rafal_zapadka
25.03.05, 07:18
Bardzo popularne stało się zarzucanie pewnym ludziom uprawianie nienawiści i
posługiwanie się nienawistnym językiem. W mediach, w publicznej debacie pełno
jest takich zarzutów. Tak się składa, że dotyczą one głównie ludzi, u których
bez trudu można rozpoznać przywiązanie do tradycyjnych wartości i patriotyzmu.
Jednym słowem zarzut nienawiści dotyka najczęściej osób z szeroko rozumianej
prawicy. Ciekawe przy tym, że o ludziach lewicy negatywne opinie wyrażane są
wyłącznie w kontekście złodziejstwa, oszustw, nadużycia władzy.
Kwaśniewskiego, Millera czy Oleksego można oskarżać o wszystko, ale nie o
nienawiść.
Aktualny atak na „Radio Maryja” bazuje głównie na imputowaniu tej rozgłośni
szerzenia nienawiści. Np. Frasyniuk i Unia Wolności, a także Lech Wałęsa,
strzelają do Radia ogniem ciągłym, zmieniając raz po raz magazynki z
przykładami rzekomej nienawiści ojca Rydzyka i jego dziennikarzy. Ta dobrze
zaplanowana akcja przynosi rezultaty. Wielu przyjmuje te zarzuty jako
prawdziwe. Jeśli poprosić ich o podanie przykładów „na nienawiść” aktualnie
atakowanych osób, to albo milczą, albo odpowiadają nieadekwatnie. Pytania o
konkrety sprawiają im wyraźne kłopoty.
Skąd bierze się ta gotowość do ulegania pomówieniom o szerzenie nienawiści?
Dlaczego w katolickiej Polsce dość łatwo udało się wmówić szerokim rzeszom, że
ksiądz uprawia nienawiść? Głównym powodem tego jest dość powszechny zanik
wewnętrznej potrzeby oceniania swego życia, swoich postępków w kategoriach
dobra i zła, prawdy i fałszu. Te kategorie nie są zupełnie wyrugowane z
naszego życia lecz tylko rzadko używane. W szarej codzienności nie przypisuje
im się siły wyznaczającej kierunek i treść naszych własnych zachowań, jak i
zachowań innych. Życie z małą domieszką tych wartości wystarcza na płynięcie z
prądem, na bycie unoszonym. Człowiek, który tylko od święta przyświeca sobie
dobrem i prawdą jest podatny na wpływy zewnętrzne. Jest osłabiony i bezbronny
wobec inżynierów społecznych. Bardziej odczuwa niż wie, że niedomaga. Ale
zdaje sobie sprawę, że koło niego są tacy, którzy mają własne zdanie i starają
się, często nieudolnie, kierować tym co „dobre i sprawiedliwe, słuszne i
zbawienne”. Ta świadomość rodzi dyskomfort z jednej strony, a z drugiej
wywołuje niechęć do tych, których stać na eksponowanie własnego „ja”,
nawiązującego do tradycyjnych wartości cywilizacji łacińskiej. Wspomniana
niechęć, w pewnym sensie naturalna, jest skrzętnie wykorzystywana przez
środowiska lewicowe do organizowania ataków na ludzi, których uznali za swoich
wrogów. Ataki te niosą i zwielokrotniają media. Ich przesłanie jest wyraźne:
ci, którzy powołują się na dobro i prawdę są źli, bo w ten sposób twierdzą, iż
są lepsi i przez to nienawidzą tych, dla których inne rzeczy są ważne.
Adresaci takiego przesłania to najczęściej ludzi samotni, w znaczeniu jakie
opisał Dawid Riesman w „Samotnym tłumie”. Podzielił on, prawie 100 lat temu,
ludzi na wewnątrzsterownych i zewnątrzsterownych. Podział ten odzwierciedla
rzeczywistość społeczeństw w Europie i nie tylko. Przemożny wpływ kultury
masowej (jej makdonaldyzacja), spłycenie świata duchowego, wyparcie z
codzienności wartości moralnych, walka z Kościołem, to wszystko czyni ludzi
zewnątrzsterownymi. Konsekwencją jest, poza samotnością, rozkład rodziny,
zanik dzietności, eutanazja, aborcja, czyli krzewienie się, jak to nazywa Jan
Paweł II, cywilizacji śmierci.
Zewnątrzsterowni, aby jakoś funkcjonować, muszę być stale zaopatrywani w
specjalnie przygotowane podniety. Opisał to Orwell i nazwał owe zaopatrywanie
„seansami nienawiści”.
Rafał Zapadka