balbinia
23.05.05, 18:09
No wiec tak:
1. Czy na adopcje moga liczyc osoby zdrowe i plodne? Oboje z moim partnerem
nie mamy problemow z plodnoscia ale chcielibysmy adoptowac w niedalekiej
przyszlosci.
2. Ja mieszkam od 4 lat w Niemczech, mam polskie obywatelstwo ale staly pobyt
za granica. Moj kochany jest Niemcem. Mamy szanse aby w miare szybko
adoptowac dzieciaczka z Polski? Chcielibysmy zdrowe dziecko, chyba do 2-3
roku.
3. Czy mamy szanse na adopcje od razu dwojki dzieci? Np: jedno
kilkumiesieczne a drugie kilkuletnie?
4. Czy to, ze mamy rozne wyznania religijne moze wplynac na nasza niekorzysc?
Ja - chrzescijanstwo, On - islam. Oboje jestesmy tolerancyjni, interesujemy
sie buddyzmem, filozofia ale przynalezymy do roznych religii. Jak to widza
osrodki adopcyjne?
5. Czy kierunek moich studiow (pedagogika resocjalizacyjna) moze byc na moja
korzysc, jakims pozytywnym punktem, atutem dla osrodkow?
6. Ile czasu moze to wszystko zajac? Od zlozenia wniosku do tego upragnionego
momentu..?
7. No i jak jest z tym stazem malzenskim? Na razie nie planujemy slubu, ale
zastanawiam sie, ze jesli trzeba miec ten staz a my za np 5 lat bylibysmy
sklonni podjac sie macierzynstwa, to czy nie powinnismy zaczac juz teraz
myslec, na zapas? Z drugiej strony jest trudno: ja jeszcze studiuje, a moj
luby dopiero co po studiach. Chcielibysmy sie nieco ustabilizowac,
zaoszczedzic troche pieniedzy i dopiero brac slub.
A tak wogole, to przyznam sie Wam, ze o tym, ze kiedys zaadoptuje dziecko,
mowilam juz w wieku 9-10 lat! Sama bedac dzieckiem, juz wtedy podjelam taka
decyzje. Do dzisiaj czuje, ze tego chce i w kazdym okresie mojego zycia bylam
przekonana, ze nie boje sie adopcji, ze umiem pokochac "nie-moje" dziecko.
Smiac mi sie chce, jak czytam w moim pamietniku, ktory prowadzilam w czasie
podstawowki i liceum, o moich lekach i rozsterkach, ze nie znajde partnera,
ktoryby akceptowal moje postanowienie adopcji, najlepiej kilkorga dzieci.
Pamietam jak opowiadalam o tym ciociom czy kolezankom. Wszyscy sie ze mnie
smiali. Co ciekawe, takze w podobnym wieku podjelam decyzje, ze chce wyjechac
z Polski w swiat. No i wyjechalam i nie zaluje mojej decyzji. To dodaje mi
odwagi, ze bede kiedys dobra i najnajukochansza mama. Bardzo tego pragne.
Pamietam tekst Majki Jezowskiej "Wszystkie dzieci nasze sa". Od malego
spiewalam ta piosenke i naprawde nie widze roznicy, czy sama urodze, czy nie.
Pewien znany psychoanalityk powiedzial tez kiedys: "Daj mi dziecko a zrobie z
niego geniusza albo morderce" - to tak apropos genow. Mialam zajecia na
studiach z psychologii i psychopatologii. 95% tego, kim i jakie sa nasze
dzieci, jest zalezne od warunkow zewnetrznych, nie od genow. Kiedy docent
przedstawil nam ta tabele, jeszcze wiecej utwierdzilam sie w moich
przekonaniach.
Aha, i moze mnie wysmiejecie, ale juz dzisiaj zalozylam specjalny segregator,
do ktorego co jakis czas wrzucam kartki, jak np przepis na domowa modeline,
teksty piosenek, opisy zabaw i gier. Po czesci przyda mi sie to w zwiazku ze
studiami, ale widze, ze sama gdy dokladam kolejna kartke, mysle, ze kiedys w
domowym zaciszu, siadziemy przy stole i bedziemy wycinac/lepic/malowac... A
ja bede mogla patrzec na te fajne dzieciaki moje i mowic sobie, ze kurde,
kawal dobrej roboty odwalam i, ze to byla jedna z lepszych decyzji w moim
zyciu.
dobra, rozpisalam sie. Czekam na Wasze przemyslenia, porady, refleksje.
pozdrawiam serdecznie!