Dodaj do ulubionych

PiS na pewno bez Marcinkiewicza

11.09.07, 10:34
Szkoda Marcinkiewicza, miał dobre notowania. W PO natomiast mamy
desant z Łodzi.
Obserwuj wątek
    • lexgm Przypomnijcie, czy Marek Surmacz 11.09.07, 10:40
      to ten gość od "wieśmaków" ? Jeśli tak, to w przysłym parlamencie
      nie zabraknie kanapek.
      • poszeklu Marcinkiewicz robi kase i nie zamierza przerywac 11.09.07, 19:20
        Ma dosc polityki, a pieniadze nie zaszkodza.
        Nie dziwi.
    • Gość: JUż przeciwnik PiS Czy z Marcinkiewiczem czy bez IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.09.07, 12:36
      Marcinkiewicz sie obraził na działania związane z jego osobą.
      Wypchnieto go z polityki. A i on sam zobaczył, ze można spokojniej i
      lepiej żyć na stanowiskach menadzerskich. Zresztą nieporozumienia i
      niesnaski pomiędzy Astem a Materną zakrawają na kpinę. Pierwszy
      ani drugi nie powinni być w zarzadzie PiS. A ludzie na liscie
      kandydatów na posłów do sejmu to druga kpina. MOzę osbiśćie
      Przewodniczący Kaczyński zająłby się tym regionem. Naprawdę warto
      się przyjrzeć. A może i zasięgnąć języka nie tylko u liderów ale u
      ludzi tzw. dołow partii. Opisywani w gazetach aferzyści na
      czołowych miejscach list,ludzie ktorzy poza tym ze zostali
      mianowani na liderów regionów to nie zrobili nic. Czesc z nich
      pobiera podwójne apanaże bo są niezastąpieni. To są realia
      terenu. NIczym sie to nie różni od podejscia działaczy SLDowskich
      czy PO. Tymi metodami utwierdzamy tylko potencjalny elektorat,
      ze Pis niczym się nie różni. A ponoć PiS dąży do odnowy Polski
      i moralności społecznej. Czego sobie i społeczeństwu życzę.
      • Gość: rezyser83 Re: Czy z Marcinkiewiczem czy bez IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.07, 15:55
        Witam!

        Pan marcinkiewicz to tajna bron tylko jeszce nie wiadomo czyja. ja
        obstawiam ze PO.
        sondarze mowia same za sibie, respondenci podaj Marcinkiewicza na
        pierwszym miejscu jako nowego premiera.
        takiej popularnosci nieodpuszacza nasi kochani parlamentarzysci,
        tylko na jaka strone marcinkiewicz da sie przeciagnac?

        Pozdrawiam! Pana Marcinkiewicza rowniez!
    • slawek_wieczorek Tekst w tygodniku "Gazeta Polska" 11.09.07, 16:49
      www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=2606
      • slawek_wieczorek Cały artykuł 11.09.07, 16:51
        ATRAKCYJNY KAZIMIERZ
        Jestem rodowitym gorzowianinem. To nieduże miasto, więc moje drogi
        przecinały się wielokrotnie z Kazimierzem Marcinkiewiczem i jego
        rodziną. Od podstawówki i Dni Filmu Radzieckiego po spory o
        lustrację. Wieść, że ktoś podsłuchiwał mojego krajana, napełniła
        mnie obrzydzeniem i zdopingowała do napisania tego tekstu.
        Informacja o domniemanych podsłuchach użytych wobec byłego premiera
        Kazimierza Marcinkiewicza zbiegła się w czasie z nieśmiałymi
        zapowiedziami polityków wielkopolskiej PO, że mógłby on być liderem
        poznańskiej listy Platformy. Senator Stefan Niesiołowski, profesor
        od owadów, czułby się zapewne raźniej w towarzystwie człowieka
        otoczonego zewsząd przez pluskwy. A i europoseł, też profesor,
        Bronisław Geremek, autor wybitnych rozpraw o dziejach prostytucji w
        średniowiecznej Francji, również ucieszyłby się z takiego partyjnego
        transferu. Wiadomo bowiem, że siedliska rozpusty były wylęgarnią
        wszelkiego rodzaju robactwa, a dziś po nalotach słynnych "piątek
        Surmacza" na agencje towarzyskie, trudno znaleźć w jakimkolwiek
        przybytku dorodną pluskwę. Po wyborach szykuje się więc nam naprawdę
        szeroka koalicja.
        Moja szkoła
        Jako rodowity Gorzowianin w latach 1984-88 chodziłem do Szkoły
        Podstawowej nr 17, molochu, w którym młodym nauczycielem fizyki był
        Kazimierz Marcinkiewicz. Przyszły premier nie uczył mnie
        bezpośrednio, kilka razy zdarzyło mi się tylko mieć z nim
        zastępstwa. Jako dojrzewający przedwcześnie w tych burzliwych
        czasach mieliśmy świadomość silnego i wszechwładnego jeszcze
        komunizmu. Z podstawówki pamiętam zabójstwo księdza Jerzego
        Popiełuszki, zestrzelenie przez Sowietów południowokoreańskiego
        samolotu pasażerskiego, zatajanie i kłamstwa związane z katastrofą w
        elektrowni atomowej w Czarnobylu. W mojej szkole historii
        nauczał pozostający na permanentnym kacu Tadeusz Jędrzejczak,
        późniejszy poseł SLD i prezydent Gorzowa, który zasłynął z tego, że
        przez 3 miesiące rządził miastem z celi szczecińskiego aresztu.
        Głowiliśmy się, jak w dobie reglamentowanej gospodarki Jędrzejczak
        radzi sobie z regularnym zakupem alkoholu, ale swoją dzielną postawą
        dowodził on prawdziwości partyjnej propagandy, iż były to tylko
        przejściowe trudności.
        Cóż, nić sympatii pomiędzy byłymi belframi chyba przetrwała, mimo
        politycznych różnic. Gdy Marcinkiewicz został premierem, a w
        Gorzowie przystąpiono do rewitalizacji zabytkowych kamienic,
        prezydent Jędrzejczak zdecydował, że odnawianie rozpocznie się m.
        in. od budynku, w którym zamieszkiwała rodzina prezesa Rady
        Ministrów.
        Dyrektorem szkoły był członek ORMO Jerzy Wiśniowski, zaliczany do
        partyjnego betonu. W 1986 r. wybuchł skandal - sprofanowaliśmy flagę
        radziecką. Na drzwiach gabinetu od języka rosyjskiego przywiesiliśmy
        kawałek czerwonej szmatki z namalowanym długopisem sierpem i młotem.
        Za klej służyła ślina kilku kolegów. Wiśniowski przeprowadził
        dochodzenie, ale nikt nikogo nie sypnął. Odtrutką były dla nas
        lekcje religii organizowane przy Białym Kościółku przez Braci
        Kapucynów. W pamięci trwale zapadł mi katecheta Andrzej Karut:
        nauczyciel matematyki z Krakowa i harcerz zarazem, który za
        działalność opozycyjną miał wilczy bilet w szkołach państwowych i
        tak trafił do podgorzowskiego Deszczna, gdzie osiadł wówczas na
        stałe. To z jego ust dowiedzieliśmy się o agresji Związku
        Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 r., deportacjach Polaków na
        Wschód i Zbrodni Katyńskiej. U części uczniów panowało przekonanie,
        że nie należy uczyć się języka rosyjskiego. Karut wszczepił w nas
        coś innego. Zapamiętałem jego słowa, które w czerwcu podczas
        uroczystych obchodów 25-lecia Solidarności Walczącej, przy
        wieczornej wódce, powtórzyłem w Hotelu Tumskim we Wrocławiu
        legendarnemu dysydentowi Władimirowi Bukowskiemu i innym obecnym
        przy stole wyraźnie wzruszonym rosyjskim opozycjonistom: "Proszę,
        nie pałajcie żalem i nienawiścią do Rosjan! To naród tak samo
        cierpiący i zniewolony przez komunizm, jak Polacy. Wydał wielu
        wybitnych pisarzy i poetów. Wiedzcie, że rosyjski to nie tylko język
        Lenina, ale i język Tołstoja, Turgieniewa, Dostojewskiego czy
        Gogola."
        Tata Kazika
        Na jednej z lekcji, nie będąca członkiem PZPR nauczycielka, pewnego
        razu powiedziała:
        - A Marcinkiewicz? To nie wiecie, że on jest ustawiony? Przecież
        jego ojciec jest kierownikiem gorzowskich kin! I dlatego Kazimierz
        wszystko może..."Troszkę o tym, siłą rzeczy, słyszeliśmy. Istniał
        wówczas przymus uczestniczenia w "Dniach Filmu Radzieckiego", które
        odbywały się w Kinie "Kopernik" w rocznicę wybuchu Rewolucji
        Październikowej. Większość prezentowanych obrazów była nawet
        poświęcona temu epokowemu wydarzeniu, lecz każdy seans poprzedzony
        był "Polską Kroniką Filmową". Z ekranu straszył wówczas ponury
        człowiek w ciemnych okularachprzebrany za generała, co wywoływało
        spontaniczną reakcję dziatwy i oburzenie jej zachowaniem ciała
        pedagogicznego. W ekran ciskano ukradkiem zmiętym w kulkę papierem
        śniadaniowym i świeżymi ogryzkami. Raz jeden kolega zapragnął rzucić
        butelką po mleku, ale w porę ostudzono jego zapał, bo mogło to być
        odczytane jako akt terroryzmu.
        Organizator indoktrynacyjnych imprez, Marian Marcinkiewicz, był
        lektorem w Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii
        Robotniczej. Wolny czas umilał sobie jeżdżąc "pociągiem przyjaźni"
        do Moskwy.
        Kaziu! Zakochaj się!
        A my u schyłku PRL-u uczestniczyliśmy w marszach protestacyjnych
        przeciwko budowie elektrowni atomowej w Klempiczu, roznosiliśmy
        ulotki Ruchu Młodzieży Niezależnej, a zwłaszcza pociągała nas
        pacyfistyczna bibuła Ruchu Wolność i Pokój. O jakiejkolwiek
        działalności opozycyjnej któregokolwiek z Marcinkiewiczów nikt z nas
        wówczas nie słyszał. Trudno to tłumaczyć głębokim zakonspirowaniem
        zacnego rodu, bo Mirosław Marcinkiewicz, starszy brat Kazimierza,
        jeszcze przed wybuchem Sierpnia 80 legitymację kandydacką na członka
        PZPR zdążył odebrać z górniczych ršk samego I Sekretarza Edwarda
        Gierka.
        Po 1989 roku, gdy Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa do
        nikogo już z broni palnej nie strzelały i nikogo nie zamykały,
        przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Bracia Marcinkiewiczowie poczuli
        zamiłowanie do działalności publicznej i stali się sztandarowymi
        postaciami Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Dawni uczniowie
        długo zastanawiali się, co takiego Marcinkiewiczowie mogą mieć
        wspólnego z Kościołem. Ktoś rzucił, że przecież ich ojciec był
        bardziej czerwony od cegły gorzowskiej Katedry.
        Kazimierz nad Wisłą
        W Gorzowie nastał kapitalizm. Szefem Biura Maklerskiego banku PKO BP
        został owiany szczególnie złą sławą porucznik SB Piotr Kamerduła,
        absolwent AWF. Kamerduła był giermkiem kapitana SB Mariana
        Styczyńskiego, "opiekuna" Zakładów Włókien Chemicznych "Stilon".
        Styczyński 4 września 1982 roku współuczestniczył w porwaniu spod
        bramy "Stilonu" pracownika tegoż przedsiębiorstwa, który 31 sierpnia
        1982 roku w drugą rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych
        uczestniczył w demonstracji pod Katedrą. W nieistniejącym już
        komisariacie MO, podczas brutalnego przesłuchania, przykładał
        porwanemu pistolet do głowy i krzyczał: "Pier... ciebie w łeb,
        podrzucimy na śmietnisko i będzie na Cyganów". Następnie
        przesłuchiwanego zaprowadził, jak to nazwał "do chłopców z ZOMO, aby
        wzięli sobie odwet za odniesione rany".
        W rzeczywistości lat 90. czuliśmy się jakoś trochę nieswojo. W
        czerwcu 1992 roku, jako nastolatkowie, roznosiliśmy po Gorzowie
        ulotkę Solidarności Walczącej zatytułowaną "Agenci rządzą Polską"
        zawierającą wykaz parlamentarzystów i najwyższych urzędników
        państwowych, którzy w latach 1944-1989 byli tajnymi
        współpracownikami komunistycznych organów bezpieczeństwa.
        Wiarygodność kolportowanych danych potwierdził nam założyciel tej
        organizacji - Kornel Morawiecki.
        Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie
        dołączył do grona secesjoni

        • slawek_wieczorek Dokonczenie artykulu 11.09.07, 16:54
          Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie
          dołączył do grona secesjonistów z ZChN, którzy poparli ideę
          lustracji, lecz stanął po drugiej stronie barykady. Trafił do
          Warszawy i został wiceministrem w antylustracyjnym gabinecie Hanny
          Suchockiej. Jesienią tegoż roku "Listę Macierewicza" kolportowaliśmy
          w Gorzowie podczas kampanii wyborczej na spotkaniach z Henrykiem
          Goryszewskim i Wiesławem Chrzanowskim. Minister Marcinkiewicz wpadał
          w furię, a na tym drugim spotkaniu w Kinie "Kopernik" jego sztabowcy
          rzucili się na nas i omal nie doszło do rękoczynów. Rozjemcą został
          wówczas ksiądz Jan Pawlak - Diecezjalny Duszpasterz Rodzin.
          Bal Wszystkich Świętych
          Braciom Marcinkiewiczom w Gorzowie wiodło się dobrze. Za czasów, gdy
          Kazimierz - ponoć ze względu na planowaną przez PiS koalicję z PO -
          został premierem, jeszcze lepiej. Mirosława mianowano dyrektorem
          Oddziału PKO BP. Także zainteresowanie kinem pozostało braciom
          Marcinkiewiczom w nowych czasach. Młodszy z nich, Arkadiusz
          Marcinkiewicz, wiceprzewodniczący Rady Miasta, dzierżawiący kino,
          którym w okresie PRL zawiadywał jego ojciec, kupił je w tym roku z
          działką w przetargu ogłoszonym przez syndyka za 850 tys. zł. W
          transakcji ubiegł miasto, zaś na wniosek magistratu
          sprzedaż "Kopernika" trafiła do prokuratury. Pieniądze na kupno
          uzyskał biorąc kredyt w banku PKO BP, gdzie dyrektorem oddziału jest
          jego brat - Mirosław. Po pół roku sprzedał je za 3,9 mln zł.
          Atakowany przez oponentów, że nawet jeśli taka transakcja jest
          zgodna z prawem, to budzi poważne wątpliwości moralne,
          odpowiedział: "w życiu kieruję się naukami Świętego Tomasza". W
          sercach ludzi wierzących zrodziło się pytanie:
          "Którego świętego Tomasza":
          - z Akwinu? - ale ten pisał, że "lichwa jest zbrodnią"
          - Becketa? - w młodości pracował w skarbowym urzędzie miejskim w
          Londynie i z pewnością przygląda się z Nieba wszelkim niejasnym
          transakcjom
          - Morusa? - nie uznał nielegalnego małżeństwa Henryka VIII i jego
          drugiej żony - Anny Boleyn, więc niewiadomo, co powiedziałby na
          ewentualny mezalians byłego premiera z PO.
          W tej sytuacji pozostałby tylko święty Tomasz Apostoł, którego
          tradycja nazwała niewiernym.
          Życie na podsłuchu
          Czeka nas wyjątkowo brutalna kampania wyborcza. Dla opozycji mam już
          gotowy klip:
          Były szef rządu pod biurkiem Dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy
          i Rozwoju w Londynie znajduje podsłuch i gromko wykrzykuje:
          - Jest - jest - jest!
          Z pomocą przybiegają jego dwaj bracia i co sił, już całą trójką,
          wyrywając ze ścian budynku coraz wyżej położone podejrzane kable,
          pędzą na strych. Tam, roztrzaskując w pył aparaturę podsłuchową, do
          przerażonego oficera dyżurnego ryczą (klip PO: od najniższego do
          najwyższego, bo wśród braci występują spore dysproporcje wzrostu;
          klip SLD: od najmłodszego do najstarszego, ponieważ lewica głosi
          idee równości, więc okazywanie różnic wzrostu jest niedopuszczalne):
          - Nie podsłu...
          - ch..
          - z tym wszystkim!!!
          Sławomir Wieczorek


          • e_werty Wal sie na ryja... 11.09.07, 19:27
            Wietschorek!
            • Gość: jasio Re: Wal sie na ryja... IP: *.gorzow.mm.pl 11.09.07, 21:53
              A co tak Cię gościu miły zabolało, czyżby to p........, aż boję się napisać?
          • Gość: gorzowiak Re: Dokonczenie artykulu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.07, 10:48
            przestan pierd...ic!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka