Dodaj do ulubionych

Dla amatorów adrenaliny...

04.06.07, 12:08
Jeśli potrzebujecie silnych wrażeń, polecam podróż na trasie Szczecin-
Gorzów. Przegląd idiotów z całej Polski. Nikt (!!!) nie jedzie z przepisową
prędkością. Spychanie na pobocze to norma. Podwójna ciągła linia, zakręty,
pod górę i tablica z "czarnym punktem"- nikogo to nie rusza. Kretyn z
poznańską rejestracją jechał środkiem z włączonymi światłami awaryjnymi.
Hospody pomyłuj... Żadnego policjanta. Może dr G. śledzą?
Obserwuj wątek
    • calama Re: Dla amatorów adrenaliny... 04.06.07, 12:14
      czysty_harry napisał:

      > Jeśli potrzebujecie silnych wrażeń, polecam podróż na trasie Szczecin-
      > Gorzów.

      Na wszystkich trasach można spotkach idiotów.
      Trasę G-Sz znam dobrze, robiłam setki razy i nie różni się zbytnio od drogi
      Gorzów-Zielona czy Szczecin-Gdańsk.
      • czysty_harry Re: Dla amatorów adrenaliny... 04.06.07, 12:33
        A w miejscowości Żabów wyprzedzał cię rozpadający się golfiszon z gorzowską
        rejestracją? To prawdziwy mistrz lawirowania między
        wysepkami "spowalniającymi". I ktoś tu się pyszni Kubicą?
        • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 04.06.07, 19:27
          > A w miejscowości Żabów wyprzedzał cię rozpadający się golfiszon z gorzowską
          > rejestracją? To prawdziwy mistrz lawirowania między
          > wysepkami "spowalniającymi". I ktoś tu się pyszni Kubicą?
          A to juz faktycznie przeginka, przeciez te wysepki powstaly z powodu
          wypadkow!!! Pozostaje mu zyczyc udzialu (jako jedny uczestnik) w crash-tescie
          slupkow na wysepkach.
          Ale pamietajmy o dwoch rzeczach:
          - nie kazdy kto jezdzi szybko, jezdzi niebezpiecznie. Sam znam pare osob, ktore
          jezdza szybko, ale z duzym zapasem bezpieczenstwa. Owszem, wycisna z samochodu
          zeby wyprzedzic tira majac odleglosc tak mala, ze ja bym juz nie wyprzedzal -
          ale tez auto na to pozwala. Oczywiscie, uznaja jednak takie rzeczy jak wysepki,
          podjazd pod gore, itp. - jezdza ostro, szybko, ale BEZPIECZNIE!
          - zacznijmy zmiany od siebie. Ilu wsrod twoich znajomych jezdzi niebezpiecznie?
          Czy zwrociles im kiedykolwiek uwage? Sam znam osobe, ktora jezdzi (co prawda
          tylko po miescie, ale co to za pocieszenie) po kilku piwach, zwracalem jej
          uwage, oczywiscie olala, ale szczegol, ze wsrod niektorych ta jej "umiejetnosc"
          budzi szacunek - i myslicie, ze takie podejscie sprawi, ze przestanie jezdzic
          po pijaku? JESZCZE wypadku nie miala - ale ile razy mozna kusic los?
      • Gość: remek Re: Dla amatorów adrenaliny... IP: *.gorzow.mm.pl 05.06.07, 14:46
        Przed Myśliborzem stoi patrol policji. Tuż przy zajeździe z krokodylem. Patrol
        stoi tam codziennie. Jest też fotoradar. Nawet w nocy ich widziałem. Mają
        granatowy wóz.
        • calama Re: Dla amatorów adrenaliny... 05.06.07, 14:56
          Gość portalu: remek napisał(a):

          > Przed Myśliborzem stoi patrol policji. Tuż przy zajeździe z krokodylem.
          Patrol
          > stoi tam codziennie. Jest też fotoradar. Nawet w nocy ich widziałem. Mają
          > granatowy wóz.


          taaaaa, w Renicach i przy wjeździe do Pyrzyc
          policja zarośnięta trawą ;)))))))))
    • Gość: 123 Re: Dla amatorów adrenaliny... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.07, 16:53
      policja strajkuje
      moze jakby mieli jakis procent od zlapanych i oczywiscie zaplaconych mandatow to
      moze by sie postarali
      • Gość: kozamaradio Re: Dla amatorów adrenaliny... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.07, 17:44
        calama jak zwykle ma rację.
        Ja także jeżdżę tą trasą od wielu lat..normalnie jest.
        Normalnie dla każdego kto wyjeżdża czasami dalej niż z garażu na działkę.
        • calama Re: Dla amatorów adrenaliny... 05.06.07, 08:22
          Gość portalu: kozamaradio napisał(a):

          > calama jak zwykle ma rację.

          łomatko! ależ mnie podbudowałes z rana :)
          cały dzien teraz będę myślała, że taka głupia to nie jestem ;)
    • zetkaf Niedzielny kierowca nad morze jechal... 04.06.07, 19:20
      i nie dojechal ;)
      a) przepisowo, to w tym kraju malo kto jezdzi,
      b) jak swoim maluszkiem jedziesz 70 kmph, to wypadaloby zjechac na pobocze,
      zeby ulatwic komus wyprzedzanie - akurat na tej trasie w wiekszosci miejsc
      pobocze, to dodatkowy pas. Sam jezdze nieprzepisowo, jestem wdzieczny
      kierowcom, ktorzy znaja ten zwyczaj, sam tez innym ustepuje miejsca, bo ja
      jezdze tylko ciut nieprzepisowo, a oni jezdza mocno nieprzepisowo ;) Btw
      doswiadczeni kierowcy, np. tirow, znaja ten zwyczaj.
      c) wyprzedzanie na podwojnej ciaglej to zaczyna byc norma (niestety), tablica z
      czarnym punktem na tym odcinku jest chyba tylko jedna - i jesli nie jechales 70
      kmph, to akurat na tym odcinku malo kto wyprzedza. Samochod jadacy 70kmph
      jeszcze daje sie tam wyprzedzic, choc ja bym tego nie robil, traktor jak
      najbardziej, jak juz ktos jedzie przepisow 90kmph, to go raczej nikt nie
      wyprzedza.
      d) szalencow na drogach niestety pelno, musisz sie do tego przyzwyczaic, bo
      policja musialaby stac co 50 metrow. Ja jednak uwazam, ze trudniej o szalenca
      na trasie niz w miescie, a w razie czego wiecej masz mozliwosci manewru (dac mu
      sie wyprzedzic, to dystans sam powstanie, albo jak sie wolny szaleniec trafi,
      to go odstawic).
      e) dr Mengele sie mowi, nie udawaj, ze nie jestes agentem, bo i tak nikt nie
      uwierzy. A nieprzyznanie sie do bycia agentem jest w tym kraju karalne - w
      przeciwienstwie do samego bycia agentem ;)
      • czysty_harry Re: Niedzielny kierowca nad morze jechal... 04.06.07, 19:48
        Rozumowanie jest proste: skoro jechałem zgodnie z przepisami to:
        a) należę do wąskiego i elitarnego klubu jeżdżących zgodnie z przepisami;
        b) muszę posiadać malucha i w związku z tym jeździć bocznymi drogami lub poboczami;
        c) żona, która siedziała obok mnie też uległa złudzeniu, że wyprzedzają nas na
        podwójnej ciągłej;
        d) powinienem przyzwyczaić się do szaleńców;
        e) nie rozumiem.

        Wbrew temu co sugeruje tytuł nie jestem niedzielnym kierowcą. Prawo jazdy od 20
        lat, a samochód jest w codziennym użyciu, bo muszę jakoś pracować. Krótko. Do
        idiotów się nie przyzwyczaję nigdy. Pobocze nie jest miejscem do ustępowania
        "jeżdżącym inaczej". Pobocze to pobocze. Zrozumiano? To nie jest pas ruchu.
        Widziałem kiedyś na tej trasie, którą znam, jak zły szeląg wypadek poboczowy.
        Grzeczny kierowca wpadł na stojące auto.
        Do miejskich idiotów też nie przyzwyczaję się. Jakiś czas temu ok. 20 letni
        idiota chciał skasować mnie na rondzie. Gdy już wytrząsnął g... z portek
        wymyślił, że poruszał się pasem dla jeżdżących szybciej. Uo Boże. Przypominam w
        mieście 50, na zwykłej do 90. Kto przekracza, ten jest potencjalnym mordercą.
        • zetkaf Re: Niedzielny kierowca nad morze jechal... 04.06.07, 20:26
          > a) należę do wąskiego i elitarnego klubu jeżdżących zgodnie z przepisami;
          tak. Jest to wina spoleczenstwa, ale i samych przepisow. Kodeksu Drogowego,
          ktory trzeba lamac wjezdzajac na rondo, zeby sie nie rozbic, tego, ze co
          policjant, to inaczej interpretuje przepisy. Tego, ze ograniczenia sa czesto na
          wyrost - mozna by jechac 90, ale wszyscy pedza 150, to ustawmy 50, kazdy
          bedzie "ciut" przekraczal i pojedzie 90. To brak dopuszczalnych
          znakow "zwiekszonej predkosci" (np. zwykle ograniczenie do 70 na terenie quasi-
          zabudowanym - na Kostrzynskiej takie stoja, ale juz na bezpieczniejszej od niej
          Slowianskiej nie).


          > b) muszę posiadać malucha i w związku z tym jeździć bocznymi drogami lub
          > poboczami;
          wystarczy czasem zjechac na chwile na "pobocze" (znam drogi, na ktorych pas
          jest wezszy, niz pobocze na trasie Gorzow-Szczecin ;), tak jak sie czasem
          ustepuje komus w sklepie czy na chodniku. Czy to tak trudno?

          > c) żona, która siedziała obok mnie też uległa złudzeniu, że wyprzedzają nas na
          > podwójnej ciągłej;
          Nie mowie, ze jest to poprawne, ze nikt tak nie robi - uwazam to za glupote, za
          probe morderstwa, zagrozenie BRD, itp. - ale niestety tego nie unikniesz i
          musisz sie naczyc z tym radzic. Cmentarze sa pelne ludzi, a zlomowiska
          samochodow, ktore mialy pierwszenstwo - jak sie rozbijesz, pomoze ci ta
          swiadomosc?

          > d) powinienem przyzwyczaić się do szaleńców;
          Tak, powinienes sie nauczyc sie z nimi jezdzic. Bo zlikwidowac nie
          zlikwidujesz, za to jak sie nie nauczysz ich przewidywac, to mozesz zginac. I
          co z tego, ze z winy szalenca?


          > e) nie rozumiem.
          Czy wszyscy twoi znajomi jezdza przepisowo? Bezpieczenie, bez wyprzedzania pod
          gorke, przed zakretem, na podwojnej ciaglej? Jezeli nie, czy zwrociles im uwage
          na to?


          > Wbrew temu co sugeruje tytuł nie jestem niedzielnym kierowcą. Prawo jazdy od
          > 20 lat, a samochód jest w codziennym użyciu, bo muszę jakoś pracować. Krótko.
          A wyjezdzasz za miasto? Skoro taka wielka afere robisz z paru kretynow -
          znaczy, ze rzadko jezdzisz, bo wiedzialbys, ze jest ich wiecej.

          > Pobocze nie jest miejscem do ustępowania "jeżdżącym inaczej".
          Tak, po co byc kulturalnym. Na chodniku tez trzeba sie rozpychac, zrzucac
          innych na droge, w sklepie sie wpychac lokciami... wierz mi, milej i
          bezpieczniej sie jezdzi po drogach dzieki niepisanej kulturze. Juz wiesz, czmeu
          cie spychaja?

          > Do miejskich idiotów też nie przyzwyczaję się. Jakiś czas temu ok. 20 letni
          > idiota chciał skasować mnie na rondzie.
          O rondach sie nie wypowiadam - tu kazdy jezdzi jak chce. Ale to tez kwestia
          tego, ze z przepisami jezdzic sie nie da, a bez nich to wolna amerykanka.

          > Gdy już wytrząsnął g... z portek
          > wymyślił, że poruszał się pasem dla jeżdżących szybciej.
          No nie, bo padne. A moze pasem dla tych, co maja pierwszenstwo? ;)

          > Kto przekracza, ten jest potencjalnym mordercą.
          Nie no, lubie takich "specow" od jazdy. Najbardziej niebezpieczna sytuacje
          mialem przy PRZEPISOWEJ predkosci, za to czesto jezdze nieprzepisowo, a mimo to
          bezpiecznie. Zrozum "doswiadczony kierowco", ze przyczyna wypadkow nie jest
          predkosc, ale wymuszanie pierwszenstwa, niewlasciwe wyprzedzanie, itp., a
          predkosc glownie zwieksza straty. Nie jeden jezdzi "przepisowo" (50 kmph w
          miescie), ale stwarza ogromne zagrozenie, bo wydaje mu sie, ze przepisy koncza
          sie na ograniczeniach predkosci (bo tylko to policja umie upilnowac).
          • czysty_harry Re: Niedzielny kierowca nad morze jechal... 04.06.07, 20:53
            No cóż. Rąsie mi opadły. Zalecam lekturę kodeksu drogowego. Zjeżdżanie na
            pobocze na własne ryzyko. Pobocze to pobocze. A grzeczność wobec pirata to ... e
            tam. Na rondach nie poruszamy się jak chcemy. Jeśli nie ma oznaczeń poziomych
            obowiązuje zasada pierwszeństwa pojazdu z prawej strony. Trzeba się przeżegnać i
            już wiadomo, która ręka jest prawa. Chyba, że zacięty ateista- wtedy rozpoznaje
            rękę prawą, bo nie ma na niej zegarka.
            Ps
            Podróżuję głównie poza miastem. Afery nie robię. Do idiotów się nie
            przyzwyczaję. Naprawdę próbowałem. Udało mi się rzucić palenie, ale do idiotów
            nie mogę się przekonać.
            • zetkaf Re: Niedzielny kierowca nad morze jechal... 04.06.07, 21:43
              No coz, jak cie ktos kiedys zrzuci z drogi, bedziesz mial TOTALNA racje... i co
              ci to pomoze?
              Na rondach, owszem, masz racje, obowiazuje regula prawej dloni, tyle, ze... co
              z kierunkowskazami? Podaj od razu z konkretnymi paragrafami "ze zrodel" (KRD),
              a nie jakies gornolotne interpretacje policji, ktora nawet miedzy dwoma
              sasiednimi wojewodztwami ma przeciwne zdania (na egzaminie na prawko w
              zach.pom. mozna oblac za manewr opisany w Gazecie Lubuskiej przez pana z
              drogowki jako "wzorcowy").
              Skoro tak czesto jezdzisz poza miastem - czemu dopiero dzisiaj doszedles do tak
              genialnych wnioskow? I czemus sie uwzial na trase Gorzow-Szczecin, czy taka na
              Poznan, Wroclaw czy Kostrzyn lepsza?
              • czysty_harry Re: Niedzielny kierowca nad morze jechal... 05.06.07, 07:33
                Kończę, albowiem mi się nie chce. Sofista czy jezuita jesteś? Bo to ten sposób
                dyskusji.
                I jedna rada: zostaw znajomych w spokoju, zacznij od siebie zmiany.
    • Gość: walek Re: Dla amatorów adrenaliny... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.07, 22:18
      Hej, zetkaf nie potrzebnie bagatelizujesz problem.
      I po co ten teatralny cynizm znawcy życia...
    • czysty_harry Re: Dla amatorów adrenaliny... 15.06.07, 12:39
      Czy po ostatnich wypadkach, w których dzieci były ofiarami debili za kółkiem,
      znajdą się chętni, żeby się przyznać, że jeżdżą szybko ale bezpiecznie?
      • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 15.06.07, 13:11
        > Czy po ostatnich wypadkach, w których dzieci były ofiarami debili za kółkiem,
        > znajdą się chętni, żeby się przyznać, że jeżdżą szybko ale bezpiecznie?
        Nie wiem, o jakich wypadkach mowisz, ale tak, powiem: jezdze szybko i
        bezpiecznie. Nie karkolomnie, troche ponadprzepisowo (np. 80 km/h w okolicach
        slowianki ;), ale bezpiecznie. Potrafie jezdzic wolniej niz przepisowo, gdy
        widze zagrozenie, potrafie je czesciowo przewidywac i z gory im zapobiegac (np.
        wpuscic kogos, mimo iz mam pierwszenstwo, gdy mnie nie zauwazy).
        Powiedz mi, ktory z kierowcow jest bardziej niebezpieczny:
        a) jezdzi przy ladnej pogodzie poza miastem 110 kmph, w miescie na dobrych
        odcinkach (np. przy slowiance) 80 kmph, ale juz w samym centrum 50, czasem
        nawet 40. Gdy widzi wypadajaca pilke zza samochodu, hamuje do 20 (bo a nuz za
        pilka wyleci dziecko?), gdy jest snieg, tez jezdzi duzo wolniej. Od zawsze na
        swiatlach, zeby byc lepiej widocznym. Nigdy nie wpycha sie komus pod kola,
        wyprzedza lub wjezdza na skrzyzowanie tylko wtedy, gdy ma pewnosc, ze ma duzo
        miejsca i nikt nie bedzie musial przez niego hamowac.
        b) jezdzi zawsze przepisowo - 50 kmph w miescie, 90 kmph poza miastem. Nie
        wazne, ze jedzie po mokrym bruku czy po lodzie - brak znaku oznacza, ze wolno
        tak jechac. Gdy nie bylo obowiazku calorocznej jazdy na swiatlach, jezdzil
        latem bez swiatel, czesto uznawal, ze to jeszcze za maly deszcz, zeby uznac za
        deszcz i wlaczyc swiatla, ze jeszcze za jasno, mimo iz slonce zaszlo godzine
        temu, itp.
        c) jezdzi zawsze 70 na godzine. Takze po miescie. Takze po terenie zabudowanym.
        Swiatel do tej pory nie wlacza, bo przeciez on widzi i jego tez widza.
        d) wariant "porzadny gorzowski kierowca" - swiatla ma, jezdzi przepisowo.
        Wychdozi z zalozenia, ze jak wlaczyl kierunkowskaz, to wszyscy widza, ze on
        skreca/zmienia pas, i w zwiazku z tym powinni go wpuscic. No bo przeciez nie
        moze walnac w stojacy przed nim samochod na awaryjnych (oczywiscie o
        zatrzymaniu sie i poczekaniu na miejsce na pasie nie ma mowy).

        • czysty_harry Re: Dla amatorów adrenaliny... 16.06.07, 11:00
          Ja chyba "gupi" jakiś jestem. Co to za pomysły z różnicowaniem przepisowości.
          Bardziej, mniej przepisowo? To jak z rbą drugiej świeźości!
          Przepisowo to przepisowo czyli zgodnie z kodeksem. Nie ma innej interpretacji.
          Wszystkie statystyki mówią, że główną przyczyną wypadków jest brawura i
          nqadmierna szybkość.

          Ten wypadek to trójka dzieci potrącona przez debila w średnim wieku, który
          szybko i bezpiecznie wykonywał manewr wyprzedzania na skrzyżowaniu (wybrać się
          na trasę Gorzów Szczecin- pełno tam takich kretynów!)
          • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 17.06.07, 19:03
            Wiesz, najprosciej policji scigac predkosc, wiec i nagonke na to robia.
            Pomysl sam, czy od samej predkosci sa wypadki? Od tego, ze ktos na prostej
            drodze jechal 180 kmph? Czy moze od tego, ze:
            - zajechal komus droge, i ktos za nim/przed nim nie wyhamowal,
            - wyprzedzal nieprawidlowo (w tym wyprzedzanie na obszarze niezabudowanym oraz
            wyprzedzanie pojazdu, ktory przepuszcza pieszego - TAKZE PRZY PRZEPISOWEJ
            PREDKOSCI)
            Mnie na kursie uczyli, ze glowna przyczyna wypadkow jest NIEPRAWIDLOWE
            WYPRZEDZANIE. Do tej pory najniebezpieczniejsza sytuacje mialem przy
            PRZEPISOWEJ predkosci, z powodu wymuszenia przez kretyna pierwszenstwa.

            A teraz z innej beczki. Szczecin, ale sytuacja mam nadzieje ze podobna
            zaistnieje niedlugo chociazby na Slowianskiej w Gorzowie.
            Wyobraz sobie piekna, dwujezdniowa (razem 4pasmowa) droge. Zielony pas
            pomiedzy, brak przejsc dla pieszych. Teren zabudowany, wiec ograniczenie do 50.
            Czy predkosc bezpieczna wynosi tam 50? Oczywiscie wszyscy pedza 80, ale jest
            to "niebezpieczne".
            Ale nagle ktos w UM zmadrzal. Postawil znak ograniczenia do 80. Nagle predkosc
            dopuszczalna stala sie wyzsza? Wystarczy postawic znak, i nagle mozna pedzic
            szybciej?

            Zrozum czlowieku jedno: ze przepisowa jazda nie zawsze zapewnia bezpieczenstwo
            (polecam jazde po lodzie z "dopuszczalna" predkoscia 50 kmph czy 90 za
            miastem). I ze nieprzepisowa jazda nie zawsze stwarza zagrozenie.

            A ten kretyn szybko i jak widac niebezpiecznie wykonywal bardzo niebezpieczny i
            niedopuszczalny manewr: wyprzedzania na skrzyzowaniu. KRD nie ogranicza sie do
            przepisow o predkosci, o czym zapomina wielu "przepisowych" kierowcow.
            • czysty_harry Re: Dla amatorów adrenaliny... 18.06.07, 12:04
              kierowcy mogą się zabijać. Ja tam idiotów nie żałuję. Samochód nowoczesny przy
              100 hamuje ok. 40 m, więc jak zobaczysz dziecko zza zakrętu na Słowiańskiej, to
              je zabijesz. Po prostu.
              Prędkość 60 na godz. to skok z V piętra mniej więcej. Tu też szanse niewielkie,
              ale pieszego żadne.
              • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 18.06.07, 18:27
                a) jakie sa szanse ze "znikad" pojawi mi sie dziecko na drodze? Ze za zakretem
                bedzie, i je za pozno zobacze? Czy ty wogole widziales ten zakret? Jezeli na
                takim zakrecie zobaczysz dziecko dopiero w odleglosci mniejszej niz 40m - to
                wogole nie siadaj za kierownice, tam akurat widocznosc jest niezla.
                b) Na Slowiance jest "niebezpiecznie" jak jezdze 70 kmph, bo ograniczenie jest
                do 50. Za to Kostrzynska jest "bezpieczna" bo jest ograniczenie do 70 kmph.
                Wydaje mi sie, ze jednak rachunek prawdopobienstwa robi swoje - akurat na
                Kostrzynskiej masz wieksze szanse na to, ze ci dzieciak wyskoczy "znikad",
                zwlaszcza, ze tam co chwila sa przejscia. Ale coz, skoro uwazasz ze Kostrzynska
                jest "bezpieczniejsza"...
                c) 40 metrow droga hamowania. Owszem. 60 kmph wystarczy zeby zabic czlowieka -
                owszem. Ale pamietaj, ze pewnie 35 metrach masz predkosc mniejsza niz 10 kmph,
                a wiec juz pewnie nic wiecej niz siniak nie zrobisz. Jesli podajesz fakty - nie
                manipuluj nimi. Nie cale 40 metrow jest zabojcze. Nie mowie, pierwsze iles
                metrow to tragedia - ale nie mow o 40 metrach, jesli nie wiesz, o czym mowisz.
                d) ja mowilem o predkosci 80 kmph. Troche krotsza droga hamowania.
                e) Predkosc 50 kmph tez jest zabojcza. A mimo to dozwolona. Ze niby krotsza
                droga hamowania? Wiesz, przy dobrym zakrecie, lub w slabej widocznosci, lub
                po "efekcie pileczki" dziecko ma mniejsze szanse na przezycie, niz na
                wspomnianej Slowianskiej. Wlasnie dlatego dalem przyklad - czy lepszy kierowca,
                ktory "szaleje" na slowianskiej 80kmph, ale hamuje gdy zobaczy
                pilke "wybiegajaca" na ulice, czy moze taki, co "wlecze" sie zawsze 50kmph w
                miescie, takze jak zobaczy pilke? W niedziele wlasnie ta pierwsza postawa
                ocalila mnie od tlumaczenia sie policji, ze to nie moja wina, ze dziecko
                wybieglo z nikad... to, ze dziecko nawet nie pobrudzilo spodni moim blotnikiem
                nazywam odpowiedzialna i bezpieczna jazda.
                Ale skoro uwazasz, ze przepisy zalatwia wszystko... powiesz to kierowcy,
                ktory "przepisowo" potraci cie w warunkach ograniczonej widocznosci lub na
                lodzie.
                • czysty_harry Re: Dla amatorów adrenaliny... 18.06.07, 20:07
                  Zgadzam się, że niecałe 40 m hamowania jest zabójcze. Zabójczy jest ostatni
                  cholerny milimetr. Ale wtedy samochód już stoi prawie (tak dowodzisz), więc
                  cholera wie dlaczego ludzie giną... To nierozwiązywalny problem od starożytności
                  (Achilles i żółw).
                  A poza tym ręce mi opadły.

                  Kończę tę bezowocną dyskusję i życzę dużo radości z szybkiej i bezpiecznej jazdy.
                  A wy dzieci znikąd obyście nie musiały spotkać teoretyków hamowania i wszelkiej
                  maści jeżdżących inaczej.
                  Amen
                  • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 18.06.07, 20:53
                    Widzisz, ci, co gina, zostaja uderzeni na "pierwszych 30 metrach" - wtedy,
                    kiedy samochod ma jeszcze stosunkowo duza, niebezpieczna predkosc. Wiesz,
                    kiedys tez mnie samochod "popchnal", ale wlasnie przy malej predkosci, kiedy
                    bezwladnosc czlowieka jest jeszcze stosunkowo mala w stosunku do pedu/predkosci
                    samochodu. Nic mi sie nie stalo. Nie kazde "bliskie spotkanie" auta i pieszego
                    to od razu smierc, czy nawet kalectwo. Owszem, nie powinno dochodzic do tego -
                    ale nie oznacza to jeszcze rannych.
                    Dlaczego ludzie gina? Jak wspomnialem, nie z powodu samej predkosci - z powodu
                    niewlasciwego wyprzedzania, wyskakiwania na jezdnie, nieprzepuszczania pieszych
                    przez kierowcow, itp;. Tak naprawde to jest glowna przyczyna smierci, a nie
                    sama predkosc.
                    A jezdzacy inaczej - no coz, pamietaj, ze jesli norma ustanowisz wiekszosc, to
                    wlasnie ci przepisowi sa jezdzacy inaczej. Zwlaszcza ci, co pod
                    pretekstem "predkosci maksymalnej" zapominaja o wczesniejszym zapisie w KRD -
                    "dostosowaniu predkosci do warunkow otoczenia, stanu technicznego
                    pojazdu ...". Bo ciagle unikasz odpowiedzi czy bezpieczna jazda to jazda
                    z "przepisowymi 50 kmph" niezaleznie od warunkow - wypadajaca pileczka, bruk,
                    slisko, mokro, brak widocznosci, itp. Gdyby zliczyc wszystkie kolizje/wypadki
                    na terenie miasta Gorzowa, obawiam sie, ze wiekszosc jednak bedzie z przepisowa
                    predkoscia...
                    • czysty_harry Re: Dla amatorów adrenaliny... 19.06.07, 07:39
                      wiadomości poranne: Kolejna trójka dzieci znikąd uderzona przez jadącego szybko
                      i bezpiecznie...
                      Amen
                      • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 20.06.07, 18:24
                        > wiadomości poranne: Kolejna trójka dzieci znikąd uderzona przez jadącego
                        szybko
                        > i bezpiecznie...
                        A cos wiecej? Czy nadmierna predkosc byla jedynym bledem kierowcy? O ile byla
                        przekroczona (130kmph przez wies nigdy nie nazwe bezpieczna jazda, mowie
                        jedynie o drobnych odchylkach od dozwolonej przy dobrych warunkach jazdy).
                        A ja ci podam inny przyklad. Przejscie przez pasy przy Warszawskiej, kolo
                        szpitala (bez swiatel). Przeszedlem przez jeden pas jezdni, 2 pasy torow, wiec
                        nikt nie powie ze wypadlem z nikąd, gdybym zgodnie z przepisami szedl dalej
                        (podobno mialem pierwszenstwo?),... samochod pewnie jechal przepisowe 50 kmph.
                        Myslisz, ze gdybym go nie zauwazyl, robiloby mi to roznice czy jechal 50, czy
                        70? A moze 120? Upadek z ktorego pietra bym zaliczyl? Czy przyczyna wypadku
                        bylaby nadmierna predkosc (samochod mial duzo czasu, zeby mnie zauwazyc i
                        wyhamowac, ew. trabic, zeby mnie ostrzec), czy moze totalne olanie przepisu o
                        koniecznosci przepuszczenia pieszego na pasach? Zwlaszcza, ze paniusia
                        przejezdzajac kolo mnie wzrokiem dala do zrozumienia, ze to ona miala
                        pierwszenstwo w jej mniemaniu.
                        Dla publicznej wiadomosci: numery na blachach 0461, czarne (stare) blachy,
                        chyba GW, na pewno cos z Gorzowa.
                      • zetkaf Re: Dla amatorów adrenaliny... 20.06.07, 22:28
                        Wiadomosci wieczorne:
                        czerwone swiatlo dla pieszych, zielone dla samochodow. Samochody powoli
                        ruszaja, wjezdzaja na skrzyzowanie. Nagle jeden z pieszych, do tej pory
                        grzecznie stojacy, nagle wychodzi na pasy, calkiem spokojnie, i sobie
                        przechodzi na druga strone ulicy. A co go obchodzi czerwone swiatlo - gowniarz
                        (16-20 lat) pokaze ziomalom, jaki to on jest chojrak.
                        Oczywiscie, jak by mu sie cos stalo, tez bys zwalil na nadmierna predkosc?

                        Dwa dni, dwie skrajnie niebezpieczne sytuacje. Przy PRZEPISOWYCH predkosciach,
                        a mimo to jedyne co uratowalo ludzi przed smiercia, to ze jedna z osob
                        zachowala odrobine zdrowego rozsadku, nie zwazajac, jakie prawa daje im KRD.
                        Dwa dni, a na drodze spedzam stosunkowo malo czasu!
                        Ty - wyciagasz przypadki, bez wnikania w szczegoly (bo najprosciej zwalic na
                        predkosc, z zalozenia byla przekroczona?), nawet nie wiadomo czy lokalne.
                        • jaro808 Re: Dla amatorów adrenaliny... 22.06.07, 03:01
                          proponuje raczej stronkę www.strong.pl tam znajdziesz więcej adrenaliny niż na
                          polskich drogach:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka