Dodaj do ulubionych

Ciągle boli... serce

06.02.04, 22:15
Wiem że nie tu powinno się o tym pisać, ale wiem też że tu znajdę największe
pocieszenie. Minęły trzy tygodnie odkąd straciłam swoje maleństwo. Płkałam po
kątach i wciąż myślałam, ale powoli wszystko zaczęłam sobie układać. Przecież
musi być lepiej nie może ciągle być źle. A tu następny cios...
Moja najlepsza koleżanka, po ciężkiej chorobie (nowotwór szyjki macicy,i tym
samym jej usunięcie) jest w ciąży. Nie zazdroszczę jej bo wiem że jej się to
należy tyle przecierpiała, ale dlaczego to tak mnie boli. I znowu płaczę i
cierpię. Tak mie przykro. Czemu ja zdrowa (prawie) wszystkie narządy w
porządku tracę swe maleństwo, a ludzie ciężko chorują i wiele o to maleństwo
się nie starają i bach taki prezent od losu.
Mój mąż już nie ma do mnie cierpliwości, wiem że myśleć pozytywnie aby zajść
w druga zdrową ciążę, ale nie potrafie sobie ze sobą dać rady. Jaka
niesprawiedliwość jest wokół mnie a teraz i we mnie. Nie mam sił na nic.

Patunia i jej aniołek (14.01.2004)
Obserwuj wątek
    • alfa36 Re: Ciągle boli... serce 06.02.04, 22:51
      Witaj!
      Napisałam do Ciebie wczoraj w poście o dupasthionie. Zajrzyj tam. Ja mam takie
      same przeżycia jak Ty, tyle że starsze o miesiąc. A, co do Twojego
      samopoczucia, to ja dokładnie wczoraj znów mialam doła. Niby nic sie nie stało.
      Poszłam na slużbową rozmowę z moim szefem. W pracy nie mówiłam, że jestem w
      ciaży ani też, że poroniłam. Jednak okazalo sie, że ze szpitala dostalam
      zwolnienie z zaznaczeniem o ciąży. (o czym się zorientowałam po wypłacie a
      upewniłam sie po wczorajszej rozmowie). No i właśniej wczoraj szef mnie bardzo
      delikatnie spytal o moje plany rodzinne, bo chcialby wiedzieć "na czym stoi".
      Musialam wiec powiedzieć o problemach. I wszystko wrociło. Jest mi z tym źle,
      tym bardziej, że nie chciałam , żeby ktokolwiek wiedział, a jak mi sie wydaje
      co niektorzy podejrzewają, ze jestem w ciaży albo myślą, że coś kombinuję. Nie
      mogę dojść do siebie po tej rozmowie. A przed chwilą usłyszalam od męża, że
      najwyższy czas abym nie przejmowala sie na zapas. Zresztą moj mąż od samego
      początku stał na stanowisku, że najgorzej dla mnie będzie, jesli zacznie sie
      nade mną rozczulać. A ja... sama nie wiem co dalej. Czy zabrać sie za badania,
      mimo , że lekarze nie zalecają, jak i gdzie to zrobić, czy wreszcie jak długo
      czekać z decyzją o ciąży. Pozdrawiam . asia
      • moniqueee Re: Ciągle boli... serce 06.02.04, 23:09
        Tak bardzo mi przykro sad((
        Zajrzyj na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11916 tam na pewno
        znajdziesz osobki, ktore Cie doskolane rozumiem.
        Z calego serduszka Ci wsploczuje ;-(
        Pozdrawiam cieplutenko

        Moniqueee
        • agnesm1 Re: Ciągle boli... serce 07.02.04, 14:04
          Mnie tez jest ciezko... w srode mialam zabieg...
          Powiem szczerze, ze do pracy puki co nie chce mi sie wracac...
          mam nadzieje, ze moj lekarz da mi jeszcze troche wolnego...
          Zreszta jest mi wszytsko jedno czy mnie zwolnia itp...
          A najgorsze, ze ja nie umialam sie powstrzymac i pochwalilam sie ze jestem w
          ciazy... teraz sie naslucham pytan itp... a mi juz jest i tak wystarczajaco
          ciezko...
          Maz stara sie mnie wspierac jak moze, ale mnie wszystko denerwuje i wiem ze
          czasem ze mna ciezko teraz wytrzymac... Byle co doprowadza mnie teraz do
          placzu... wole nie myslec co bedzie po powrocie do pracy...

          Mam tylko mala nadzieje, ze nastepnym razem bedzie wszystko dobrze...


      • roksana78 Re: Ciągle boli... serce 09.02.04, 20:59
        witaj Alfa, ja również jestem w podobnej sytaucji jak Ty. Poroniłam 3 miesiące
        temu, chodziłam do kilku lekarzy, ale żaden nie chciał mi dać skierowania na
        jakiekolwiek badania, zalecali odczekać minimum 3 miesiące. No i co? Odczekałam
        te zalecana miesiące i dziś wybrałam się do ponownej kontroli i o dziwo, dr dał
        mi skierowanie na zbadanie hormonów, z czego się bardzo ucieszyłam, bo
        chciałabym byc bardziej pewna w kolejnej ciązy, mimo, że chcieliśmy z mężem
        podjąc starania już w lutym, to wolę jednak porobic badania i byc bardziej
        spokojna, a starania zacząć w marcu smile
        Asiu, idz do doktora i popros go o skierowanie, a Ty poczujesz sie lepiej,
        gwarantuje Ci, pozdrowka
      • roksana78 Re: Ciągle boli... serce do Alfy 09.02.04, 21:01
        witaj Alfa, ja również jestem w podobnej sytaucji jak Ty. Poroniłam 3 miesiące
        temu, chodziłam do kilku lekarzy, ale żaden nie chciał mi dać skierowania na
        jakiekolwiek badania, zalecali odczekać minimum 3 miesiące. No i co? Odczekałam
        te zalecana miesiące i dziś wybrałam się do ponownej kontroli i o dziwo, dr dał
        mi skierowanie na zbadanie hormonów, z czego się bardzo ucieszyłam, bo
        chciałabym byc bardziej pewna w kolejnej ciązy, mimo, że chcieliśmy z mężem
        podjąc starania już w lutym, to wolę jednak porobic badania i byc bardziej
        spokojna, a starania zacząć w marcu smile
        Asiu, idz do doktora i popros go o skierowanie, a Ty poczujesz sie lepiej,
        gwarantuje Ci, pozdrowka
    • coral123 Re: Ciągle boli... serce 07.02.04, 14:24
      Patunia,
      Jak widzisz takich kobiet jest więcej (choć brzmi to strasznie). Doskonale Cię
      rozumiem, ponieważ ja nie mogłam pozbierać się przez kilka miesięcy, z żalu
      straciłam odporność i ciągle chorowałam. Lekarze zalecili mi egzotyczny wyjazd i
      dopiero to pomogło oderwać się od smutku i zbierać siły na kolejną próbę. Może
      także powinnaś wyjechać - nowe emocje związane z poznawaniem egzotycznych
      miejsc, słoneczna pogoda i pomocna dłoń kochającego mężczyzny to wspaniałe
      lekarstwo.

      A co do koleżanki. Życz jej dużo szczęścia. Po tym co przeszła zasłużyła na dar
      od losu. Tobie także się uda (narzeczony pocieszał mnie, że skoro zaszłam w
      ciążę, to znaczy że nie jesteśmy bezpłodni, a znamy wiele osób, które od kilku
      lat bezskutecznie starają się o dzieci). Jeszcze będziecie razem z Waszymi
      maluchami chodziły na spacery.

      Życzę Ci dużo siły. Dbaj o siebie.
      Musisz być silna i zdrowa, a wówczas wszystko się uda.
      Ania i 18-tyg. brzuszek
    • aniao3 Re: Ciągle boli... serce 07.02.04, 14:58
      Czesc Patus!
      ja tez po przejsciach i bardzo smutnej historii ktora pewnie tu na forum
      czytalas.
      Jesli czujesz ze musisz plakac - to placz, odpraw zalobe po swoim dziecku - bo
      to jest zaloba. Ale nie zadreczaj sie w nieskonczonosc. Nie doluj sie przy
      kazdej okazji. Uwierz, ze skoro tak sie stalo, to tak byc musialo a ty musisz
      zyc dla swoich nastepnych dzieci.
      Niestety e-dziecko wciaz broni sie przed wprowadzeniem forum Poronienie gdzie
      byloby wiecej osob ktore cie zrozumieja i moga wesprzec, ale zajrzyj na
      www.dziecko-info.com tam jest takie forum i znajdziesz wiele informacji o
      badaniach, histori innych kobiet, ktore jak ty usiluja wrocic do zycia i tak
      jak tu - znajdziesz zrozumienie dla twego cierpienia.
      Sciskam cie mocno i mam nadzieje ze za jakis czas bedziesz szczesliwa mama
      pa
      a
    • barbamama1 Re: Ciągle boli... serce 07.02.04, 20:43
      Patuniu,

      Podobnie jak Ty stracilam swojego pierwszego dzidziusia w 8 tygodniu ciazy.
      Bylo nam bardzo ciezko. Na kolejna ciaze czekalismy poltora roku i udalo sie
      wtedy, kiedy juz stracilismy nadzieje, ze sie uda (mamy: ja 41 lat, maz 42
      lata). Ale sie udalo i w tej chwili nosze w sobie 19 tyg. Dzidzusia. Naprawde
      sie nie martw. Tobie tez sie uda. Zobaczysz.

      Pozdrawiam bardzo cieplo
    • m.arcy Re: Ciągle boli... serce 08.02.04, 12:59
      Patunia, i ja się wpisałam w wątku sierpniowym, ale i ja nie będę miała tego
      dziecka... to boli strasznie. Ale ja nie mam czasu na płacz, w sobotę miałam
      zabieg, a przedwczoraj moja mama złamała kręgosłup, jest w szpitalu, piętro
      niżej, niż ja byłam tydzień temu... Miesiąc temu byłam z dzieckiem w szpitalu,
      to w tym okresie mniej więcej zatrzymał sie rozwój płodu. Dlaczego to wszystko
      mnie spotyka, było za dobrze? wcale nie było.
      • patunia79 Re: Ciągle boli... serce 08.02.04, 20:53
        Wszystkie nosimy ten sam ból w sercu. Dziś znowu płakałam i nie wiem co dalej,
        mąż myśli nad wizytą u psychologa (czy dobrze?). Moja szwagierka (do której nie
        pałam dużą sympatią)mieszka piętro niżej. Cała jej ciąża dla mnie nie istniała
        gdyż nie za bardzo się lubimy. Jednak dzisjaj wróciła do domu z dzidziusiem,
        ślicznym maleńkim chłopcem i nie wytrzymałam. Pobiegłam do siebie i wpadłam w
        wielki dół rozpaczy. Nie wiem czemu, przecież obiecywałam sobie że nie zrobie z
        siebie idiotki. Będę dzielna, ale to samo jakoś przychodzi. Ona ma już dwoje
        dzieci. Wszystkie jej ciąże przeszły idealnie. A moja nawet jedna nie doszła do
        skutku.
        Nie wiem kiedy, ale najchętniej już dziś zaczęła bym się starać o moje
        maleństwo. Wiem że to teraz nie możliwe. Ale już się nie mogę doczekać bo ciąża
        uleczy mój ból chociaż w częśći.

        Życzę wam abyście nie miały takich dziwnych sytuacji jak ja bo to naprawdę nie
        pomaga wyjść na prostą drogę. A sobie życzę pogody ducha, muszę znaleźć sobie
        jakiś cel. Na razie badania i myślę że nie później jak marzec/kwiecień starania
        o dzidzę. Oby jak najszybciej to jest mi bardzo potrzebne.

        Patunia z aniołkiem w sercu (14.01.2004)
        • ulala72 Re: Ciągle boli... serce 08.02.04, 22:10
          Patuniu,
          wszystko, co się teraz z Tobą i w Tobie dzieje jest najzupełniej normalne. To
          bardzo świeże przeżycia i dobrze, że celebrujesz swoją żałobę po aniołku. To
          jest Ci po prostu potrzebne, aby móc przejść do następnego etapu. Jeszcze
          przez parę następnych miesięcy możesz mieć te gorsze dni, ale z czasem będzie
          ich coraz mniej.
          Wierz mi, ja przypominam sobie o swoich dawnych cierpieniach w zasadzie tylko
          wtedy, kiedy czytam takie posty jak Twoje. Teraz dwoje moich cudownych dzieci
          śpi za ścianą. Jeszcze będzie wspaniale. Za jakiś czas. A na razie pozwól
          sobie na smutek i płacz.
          Pozdrawiam ciepło.
    • ania-d Re: Ciągle boli... serce 09.02.04, 00:53
      Patuniu,
      Wiem, wiem co czujesz. Opowiem Ci historię. Była dziewczyna. Po ślubie zaszła
      w ciąże. Ciąża obumarła. Serce jej stanęło. Po kilku latach marzeń, znowu w
      ciąży i znowu to samo. Potem leczenie i jeszcze gorzej. O mało nie straciła
      życia. A potem synek. A potem znowu dwa razy morze łez. I jest i córeczka. A
      wszystko to w wieku " kiedy ma się prawo do badań pronatalnych". A więcej na
      priva ania-d@gazeta.pl. rozumiem, co czujesz, rozumiem i Twojego męża. Ale a
      pewno się powiedzie. Chętnie opowiem, co się czuje.
    • justyna1212 Re: Ciągle boli... serce 09.02.04, 10:14
      Patuniu, ja też straciłam dziecko trzy tygodnie temu (18.01), strasznie boli...
      serce właśnie. To niemal fizyczny ból. Czemu e-dziecko broni się przed forum:
      Poronienia? E-dziecko towarzyszy mi już od długiego czasu, ale gdy straciłam
      moją kruszynkę, nie wiedziałam gdzie się podziać, gdzie napisać o swoim bólu...
      Ja staram się już nie analizować, nie doszukiwać przyczyn, nie powracać
      pamięcią do tych koszmarnych wydarzeń, nie rozdrapywać trudno gojących się ran.
      Wydaje mi się teraz, że sposobem na złagodzenie bólu jest zajęcie się czymś, co
      nie przywołuje dramatycznych wydarzeń. Nie wiem jak to napisać, jak nazwać. Nie
      wiem, czy jakiś wpływ na moje teraźniejsze samopoczucie ma wizyta u psychologa,
      byłam jak narazie na jednej wizycie i to ja właściwie mówiłam, a to mówienie to
      tak mi szło... szkoda gadać. Każde słowo grzęzło w gardle, łzy w oczach... To
      ja chciałam usłyszeć konkretne wskazówki, gotową receptę na złagodzenie bólu. A
      przecież takiej recepty nie ma... Odganiam koszmarne wspomnienia, coraz mniej
      zwierzam się z tego co mnie spotało, robię to na co nie miałam siły wcześniej,
      sprzątam, robię zakupy, spotykam się ze znajomymi, rodziną, oddaję się mojej
      pasji fotografowaniu, więcej pracuję, kupuję sobie coś, co sprawia mi radość,
      robię sobie drobne przyjemności. I staram się nie rozmyślać, nie wracać. Mogę
      za Tobą powtórzyć słowa: "najchętniej już dziś zaczęłabym się starać o moje
      maleństwo. Wiem że to teraz nie możliwe. Ale już się nie mogę doczekać". Drażni
      mnie to czekanie, jestem bierna, wiem, że nie zajdę w ciążę ani w lutym, ani w
      marcu, nie wiem czy w kwietniu (mam taką nadzieję), bo trzeba odczekać to
      minimum. Tak bardzo tęsknię, tak bardzo chcę znów, jak najszybciej mieć w sobie
      nowe życie, zobaczyć na USG zdrowe serduszko, poczuć pierwsze ruchy... Tak
      będzie, doczekamy się tej chwili.
      • patunia79 Re: Ciągle boli... serce. Do Justyny. 09.02.04, 20:49
        Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomogły twe słowa. Jest w nich wszystko to co ja
        właśnie teraz czuję. Tak samo jak ty próbuję się czymś zająć, jednak ja nie
        pracuję. Trochę studjuję podyplomowo i udzielam korepetycji z angielskiego.
        Jednak teraz są ferie i zupełnie nie wiem co zrobić z czasem. Ciąglę sprzątam i
        trochę się uczę, a wieczorem mam wielką przyjemność zaglądać na formu (nie mam
        stałego łącza).
        Czuję że mój stan psychiczny poprawia się gdy czytam że są ludzie którzy to
        samo przeżyli co ja i rozumieją mnie doskonale. Twoje ostatnie słowa również ja
        mogła bym zacytować, myśle że nie długo będziemy miały radość nie tylko z
        pisania takich słów jak te ale również z rzeczywistego spełnienia.
        Napisz czasami do mnie, to bardzo mi pomaga, a również ciekawi mnie czy
        podejmujesz jakieś kroki w rozwikłaniu tej sytuacji i podjęciu jakiś badań. Jak
        ja będę coś wiedziała to napewno to napiszę.

        Pozdrawiam Patunia z wielką nadzieją....
        aniołek (14.01.2004)
    • justyna1212 Re: Ciągle boli... serce 10.02.04, 11:52
      Jakiś czas temu, gdy o internecie nie miałam bladego pojęcia, myślałam, że
      jestem jakimś wyjątkiem, że tylko mnie dręczą jakieś problemy, że tylko ja nie
      mogę poradzić sobie z czymś... Tu odkryłam, że nie jestem sama. Tu mogę znaleźć
      ludzi, którzy myślą podobnie, czują podobnie, mają podobne problemy... Tu mam
      wsparcie, możnaby rzecz nawet: terapię. Tak się cieszę, że napisałaś, tak się
      cieszę, że mogłam komuś pomóc... W chwili obecnej męczy mnie niemoc. Wiem, że
      ani w lutym, ani w marcu, a może i nie w kwietniu nie zajdę w ciążę. Bo trzeba
      odczekać chociaż te minimum... Przed ciążą żyłam w nadzieji, że a może w tym
      cyklu się uda. A teraz wiem, ze ani w tym, ani w następnym, i w ogóle nie
      wiadomo kiedy. Postanowiłam wziąć się porządnie za zdrowie fizyczne: wzmocnić
      odporność na przeziębienia (jeszcze nie wiem w jaki sposób), wyleczyć zęby,
      wyleczyć wszelkie stany zapalne pochwy, chodzić równorzędnie do dwóch
      ginekologów (państwowo i prywatnie). Nie wiem co jeszcze mogę zrobić.
      Konkretnych badań nie mam zleconych, to moje pierwsze poronienie (i mam
      nadzieję, że ostatnie) i lekarze nie doszukują się chorób. Nie wiem. Teraz
      czekam na pierwszą miesiączkę, potem zacznę działać. Za tydzień odbieram wyniki
      badań histopat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka