patunia79
06.02.04, 22:15
Wiem że nie tu powinno się o tym pisać, ale wiem też że tu znajdę największe
pocieszenie. Minęły trzy tygodnie odkąd straciłam swoje maleństwo. Płkałam po
kątach i wciąż myślałam, ale powoli wszystko zaczęłam sobie układać. Przecież
musi być lepiej nie może ciągle być źle. A tu następny cios...
Moja najlepsza koleżanka, po ciężkiej chorobie (nowotwór szyjki macicy,i tym
samym jej usunięcie) jest w ciąży. Nie zazdroszczę jej bo wiem że jej się to
należy tyle przecierpiała, ale dlaczego to tak mnie boli. I znowu płaczę i
cierpię. Tak mie przykro. Czemu ja zdrowa (prawie) wszystkie narządy w
porządku tracę swe maleństwo, a ludzie ciężko chorują i wiele o to maleństwo
się nie starają i bach taki prezent od losu.
Mój mąż już nie ma do mnie cierpliwości, wiem że myśleć pozytywnie aby zajść
w druga zdrową ciążę, ale nie potrafie sobie ze sobą dać rady. Jaka
niesprawiedliwość jest wokół mnie a teraz i we mnie. Nie mam sił na nic.
Patunia i jej aniołek (14.01.2004)