waszahanusia
07.03.09, 21:43
I właściwie los za mnie zdecydował. Mam 1,5 roczną córcie. To ze
kiedys wezmę dziecko do adopcji było dla mnie naturalne, dziwiłam
sie moim rodzicom, ze nie chcą... a warunki były jeszcze dla 10

Tak sobie myslałam ze moze bliżej 40 ta adopcja, jak juz swoje
dzieci porodze.
W srode pojechałam do szpitalika, do córci mojej kolezanki.
Opowiadała mi, ze małej OLi- nazwała ją bidą... KOlezanki szwagierka
która ze mną pracje, dokładniej mi opowiedziała o Oli. Postanowiłam
wesprzec dziecko, lalką , misią, czekoladą... Przyjechalam z
zakupami i sie zakochałam... 3,5 letnia Ola. Robi jeszcze w
pieluchę, słabo mowi, ciągle płacze, woła mamę. Ma ogromny smutek w
oczach. Jest sama w szpitalu. Dopiero dziś dowiedziałam wiecej o Jej
losie, wczesniej kazda z pielęgniarek mnie informowała o czymś innym-
ze czeka na rodzinę zastępczą, ze dopiero co ją od matki zabrali...
Dzś sie dowiedziałam wiecej, ze Oli matka pijaczka jest jakby
czesciowo pozbawiona praw, ojca nie ma. W srode była sprawa w
sadzie. Ole zaraz po tej sprawie zabrali do szpitala, bo matka na
leczenie sie nie zgadzała. Od grudnia chyba jest w ośrodku.
PIelęgniarki dały mi adres tego ośrodka- nazwa to jakiś skoplikowany
skrót szukłąm na zumi ale nic nie widze. To ok. 60 km od mojego
miejsca zamieszkania. NIby przyjechała prosto z osrodka do szpitala,
bardzo kleła przez pierwsze 2 dni, mowiła, ze OLa nie i tu kilka
niecenzuralnych słów. Zywo plakała za mama, a nie widizała jej
podobno miesiac... Juz nie wiem co mysle o jej losie. Oczywiscie w
poniedizałek pojade do tego osrodka i moze mi cos powiedzą...
Moje pierwsze mysli były tak zeby pomóc Oli, jak nie wiem ze cos jej
kupię. Ale ona sie do mnie przytulałą, całoała, za 2 razem przyszłam
z tesknoty. Przejzałam jej rzeczy co ma- nie ma nawet szczoteczki do
zebów, panie pielegniarki na pytanie co Ola potrzebuje kazały mi sie
czuć gospodynia- a obca jestem całkiem- jak zobaczyłam sterte
starych szmat- ja mam lepsze do kurzu, to na koljeny dizen przybyłam
znowymi trepkami po pierwsze... Teraz ma juz całą nową garderobę i
nie wyglada jak bida, a jak cudna i usmiechnieta dziewczynka- choc
przez pryzmat nie podartych spodni ze szpitala z kupa od wewnatrz.
Teraz juz jestem pewna ze ja chc miec przy sobie, ze ją strasznie
pokochałam, ze nawet sama siebie zaskoczyłąm ta reakcją na Ole.
MOj maż mowi zebym sie nie przywiazywała bo robie sobie szkode i
dziecku- no to prawda płącze od 2 dni za Olą, przyjezdzam do
szpitala... nie wiem co robic dalej.
Moja pierwsza mysl była taka zeby zabierac Ole na swieta, wakacje,
ale to bez sensu, bo to nie maskotka, ma uczucia, bedizemy razem za
sobą tesknic- od razu mi sie przypomniał ten serial na TVP1... i te
czekające na weekend w oknie dzieci. Mysl głupia tak mi sie wydaje.
I teraz nie wiem co mam dalej robic?? Pokochałm Ją to na pewno. Ale
jest duzo przeciwności- jej nie uregulowana sytuacja prawna- na
razie nic nie wiem, byc moze w poniedziałek sie cos dowiem, mam małe
mieszkanie- 2 pokoje 52 m kw. kuchnia otwarta, bedzie nam ciezko,
ale jest perspektywa za 3 lata 160 metrowego domu z ogródkiem...
Nie wiem jak sie zachować, co dalej robić, o czymrozmawiać i z kim w
tym ośrodku...
Moj maz jest o dziwno na tak. Bałam sie jego reakcji, ale dziś sam z
siebie jak do niego zadzwoniłąm i powiedizałam ze jestem u Oli sam
zaproponował ze przyjedzie Ja zobaczy. Boje sie jeszcze tego ze
mysli ze ja nie mysle powaznie. Ale ja o Niej non stop mysle...
Zdaje sobie ile mnie bedzie pracy, cierpliwości kosztowac Ola. Na
razie jest moja przyssawką szpitalną. Jest cudna