Dodaj do ulubionych

martwe dziecko

IP: *.* 08.11.02, 11:28
8 tyg temu urodzilam martwa coreczke.4 tyg przed terminem. Przyczyna byla prawdopodobnie cholestaza. Prawdopodobnie, gdyz stwierdzono to dopiero po porodzie na podstawie ogromych wartosci transaminazow (ALAT i ASPAT ponad 300 ale juz bilirubina w normie) i ostatnich kilka tygodni ciazy bylo trudnych do zniesienia ze wzgledu na uporczywy swiad (stopy, dlonie, szczegolnie w nocy). Podczas ciazy lekarz pocieszal mnie, ze to tylko typowa swierzbiaczka ciezarnych i minie po porodzie. Nie zlecil zrobienia prob watrobowych, a ja w calej swojej naiwnosci robilam co i rusz morfologie, ludzac sie, ze cos wykaze. Szok zwiazany z martwym dzieckiem byl straszny. Tym bardziej, ze przez cala ciaze dbalam o siebie, dobrze sie czulam, praktycznie poza powiekszajabym sie brzuszkiem, nic nie wskazywalo na ciaze. To byl najpiekniejszy okres w moim zyciu.Nie potrafie sie otrzasnac. Szukam konktaktu z osobami, ktore tez to przezyly. Jak sobie poradzily? Ja wciaz placze, jestem nerwowa, czasem agresywna.Chcialabym znow zajsc w ciaze. Zrobilam juz wszystkie badania, typu cytomegalia, rozyczka, toksoplazmoza, by wykluczyc jakiekolwiek inne niebezpieczenstwa.Rozne osoby roznie mi radza, jesli chodzi o okres przerwy.Jak to jest naprawde. Kiedy organizm fizycznie jest juz na tyle silny, by mozna bylo starac sie o nastepnego dzidziusia?Monika
Obserwuj wątek
    • Gość: kasiap. Re: martwe dziecko IP: *.* 08.11.02, 16:55
      Moniko, juz lada chwila... fizycznie dasz rade, a psychicznie Ci pomoze. Mnie osobiscie to nie spotkalo, ale mam kolezanke, ktora bardzo sie w sobie zamknela - nikt nie byl w stanie zrozumiec w pelni jej rozpaczy. Szybko zaczela starac sie o druga ciaze, i dopiero wtedy odzyla, dopiero wtedy zapalily jej sie swiatelka w oczach... w tej chwili jest juz w siodmym miesiacu ciazy. Mimo ze wszystko jest w jak najwiekszym porzadku, nie opuszcza jej lek, ze znowu cos moze sie stac, ale stara sie ten lek wyciszyc - duzy udzial w tym ma jej lekarz prowadzacy ciaze, ktory rozwiewa jej obawy i tlumaczy wyniki badan.Zycze Ci duzo szczesciaKaska
      • Gość: asia.d.d Re: martwe dziecko IP: *.* 08.11.02, 18:34
        www.sakurateam.com/rodzicepodforum aniołki- tam znajdziesz pomoc i rady od tych, którzy to przeżylipozdrawiamAsia
    • Gość: Bromba Re: martwe dziecko IP: *.* 09.11.02, 06:59
      Podobnie jak Asia polecam Ci Sakurzątkowe Aniołki. Zajrzyj tam koniecznie!Życzę dużo zdrówka!B.:hello:
    • Gość: x0124p10 Re: martwe dziecko IP: *.* 09.11.02, 16:21
      Nawet nie wiem jak zacząć... Może od tego, że czytając twój post płakałam jak dziecko i czułam okropną złość na lekarzy. Ja swoje pierwsze dziecko urodziłam 3 lata temu. Teraz Wiktoria miałaby 3,5 roku i napewno byłaby cudowną dziewczynką. A ja mogłabym usłyszeć to cudowne słowo "mama". Niestety Bóg nam ją zabrał gdy miała 10 m-cy. Nawet teraz nie potrafię się z tym do końca pogodzić. Urodziłam ją w 28 tyg. i nie wiadomo było dlaczego. Częste bóle głowy tak silne, że już żadne leki nie mogły mi pomóc, robili mi nawet tomografię głowy. I nadszedł ten dzień i słowa: pani Marto, idziemy na porodówkę. Z samych przygotowań do porodu (miałam cesarkę)nie pamiętam nic oprócz łez i tego okropnego bólu w sercu. Nie wiedzieliśmy czy Wiktoria da radę żyć. Udało się choć lekarze nie dawali jej większych szans. Miała wylewy do obu komór w mózgu ciężkie zapalenie płuc?! Ale chciała żyć... tak bardzo chciała, i dzielnie walczyła. Potem okazało się że ma wady serca. Kolejny cios. Przychodząc każdego dnia na "R"-kę bałam się, że jej już tam nie będzie. Kolejne szpitale, diagnozy coraz to nowych chorób. Ael dziękowałam za to że jest mimo jej chorób. Po raz pierwszy wzięłam ją na ręce gdy miała 4 m-ce.Tego uczucia dumy nie zapomnę do końca życicia. I tak trwała nasza walka o jej wątłe życie. To nie sprawiedliwe, że nasze dziecci musiały odejść.. Gdy zaczynało być już tak dobrze, jej stan zdrowia załamał się i zmarła zaraz po tym jak wyszliśmy od niej ze szpitala. Nigdy nie mogłam sobie darować, że nie zostałam wtedy dłużej, chociaż czułam, że to może już koniec. Nawet teraz nie mogę powstrzymać tej guli w gardle i łez. Choć minęło już tyle lat to dopiero teraz udało nam się zajśc w ciążę. Jestem teraz w 23 tyg i strasznie się boję, żeby historia się nie powtórzyła. Gestoza to moje przekleństwo! Doskonale Cę rozumiem, ale nie potrafę znaleźć słów które mogły by sprawić,że poczułabyś się silniejsza. A tego Ci teraz potrzeba.Żadne słowa nie mogą oddać twojego bólu, rozczarowania i strachu. Sama o tym wiesz. U mnie stwierdzono bezpłodność psychiczną. Tak bardzo chciałam mieć drugie dziecko, że stało się to niemożliwe. Dopiero wtedy jak zrezygnowałam, stało się! Na pewno Ci się uda!!! Możesz już próbować, mnie powiedziano,że najwcześniej pół roku po pierwszym porodzie. Wierzę w Ciebie i myślami jestem i będę przy Tobie. Na razie krzycz, płacz i złość się to jest naturalne. Ja musiałam się wygadać i wtedy pomogło. Nigdy się z tym nie pogodzisz, i właśnie tak ma być. Twoje dziecko na zawsze już będzie miało miejsce w twoim sercu. Mój mąż też płaqcze razem ze mną nad tą tragedią. I zawsze w takich chwilach przychodzi mi do głowy taki mały cytat: "Światu będzie brakować Tę trochę miłości". Trzymaj się jak możesz, i pamiętaj,że my jesteśmy z Toba.
    • Gość: Iwka Re: martwe dziecko IP: *.* 10.11.02, 21:22
      Jesli rodzilas naturalnie, to mozesz sie zaczac starac o nastepna ciaze - wg mnie - po kilku, np. trzech, normalnych miesiaczkach. Wtedy wiadomo, ze macica sie oczyscila i jest gotowa na nastepna ciaze. Co do lekarzy, to tez mam o nich jak najgorsze zdanie. W moim przypadku pierwsza ciaza równiez przebiegala wspaniale. Pod koniec mialam cholestaze, ale akurat sie z tego ciesze, bo przynajmniej dzieki temu wczesniej trafilam do szpitala. 1.08 dr Czerwoniec zrobil mi USG i podpisal sie pod tekstem "struktury serca prawidlowe" a 2.08. dr Osóbka-Morawski w tym samym gabinecie, na tym samym aparacie do badania usg wykryl okropna wade serca. Dziecko zmarlo 35 min. po cc. Oczywiscie zaden lekarz tego wczesniej nie zauwazyl a robilam usg w wielu miejscach! Dopiero w nastepnej ciazy bylam madrzejsza i choc mialam lekarza tzw. prowadzacego, to wszystkiego pilnowalam sama i prywatnie poszlam dodatkowo na usg do dr. Roszkowskiego, który to badanie POTRAFI robic.
      • Gość: mamaKuby Re: martwe dziecko IP: *.* 26.11.02, 15:33
        Prawdę powiedziawszy, to mnie bardzo wystraszyłyście. Ja jestem w 34 tygodniu ciąży i wiem,że mam cholestazę. Byłam już w szpitalu i wiem, że jest to ciąża zagrozona, więc co tydzień robię sobie badania (próbby wątrobowe) i łykam garście tabletek. Wiesz zapewne, że istnieje 90% prawdopodobieństwo, że przy następnej ciąży też Ci się trafi cholestaza, ale przynajmniej od razu zrób sobie (nawet prywatnie) próby wątrobowe i sprawdź poziom kwasów zółciowych( to badanie niestety w szpitalach często jest pomijane, mimo że bardzo wazne). Biorąc odpowiednie leki i samemu się kontrolując (oczywiście musisz też często chodzić do lekarza), stosując dosyć ścisłą dietę wierz mi, że wszystko będzie dobrze. Ja przynajmniej w to wierzę i staram się dbać o siebie, mimo ze mam dwuletniego synka i nie jest mi łatwo o odpoczynek. Czekam cierpliwie i cieszę się z każdego tygodnia, które moje dziecko może spędzić w brzuszku. Wiem, ze to już niedługo i nie mogę się doczekać. Życzę Ci wiary w to, że następnym razem będzie dobrze, ale nie zapominaj, ze jak tylko zaswędzi Cię skóra musisz zrobić sobie badania, bo to nie jest zwykłe przeziębienie, które samo minie.Pozdrawiam. Ola
        • Gość: minia17 Re: martwe dziecko IP: *.* 28.11.02, 12:21
          Dzisiaj wiem na temat tej choroby pewnie wiecej niz niejeden lekarz, ale wtedy wiedzialam tylko, ze mnie cholernie swedzi i nie moge spac po nocy. Proby watrobowe robie co dwa tygodnie. wyniki oczywiscie sa w normie i z tendencja malejaca.Powiedz mi cos o diecie, ktora stosujesz
          • Gość: mamaKuby Re: martwe dziecko IP: *.* 29.11.02, 23:34
            Jeśli chodzi o dietę, to jest bogatobiałkowa, czyli ogólnie tylko gotowane mięso, nie solę, chude wędliny, angielka, gotowane buraki (bez zasmażki) lub marchewka. Trochę więcej szczegółów znajdziesz wpisując w wyszukiwarce na onecie hasło "cholestaza ciążowa" (to jest chyba trzecia pozycja, artykuł). Pozdrawiam. Mozesz napisać emaila. Ola
    • Gość: Reni Re: martwe dziecko IP: *.* 11.11.02, 01:48
      Witam bardzo ciepło i serdecznie. Łączę się z Tobą w wielkim smutku po stracie dziecka, bo wiem co to znaczy.Siedzę przy komputerze i łzy kapią na klawiaturę. Moje pierwsze maleństwo także urodziło się martwe. Chociaż minęło od tego czasu ponad 5 lat, to często jednak ból, łzy i smutek powraca...Moja Maleńka urodziła się po terminie, podobno miała pępowinę okręconą wokół szyi aż trzy razy. Leżałam wtedy w szpitalu na ginekologii i według lekarzy wszystko było w porządku. Na nieszczęście dla mojej Maleńkiej coś złego zaczęło się dziać w wolną sobotę. Lekarze wtedy bardzo szybko ulatniają się do domu, a na dyżurze został młody ginekolog. Dostałam dreszczy i 40-stopniowej gorączki. Po badaniu ogólnym stwierdzono, że jestem chora i podano mi antybiotyk. Czekano, czekano i w końcu wyczekano....Po południu raczył się wreszcie pojawić PAN ordynator, zrobiono mi zapis KTG i okazało się że raz słychać a raz nie słychać bicia serduszka dziecka. Alarm podniesiono dopiero jakieś 20 minut później, kiedy to PAN Ordynator raczył się przygotować (piętro niżej na porodówce) do cesarki. Miałam znieczulenie ogólne, nie mogłam zacząć oddychać po wybudzeniu. Wspominam to okropnie do dzisiaj, jakby mnie ktoś dusił. Poinformowano mnie, że niestety córeczka urodziła się już martwa. Nawet mi jej nie pokazali, nie mogłam jej pożegnać, przytulić, przycisnąć do serca. Siostry ją ochrzciły – dały jej na imię Maria. Kiedy na sali powiedziałam, że tak bardzo chciałam, żeby to była Ania, to chyba poprawiły jej imię , bo na akcie zgonu ma imiona Maria – Anna. Ale to nie ja dałam jej imię i do dzisiaj kiedy jadę na cmentarz to myślę i mówię, że jedziemy do Małej. Jakoś nie mogę się przemóc aby nazywać ją Marysia. Nie wiem dlaczego w szpitalu panuje taka znieczulica, bo kondolencje złożył mi tylko jeden z lekarzy, chociaż znali mnie tam wszyscy, bo leżałam tam 2 tygodnie (wcześniej wszyscy sobie żartowali ze mnie, że będę tak czekać na poród w nieskończoność). Nikt się nie zainteresował moim stanem psychicznym, zresztą fizycznie też byłam wykończona po cesarce. Dzięki Bogu mam wspaniałą rodzinę i byli przy mnie prawie