Stan zdrowia dziecka adoptowanego

08.09.07, 10:18
Witam wszystkich smile
Wczoraj byliśmy z mężem w OAO, na pierwszej wizycie. Wrażenie, jakie na nas
wywarły panie z ośrodka, było bardzo dobre. Rozmawialiśmy długo i na koniec
poruszyliśmy temat zdrowia dziecka (tzn. Pani dyrektor poruszyła). Tzn.
spytała nas jakie choroby bylibyśmy w stanie zaakceptować. My w podaniu
napisaliśmy "zdrową dziewczynkę do około 12 miesięcy", no ale wiadomo, że
żadne dziecko nie jest 100% zdrowe. Pani zapytała więc nas czy alergie bądź
wada wzroku dyskwalifikowałyby dziecko... Odpowiedzieliśmy, że naturalnie że
nie. A wada serca? No i tu już zapadła konsternacja. Pani dyrektor poprosiła
nas, żebyśmy się zastanowili w domu nad tymi chorobami, jakie możemy zaakceptować.
    • alix1 cd. 08.09.07, 10:23
      Kończę dalej, bo enter wcisnęłam smile

      No więc doszliśmy z mężem do wniosku, że jednak chcemy dziecko zdrowe, bez
      chorób do operacji, nie wymagające rehabilitacji w szpitalu, neurologicznie
      zdrowe... I tu pojawiają się moje wątpliwości.. Czy nasze deklaracje nie
      spotkają się z niesmakiem pań z OAO? Czy nie będzie źle widziane, że chcemy
      dziecko zdrowe? Czy jest szansa zaadoptowania zdrowego, bądź prawie-zdrowego
      dziecka? Może takich wogóle nie ma do adopcji? I jeszcze jedna ważna kwestia:
      picie alkoholu przez matkę w ciąży... Powiem szczerze, że tego bardzo, bardzo
      się obawiam. Czy myślicie że jest szansa zaadoptowania dziecka bez poważnych
      chorób, którego matka nie piła nałogowo w ciąży?
      Będę wdzięczna za wszelkie uwagi i porady dotyczące stany zdrowia dziecka
      adoptowanego.
      • zajacowna Re: cd. 08.09.07, 11:05
        Jak poszlam do oao to tez pytano nas o zdrowie dziecka i
        powiedzielismy zdrowe z malymi wadami bo nie mamy zdolnosci
        wyuczonych- szkly aby nalezycie zaopiekowac sie chorym
        dzieckiem.Pozniej poznalismy Leosia.ma teraz 14 miesiecy.
        jak go bralismy w RZ mial 12. Powiedziano nam ze ma > defekt
        odpornosci, wade serca, bardzo czesto mial zapalenie płuc, cos z
        nerkami. Bede go adoptowac....
        Odkad jest z nami mial jedynie anginek, ktora ja go
        poczstwoalam.Bylam u kardiologa, wady serca juz nie ma.Bylam w
        poradni imunologicznej.. defektu odpornosci nie ma...dziecko super
        sie rozwija... a po co to pisze... ja odnioslam wrazenie ze oao nie
        zabardzo znaja rzeczywisty stan zdrowia dziecka i trzeba na to
        wziasc mega nakladke...

    • kinia51 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 11:19
      Wydaje mi się, że jednak masz troszkę za duże wymagania. A czy
      gdybyś urodziła dziecko z wadą serca oddałabyś je? Zaraz napiszesz,
      że to inna sytuacja, ale nie do końca tak jest.
      Dzieci do adopcji to zazwyczaj dzieci z rodzin patologicznych.
      Zazwyczaj oczywiście nie oznacza zawsze. A czy będzie przeszkodą, że
      matka paliła, uprawiała seks z przygodnymi mężczyznami, w rodzinie
      były choroby np. cukrzyca, astma? Czy wydaje ci się, że OAO jest w
      stanie w każdym przypadku sprawdzić jak się matka prowadziła? A co z
      dziećmi pozostawionymi w szpitalu albo podrzuconymi kto będzie w
      stanie dać Ci gwarancję? Jeśli masz aż takie wymagania w stosunku do
      dziecka to możesz się szybko nie doczekać. Na twoim miejscu jeszcze
      raz zastanowiłabym się czy adopcja to aby napewno dobra droga dla
      Was. Może kiedyś się okazać, że dziecko ma trudny charakter a ty
      chciałaś aniołkia i co wtedy zrobisz?
      • alix1 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 11:56
        Gdybym urodziła dziecko z wadą serca, nie oddałabym go. Według mnie jednak co
        innego świadomie sie na to decydować.
        To że matka paliła, uprawiała sex z wieloma partnerami itp. nie jest dla m,nie
        przeszkodą. Wyraźnie zaznaczyłam, że mam obawy dotyczące stanu zdrowia dziecka,
        a nie jego bliższej czy dalszej rodziny.
        A o charakterze nic nie pisałam, więc chyba masz trochę tendencję do
        nadinterpretacji smile
        Być może moje obawy wynikają z tego, że mamy już w domu dziecko biologiczne,
        8-latka. Gdybym adoptowała dziecko chore, wymagające rehabilitacji, pobytów w
        szpitalu itp., musiałoby to się odbyć kosztem mojego syna, któremu też muszę
        zapewnić opiekę.
        Trudno, najwyżej poczekam dłużej. Chętnie wysłucham głosów innych mam,
        szczególnie tych, które też miały takie obawy smile
        • doska26 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 12:23
          My zglaszajac sie do osrodka tez chcielismy zdrowe dziecko tzn zeby
          nie mialo jakis powaznych chorob.Rozmawiajac z paniami z osrodka
          powiedzialam ze nie chce brac powaznie chorego dziecka ,poniewaz nie
          jestesmy zamozni i jako matka miala bym straszne wyrzuty sumienia ze
          nie moge takiemu dziecku zapewnic takiej opieki jakiej by ono
          potrzebowalo.Dostalismy 3,5 miesiecznego chlopczyka niewiadomego
          pochodzenia ,matka go urodzila i uciekla ze szpitala,nawet adres
          zamieszkania podala falszywy.Nie wiem o niej nic ,moze
          narkomanka ,moze alkocholiczka ,moze pani stojaca na ulicy ,po
          prostu nie wiem.Pokochalam synka jak tylko go wzielam na rece ,nawet
          go dobze nie zobaczylam jak go przytulilam tak najchetniej bym go
          juz tak zostawila w swoich ramionach.Teraz ma 3,5 roku jest slicznym
          zdrowym chlopcem,pieknie mowi ,kazdy podziwia go za jego
          inteligentne wypowiedzi,jest bardzo smialym rezolutnym chlopcem,jest
          malym przystojniakiem ,ma slawe najprzystojniejszego bruneta na
          osiedlu,rozwija sie naprawde super,nie choruje,jeszcze nigdy nie
          bral antybiotyku,mial tylko lekkie przyziebienia,ktore leczylam
          miodem cytryna i cebula.Zapedzilam sie troche z tym
          chwaleniem,przepraszam ,ale tak go kocham,jest moim najwiekszym
          darem jaki moglam dostac od losu.Poprostu go kocham tak jak kazda
          matka powinna kochac swoje dziecko.
          • leli1 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 16:13
            nas nie zapytano o to czy akceptujemy/bądź jakies choroby dziecka....i dobrze! Mysle ze mialabym z tym problem. Bo albo wymienilabym calą liste i jeszcze miala wątpliwosci czy aby wszystko ujęłam, albo nie wymieniłaby, nic bo nie wiedziałabym co.
            Zdaj sie na intuicję, przesadne wyszczegolnianie chorob nie tyle moze byc zle przyjete przez OA, co wydaje mi sie ze wam zamąci w głowach.
            Czy juz przypadkiem nie zastanawiasz sie czy aby wszystko wymienials na co sie nie godzicie? wink
            Ciesze sie ze nas OA pozbawił tego problemu.
      • klusqa Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 13.09.07, 21:40
        Kiniu, nie do końca się z Tobą zgadzam. Jeśli chodzi o charakter, to
        ani po biologicznym dziecku (ach te geny!) ani po adoptowanym nie
        spodziewałabym się aniołka. Natomiast jeśli chodzi o choroby, wiem,
        że nie umiałabym zająć się dzieckiem np. z zespołem downa, albo z
        porażeniem mózgowym, czy FAS. FAS nie zafundowałabym dziecku
        biologicznemu, a o dwóch pozostałych "wadach" wiedziałabym już w
        trakcie ciąży, więc może miałabym czas, żeby się do tego przygotować
        i po prostu byłoby inaczej.
    • werbena11 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 20:08
      wg mnie najlepiej odpowiedziec osrodkowi jaka jest wasza sytuacja,
      ze nie chcecie posiadac drugieo dziecka kosztem biologicznego, z
      lekkimi schorzeniami sobie poradzicie, a nad innymi zastanowicie
      sie po telefonie.
      Przeciez nie sposob zastanawiac sie nad cala patologia w
      podreczniku neonatologii czy pediatrii. Chodzi raczej ogolnie o
      wasze oczekiwania i mozliwosci.

      Wady serca tez moga byc rozne - jedne wymagaja operacji, inne
      ustepuja z czasem bez leczenia albo nie daja zadnych funkcjonalnych
      zmian.
      Poza tym moze zdarzyc sie dziecko, o ktorym nie wiadomo
      wszystkiego, jaka byla przeszlosc matki, czy pila, cpala. FAS mozna
      na 100% potwierdzic, wykluczyc ok. 2 roku zycia. I co, czekac?
      • alix1 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 20:12
        Dzięki smile
        • werbena11 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 09.09.07, 01:04
          Jeszcze dopisze, ze ja wszelkie ograniczenia co do stanu zdrowia,
          wieku, plci rozwazalam jako pytanie: jakiemu dziecku nie otworze
          drzwi mojego domu? I jest to trudny problem, moze brzmi
          dramatycznie, ale mysle, ze tak postawiony wymaga od nas juz
          konkretnego opowiedzenia sie co naprawde nas przerasta, a nie tylko
          dywagacje o mrzonkach, marzeniach, lekach.

          Co do pozniej wykrytych chorob to mysle, ze kiedy juz zakochamy sie
          w dziecku latwiej sobie z nimi poradzimy.
          Ja kupilam psa rodowodowego, chcialam z nim chodzic na wystawy, ok.
          7. mies zachorowal na zap. kosci, ma nawykowa kulawizne i nigdy nie
          bedzie psem wystawowym. Ale jest najukochanszym psem na swiecie i
          cofajac czas nie zamienilabym go na zadnego innego.
    • mala.j75 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 08.09.07, 22:47
      Nas też o to pytano w ośrodku i przyznam, ze dla mnie też jest to trudny temat.
      Też powiedzieliśmy, że chcemy dziecko zdrowe, bo nie jesteśmy zamożni a wiadomo,
      że leczenie dużo kosztuje. Ale w głębi duszy gdzieś pojawiają się wątpliwości
      czy to aby jedyna przyczyna. I nie zgadzam się z przedmówczynią, która porównuje
      chorobę dziecka adoptowanego do dziecka biologicznego, bo to jednak nie to samo
      i nigdy nie będzie to samo. Ale wiadomo, że niektórych chorób nie da się
      przewidzieć i jeżeli dziecko adoptowane zachoruje w późniejszym okresie (po
      adopcji), to też już to jest inna sytuacja, bo wtedy już pewnie pokochało się go
      na zabój i nie myśli się o tym, ze jest adoptowane. Ale tak świadomie brać
      dziecko z poważną chorobą to naprawdę jest to trudne i nie wolno tej sytuacji
      porównywać do urodzenia dziecka biologicznego z poważną chorobą.
      Nie chcę być źle zrozumiana, ale taka decyzja jest naprawdę trudna, bo niestety
      ale jest ta "świadomość". I jeszcze raz piszę do swojej przedmówczyni, gdybyś
      przed poczęciem dziecka wiedziała, że będzie ono chore (oczywiście teoretyzuję,
      bo w zasadzie tego nigdy się człowiek nie dowie), to czy zdecydowałabyś się na
      to dziecko, czy też poczekałabyś na inny moment?
      A osądy co do naszego postępowania zostawmy Bogu.
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości i siły.
      • peilin Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 09.09.07, 12:09
        Ja sadze, ze osrodki "nie lubią" rodzicow, ktorzy boja sie
        wszystkiego. Nie lubia, bo boja sie co bedzie jak dziecko zachoruje
        po adopcji.
        Natomiast na ogol nie dziwie sie ludziom, ktorzy nie chca przyjac
        dziecka ciezko chorego. Dobry OAO powinien brac pod uwage rowniez
        sytuacje finansowa rodzicow, bo leczenie kosztuje.
        Ja bylam zdecydowana na kazda przypadlosc medyczna, z ktorej da rade
        dziecko wyciagnac, ale nie bylam gotowa na adopcje dziecka np
        uposledzonego umyslowo.
    • kecaj31 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 10.09.07, 00:17
      Jestem mamą odopcyjną od 7lat.Też przeżywalam takie same problemy w
      OA.Przedstawiono mi dziewczynkę mówiąc,że ma tylko alergię
      pokarmową.Była pod opieką poradni gastrologicznej w szpitalu
      klinicznym w którym kiedy się z nimi skonsultowałam za zgodą domu
      dziecka stwierdzono podejrzenie mukowiscytozy.Był to dla nas szok,
      a jednocześnie myśl nie mogę jej zostawić/to było nasze pierwsze
      spotkanie bez zobowiązań/ byłam z nią w szpitalu obserwując i
      nabierając pewności że to nie to.Po rozmowie z moim mężem i krotkim
      zapytaniem co robimy? odpowiedział przecież ona jest nasza,a mnie
      tylko o to chodziło?
      Wszystkie złe wyniki wynikające z prób potowych i alergii znikneły
      kiedy zamieszkała z nami.Zacytuje mojego męża " nasza księżniczka
      była poprostu uczulona na dziadostwo".Teraz jest super 8 letnią
      dziewczynką z odpowiednim wzrostem, wagą.Z małej szarej myszki
      zrobila się super dziewczynka z piękną cerą i gęstymi wlosami. Nie
      ma żadnej alergii, choruje żadko jak każde dziecko w jej wieku.
      Kilka lat temu mialam bardzo podobne dylematy. Zyczę Ci wszystkiego
      najlepszego.Miłość jest najlepszym lekarstwem. Nikt jednak nie
      powiedzial,żę będzie łatwo.Musisz uzbroić się w cierpliwość dzieci
      po traumie mowię w swoim imieniu,pomimo otwartego serca,są
      nadpobudliwe i okres bez miłości odbija się w dalszym życiu.
      Dzisiaj nie wyobrażamy sobie jak mogliśmy żyć kiedy jej nie było.
      Zyczę wszystkiego najlepszego i bardzo pozytywnego myślenia bez
      względu na zachowanie , czy miny pań z OA.
      • alix1 Kecaj31 10.09.07, 08:48
        Dziękuję za odpowiedź smile
        Czy mogłabyś napisać w skrócie, jak przebiegał okres adaptacji dziecka w waszym
        domu? Czy długo u małej utrzymywały się jakiekolwiek objawy choroby sierocej?
        Pytam, bo my również chcemy zaadoptować dziewczynkę w wieku około roku smile
        • kecaj31 Re: Kecaj31 10.09.07, 09:58
          wyslałam na twój adres gazetowy
        • ingeborg_1 Re: Kecaj31 10.09.07, 19:57
          U nas adopcja jest jeszcze dość odległą sprawą. Ale zastanawiałam się nad tym
          właśnie problemem, który napotkałaś.
          Powiem najpierw w skrócie, jakie mamy plany. Mam dwoje dzieci, jestem w trzeciej
          ciąży, czwarte dziecko chcemy adoptować. No i w tej sytuacji nie czułabym się
          (czy też oboje z mężem byśmy się nie czuli) na siłach zaadoptować dziecka
          chorego (alergia OK, wada wzroku lub serca - już nie). No i obawiam się reakcji
          w ośrodku.
          Ale z drugiej strony, czy to dziwne? Czy gdyby w mojej rodzinie była dziedziczna
          choroba genetyczna, decydowałabym się na biologiczne potomstwo?

          Na miejscu pań z ośrodka nie robiłabym problemów. Lepiej, gdy każdy się
          zastanowi, ile może unieść i w imię zachowania twarzy nie bierze na siebie
          ciężaru ponad swoje siły. Adopcja nie jest tym samym, co rodzicielstwo
          biologiczne; niesie ze sobą dużo problemów (pułapek bym nawet powiedziała)
          emocjonalnych, których nie ma w biologicznej rodzinie.

          Mam nadzieję, że Twoje (i moje) obawy są nieuzasadnione i że po to właśnie takie
          pytania się zadaje, żeby rodzice adopcyjni zastanowili się nad szczerą
          odpowiedzią i swoimi możliwościami i żeby adopcja po prostu się udała (żeby
          zarówno dziecko jak i nowi rodzice byli szczęśliwi).
    • jkl13 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 10.09.07, 20:59
      Nam też kazano określić stan zdrowia dziecka, jaki jesteśmy w stanie
      zaakceptować. Wskazaliśmy, że jesteśmy w stanie zaakceptować alergie, wady
      wzroku, stwierdzone nałogi u matki. Psycholog powiedziała, że nie chodzi tu o
      licytację chorób i wybieranie w dzieciach, ale o udaną adopcję. W końcu nic na
      siłę - jedna para zaakceptuje nawet poważne wady zdrowotne u dziecka, a druga
      nie. Nie ma więc sensu "wciskanie" chorych dzieci na siłę, bo to spowoduje, że
      trafią z deszczu pod rynnę - od rodziny biol., która ich nie chce, do rodziny
      ado., która ich nie zaakceptuje, nie pokocha.

      Zupełnie czym innym jest zaakceptować problemy zdrowotne u swojego dziecka
      (rodzonego, czy też wady wykryte u adoptusia w późniejszym okresie), a zupełnie
      czym innym decydować się na nie świadomie. My się na to nie zdecydowaliśmy.

      A co do synka to do tej pory rozwija się wspaniale (obecnie ma 2,5 roku), choć
      to w zasadzie też była loteria. O matce biol. nie mieliśmy zbyt wielu
      informacji. Ale takie ryzyko niesie każda adopcja.
    • alix1 dzięki za uwagi i proszę i dalsze opinie :) 11.09.07, 08:18
    • agusia19751 Re: Stan zdrowia dziecka adoptowanego 11.09.07, 11:58
      więc my mieliśmy podobnie na pierwszej rozmowie,napewno twoje wymaganie co do zdrowia dziecka nie powinny was dyskwalifikować,ja bardzo dużo przeszłam straciłam wiele ciąż i z twardej kobity stawałam się coraz wrażliwsza,więc jak nam się spytali o stan zdrowia dziecka to po prostu powiedziałam że nie dałabym rady wychować dziecko z trwałym kalectwem(wada serca i różne wady dziecka do wyleczenia,tego byliśmy gotowi się podjąć)-panie mnie zrozumiały i podziękowały za szczerość,inna para z naszej grupy chyba się nie określiła dobrze i dostali dzieciątko bardzo chore-niestety zrezygnowali-dziewczyna przez pół roku nie mogła sobie podarować uspokoił ich fakt że chora dziewczynka już znalazła rodzinę-a w grudniu w zeszłym roku zadzwoniła do nich dziewczyna z ośrodka że jest zdrowe dzieciątko-więc widzisz nawet fakt że odmówili adopcji tamtego dziecka ich nie zdyskwalifikował-po prostu wszystko zależy od ośrodka i od pań które tam pracują-jak urodzisz swoje dziecko to też nigdy nie jesteś pewna czy będzie dobrze słyszało lub jego serduszko będzie zdrowe dlatego my na to się zgadzaliśmy,gotowi bylismy przyjąć takiego malucha-dodam jeszcze że płeć nie grała roli i to był duży plus dla ośrodka-dla nas było obojętne czy chłopiec czy dziewczynka-mamy córeczkę.

      Małżeństwem jesteśmy już...
Pełna wersja