Dodaj do ulubionych

Licytacje chorobami

07.06.06, 21:07
Witam wszystkich. Na imię mam Krzysztof, jestem ojcem trzyletniego Filipa,
który urodził się z tetralogią Fallota i w tej chwili częściowo "naprawiony"
żyje sobie spokojnie z wszczepionym stymulatorem. Spoko z niego koleś smile
Tyle tytułem wstępu.

Chciałem się podzielić z Wami jednym spostrzeżeniem, które mnie cholernie
denerwuje u rodziców przebywających na oddziale czy to kardiologii, czy też
kardiochirurgii CZD. Jako, że spędziliśmy tam z Filipem trochę czasu na
przestrzeni ostatnich 3 lat zauważyłem, że część rodziców, z którymi miałem
styczność dosłownie licytuje się w rozmowach między sobą, czyje to dziecko
miało poważniejszą wadę, więcej operacji czy też dłużej leżało w szpitalu. Tak
jakby to była dosłownie sprawa honoru, żeby taki niby-kulturalny spór wygrać.
Specyfiką naszego społeczeństwa jest to, że lubimy utyskiwać i w związku z tym
jeśli ktoś ma "gorzej" to wszyscy powinni sie nad nim użalać. A tu przecież
chodzi przede wszystkim o dobro i zdrowie naszych dzieci, a nie o nabijanie
statystyk szpitalnych i chwalenie sie nimi na lewo i prawo. Uważam, że to
obrzydliwe. Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • mamamaksia1 Re: Licytacje chorobami 07.06.06, 23:49
      Witam, ja spotkałam się z taką rodzicielką tylko raz i po prostu z tą pania nie
      rozmawiałam. Nie było to trudne, bo przy moim skrajnym optymizmie i jej równie
      skrajnym "narzekaństwie" nie złapałyśmy wspólnego języka.Pozdrawiam wink
    • aaparzoch1 Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 08:53
      Witaj. Mam zapewne za małe "doświadczenie" w tym zakresie, ale ponieważ jestem
      świeżo po hospitalizacji syna moge powiedzieć, że do tej pory nigdy nie
      spotkałam się z takim zachowaniem rodziców, bądź też tego tak nie odbieram.
      Rozmowy pomiędzy rodzicami, którym przyszło spotkać się na szpitalnej sali z
      naturalnych przyczyn zawsze nawiązują do choroby dzieci. I jakos sobie nie
      wyobrażam, aby celowo dochodziło do takich licytacji. Przeciez każdy z nas
      chciałby, aby jego dziecko było zdrowe. Ale może się mylę. Pozdrawiam.
    • ewelia5 Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 10:00
      Też się nie spotkałam z takim zachowaniem.
    • klago Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 10:03
      Witaj Krzysztofie! Masz rację, ale to nic nowego i dotyczy w takim samym procencie rodziców chorych dzieci jak i chorych dorosłych, a mamy porównanie. Nie raz spotkałyśmy przez ostatnie 9 lat rodziców, którzy najchętniej nakleiliby swoim pociechom na plecach i na czole etykietki z napisem MAM CHORE SERCE, ale tego nie zmienimy. Możemy tylko zignorować takie zachowanie. To bierze się z ludzkiej psychiki, a może nawet bardziej z tego co wynosimy z rodzinnego domu. Jeśli my będziemy użalać się nad naszymi dziećmi, one jako dorośli uznają to za coś normalnego. Podam przykład. Ponieważ my z Klaudią jestśmy w podobnej sytuacji jak wasza(ToF, stymulator od drugiego roku życia) jesteśmy częstymi gośćmi poradni stymulatora. Swojego czasu w Poznaniu kontrole te wykonać można było tylko w szpitalu dla dorosłych. W każdy piątek przed gabinetem zjawia się spora liczba "właścicieli baterii". Uwierz mi rodzice chorych dzieci to jest nic, tu dopiero można się nasłuchać np.ile razy umierali.Jeden jest bardzej chory od drugiego, ale jeśli chodzi o kolejkę do kontroli to oczy by wydrapali. Najbardzej chora 75-latka potrafi klnąć jak szewc. Mając taki wzór, takich rodziców jakie mają być dzieci? Dlatego uważam, że to jak my widzimy nasze dzieci i ich chorobę wpłynie na to co one za kilka lat będą na ten temat myślały. To my mamy dawać im przykład, wpajać normy moralne czy zachowania naszym zdaniem słuszne. Jeżeli z naszych ust nie będą słyszały ciągłego użalania się, szukania winy dookoła to tym samym damy im szansę żyć szczęśliwie i samodzielnie radzić sobie z przeciwnościami. Pozdrawiam Gosia.
      • ememka1 Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 12:52
        Ja w szpitalu sie z tym nie spotkałam. Może dlatego,że byłam za krótko i oprócz
        jednego pacjenta, miałam kontakt z dziećmi "nowymi". Ich rodzice byli raczej
        przerażeni i poszukiwali informacji, korzystali z doświadczeń innych (ja również).

