ichi51e2
24.05.12, 13:00
Zachodze od jakiegos czasu w glowe - po co w sumie tyle kobiet bierze luteine? Widze juz 150ty post "jestem w 3 tygodniu ciazy nic nie widac beta rosnie biore luteine/duphaston" (jeszcze czasem z dopiskiem "czemu to nie jest refundowane?") Mozna odniesc wrazenie ze luteina i kwas foliowy to wszystkie biora. Przyznam sie zewsze mi sie wydawalo ze poronienie do 10 tygodnia jest rzecza raczej normalna, czesto niezauwazalna i drobiazgiem po ktorym nalezy wzruszyc ramionami i wracac do zabawy. W zyciu by mi nie przyszlo do glowy lezec w 4 tygodniu "bo zagrozenie" czy lykac wlasnie jakies tabsy o w sumie nie do konca udowodnionym dzialaniu. Moze to na psychike ma dzialac? Matka sie nie spina i ma czyste sumienie?