misica89
29.12.08, 16:45
jestem pierwszy rok na uczelni, bośmy się starali i nie wychodziło, to
stwierdziłam, że macham ręką na ten interes i sobie trochę postudiuję.
tymczasem sobie zaszłam, mając do dyspozycji chłopa ino na weekendy.
obecnie jestem jakoś w 10 tygodniu.
i sobie tak rozważam... nie czuję się bardzo kiepsko, ale na pełnych obrotach
też nie funkcjonuję.
studiuję w mieście oddalonym o jakieś 70km od domu i mieszkam w akademiku.
tak sobie pomyślałam, że może by wziąć już teraz urlop zdrowotny, bo
korzystając aktualnie z przerwy świątecznej w domowych pieleszach czuję się
znacznie lepiej.
nie muszę się zrywać skoro świt na "baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo interesujące"
maszynoznawstwo czy inne pierdoły.
obfitującą w pokarmy lodówkę mam pod ręką.
łazienkę mam za ścianą, a nie na drugim końcu korytarza i nie ma do niej
takich kolejek.
a przede wszystkim nikt nie puszcza na całą parę piosenek w stylu "j**** cię
pies, j***** cała wieś", nie dobija się o 4 nad ranem, żeby zawołać na jednego
i nie muszę się szczypać z kasą, żeby poskromić mój apetyt przez cały miesiąc
z ograniczonym budżetem.
chciałabym sobie po prostu poodpoczywać, nacieszyć się ostatnimi chwilami
względnego spokoju, uporządkować swoje sprawy, itd.
czy nie będzie wielkich problemów z przejściem na taki urlop?
ciekawa jestem czy nadal obowiązywałby mnie status studenta, związane z tym
zniżki i ubezpieczenie??