        Natomiast nie czuję się w pełni członkiem tej serduszkowej rodziny, ponieważ my
        tylko mamy VSDsad Mimo że od nikogo nic takiego nie usłyszałam takie odnoszę
        wrażenie czytając forum.
        • kabetata Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 21:13
          ememka1 napisała:

          > Natomiast nie czuję się w pełni członkiem tej serduszkowej rodziny, ponieważ
          my
          > tylko mamy VSDsad Mimo że od nikogo nic takiego nie usłyszałam takie odnoszę
          > wrażenie czytając forum.


          Bardzo Cie proszę ememka1, nawet tak nie mów smile VSD to tez problem
          kardiologiczny, tylko deczko mniej uciążliwy. smile Pozdrowienia dla maleo
          naprawionego serduszka (o ile juz naprawione)big_grin
    • basikrzy Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 18:44
      Cześć Krzysztof, fajnie że tatusiowie też czasem dorzucają swój kamyczek do
      dyskusji i wzbogacają forum,

      myślę, że zachowanie, o którym piszesz, wynika z faktu, iż niektórzy (zwłaszcza
      dorośli) odczuwają silną potrzebę, aby ktoś użalił się nad nimi i okazał im z
      tego powodu trochę serdeczności,
      życie wymaga od nas stawania się samodzielnymi, dźwigania na barkach różnych
      ciężarów i odpowiadania za innych i czasem tęsknimy do tych chwil, kiedy rodzic
      z miłością i troską pochylał się nad naszym zadrapanym kolankiem - to takie
      rozkoszne: mieć w kimś oparcie i mieć poczucie, że cokolwiek się zdarzy, ktoś
      nas wesprze, pospieszy na ratunek albo zwyczajnie okaże miłość i serce,

      może młody, silny mężczyzna nie ma takich potrzeb, bo największą satysfakcję
      daje mu bycie opoką i ostoją miłości dla swojej rodziny,
      ale obawiam się, że wraz z wiekiem i zwłaszcza u kobiet coraz silniej zaznacza
      się pragnienie, aby ktoś nam okazał zaiteresowanie, życzliwość i serce...
      a jak to osiągnąć? - widać niektórzy szukają sposobu w wyliczaniu nieszczęć,
      jakie ich spotkały...
    • ogis1 Re: Licytacje chorobami 08.06.06, 22:59
      JEST W TYM CO PISZESZ WIELE RACJI. ALE NIC NIE ZROBISZ.
      Pozdrawiamy Ewa, Krzysztof - rodzice malej Julki /po operacji, a przed wizytą
      kontrolną/
      • loretajn2 Re: Licytacje chorobami 09.06.06, 13:56
        Witajcie
        Witaj Krzysztof
        Podtrzymuję to co piszesz. Spotkałam się nie raz z tym w jaki sposób ludzie
        licytują się tym czyje dziecko jest bardziej chore i co mu się z tego tytułu
        bardziej należy, rodzice porównują te dzieci ze wszystkimi dziećmi zarówno
        zdrowymi jak i chorymi. Jestem zdania, że każdy rodzic dzieciątka z wadą serca
        powinien wychowywać dziecko tak aby ono wiedziało, że nie różni się niczym od
        innych zdrowych dzieci. Niestety tak nie jest. Byłam świadkiem wielokrotnie jak
        matka pozwalała synowi chodzić po głowie ponieważ on jest chory a on jako
        chłopiec 4 letni potrafił to fantastycznie wykorzystać. Kiedy weszłąm na
        stołówkę Sebastian jadł 4 bułeczki złączone razem, zapytałam jego mamy czy on
        tak zjada, ona natomiast odpowiedziała, że on jest chory to ona nic mu nie
        powie. Pomyślałam sobie, że za 10 lat syn weźmie nóż i zamierzy się na matkę
        czy ojca a oni będą twierdzić, że nic się nie stało bo on jest chory. Nie
        zastanawiją się jaką krzywdę mu wyrządzają. Drugą podobną sytuację widziałam
        niedawno podczas pobytu w CZD. Chłopiec 6 letni przyszedł na oddział do sanacji
        jamy ustnej, musiał mieć pobrane badania i założone dojście do żyły. Przy
        pobieraniu badań obecny był ojciec, chłopiec 6 cio letni wyzwał pielęgniarki od
        kur... jeb... (przepraszam ale cyt.). Ojciec przeprosił za zachowanie dziecka,
        jednak kiedy tylko chłopiec wyswobodził się z rąk ojca, rzucił się na niego z
        pięściami i tak mu wlał, że tylko huczało. Kiedy już skończył bić ojca, ojciec
        bez mrugnięcia słowem wyszedł na korytarz, przy czy nie powiedział dziecku
        nawet jednego słowa, a na zapytanie mamy innego chłopca z sali odpowiedział "on
        jest bardzo chory, ma bardzo chore serce, nie można go denerwować" Pozostawiam
        to do pewnych przemyśleń. My wychowujemy nasze dzieci i to my mamy wpływ w
        pewnej części na jakich ludzi wyrosną. Wyrastają na takich chłopców jak
        opisałam jeśli w wychowaniu ich przede wszystkimzwracamy uwagę na to, że są
        chore i wszystko im się należyl.
        Pozdrawiam
        • agamama123 Re: Licytacje chorobami 09.06.06, 16:40
          Witaj Krzysztofsmile
          My taką "prawidłowość" na kardiologii i kardiochirurgii CZD tez zauwazyliśmy.
          Spędziliśmy tam ponad 4 miesiące i do szału doprowadzały nas te licytacje:"eee
          pani dziecko to ma szczeście bo ma tylko dziurkę! Moje to ma...." Jak tak
          można??? Tu chodzi o zdrowie naszych dzieci! Co z tego, ze na sali lezy mój syn
          z dużą wadą a obok dziewczynka z niewielkim ubytkiem??? Czy rodzice przez to
          boja się mniej?
          Z czasem jednak myślę, ze przynajmniej częśc tyh rodziców szukałą ukojenia we
          współczuciu jakie otrzymywali od innych.
    • gosiap10 Re: Licytacje chorobami 15.06.06, 13:16
      Wlacze sie w dyskusje, bo mam w tej kwestii troche odmienne zdanie.

      Samej zdarzalo mi sie porownywac jakies dziecko do Marty w trakcie rozmowy z
      rodzicami. Ale nigdy nie mialo to na celu LICYTOWANIA SIE!!! Wprost przeciwnie!
      Chodzilo o danie nadziei!

      Spotkalam juz wielu rodzicow dzieci z wadami stosunkowo prostymi (oczywiscie
      jako rodzic uwazam, ze nawet te najprostrze sa nadal bardzo powazne!), ktorzy
      robili ze swoich dzieci kaleki. Nie pozwalali im na normalne zycie w grupie
      rowiesniczej ze strachu o choroby, zmeczenie itp. Bo one sa TAKIE CHORE!!

      I wlasnie wtedy najczesciej "uzywalam" Marty jako argumentu. Bo jej wada serca
      jest naprawde paskudna, a mimo to zyje i rozwija sie wspaniale. I nie widze
      powodu, zeby przyklejac jej etykietke "chorego dziecka" tylko dlatego, ze ma
      praktycznie pol serca!
      Jestem szczesliwa, ze udalo sie je naprawic i chce dac nadzieje wszystkim
      rodzicom, ze naprawde moze byc dobrze. Marta robi wszystko jak jej rowiesnicy:
      chodzi do szkoly (u nas obowiazkowa od 4 roku zycia), jezdzi na rowerze, chodzi
      na basen i gimnastyke dla dzieci, jezdzi na nartach i lyzwach, a na wakacjach
      (tydzien temu) brala udzial w zajeciach cyrkowych i bujala sie na trapezie
      wiszacym 10 m nad ziemia. I kiedy chcielismy, zeby juz z niego zeszla, to
      krzyczala, ze jeszcze sobie powisi, bo jej sie podoba bujanie smile
      A jaka z niej gadula!!!!! Ci co przyjada do Polanicy beda mogli przekonac sie
      na wlasnej skorze smile
      • paso Re: Licytacje chorobami 15.06.06, 22:13
        Też tak to czuję. Mówiąc o schorzeniu można dodać otuchy zwłaszcza jeśli widzi
        się "nowych" rodziców z dzieckiem ,którzy właśnie trafili na oddział i widać ,
        że są zagubieni ,czy przerażeni. Chodzi o to , żeby powiedzieć "u ciebie też
        będzie dobrze - twój przypadek nie jest (tak) skomplikowany". Łatwiej przekonać
        mówiąc coś konkretnego, czyli np. porównywać.
        Nie spotkałem jeszcze rodziców , ktorzy by starali się być nachalni i uciażliwi
        w takiej "licytacji". Ale wszystko przede mną a każdy w stresie reaguje
        inaczej.
        Z resztą - skoro najważniejsze jest zdrowie naszych dzieci - to
        taka "licytacja" na to nie ma żadnego wpływu. Może najwyżej zdenerwować
        któregoś z rodziców.
        Przy przydziale łóżek w salach na oddziale nie dobiera się rodziców towarzysko.
        To naprawdę nie ma znaczenia dla naszych dzieciaków kogo się trafiło w sali.
        Z reguły trafia się całkiem nieźle.

        Pozdrawiam
        Tata Kubusia
    • mdulniak Re: Licytacje chorobami 19.06.06, 14:09
      Ja myślę, że wszystkie wypowiedzi rodziców sa bardzo subiektywne i pewnie nie
      mają na celu licytowania się o cięższą chorobę dziecka.
      Miałam taka sytuację że po operacji synka (VSD, PDA, ASDII) czyli nie tej
      najpoważniejszej przebywałam miesiąc w hotelu przyszpitalnym w Łodzi. Były ze
      mną jeszcze 3 mamy: 1 - tak jak ja miała synka po operacji serca (fallot), 2
      była siostrą chłopca 5 letniego umierającego na guza mózgu, a ostatnia mama
      przyjechała z córeczką na badania kontrolne bo mała ulewała. Nasze dzieciaki po
      operacji serca nie mogły do siebie dojść i lekarze nie dawali nam nadzieji że
      przeżyją (na szczeście wszystko dobrze się skończył), chłopiec z gózem jasna
      sprawa że sytuacja beznadziejna. Płakałyśmy tak sobie we 3 bo co innego
      miałyśmy zrobić. Wtedy ta mama dziewczynki która ulewała powiedziała nam, że my
      nigdy nie zrozumiemy jej strasznej sytuacji bo przeciez mała ulewa i TO jest
      dopiero dramat. Na początku pomyślałam sobie że strszana z niej baba. Wniosek
      jednak mam z tego taki że dla każej mamy jej dziecko jest najważniejsze i nie
      ważne czy jest bardzo ciężko chore czy też tylko ulewa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka