Dodaj do ulubionych

Chcialabym miec dziecko ...

26.12.05, 01:20
Wiem, ze jest to obowiazek dobrego wychowania oraz przede wszystkim duza odpowiedzialnosc. Zadaje sobie pytanie: Czy ktos, kto nie pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej potrafi stworzyc prawdziwe cieplo rodzinne? Czuje sie wyzuta z wszelkich uczuc - sama z mnostwem problemow w mojej malej glowce. Czy intuicyjne pragnienia, jakie posiadam moglyby byc ratunkiem dla bladzacej duszy mojej? Co o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • mka16 Re: Chcialabym miec dziecko ... 26.12.05, 01:33
      chyba zbyt ogolnikowo napisalas o swoich obawach, zeby mozna bylo cos
      odpowiedziec, ja tak naprawde nie wiem o co Ci chodzi...
      • karea Re: Chcialabym miec dziecko ... 26.12.05, 01:59
        W moim domu nie bylo milosci. Zastanawiam sie, czy potrafie kochac? Czy znam to uczucie? Chce zyc pieknie. Z drugiej strony czuje, ze trace sily. Od zawsze zylam w stresie. Stawialam sobie wysoka poprzeczke. Bylam dla siebie bardzo surowa. Teraz przyszedl taki moment, kiedy stwierdzam, ze mam dosyc udowadniania wszystkim i sobie kim jestem. Czy to juz jest punkt kulminacyjny? Nie mam nawet ochoty myslec konstruktywnie. Jest mi wszystko obojetne. Nie potrafie podjac konkretnych decyzji. Mam wrazenie, ze uplywajacy czas dziala na moja niekorzysc. Z dnia na dzien jest gorzej. I jeszcze ta swiadomosc - "Kto zainteresuje sie taka osoba jak JA?" traszne !
    • koza_w_rajtuzach Re: Chcialabym miec dziecko ... 26.12.05, 08:28
      Skoro chciałabyś mieć dziecko, to jest to odpowiedni powód, aby zacząć walczyć
      samej ze sobą, próbować się wyleczyć z tego piętna, jakie pozostawiła na Tobie
      Twoja rodzina. Skoro zdajesz sobie z tego sprawę, że nie wszystko mogłoby być
      tak jak należy, to jest to dobry krok ku temu, by temu zapobiec. Musisz walczyć
      o siebie, wyrzucić to wszystko, co w Tobie siedzi.
      Także pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny. Wyobrażałam sobie siebie jako matkę
      obciążającą swoje dziecko swoimi problemami, niezrównoważoną, depresyjną i
      pełną lęków. Zanim zaszłam w ciążę postanowiłam wziąć się porządnie za siebie.
      Nie będę tego "wzięcia się za siebie" opisywać, bo to złożony proces. Sądzę
      jednak, że każdy człowiek posiada w sobie umiejętności samowyleczania, tylko
      trzeba wierzyć, że można coś zmienić i wierzyć, że dotychczasowe "ja" kłóci się
      z tym, co naprawdę siedzi w naszym środku.
      Kiedy postanowiłam zajść w ciążę nie czułam się jeszcze do końca taka jak
      należy, ale byłam pełna wiary, że będzie dobrze. Grunt to widzieć to, co nie
      podoba nam się w sobie, w swoich rodzicach i robić wszystko, by zapobiec
      wszelkiemu złu, które może się wydarzyć. Na wszelki wypadek można zapisać sobie
      to wszystko na kartce, wielokrotnie czytać, aż w końcu zakoduje nam się na
      stałe w głowie, czego nie wolno. A kiedy zaszłam w ciążę... to dokonał się we
      mnie jakiś wewnętrzny przełom. W końcu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa:
      pełna optymizmu, z uśmiechem na twarzy i bez wszystkich problemów
      (wyimaginowanych w większości), które wysysały ze mnie życie od 12-ego roku
      życia. Zajście w ciążę okazało się być dla mnie największą terapią. Teraz wiem,
      że będę miała w końcu dobrą, kochającą się rodzinę, czego zawsze bardzo mi
      brakowało i za czym tęskniłam. I wiem, że będę dobrą mamusią dla swojej córki,
      którą kocham ponad wszystko. Boję się tylko, że będę ją za bardzo kochała, bo
      już teraz na myśl, że kiedyś jakiś adorator mi ją zabierze, serce mi krwawi smile.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka