pimpek_sadelko
14.03.05, 09:29
generalnie przed ciaza nie bylam chudzielcem. zwykla srednia krajowa. ani
chuda ani gruba.apetyt zawsze byl u mnie hmmmm conajmniej dobry. czesciej
musialam myslec o tym, zeby nie zjesc niz zeby jesc. a teraz odwrotnie. na
poczatku to bylo zabawne, teraz sie wystraszylam. nawet nie zdawala sobie
sprawy jak wychudlam. uswiadomil mi to maz, ktory jak mnie zobaczyl w
bieliznie to zbladl: posladki o polowe mniejsze niz przed ciaza, gdyby nie
cycki, to moj korpus bylby skladnia skory i kosci, nozki jak nigdy smukle.
powiedzial, ze od dzis bedzie pilnowal tego jak jem i co jem. sek w tym, ze
90% pokarmow mnie odrzuca. nie jestem w stanie tego rzuc, lykac, wachac. mam
anemie, nie brakuje mi zelaza, spadla mi hemoglobina, krwinki czerwone i cos
tam jeszcze. nie pamietam.witaminy lykam ( materna).
myslalam, ze w drugim trumestrze bedzie lepiej. kiedy zaczne tyc? powoli
zaczynam sie bac o swoje dziecko. we srode ide do gina i jestem ciekawe ile
waga mi zjechala. do tej pory nasze dzieciatko moglo korzystac z
moich "zapasow" ale teraz juz widac, ze ich nie mam. co robic i co jesc?