aborys
29.08.02, 18:13
...żeby móc oprzeć na nim Dziecko. Podtrzymuje Je lewą ręką. Pewnie wyglądałem podobne gdy, podtrzymując
na biodrze półroczną Kozę, mieszałem w garnku kartoflankę *).
Tyle że ona, zamiast trzymać prawą ręką łychę, bawi się nogą dziecka.
Lekko się uśmiecha. Uśmiech koresponduje z rumieńcem na jej pełnych policzkach, nieco wyłupiastymi oczami,
semicką urodą. Z jej twarzy i postawy emanuje spokój.
Spokój właśnie. Nie luzik, spoko czy coolka.
Pewnie z warsztatu dobiega ją stukanie męża zarabiającego na chleb, pewnie ma gdzie mieszkać, ale przeżyła
już dramatyczne chwile i zna treść Zwiastowania, więc jej spokój zadziwia mnie.
Spokój, wyzbyta próżności pewność siebie...
Ten spokój zawsze spływa na mnie, gdy na nią patrzę. Nie jest to środek na stany kliniczne, ale na powrót do
równowagi po sprzeczce małżeńskiej - w sam raz.
Abstrahując od tego, że jest po prostu piękna.
Ma 20 cm, jest gipsowym odlewem.
Oryginał według którego powtał odlew, nazwany Madonną z Krużlowej, wyrzeźbiony w czasie gdy
polski/litewski król lał Krzyżaków pod Grunwaldem, stał kilkaset lat w wiejskim kościółku. Teraz stoi w Kamienicy
Szołayskich w Krakowie. Byłem tam niegdyś. Biegając po salach wśród dyptyków i tryptyków nie zwróciłem
uwagi na Madonnę z Krużlowej. Przyglądnąłem się jej dopiero wtedy, gdy w postaci gipsowej miniatury stanęła u
mnie na szafce.
Zatrzymujcie się przy Sztuce. Pamiętacie, co przedstawia ołtarz główny w gorzowskiej Konkatedrze? To też
poważny zabytek i dzieło sztuki.
______________
*) Przepis na kartoflankę brandenburską w którejś z Botwinek