hania11
14.01.05, 17:50
Ostatnio pisalam na tym forum w niedziele, wybieralismy sie do szpitala.
Obiecalam, ze napisze jak poszlo.
Przyjeli mnie bez entuzjazmu, ale zaraz sie okazalo, ze mam zielone wody
plodowe. To niedobrze dla dziecka. Czekalam ze dwie godziny zeby cos sie
zaczelo dziac i nic. Dopiero postanowili mi podac przez kroplowke jakies OCT
(ocytoksyna czy cos takiego, ale nie wiem co to dokladnie jest).
Ale dopiero po dosyc bolesnym badaniu, podczas ktorego lekarz przebil mi
worek owodniowy- chyba tak sie nazywa, i odeszly mi wody, dostalam bolesnych
skurczy i zaczelo sie.
Od tego momentu do urodzin minela niespelna godzina. Zdazylam isc na pare
minut pod prysznic i urodzila sie Zuzia. Wazyla 3600 i 56 cm.Ma ciemne wloski
i jest super.
Strasznie sie ciesze, ze juz po wszystkim i jest wszystko OK. Chociaz nie
zostalam nacieta, mam tylko jeden szew to dosc ciezko dochodze do siebie.
Wiem, nie powinnam spodziewac sie rewelacji ale jestem bardzo slaba i bardzo
boli mnie brzuch, jakby kluly mnie dziesiatki igiel w srodku.
Mimo wszystko zycze Wam wszystkim oczekujacym takiego porodu.
Moj maz nawet nie zdazyl sie podenerwowac oczekiwaniem na potomka. Jak
zadzwonilam, zeby przyjechal to jeszcze sie nc nie dzialo, balam sie tylko o
dziecko kiedy dowiedzialam sie o tych zielonych wodach plodowych.
Teraz przenosze sie na inne forum.
Dziekuje Wam jeszcze raz za rady i wsparcie podczas ciazy. Powodzenia.