Dodaj do ulubionych

Przygoda ...

06.09.08, 02:21
Pewna definicja mówi tak - ryzykowne, ekscytujące przeżycie.
A może by coś o tym, tematyka dowolna, znając tu wielu, liczę na otwartość i
doświadczenia życiowe, które czasem bolą, a są jak księga o tysiącu stron
przechowywana w ciele i umyśle głęboko. Kto lepszy ten pierwszy, zapraszam smile))
Obserwuj wątek
    • stanislaw00074 Re: Przygoda ... 06.09.08, 08:56
      Życie to jedna wielka przygoda. Kiedyś dotarło do mnie że przecież nie wszyscy
      budzą się następnego dnia.Dojrzałem do świadomości że jutro na niektóre sprawy
      może być już za późno.Każdy kolejny dzień traktuję więc jak nową,jeszcze czystą
      kartę mojego życia.Zapisuję na niej nowe wyzwania i dopisuję kolejne,życiowe
      przygody.
      Fajną przygodą jest to,że mam udaną rodzinę,która potrafi
      (szczególnie dzieci) zaskakiwać każdego dnia. Przygodą i wyzwaniem jest
      urządzanie domu,wypad na zakupy, czy nowe zadanie w pracy.
      Zauważam czasem ,że jeszcze rok temu nie podjął bym się
      jakiegoś wyzwania, a tu proszę, złapałem wreszcie byka za rogi.Każdy z nas
      codziennie przeżywa przygodę swojego życia, czasem nie zdając sobie nawet z tego
      sprawy.Są przygody które spadają na nas znienacka i czasem wywracają nasze życie
      do góry nogami.Są również takie,dzięki którym życie staje się barwniejsze i
      ciekawsze.
      Dzięki za temat- zaczynam skromną przygodą wigilijną.

      W naszym domu nigdy nie było zwierząt, choć je bardzo lubimy.Taki stan rzeczy
      wynikał z założenia, że w ciągu dnia nikogo nie ma w domu i zwierzak czułby się
      samotny i opuszczony.Ukochane kotki i pieski u dziadków wszystkim wystarczały.W
      ubiegłym roku 24 grudnia, z samego rana, pod drzwiami usłyszeliśmy ciche
      miałczenie. Otworzyliśmy drzwi i do mieszkania wsunął się mały,zabiedzony,
      trzęsący się kociak.
      Dzieciaki oszalały z radości, a żona zastanawiała się co z nim zrobić.Najpierw
      dostał mleka - opił się jak beczka, położył się pod
      kaloryferem i zaczął mruczeć.Patrzyłem na to wszystko z uśmiechem i już
      wiedziałem - tym razem dzieciaki nie ustąpią.Kiedy żona oznajmiła, że kot zostać
      nie może,bo będzie brudził i że odwieziemy go wieczorem do dziadków bo tam
      będzie mu dobrze, usłyszała:
      Ależ mamo, przecież dzisiaj jest wigilia. Sama nam mówiłaś, że taka jest polska
      tradycja i w tym dniu biednych i samotnych trzeba przyjąć.Kot jest biedny i
      samotny.My nie chcemy prezentów pod choinkę, chcemy kota!!!
      No i stało się.Do wieczora kot był umyty, odpchlony, miał swoje naczynia do
      jedzenia, koszyk do spania i kuwetę z piaskiem w ustronnym miejscu.A już
      wieczorem, ku ogólnej uciesze "polował" na bombki choinkowe.
      Dzisiaj dorodny i ułożony,ale wciąż wesoły PAN KOT jest pełnoprawnym członkiem
      rodziny.Największą sztamę zawarł mimo wszystko z panią domu i często zasypia na
      jej poduszce.
      Cenię to co mam. Dom,miłość,spokój i mruczenie kota to też
      przygoda,która nie każdemu się w życiu zdarza.







      • sauber1 Re: Przygoda ... 30.09.08, 09:41
        Piękna opowieść wigilijna, z przywiązaniem do naszej starej tradycji, ale też
        przypadkowo dostrzegłem na jednym z dużych europejskich pięknie kwitnących
        portali coś szczególnego, co podkręca wyjątkowo i tak spontanicznie cieszy
        ludzi. Niby nic, taka cicha promocja dziewczynki pracującej w TV. A teraz już
        widzę jak ludziom bardzo potrzeba wesołości, małych prostych radości w tym
        szarym pędzie donikąd, w ciągłej obawie o jutro, a może mi się to wszystko tylko
        wydaje? Może jednak ludzie wolą w zamknięciu snuć rozmyślania o wzniosłych
        celach, nadziejach i z nikim co może sprawić radość, dla zachowania dziwnych
        tradycji w ogóle się nie dzielić, no bo i po co strzępić język po próżnicy, jak
        i tak nikt tego nie czyta, a w telewizorni tyle fascynujących reklam, aż w duszy
        ciepło się robi i człowieka czynią szczęśliwym ...
        Tak, o poezji życia mówię, a sztuką grać tylko siebie smile
        --
        www.radziejowkujawski.vgh.pl/news.php?readmore=990
        ale nie zaglądajcie, nie warto wink
      • salsa13 Re: Przygoda ... 01.10.08, 08:28
        stanisław
        opowieść wigilijna ślicznasmile

        jednak jestem pod wrażeniem tych wcześniejszych słów,
        kiedyś też tak myślałam, nawet dziękowałam za każdy nowy dzień...
        Potrafiłam cieszyć się życiem i małymi szczęściami.
        I nagle, zdarzyło się coś, co wywróciło mój poukładany świat do góry
        nogami. Super chwile, bezcenne wspomnienia...
        A teraz szarości wszędzie, kolory zmyły się i nie chcą powrócićsad

        Jednak Twoje słowa uświadomiły mi właśnie, że JUTRO na niektóre
        sprawy - może być JUŻ ZA PÓŹNO.
        Dzięki, chyba tego własnie potrzebowałam...

        "Od jutra będę smutna, od jutra.
        Dzisiaj jednak będę szczęśliwa:
        Do czego służy smutek, do czego?
        Dlatego, że wieje nieprzychylny wiatr?
        Dlaczego mam się dzisiaj martwić o jutro?
        Może jutro będzie wszystko jasne
        Może jutro zabłyśnie już słońce.
        I nie będzie żadnego powodu do smutku.
        Od jutra będę smutna, od jutra.
        Ale dzisiaj, dzisiaj będę szczęśliwa i powiem do każdego smutnego
        dnia:
        Od jutra będę smutna. Dzisiaj nie."
        • stanislaw00074 Re: Przygoda ... 01.10.08, 11:10
          BAJKA O ZASMUCONYM SMUTKU - z dedykacją dla salsy13


          Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
          Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
          a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
          szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
          Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
          Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą
          i zapytała:
          "Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
          a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
          "Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego
          znajomego.
          "Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
          "Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
          "Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz przede mną.
          Nie boisz się?" "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
          Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
          Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?" "Ja ... jestem smutny."
          odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
          Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś ...",
          powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
          Smutek westchnął głęboko.
          Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
          Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem,
          "najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
          Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
          i towarzyszyć im przez pewien czas.
          Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
          Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.
          "Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
          Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
          A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
          Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
          Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
          I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
          Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
          Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."
          "Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."
          Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu
          człowiekowi.
          Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
          Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
          Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
          Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
          która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
          Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i
          wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
          Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
          Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
          Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
          Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
          potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
          Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
          "Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
          "Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
          Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
          Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie
          pokona."
          Smutek nagle przestał płakać.
          Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
          "Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
          "Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko,jak
          małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"
          (autor nieznany)
          • salsa13 Re: Przygoda ... 01.10.08, 12:09
            Dziękuję, piękna ta bajka...

            ja już chyba lubię te moje smutki, są ze mną już tyle lat...
            tylko ostatnio zostawiła mnie nadzieja.
            Zostwiła i nie chce wrócić...
            Gdzie Jej szukać?
            A jeśli już nie wróci???
            • stanislaw00074 Re: Przygoda ... 01.10.08, 16:29
              Sekretne zioło Marthy


              Nie dawał Benowi spokoju za każdym razem, kiedy ten wchodził do kuchni. Ów
              maleńki metalowy pojemnik, stojący na półce nad piecem. Pewnie wcale nie
              zawracałby sobie nim głowy, może nawet w ogóle by go nie zauważył, gdyby Martha
              nie powtarzała mu wciąż, aby go nigdy nie dotykał. Powiadała, że znajduje się w
              nim pewne "sekretne zioło", które dostała od swojej matki. Obawiała się, że
              gdyby Ben lub ktokolwiek inny wziął pudełko do rąk i zajrzał do środka, mógłby
              je przypadkowo upuścić i rozsypać jego cenną zawartość, a sama nie znała
              sposobu, by je ponownie napełnić.

              Pojemnik bynajmniej nie rzucał się w oczy. Był tak stary, że prawie zupełnie
              zaniknął już jego pierwotny czerwony i złoty roślinny ornament. Doskonale widać
              było na nim i na jego szczelnej pokrywce miejsca, za które był ciągle chwytany.

              Oprócz Marthy, palce jej matki, jak również babki, zostawiły na nim swoje ślady.
              Martha nie była do końca pewna, ale podejrzewała, że nawet jej prababka używała
              tego samego pudełka i jego "sekretnego zioła".

              Ben wiedział tylko, że wkrótce po tym, jak poślubił Marthę, jej matka przyniosła
              pojemnik i przykazała jej, by otaczała jego zawartość szczególną troską.

              Co też Martha pieczołowicie robiła. Ben nie widział nigdy, żeby podczas
              gotowania jakiejkolwiek potrawy zapomniała zdjąć pojemniczek z półki i posypać
              składniki odrobiną "sekretnego zioła". Dodawała szczyptę nawet do tortów,
              placków i ciasteczek.

              Cokolwiek znajdowało się w tym pudełku, z pewnością zdawało egzamin, ponieważ
              Ben był święcie przekonany, że Martha jest najlepszą kucharką na świecie. Nie
              był bynajmniej odosobniony w swej opinii, bo każdy, kto tylko posmakował jej
              potraw, wysławiał je pod niebiosa.

              Ale dlaczego nie pozwalała mu dotknąć tego pojemniczka? Czy naprawdę obawiała
              się, że może rozsypać jego zawartość? Jak wyglądało to "sekretne zioło"? Było
              tak niezwykłe, że tylko kiedy Martha okraszała nim jedzenie, Ben nieodmiennie
              wyczuwał jego woń. Musiała, oczywiście, używać owej przyprawy bardzo oszczędnie,
              ponieważ nie sposób było ją ponownie zdobyć.

              Martha zdołała wszakże jakoś nie wyczerpać zapasów przez trzydzieści lat ich
              małżeństwa. W ciągu całego tego czasu, ilekroć dochodził do niego aromat ziół,
              ślinka sama napływała mu do ust.

              Coraz bardziej kusiło Bena, żeby choć raz zajrzeć do pudełeczka, ale nigdy tak
              do końca nie zebrał się na odwagę.

              Pewnego dnia Martha zachorowała. Ben zawiózł ją do szpitala, gdzie musiała
              pozostać na noc. Po powrocie dom wydawał mu się przygnębiająco pusty. Martha
              nigdy przedtem na tak długo go nie opuszczała. Kiedy zbliżała się pora kolacji,
              nie bardzo wiedział, co ma począć - jego żona gotowała tak wyśmienicie, że sam
              nie musiał się tego uczyć.

              Gdy wreszcie zabłąkał się do kuchni, żeby zobaczyć, co też może być w lodówce,
              od razu rzucił mu się w oczy pojemnik. Przyciągał go niczym magnes - rozejrzał
              się niepewnie dokoła, ale ciekawość nie dawała mu spokoju. Przynaglała go.

              Cóż mogło znajdować się w tym pudełku? Niby dlaczego miał go nie dotykać? Jak
              wyglądało to "sekretne zioło"? Ile go jeszcze pozostało?

              Ben ponownie objął spojrzeniem otoczenie i podniósł pokrywkę olbrzymiej
              tortownicy, która stała na stole. Ach... została ponad połowa smakowitego
              wypieku Marthy. Odkroił ogromną porcję ciasta i usiadł na krześle. Zdążył jednak
              wziąć tylko jeden kęs, kiedy jego wzrok znowu powędrował do pojemnika. Cóż
              takiego by się stało, gdyby zerknął do środka? A w ogóle to dlaczego Martha
              otaczała go taką tajemnicą?

              Ben wziął do ust kolejny kawał tortu i staczał ze sobą wewnętrzną walkę -
              powinien czy nie powinien? Przez następne pięć kęsów myślał o tym gorączkowo,
              wpatrując się w pudełko. W końcu nie mógł się już dłużej powstrzymać.

              Przeszedł wolno przez kuchnię i ostrożnie zdjął pojemnik z półki. Bał się
              śmiertelnie, aby przypadkiem nie rozsypać jego bezcennej zawartości. Postawił go
              na stole i delikatnie podważył wieko. Nie śmiał od razu zajrzeć do środka. Kiedy
              wreszcie ukazało mu się wnętrze pojemnika, oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia
              - był pusty... z wyjątkiem maleńkiego zwiniętego skrawka papieru na dnie.

              Ben z trudem wcisnął swoją dużą dłoń do pudełka, żeby wyciągnąć karteczkę. Ujął
              ją za róg, wyjął i rozwinął powoli pod światłem lampy kuchennej.

              Widniało na niej zaledwie parę słów, umieszczonych tam, jak to Ben natychmiast
              rozpoznał, przez matkę Marthy. Było na niej po prostu napisane: "Martho, do
              wszystkiego, co robisz, dodawaj odrobinę miłości".

              Ben przełknął głośno kęs, odłożył notatkę, postawił pojemnik na półce i na
              powrót zasiadł do tortu. Wiedział już teraz, dlaczego tak bardzo mu smakuje.
    • kobieta7912 Re: Przygoda ... 04.11.08, 21:40
      Czy to jest przygoda??? tak bym tego nie nazwała, na pewno historia, która
      zmieniła moje życie a raczej podejście do ludzi.... do ich trosk, problemów, do
      ich kameralnego świata(jak mówi mój przyjaciel) Jest mi źle, potrzebuje
      pomocy-tak próbowała jej znaleźć kobieta. Nie krzyczała, nie płakała, nie
      denerwowała się. Mówiła, tak zwyczajnie jak mówi się o tym, że po pracy
      pójdziemy do fryzjera. Tak często to powtarzała, że otoczenie przestało to
      traktować poważnie....
      Słoneczny dzień, odwiedziny tej samej osoby w tym samym domu, ale to był zły
      wybór, chociaż pozornie można było pomyśleć, że skoro żyje tam osoba z medycznym
      wykształceniem, aktywnie pracująca w swoim zawodzie to przecież do czegoś
      zobowiązuje.... Niestety do niczego. Nie mamy ochoty zajmować się życiem,
      problemami innych, chcemy być od tego wolni....
      Miesiąc później znalezione ciało, tabletki, alkohol aby łatwiej to
      przetrwać(chociaż co ja mówię, nie mam pojęcia czy było łatwiej...)
      Wiem natomiast, że nawet cichy szept może oznaczać ostatni krzyk....dlaczego?

      • jumanji_7 Re: Przygoda ... 22.06.17, 05:57
        Co ciekawego w tej sprawie ministrowie Ziobro i Błaszak dziś mogą zdziałać bez uszczerbku?
        Bardzo ciekawe czy będą musieli pokornie zaakceptować wersję pewnych bliżej nieokreślonych
        kół reprezentowanych przez naddetektywa Polski ?
        Dla łowców seksualnych niewolnic granice nie istnieją !
        Międzynarodowym gangom sprzyja też oficjalna polityka państw, traktujących prostytucję jako motor napędowy sektora turystycznego.
        A z potęgą finansową żartów nie ma!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka