za 3 tygodnie mam termin porodu.
w wigilie poszłam do lekarza rodzinnego bo miałam problem z oddawaniem moczu plus silne skurcze z krzyża i w podbrzuszu. prawie nie oddawałam też moczu. ten, mimo że znalazł białko i krew uparł sie że pewnie rodzę i wysłał mnie na porodówkę. pojechałam. tam podłączono mnie pod KTG, skurczy z macicy nie było a ja skręcałam się z bólu. dostałam co codamol 15/500 i oczywiście nic nie zadziałał, w pewnym momencie zemdlalam z bólu. chciano zostawic mnie na noc, stwierdzono że wymagam USG nerek. niestety nie mogli powieziec kiedy te usg zrobia wiec uparlam sie ze chce do domu. dali mi jeszcze Buscopan 3x1. od tamtej pory piję wode wiadrami, samą, z żurawiną z pietruszka... 2-3x dziennie udaje mi sie opróżnić pęcheż do końca. przez resztę doby ciągle mam wrwżenie " włosa" w cewce moczowej, dyskomfort, no i sikam po kropelce
w czwartek przyszedł wynik posiewu, jakies multikultury bakteri wyszly. dostałam antybiotyk. wzielam juz 7 tabletek i nie mam zadnej poprawy. w poniedziałek powinnam mieć wynik posiewu z czwartku.
prosze o porady bo naprawdę jestem bliska zalamania nerwowego. cewka moczowa drażni, ból powoduje skurcze, organizm zeby pozbyc sie tej wody ktora pije radzi sobie biegunką, a ostatniej nocy nawet wymiotami...