Gość: minia17
IP: *.*
08.11.02, 11:28
8 tyg temu urodzilam martwa coreczke.4 tyg przed terminem. Przyczyna byla prawdopodobnie cholestaza. Prawdopodobnie, gdyz stwierdzono to dopiero po porodzie na podstawie ogromych wartosci transaminazow (ALAT i ASPAT ponad 300 ale juz bilirubina w normie) i ostatnich kilka tygodni ciazy bylo trudnych do zniesienia ze wzgledu na uporczywy swiad (stopy, dlonie, szczegolnie w nocy). Podczas ciazy lekarz pocieszal mnie, ze to tylko typowa swierzbiaczka ciezarnych i minie po porodzie. Nie zlecil zrobienia prob watrobowych, a ja w calej swojej naiwnosci robilam co i rusz morfologie, ludzac sie, ze cos wykaze. Szok zwiazany z martwym dzieckiem byl straszny. Tym bardziej, ze przez cala ciaze dbalam o siebie, dobrze sie czulam, praktycznie poza powiekszajabym sie brzuszkiem, nic nie wskazywalo na ciaze. To byl najpiekniejszy okres w moim zyciu.Nie potrafie sie otrzasnac. Szukam konktaktu z osobami, ktore tez to przezyly. Jak sobie poradzily? Ja wciaz placze, jestem nerwowa, czasem agresywna.Chcialabym znow zajsc w ciaze. Zrobilam juz wszystkie badania, typu cytomegalia, rozyczka, toksoplazmoza, by wykluczyc jakiekolwiek inne niebezpieczenstwa.Rozne osoby roznie mi radza, jesli chodzi o okres przerwy.Jak to jest naprawde. Kiedy organizm fizycznie jest juz na tyle silny, by mozna bylo starac sie o nastepnego dzidziusia?Monika