karolinabosy
08.05.07, 10:47
W piatek rano w czasie snu zmarł nasz ukochany synek Miłoszek. Mimoń wyszedł
ze szpitala w poniedziałek wieczorem (po 2 miesiącach na intensywnej i 3 tyg.
na VIII, która zmieniła się na niekorzyść), wszystko zapowiadało się
wspaniale. Zalegania powoli ustepowały, miał nowe leki padaczkowe, ładnie
zjadał, ładnie siusiał, wkońcu zaczął pić. W czwartek zrobił się niespokojny.
W piątek rano bylismy umówieni u pediatry (bylismy w środe i wszystko było
ok.) a popołudniu u neurologa. Miłoszek zasnął spokojnie, chociaż nie chciał
zjeść. Umarł cichutko we snie. Chyba chciał odejść spokojnie bez walki o jego
życie. umarł przy mamusi z która tak często musiał się rozstawać. Miał
ciężkie życie (HLHS po II etapach, 2 cewnikowania, reanimacja, sepsa,
padaczka, zmiany neurologiczne, małogłowie) i lekką śmierć (mamy taką
nadzieje). Zawsze bedziemy CIĘ KOCHAĆ NASZ MAŁY MIMOŃKU.
Chcemy podziękować wszytkim rodzicom za wsparcie w czasie naszych wszystkich
pobytów w szpitalu (bylismy 4 razy łącznie około 8 miesiecy) oraz ciepłe
słowa w trudnych chwilach.
Gorące podziekowania dla dr ZBIGNIEWA KORDONA za leczenie Miłoszka, za opiekę
nad nim. Dzięki niemu mogliśmy cieszyć się Miłoszkiem 13 miesięcy, mogliśmy
miec go w domu. Jestesmy mu bezgranicznie wdzięczni. Jak również Profesorowi
EDWARDOWI MALCOWI za przeprowadzone operacje i leczenie Miłosza jak zdrowego
dziecka.
Podziękowania dla kardiochirurgow za prowadzenie Miłoszka, za walkę o jego
życie.
Wszyscy wymienieni lekarze nigdy nie dali nam odczuć że szkoda leczyc tak
chorego dziecka, leczyli i dbali jak o zdrowe, może dlatego, że my go tak
traktowaliśmy. Wiedzieliśmy o wszystkich jego chorobach i zdawaliśmy sobie z
nich sprawę, wiedzieliśmy że będzie ciężko, ale przecież to był NASZ MIŁOSZEK
i miał wszystko co najlepsze magliśmy mu zapewnić. Rehabilitacja, leczenie,
opiekę i miłość, oczywiście w innej kolejności. Wierzyliśmy że będzie lepiej
ale kochaliśmy go takiego jakim był. I nadal będziemy kochać...