monawk
10.05.06, 08:38
Kochani, operacja jednak była wczoraj.
Nie wiem, co napisać, bo myśli biegają... Wróciliśmy z dalekiej podróży, ale nie jesteśmy jeszcze w domu. Kuba miał dwie operacje, po pierwszej korekcji okazało się, że wydolność jest beznadziejna. Profesor zadecydował o drugiej operacji - znów schładzanie, tym razem operowali już na bijącym sercu, żeby nie obciążać aż tak organizmu. Na szczęście Kuba się odwdzięczył i po drugiej operacji parametry były już bardzo dobre.
Dziękuję Bogu za Profesora Karolczaka, za szefa anestezjologów na Działdowskiej - Dr. Ziółkowskiego i Dr Motylewicz, która prowadzi teraz Kubę.
Pomimo cewnikowania i wykonanych ech były niespodzianki. Operacja była wykonywana zupełnie inaczej niż planowano (w miejscu, gdzie mieli wejść do serca, znajdował się splot naczyń. Profesor porównał to do splątanych lin spadochronu!!!). Profesof wyraził się nawet, że była to pierwsza operacja na świecie wykonana przy tej wadzie (a w zasadzie tych wadach) w taki sposób. Jakoś nie pociesza mnie ta wyjątkowość - w każdym razie dzięki Bogu, że prof. Karolczak jest na tyle pewnym siebie profesjonalistą, że podjął się tego wyzwania.
Stan Kuby w tej chwili jest stabilny, nadciśnienia płucnego nie ma - każda godzina zbliża nas do domu.
Dziewczyny, których dzieci będą operowane na Działdowskiej - profesjonalizm i umiejętności lekarzy to klasa światowa.