rafal_zapadka
01.03.05, 06:24
Pacjencie, nie masz nic do gadania!
Głodówki, protesty, strajki czyli służba zdrowia się burzy. Po drugiej stronie
pacjenci, którzy też się burzą, ale cicho i każdy oddzielnie, bez nagłośnienia
mediów. Choć są chlebodawcami personelu zdrowia, to nie mają Związku
Zawodowego Pacjentów RP, który broniłby ich interesów. Za to ci, których
pacjenci wzięli na swoje utrzymanie są doskonale zorganizowani. Urzędnicy w
ministerstwa i oddziały NFZ, a lekarze i pielęgniarki w związki zawodowe,
izby, inne stowarzyszenia. Systemu ten spaja przymus wywierany przez państwo,
wymierzony w pacjentów – muszą płacić składki pod groźbą kary.
Co otrzymuje w zamian ten co płaci? Czy w zamian za swoje pieniądze ma prawo
leczyć się bez dopłat i bez zwłoki? Wszyscy znają odpowiedzi na podobne
pytania. Państwową służbę zdrowia nie obchodzi, że chorego zżera rak, bo
ważniejszy jest limit przyjęć. Poważnie chory musi czekać w kolejkach,
ryzykując, że śmierć może być szybsza niż dopchanie się do lekarza. Kto chce
szybkiej usługi, musi ekstra zapłacić. A kto nie ma pieniędzy, ten musi się
zadowolić „bezpłatną opieką zdrowotną”.
Dlaczego tak się dzieje? Jest tak ponieważ płaci się awansem za przyszłe,
ewentualne usługi medyczne. Dajemy im swoje pieniądze, rocznie ok. 31 mld zł,
przed zachorowaniem. Państwowi opiekunowie zdrowia nie gwarantują ani
wszystkich potrzebnych choremu zabiegów, ani ich jakości, ani czasu ich
wykonania. Nie gwarantują, bo nie muszą! Nie muszą także nieustannie zabiegać
o nasze względy, jak to czyni na wolnym rynku każdy sprzedawca usług i
towarów. Nie muszą, bo płacąc z góry, wyzbyliśmy się na nich „bata”, gdyż oni
zostali panami naszych pieniędzy. Z tego powodu urzędnicy i biały personel są
po przeciwnej, niż pacjenci, stronie.
Na transparencie pracownicy strajkującego szpitala w Gorzowie napisali:
„Pacjencie nie pozwól igrać twoim zdrowiem!”. Dali w ten sposób pacjentom do
zrozumienia, że walczą o ich interesy. Czy aby na pewno? Czy odchodzenie od
łóżek chorych w czasie strajku, to igranie ze zdrowiem pacjentów? A może to
ukryta forma eutanazji, o którą walczą kanibale z lewicy?
Rząd postanowił dopuścić do naszych składek jeszcze jednego turkucia podjadka.
Chodzi o firmy, które w podstępny sposób, będąc w zmowie z dyrekcjami ZOZ-ów i
ministerialnymi urzędnikami, zawarły ze szpitalami umowy na dostawę sprzętu.
Nie płacone latami faktury wyhodowały bardzo wysokie odsetki. Ponadto na 6 mld
zł długu złożyły się kupowane na krechę lekki, energii, remonty itp. Dzisiaj
wierzyciele z tytułami wykonawczymi idą do komorników, a ci opróżniają konta
szpitali zgodnie z prawem. Ale największym skandalem jest to, że politycy, jak
gdyby nigdy nic, kierują ten strumień olbrzymich pieniędzy do kieszeni
wierzycieli państwowej służby zdrowia, poprzez konta zbankrutowanych szpitali.
Zatem jesteśmy zmuszeni do regularnego zaspakajania roszczeń wierzycieli. Czy
to się nam podoba czy też nie, rząd ustawił w kolejce do pieniędzy jeszcze
jednego klienta i w efekcie musi ich zbraknąć na leczenie chorych. Zaczęły się
więc nadzwyczajne oszczędności. Np. jeden z oddziałów NFZ zakazał płacić za
leki zwalczające białaczkę, jeśli nieszczęśliwiec skończył 50 lat, albo
jeszcze nie przekroczył 18. Wprawdzie potem się wycofali, ale pokazali na kim
będą oszczędzać i że eugenika jest ciągle żywa.
Sytuacja jest dramatyczna i dlatego min. Balicki, w akcie desperacji, zaczął
propagować niektórych narkotyków, obiecując rychłe zaniechanie karania za ich
posiadanie. Minister słusznie przewiduje, że jak trochę poćpamy, to nie
będziemy protestować i nie będziemy mieć sił na stanie w kolejkach do lekarzy.
Cierpliwy i pokorny pacjent, to zaćpany pacjent - oto nowe hasło państwowej
służby zdrowia w XXI w.
Rafał Zapadka