Gość: urszk
IP: *.*
24.03.03, 11:39
Spojrzałam wczoraj w lustro i naprawdę się przeraziłam: nie jestem nawet chuda, tylko gorzej, sama skóra i kości. Dieta przy alergii mojej córeczki jest wykańczająca, na szczęście tylko dla mnie, Julka jest w górnych centylach. Troszkę się pożalę, bo patrzeć na siebie nie mogę, ale ze zdrowiem mam chyba w porządku. Córeńka ma prawie 9m. i je tylko 6 produktów (ziemniaki, indyk, brokuły, kleik ryżowy, jabłuszko, brzoskwinia), nawet wprowadzenie marchweki skończyło się fiaskiem, nie wiem, co jej będę podawać, każdy słoiczek zawiera marchew. Gotować własnoręcznie to gorszy pomysł, na kupowane warzywa jeszcze gorzej reaguje. Wprowadzanie nowego produktu trwa miesiąc (czekanie na zejście wysypki, wprowadzenie produkt różnych firm, dodanie go do mojego menu, produkt w różnych postaciach, np. ryż to wafle ryżowe, kleik i normalne ziarno) - koszmar. Ostatnio Julka zachorowała, dostała wysypki, może po lekach, może po probiotykach, może od nowego kocyka, którym ją okryłam, żeby nie zamrzła. Dziecko cierpi, bo strasznie ją swędzi, a ja mam wyrzuty sumienia, że nie dopilnowałam. Przepraszam, że się żalę, ale jak nie patzrę w lustro, to jest ok, a tak mi teraz smutno jest, mam wizję ostrej diety przez całe życie. Przepraszam też za chaotyczną wypowiedź, ale ciężko mi uporządkować myśli.Pozdrawiam Was Kochane Mamy Alergiczków i MaleństwaUlka