szymanek4
10.12.03, 21:05
Piszę ja, cudem przywrócona do jedzenia a do niedawna tak, jak część z Was,
żyjąca już tylko ziemniakiem, wieprzowiną i miłością do dziecka. Synek ma 6
miesięcy, AZS, szorstką skórę i czerwone zgięcia, odpadające uszy. Dwóch
alergologów oznajmiło: pokarmowa, nic nie jeść. Nie jadłam. I nie jadłam. I
nie jadłam. Już praktycznie nic. Zwiątpiona szukałam tu porady a znalazłam
kolejne "dobre rady", co jeszcze wyrzucić. I choć pisałam, że poprawy brak,
reakcja zawsze ta sama: to wyrzucaj dalej, potem nutramigen, a jak to nie
pomoże, to kolejne pycha - mleczko itd... ale wtedy możesz się czuć tylko
wyrodną matką no bo przecież alergika trzeba jak najdłużej na cycu itd...
Więc nie chciałam być wyrodna no i się głodziłąm Dopiero trzeci alergolog
stwierdził, że to najprawdopodobniej roztocze i że z jego praktyki wynika, że
jest tego coraz więcej - o dziwo, rzadko spotyka alergie pokarmowe na
produkty jedzone przez matkę... No i od pięciu dni zażeram się wszystkim,
dziecko jakby nie gorsze a może i lepsze... Mniam, jak smakuje jogurt po
pięciu miesiącach.. Pluję sobie tylko w brodę, że to się tak nakręcało, że
przecież to pokarmowa i tylko dieta eliminacyjna itd... Przestudiowałam
jeszcze raz cały wątek "alergiczny" - teraz wiedzę, jak bardzo
zmonopolizowany przez tę jedną obsesję. Matko kochana, zanim się zagłodzisz i
zamartwisz, sprawdź, czy faktycznie Twoja dieta ma jakikolwiek sens... Tu
wylewam swój żal do "wszystkowiedzących" Chalsi i koleżanek, z szacunkiem
odnosząc się przy okazji do ich wiedzy - nie nakręcajcie tak tego tematu,
dopuśćcie też inną możliwość poza "zielona kupa+szorstka skóra=alergia na tle
pokarmowym". Kończę i idę zjeść na Waszą cześć pizzę...