przez cały pobyt w szpitalu. Przez trzy pierwsze dni prawie cały czas płakałam i pytałam Boga dlaczego mnie i męża to spotkało, dlaczego my, za jakie grzechy???? Oczywiście był to ewidentny błąd lekarzy, ale Ordynator próbował mi wmówić, że to MOJA wina, bo nie zgłosiłam że nie czuję ruchów. Było to jednak próbą ratowania własnego tyłka. Tamtego dnia wspominałam lekarzom, że czuję mniej ruchów dziecka. Wbrew woli mojej i mojego męża zrobiono Małej sekcję. Okazało się że nie miała wad, gdyby lekarze bardziej mnie dopilnowali moje maleństwo miałoby dzisiaj ponad 5 latek. Na pogrzeb nie mogłam wyjść ze szpitala, uprosiłam (praktycznie ubłagałam) jednak męża aby zrobił Małej zdjęcie.(Zdjęcie to później, po kilku miesiącach od porodu przypadkiem znalazłam i znów przeżywałam na nowo ból i rozpacz – chciałam go bowiem oglądnąć kiedyś w przyszłości jak urodzę kolejne dziecko). Mam wspaniałego męża i rodzinę, byli przy mnie cały czas, abym jak najmniej myślała o dziecku. Zajmowali mi czas, wymyślali zajęcia abym nie płakała ani nie rozmyślała. Noce bardzo często i długo miałam bezsenne i przepłakane. Mąż zaczął się w końcu na mnie złościć i gniewać za te żale. Płynące strumienie łez tak jakby oczyszczały mnie z tego smutku, żalu, złości na lekarzy, własnej bezsilności. Mówiłam mężowi wtedy, że jeśli nie chce mnie odwieźć do wariatkowa to musi mi pozwolić się wypłakać. Czułam, że muszę się czymś zająć, bo naprawdę zwariuję. Niecały miesiąc od porodu rozpoczęłam studia podyplomowe. Nauka powoli odciągała ode mnie czarne myśli. Najgorsze jednak dla mnie były wyjścia z domu. Dopóki siedziałam w domu w czterech ścianach, nikt nie pytał mnie o dziecko, o poród ,to było jakoś znośnie. Zawsze znalazł się jednak ktoś, kto nie wiedział o moim nieszczęściu i wypytywał się co urodziłam, z kim zostawiłam dziecko itp. Tłumaczenie po raz kolejny, że moje dziecko nie żyje potęgowało rozpacz. Na zakupy wychodziłam rzadko sama, chciałam aby mi ktoś towarzyszył, abym to nie ja w razie czego musiała się tłumaczyć. Panicznie bałam się powrotu do pracy i pytań dzieci (uczę w szkole). Na każdej lekcji drżałam, że któreś zapyta o moje dziecko a ja zacznę płakać, płakać i nie będę mogła przestać. Jednak moje koleżanki z pracy uprzedziły dzieci – ten temat był tabu. Tak powolutku z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień żal stawał się mniejszy. Bardzo pomogła mi spowiedź. Księdzu zdążyłam tylko powiedzieć, że moje dziecko zmarło a później przepłakałam całą spowiedź i mszę. Słuchałam tylko co mi mówił. Tobie Moniczko także radzę szczerą spowiedź (oczywiście jeśli jesteś wierząca), bo nie chciałabym Cię urazić. Teraz po 5 latach jestem mamą dwójki rozrabiaków: prawie 3 letniej Gabrysi i rocznego Grzesia. Jestem szczęśliwa, a nawet niekiedy mam dosyć tych maluchów.Trzeba wierzyć, że dla Ciebie przyjdą lepsze dni, że zaświeci słoneczko, że będziesz miała wspaniałe dzieci. Mnie lekarze radzili poczekać jakiś rok ( a przynajmniej pół) i dopiero zachodzić w ciążę, ale po porodzie naturalnym można starać się o dziecko już po 3 miesiącach. Jeśli łzy Ci pomagają to płacz, krzycz ale nie duś w sobie żalu, smutku, tęsknoty. Wylej to na zewnątrz, będzie Ci lepiej i lżej. Jeśli masz takie możliwości to zajmij się jakimś kursem, studiami lub inną rzeczą, która wypełni Ci wolny czas. To naprawdę pomaga. Poza tym czas leczy rany i to się sprawdza, chociaż wiem jak ten czas po stracie najbliżej osoby wolno płynie. Nie możesz jednak myśleć o kolejnym dziecku, że musi być już natychmiast. Ja miałam taką blokadę psychiczną, że w ciąże zaszłam dopiero po prawie 2 latach starań. Dopiero kiedy tak naprawdę wyluzowałam się zaszłam w ciążę, chociaż u mnie to po trochu winne były stresy egzaminacyjne na studiach. Z opowiadań jednak wiem, że takie ciągłe dążenie do zajścia w ciąże może doprowadzić do długiej blokady. Moja ciocia znała taką kobietę, która przez 8 lat po stracie dziecka nie zaszła w ciążę i dopiero na wczasach się wyluzowała i „zaskoczyła”.Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia to jestem gotowa Ci pomóc. Pisz albo na forum albo na priva. Jestem z Tobą, trzymaj się dzielnie Renatarniewczas@wp.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka