Dodaj do ulubionych

pożegnanie

20.10.03, 13:08
Najukochańsza Córeczko!

Nasza wymarzona, wyczekana córeczko: urodziłaś się jako 27 tygodniowy wcześniak z wagą 970 g. Przedwczesny poród wywołało zakażanie bakteryjne. Dzień Twoich urodzin był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Kiedy usłyszałam Twój płacz, sama rozpłakałam się w głos, to wzruszenie nie do opisania, znane tylko mamom... Mimo złowieszczych statystyk (ogromna większość zgonów noworodków to wcześniaki) wierzyliśmy, że wszystko dobrze się skończy. Dostałaś 10 punktów, nie było potrzeby intubowania (respirator), bo oddychałaś samodzielnie. Lekarze dziwili się, że tak sobie świetnie radzisz Krasnalku, obok leżał 31 tygodniowy wcześniak (a więc starszy prawie o miesiąc!) pod respiratorem... 9. dnia nastąpiło pogorszenie. Spuchł Ci brzuszek, pojawiły się problemy z trawieniem, ale nie wyglądało to jeszcze tragicznie, wydawało się, że dostałaś za duża porcję pokarmu jak na swoje możliwości. Mimo zmniejszenia ilości jedzenia, 10 doba nie przyniosła zmian na lepsze. 11 doba to był cios. Przyjechaliśmy do szpitala i zobaczyliśmy Cię pod respiratorem. Dowiedzieliśmy się, że reanimowano Cię rano, że nastąpiło zatrzymanie akcji serca! Lekarka uratowała Ci wtedy życie, ale Twój stan określono jako bardzo ciężki. Do tej pory czuję potworny żal, że nikt do nas nie zadzwonił. Telefon był w papierach na izbie przyjęć... mogliśmy zastać pusty inkubator! Następnego dnia przewieziono Cię do IMiDz jak prawdziwego VIP-a... na sygnale przez całe miasto...Tu przez kilka tygodni walczono o Twoje życie. Okazało się, że nie dokonał się zwrot jelita, co spowodowało niedotlenienie tkanek i rozległą zamartwicę. Miałaś 3 operacje, które jak nam powiedziano przeżyłaś cudem. Mimo niezwykle ciężkiego stanu i bólu nasz dzielny skrzaciku prawie dwa miesiące walczyłaś z ogromną determinacją... lekarze dziwili się Twojej sile i żywotności... To był niezwykły, cudowny czas, mimo złych rokowań byliśmy pełni nadziei. W instytucie spędzałam całe dnie, obserwowałam jak zmieniasz się, jak z dnia na dzień robisz się coraz słodszą pyzunią, jak reagujesz na mój głos, jak ślicznie uśmiechasz się i jeśli to w ogóle możliwe każdego następnego dnia kochałam Cię jeszcze bardziej i bardziej... Czytałam Ci książeczki i mówiłam, mówiłam, mówiłam... Opowiadałam jak bardzo Cię kochamy, obiecywałam, że nie zawsze będzie bolało, że jeszcze musisz trochę wytrzymać, ale w końcu przestaną Ci zakładać kolejne wenflony, wyjmą respirator, ból ustąpi i zobaczysz jakie życie może być piękne. Zobaczysz w jakim ładnym miejscu mieszkamy, że szpital to nie cały świat, jaki śliczny pokoik przygotowujemy dla Ciebie. Wierzę, że choć nie rozumiałaś słów, rozumiałaś sens tego co mówiłam, że dzięki temu miałaś siłę, by walczyć.

Po 3 operacji wiedziałam już, że przegraliśmy. Otwierałaś oczy i patrzyłaś z wyrzutem, że pozwalamy na taki ból, choć wszyscy robili wszystko byś nie cierpiała... Miałaś już taki zmęczony, zrezygnowany, smutny wzrok. Wiedziałam, że nie masz siły walczyć dalej, że poddałaś się. 57. dnia, 6 dni po ostatniej operacji lekarze oświadczyli, że nie podejmą się kolejnej operacji, że nie widzą już żadnych, nawet najmniejszych szans, że każde działanie tylko przedłuży Twoje cierpienie. Powiedziano nam, że będziemy mogli być przy Twojej śmierci, że nie będziesz cierpieć, nie będziesz czuć duszności, że będziesz po prostu powoli zasypiać. Staliśmy nad Tobą i patrzyliśmy jak mimo ogromnych ilości leków przeciwbólowych płaczesz. Już wiedzieliśmy, że nie wygramy z losem. Chcieliśmy tylko, żebyś przestała cierpieć. W końcu po kolejnej porcji leku ból ustąpił, zasnęłaś. Tego dnia też po raz pierwszy pozwolono mi wyjąć Cię z inkubatora i przytulić. Byłaś taka śliczna, spokojna i bezbronna. Wieczorem pojechaliśmy do domu, przekonani ze to potrwa jeszcze kilka dni, jednak już następnego dnia rano gdy zbieraliśmy się do szpitala, zadzwoniła dyżurna lekarka, ze umierasz, żebyśmy przyjechali natychmiast jeśli chcemy Cię pożegnać. Po wariackiej jeździe dotarliśmy do Instytutu. Pozwolono nam wyjąć Cię z inkubatora, umarłaś w naszych ramionach nasz Superskrzaciku. Przez 20 minut patrzyliśmy jak gaśniesz, jak spada tętno, saturacja... jak linia na monitorze robi się coraz bardziej płaska. Po 20 minutach weszła lekarka, zbadała Cię i powiedziała ?Nie ma już tętna?. Wyłączono respirator, wyjęto sondy, odłączono Cię od wszystkiego, ubrano i dano nam kilka godzin na pożegnanie. Ja wciąż nie wierzyłam, że nie żyjesz. Kiedy Twój tata chciał Ci przemyć oczy i buzię, upierałam się żeby zrobić to solą fizjologiczną, nie wodą. Zrobił to wodą, ale jeszcze długo nosił Cię na rękach, przytulał i szeptał Ci coś do uszka.

To tak boli Córeczko. Inni rodzice kupują wózki, rowerki, zabawki, łóżeczka, a my malutką trumienkę. Ubranka, które Ci kupiliśmy, po raz pierwszy założono Ci właśnie do tej trumienki. Inni wychodzą na spacer z dziećmi, albo nawet jadą do szpitala je odwiedzić, a my jeździmy na cmentarz, choć nic jeszcze nie przeżyłaś. Nigdy nie dowiemy się jakbyś wyglądała za kilka lat, Twój ryjek nigdy nie powie ?mamo? lub ?tato?. Twój dziadek nigdy nie kupi Ci malutkich pionierek i nigdy nie weźmie Cię w Tatry jak marzył, Twój Tata nigdy nie nauczy Cię pływać na desce, nie będzie wybierał dla Ciebie pianki i żagli. Nie będziemy obserwować jak rośniesz, jak zmieniasz się w kobietę. Tak niewiele chcieliśmy. Wiedzieliśmy od pewnego momentu, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz zdrowym dzieckiem, że może nie będziesz widzieć, że może nigdy nie będziesz w stanie skończyć żadnej szkoły. Godziliśmy się z tym, kochalibyśmy Cię bez względu na to jaka byś nie była. Kiedyś spotkałam mamę z dzieckiem z zespołem Downa i poczułam taką straszną zazdrość, że jej dziecko żyje. Chcieliśmy tylko, żebyś była. A może Ty nie chciałaś takiego życia?

Nikt nigdy Cię nie zastąpi, zawsze będziemy o Tobie pamiętać i zawsze będziemy Cię kochać. Dziękujemy Ci Pyzatko, że byłaś z nami przez te 58 dni, to były najcudowniejsze dni w naszym życiu, Twoje istnienie było naszym prawdziwym Cudem.
Żegnaj Superskrzaciku, Natalijko ? Nowalijko, Natalko ? Krasnalko, Pyzuniu
Śpij spokojnie Córeczko
Twoja mama




P.S. Mam ogromny żal, do pielęgniarek z pierwszego szpitala, w którym Natalia urodziła się i była pierwsze dni. Tam z tego krótkiego czasu jaki nam dano zabrano nam jeszcze te 8 dni po urodzeniu, gdy nic jej jeszcze nie bolało, gdy można było ją kangurować (kładzenie dziecka pod kołderką na nagich piersiach matki, by mogło słyszeć bicie jej serca, które pamięta z życia płodowego). Nie wiedzieliśmy, że to możliwe, i nie tylko, że nikt nam tego nie zaproponował, ale większość pielęgniarek dawała nam wszelkimi sposobami do zrozumienia, że przeszkadzamy. Wiecznie zawadzałam przy inkubatorze, przy każdej czynności pielęgniarki wypraszały mnie za drzwi i to niemal warcząc. (a lekarki ? zresztą bardzo miłe, życzliwe i ludzkie stwierdzały to jako fakt, z którym trzeba się pogodzić ?No wie pani, pielęgniarki nie lubią jak im się siedzi na głowie? (!!!) ? usłyszeliśmy od jednej lekarki). Dopiero w Instytucie Matki i Dziecka przekonałam się, że rodzice nie muszą być dla pielęgniarek zawalidrogą, że nie trzeba walczyć o to by być przy własnym dziecku, że mogłam być przy Niej od rana do wieczora, że mogłam Ją smarować oliwką, mierzyć temperaturę, przewijać, że nie przeszkadzamy ani przy żadnym badaniu, ani przy obchodzie, ani przy podawaniu leków. Tylko że w instytucie Natalijkę już bolał każdy dotyk, już nie mogliśmy jej z tego powodu wyjąc ani na chwilę z inkubatora. I już nikt nam tych pierwszych dni po Jej urodzeniu nie zwróci.

Obserwuj wątek
    • paulus27 Re: pożegnanie 20.10.03, 21:18
      ['][']['][']['][']
    • orlika Re: pożegnanie 20.10.03, 21:27
      Do nieba popłynęły słowa modlitwy za Twojego Aniołka i za Was,żebyście byli
      silni.To,co napisałaś uświadomiło mi, jak wielkim szczęściem obdarzył mnie
      Bóg.Do tej pory nie doceniałam tego, co mam. Od jutra,od dziś to się zmieni...
      • agagacek2 Re: pożegnanie 25.10.03, 17:53
        Nie byłam w stanie doczytac tego listu do końca. Nie wiem dlaczego tak długo
        Bóg dawał wam nadzieję a nstepnie tak nagle ja odebrał. Nigdy tego nie
        zrozumiem. Bądżcie dzielni, wasze maleństwo juz nie cierpi.
    • ariwo Re: pożegnanie 20.10.03, 21:44
      Nie umiem przestać płakać. Łączę się z Tobą w Twoim bólu. Dlaczego takie
      maleństwa muszą umierać? Dlaczego muszą w swoim krótkim życiu tak cierpieć?
      Iwona
    • e-malka Re: pożegnanie 20.10.03, 22:16
      magdo.... nadal nie potrafie pogodzic sie z pozegnaniem Waszego Skrzacika...
      codziennie modle sie za Was i blagam o ukojenie Waszego bolu... choc wiem, ze
      to niemozliwe....
      tak bardzo chcialabym Wam pomoc, ulzyc....
      .................
      pamietajcie, ze teraz Natalijka pelana milosci jaka Ja napelniliscie patrzy na
      Was i kocha... tak jak i Wy Ja....
      emalka
    • betty_julcia Re: pożegnanie 20.10.03, 22:58
      Kochana melko. Po tym co przeczytalam naprawde trudno cos napisac, ale jeszcze
      trudniej bez slowa zamknac te strone. Wiedz, ze na pewno nie ja jedna czytam
      Twoj list ze scisnietym gardlem i ze lzami w oczach i wiem jak wspaniala i
      dzielna jestes mama. Lacze sie z Wami w tym ogromnym zalu. Beata.
    • maptysia Re: pożegnanie 20.10.03, 23:04
      Nie moge opanowac lez. Lacze sie z Wami w bolu i wierze, ze Bog Wam wynagrodzi
      ten bol. Wasz Aniolek- Natalijka zadba o to. Ale na to jeszcze przyjdzie
      czas .... Mamy wsrod znajomych dwie rodziny, ktore sa teraz Czworeczkami( juz
      nie bylo zadnych komplikacji), a w zasadzie Piateczkami, bo maja rowniez
      pierworodne osmiomiesieczne Aniolki w Niebie.
    • psottka Re: pożegnanie 20.10.03, 23:05
      Trudno cokolwiek napisać żeby Was pocieszyć... łzy ciekną po policzkach
      Jedno jest pewne, wasz Skrzat już nie cierpi a Wasze cierpienie - miejmy
      nadzieję kiedyś minie...
      Jestem przy Was myślami, trzymajcie się
      _______
      Psottka z Zuzanką (02.09.02)
      • linusia_75 Re: pożegnanie 21.10.03, 07:46
        Niech Bóg ma w opiece Was i Waszego Aniołka.
        Czasem tak trudno uwierzyć, że wszystko w życiu ma jakiś sens...
        Linusia
    • bunia17 Re: pożegnanie 21.10.03, 08:06
      To takie niesparwiedliwe, że taki mały Skrzacik musiał tyle cierpieć, ale przez
      cały czas wiedział że ma przy sobie ukochaną Mamę i Tatę. Łączę się z Wami w
      Waszym bólu i bedę modliła się za Waszego Aniołka i za Was.
      • melka_x Re: pożegnanie 21.10.03, 08:44
        Dziekuje za wszystkie cieple slowa.
        M.
        • aga173 Re: pożegnanie 15.11.03, 22:38
          Melka x współczuję Wam bardzo nawet nie wiem co powiedzieć!!!Jeszcze do Was
          zajrzy słoneczko trzymajcie się ciplutko
    • rispetto [']['][']['][']['][']['][']['][']['] 21.10.03, 10:18
      Chociaż jestem dorosłym facetem, to nie wytrzymałem i łzy zalały mi twarz. W
      ostatnią niedzielę naszą maleńką Hanusia pogotowie zabrało do szpitala i też
      nie wytrzymałem. Za jakie grzechy takie maleństwa tak strasznie cierpią ? Co za
      okrutna siła zabiera je kochającym rodzicom ? Oddałbym swoje zdrowie i życie,
      żeby takie maleństwo mogło się uśmiechać, oddychać, zaciskać swoje maleńkie
      paluszki na moim kciuku, tulić swoją główkę w rodzicielskich ramionach. Nasza
      Hanusia toczy tą nierówną walkę z chorobą i aż boję się pomyśleć, co mogłoby
      się stać, gdyby jej zabrakło ... Zawsze tylko wydawało mi się, że rozumiem
      odczucia takie, jak Twoje, ale gdy w niedzielę widziałem odjeżdżającą na
      sygnale Hanusię, to chyba dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, czym tak
      naprawdę jest dla rodziców takie maleństwo.
      Życie choć piękne, tak kruche jest ...
      [']['][']['][']['][']['][']['][']['] - dla Twojego ukochanego Skrzacika
      • rispetto Re: pożegnanie 21.10.03, 10:42
        Najpiękniejsze świadectwo miłości rodzicielskiej, jakie kiedykolwiek słyszałem.
        Wasz Skrzacik jest teraz Aniołkiem i na pewno odczuł i dalej odczuwa Waszą
        miłość.
        • gyokuro Re: pożegnanie 21.10.03, 10:54
          Nic już nie mogę tu dodać. Wszelkie słowa wydają się być niewłaściwe. Łączę
          się z Wami w bólu i modlitwach, a jednocześnie doceniam wreszcie to szczęście
          jakie mnie spotkało...
          Kasia
    • misiaba Re: pożegnanie 21.10.03, 12:06
      jestesmy z Wami.
      Małgosia
    • akmka Re: pożegnanie 21.10.03, 12:10
      nie wiem co napisać, płyną łzy, cisnie sie pytanie dlaczego?
      to wszystko takie niezrozumiałe.
      Musicie mieć dużo sił i wiary.
      Pomodlę sie za Was....
    • nidia Re: pożegnanie 21.10.03, 15:08
      Boże jak bardzo mi przykro, nie mogę powstrzymać łez. Czemu to takie
      niesprawiedliwe? Czemu ten Skarzcik musiał tak cierpieć? Czemu wystawiono was
      na taką próbę? Czemu dano nadzieję żeby później ją zgasić?
      Z całego serca łączę się z Wami
      Nidia
    • toolateforyou Re: pożegnanie 21.10.03, 18:49
      współczuję-to takie płaskie i niemal nic nie znaczące słowo,ale nic innego nie
      prychodzi na myśl...Bólu matki nie ukoją żadne słowa...może czas?Mimo to przez
      łzy mówię:współczuję, ale też-dziękuję!Już przenigdy nie będę w nocy złościć
      się w duchu na małego ,że budzi mnie po raz któryś, że nie mogę spokojnie
      zjeść kanapki, cz wykąpać się, bo płaczesadBardzo wyraźnie uświadomiłaś mi to,
      co niby wiem, ale zawsze jakoś tak słaba natura ludzka nawalała-jakie by
      dziecko nie było, ale JEST i to jest najważniejsze, reszta świata może
      poczekać!Niech wspomnienie Waszej Córuni będzie dla Was światełkiem wśród
      ciemności w jakiej teraz jesteście!Trzymajcie się razem!Jestem z Wami!Monika
    • nariolla Re: pożegnanie 21.10.03, 19:42
      Nie istnieją słowa pocieszenia ,które złagodziłyby ból.ONA zawsze będzie w
      Waszych sercach i przez Twoje słowa,także w sercu każdej osoby,która je
      przeczytała.
    • ania_olo Re: pożegnanie 21.10.03, 22:06
      crying((
    • mkz5 Re: pożegnanie 22.10.03, 20:10
      Przeczytałam i właściwie wszystko co napisałoby się w tym momencie jest bez
      sensu. Słowo współczuję wydaje się nie na miejscu. Ja rok temu byłam w ciąży i
      niestety poroniłam. Przeżyłam to strasznie. Długo nie mogłam dojść do siebie.
      Nietrudno mi więc wyobraźić sobie co Wy przeżywaliście. Widzieliście już
      swojego maluszka, mogliście przytulić i był już z wami...
      Myślę jednak, że to wszystko co nas spotkało ma jakiś sens, nie może byc
      inaczej. Wierzę również, że już niedługo będziemy się cieszyć.
      Trzymajcie się!!!
      Pozdrawiam
      Mirka
    • beatak Re: pożegnanie 23.10.03, 21:51
      Nie wiem co napisać, ale czuję że muszę. Jestem tak poruszona. Chce mi się
      krzyczzeć, walić pięściami i pytam: dlaczego tak się dzieje??? Jestem całym
      sercem z Tobą!!! Wierzę, że przetrzymasz ten ciężki okres. Cudownie wszystko
      opisałaś, jesteś wspaniała, że cieszysz się z tego, co było Ci dane. Życie jest
      okrutne, ale trzeba wierzyć, że będzie lepiej. Trzymaj się cieplutko! Jestem
      myślami z Wami. Brak mi słów pocieszenia... przepraszam.
      • grzalka Re: pożegnanie 23.10.03, 22:03
        Jakie przepiekne pożegnanie......Łacze się z Toba w bólu....
        • monami9 Re: pożegnanie 23.10.03, 22:24
          Wiem, że żadne słowa nie są w stanie pocieszyć ani ukoić Waszego serca. Mimo to
          chcę Wam powiedzieć że wciąż nie mogę opanować swoich łez. Łączę się z Wami w
          Waszym smutku, Trzymajcie się cieplutko, bo cóż więcej można tu powiedzieć.
          Miejcie zawsze w sercu miłość do Waszego maleństwa. Pozdrawiam.
    • claire Re: pożegnanie 23.10.03, 22:37
      Wobec takiego pożegnania nie można przejść obojętnie.Łzy same cisną się do
      oczu.Bardzo mi przykro.Jest mi smutno i jednocześnie pełno we mnie gniewu.Łączę
      się z Wami w bólu.
      claire.
    • ania9620 Re: pożegnanie 24.10.03, 00:06
      czytając pożegnanie do malutkiego skrzacika,łzy same nasuwają mi się do oczu,
      pytam dlaczego?dlaczego tyle bólu, tyle krzywdy daje życie...
      modlę się za Was , a wasz mały Aniołek na pewno czuwa nad wami.
      ania
    • sowa_hu_hu Re: pożegnanie 24.10.03, 20:59
      nie wiem co powiedzieć... tak starsznie mi przykro... naparwde nie potrafie
      tego zrozumieć... tak bardzo Wam współczuje....
      pomodle sie za Was wszystkich...

      obyście byli jeszcze szczesliwi... bardzo w to wierze!
    • sizi1 Re: pożegnanie 31.10.03, 08:44
      Jutro Wszystkich Świętych, zapalając świeczke pomyśle o Waszej Córuni.
      Modle sie za Was, z nia. Mam tez mala corke i nie wobrazam sobie, ze nie
      byloby jej z nami dlatego placze, gdy czytam Twoje pozegnanie, bo prawda jest
      taka, ze kiedys kazdego z nas moze to spotkac a my ciagle na cos narzekamy.
      Zycze duzo, duzo sily i wiary w Boga !

      Sciskam.
    • anes28 Re: pożegnanie 31.10.03, 22:26
      Kochani jesteśmy z wami.
      A wasz Aniołek bedzie nad wami czuwał już do końca....bedzie błogosławił każdy
      wasz dzień......i zabierze kiedyś ten straszliwy ból
    • m.k-d Re: pożegnanie 31.10.03, 22:43
      Łaczymy się z wami w bólu i cierpieniu. Jutro zapalimy świeczkę za wszystkie
      maleńkie Aniołki, które nie zdążyły doswiadczyć życia. największą siłe daje
      człowiekowi nadzieja, więc miejcie nadzieję, która pozwoli spokojnie zasnąć.
      Czas łagodzi ból. wiele ludzi jest z wami i modli się za was.
    • madaso Re: pożegnanie 31.10.03, 23:09
      łączę się z Wami w wielkim bólu i będę modlić się w intencji Waszego skrzacika
      aniołeczka.Jestem do głębi poruszona, łzy i smutek nie pozwalają mi nic więcej
      napisać

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka