przwieziony obok do
Guy's na intensywna terapie dla dzieci - serc, jak to tutaj sie nazywa.
Dwanascie godzin pozniej juz go zobaczylam. Nie oddychal sam, mial jakas
infekcje (mialam bardzo wysoka goraczke przez jakies 12 godzin porodu i ponoc
tym to bylo spowodowane) i spal... Musialam wrocic do szpitala, gdzie Mateusz
sie urodzil na transfuzje krwi, jako, ze sporo jej stracilam, tatus Mateusza
zostal z nim. Nim podano mi krew, zadzwonili lekarze z intensywnej, ze
natychmiast potrzebne jest balonikowanie i nasza na to zgoda. Mateo byl
balonikowany w pierwszej dobie swego zycia, wiedzielismy, ze bedziemy musieli
poczekac na operacje, az uda sie zwalczyc infekcje. Po kilku dniach
zostalismy przeniesieni na kardiologie i tam czekalismy do 11go dnia zycia
Mateusza, kiedy byl operowany. Zeszlismy z nim przed sale operacyjna,
rozebralismy go, anastazjolog podal mu narkoze i na naszych rekach Mateusz
odplynal. To bylo straszne, na to nie bylismy przygotowani, w ulamku sekundy
Mateusz zasnal, byl bialy i obnizyli mu temperature ciala. Operacja sie
udala, ale klatke zamkneli Mateuszowi dopiero kolejnego dnia, jako, ze
wczesniej pojawilo sie krwawienie. Intensywna, potem znow kardiologia,
ostatecznie dom, ale tylko na 20 godzin. Po 20 godzinach pobytu w domu
bieglismy do lokalnego szpitala, bo rana Mateusza wygladala paskudnie. Stalo
sie to tak ot - w ciagu dwoch - trzech godzin. Natychmiast dostal
antybiotyki, kolejnego dnia przewiezli nas znow do Londynu, aby lekarze,
ktorzy go operowali popatrzyli na rane, zrobili konieczne badania. Kiedy
bylismy w Londynie przyszly wyniki z naszego szpitala, ze Mateo ma pozytywne
kultury bakteri we krwi. Poniewaz nigdzie nie mozna sie bylo Mateuszowi wbic,
aby podac cokolwiek dozylnie, zalozyli mu "long line" - nie mam pojecia,
jaki jest odpowiednik w jezyku polskim. I po tych wszystkich przygodach,
jestesmy juz 48 godzin w domu. Przez piec tygodni mieszkalismy z Mateuszem w
szpitalu, zylismy razem, zyciem naszego Synka, zyciem innych dzieci i
rodzicow, zyciem kolejnych oddzialow. Tylko kiedy byl na intensywnej nie
moglismy spac przy nim, kardiologia juz jest tak urzadzona, ze rodzice maja
lozka przy lozeczkach dzieci. Dopiero teraz, bedac w domu, widze za oknem, ze
mamy tu juz jesien. Jestesmy pod wielkim wrazeniem opieki lekarzy, wielkich
serc pielegniarek. I nigdy mi nie zapomne, jak lekarz, ktory operowal
Mateusza, a ktory w tym dniu mial trzy operacje na takich malenstwach, kiedy
przyszedl na koniec dnia do dzieci i do nas na intensywna, jak bardzo byl
zrelaksowany, spokojny. I kiedy mu dziekowalismy, powiedzial, ze dla niego
takie kazde malutkie serce to wyzwanie....