Dodaj do ulubionych

Ale się narobiło ...... :(

IP: *.* 01.01.03, 23:45
Nie jestem pewna, ale chyba powoli odchodzą mi wody ....A to dopiero dzis pierwszy dzień 34 tygodnia.Czyli skończone mam 33 tyg. ciążyDwulatka w domku a ja do terminu mam tak daleko ...Czelkam jeszcze az Mama moja dojedzie (z drugiego krańca Trójmiasta), ubieram sie pomiędzy każdym zdaniem i ...boję się jak nie wiem co.A jak mnie położą w szpitalu do końca ciąży?Matko, jak ja sie denerwuję ...Trzymajcie kciuki, może to fałszywy alarm?Może maluch mi tak po pęcherzu skacze, ze ja tylko mocz popuszczam/?Jestem zbyt zdenerwowana chyba by sama to określic.A z pierwszą ciążą było podobnie .... I tez urodziłam o wiele tygodni za wcześnie...Trzymajcie kciuki .....Jakby mnie zostawili w szpitalu, to mi serce chyba peknie z tęsknoty za moją kochana Wikunka :(Ratunku !!!!!!!!!!!!!!!!Jak jednak wróce do domku (daj Boziu) to zaraz napisze co i jak- Siunia
Obserwuj wątek
    • Gość: ulcik Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 02.01.03, 07:38
      Siunia !!!!!!!!Trzymaj się !!!!!!!!!ulcik
      • Gość: Yoanka Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 02.01.03, 19:18
        Siuniu,jeśli jesteś z nami, to prosze odezwij się.Mam nadzieję, że jeśli jednak znalazłaś się w szpitalu to poród masz jeszcze przed sobą. :)Trzymam kciuki,Joanka
    • Gość: joska Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 02.01.03, 11:35
      Siunia, nic się nie bój, na pewno wszystko będzie dobrze! Musi być!Trzymamy z Kamą kciuki (ona swoje w buzi...).Trzymaj sie!
    • Gość: kasienkkaa Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 02.01.03, 13:41
      Siunia, trzymaj sie!! myslami z toba, daj zaraz znac co i jak ! usciski Kasienka
    • Gość: emkaes Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 02.01.03, 14:36
      Siuniu kochana!!!Starsznie przepraszam, że najpierw nie przeczytałam tego postu i wyskoczyłam z zapytanien do Ciebie o jakąś 13.Na pewno wszystko będzie dobrze. Trzymam za Ciebie kciuki!!!Magda
      • Gość: agat_31 Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 02.01.03, 20:22
        Siunia,ty trzymaj się mocno, a my trzymamy kciuki. Będzie dobrze!
    • Gość: ulcik Re: Ale się narobiło ...... :( wieści od Siuni !!!! IP: *.* 02.01.03, 22:06
      Przede wszystkim wszystko wygląda ok :)Obecnie Siunia przebywa na patalogii, a nie na porodówce - ale pod stałym nadzorem :)Ma nadzieję jutro wyjść !! Reszta informacji po powrocie sama napisze co tam przeszła!!POZDRAWIA I DZIĘKUJĘ EMAMOM ZA POZYTYWNE MYSLI :)ulcik
    • Gość: akacha Re: Ale się narobiło ...... :( IP: *.* 04.01.03, 00:08
      Siunia, i co?? bo się tu wszystkie martwimy!! daj znaćkacha
    • Gość: Siunia sztuka dyplomacji, lisia przebiegłość, upór ... czyli jak opuścić szpital IP: *.* 04.01.03, 00:21
      Trafiłam tam, bo .... (jak napisałam w pierwszym poście)Najpierw pojechaliśmy z mężem do Szpitala Wojewózkiego w Gdańsku - bo gdyby jednak doszło do porodu to chciałam tam, bo ten szpital sobie wybrałam na drugi poród.No i rozczarowanie ... lekarz mnie odesłał na Kliniczna, bo u nich miejsca nie było dla ewentualnego wcześniaka. Powiedział, że mogłabym zostac u nich, ale gdybym jednak urpodziła (a było zagrożenie) to maluszka i tak przewieziono by na Kliniczna, bo tylko tam w chwili obecnej były jeszcze miejsca dla wcześniaków.zatem trzeba było jechac na Kliniczna.Miałam łzy w oczach, bo tam rodziłam pierwsze i obiecałam sobie, że "drugie urodze chocby w parku na łwce, naśniegu, ale nigdy na Klinicznej" (kto czytał mój dawny post o pierwszym porodzie ten wie co ma na myśli)Choć jeszcze pocieszałam sie, że moja pani doktor przysięgała ;), że tam sie dużo zmieniło od tamtej pory, po akcjach pacjentek.No i zaskoczona byłam miłym przyjęciem do szpitala. Wręcz byłam zszokowana. Zarówno pielęgniarkami na Izbie Przyjęć, jak i zachowaniem pani doktor.Decyzja - "pani u nas zostanie".Nawet tym razem pozwolili mi się pożegnac z mężem, wyściskac, wycałowac, wytulic itd. bez w sumie ograniczeń. Jeszcze ostatnie wskazówki jakie leki i jak podawać Wikuni, gdzie stoja i gdzie rozpiska, itd.Potem pojechaliśmy sobie na porodówkę. Tam podłączono mnnie do Ktg i tak przeleżałam całą noc do rana i do popołudnia. Noc była straszna, bo urodziło się wiele dzieci a przy takich krzykach to spac sie raczej nie da ;)Byłam tak zmęczona, że w pewnym momencie przestało do mnie docierac to o co mnie pytają - ze zmęczenia poprostu. Nie dało się przysnąć nawet na 5 minut - brak warunków, było zbyt głośno. Potem dali mi chwile odsapnąć. Nie powiem, zainteresowanie moją osobą było duże i na brak opieki narzekac nie mogę. Za to jakos tak wyszło, że nie dostałam śniadania ani obiadu ;) Widocznie ciężarne powinny życ miłościa i dzieci z tego tez powinny czerpać coś dla siebie. W sumie to nawet nie zwróciłam na to uwagi, bo byłam tak zmęczona, wyczerpana i zestresowana, że nawet nie czułam głodu ani pragnienia. Po południu, jakis czas przed kolacja przypomniałam sobie o tym i zapytałam, czy mi sie cos należy czy teraz każdy pacjent ze swoja wałówa ma przyjechac. Było im baaaardzo głupio. Więc co by nie zapominano o takich jak ja, zadzwoniła do męża i bardzo głośno (co by każdy NAPEWNO usłyszał) poprosiłam, by przywiózł jedzonko dla mnie, a najlepiej jakiś większy zapas w razie gdyby nie dostała kolacji i sniadania na nastepny dzień ;)Kolację jednak już dostałam.Jeden z lekarzy jakoś tak litościwie patrzył na mnie bo na usg troche pogadalismy. Beczałam troche (wiecie hormony, te sprawy ...) z tęsknoty za Wika. Przeciez nie wiedziałam na ile ja zostawiłam. Jak przyjechał mąż to pokazalismy mu zdjęcia naszej małej, kilka razy je obejrzał, zapytał o nia itd. To już wiedziałam, że jakby się przełamała granica lekarz - pacjent. Nie był już taki sztywny jak do innych - choć nie moge powiedziec, że był dla kogokolwiek nie miły czy coś takiego. Ale zrobił sie dla mnie bardziej litościwy. ( a potem to wykozrystałam)W nocy miałam tez pobierana krew i w nocy jeszcze były wyniki. Mocz tak samo. Jak mi dali za dnia odsapnąc to właśnie po to, by zrobic usg jeszcze.Potem powrót na porodówke i dalej meki przy Ktg wśród krzyków rodzącuych kobiet. Wiecie, ze zmęczenia i stresu to mnie tak bolała głowa, że myślałam, że niewyrobię.Dopiero wieczorem, ok. 21,00, przeniesi0ono mnie na patologię. Stwierdzili, że jednak nie musze byc pod aż tak ścisłym nadzorem. Jednak nikt nie chciał podjąc decyzjoi co dalej ze mną. Noby było ok, ale nie było pewnoąci, czy to wody sie sączyły czy jednak nie. A Usg wykazało, że wód płodowych mam taka ilość jaką wskazuje dolna granica. Czyli na dwoje babka wróżyła. Dostałam w między czasie od Ulkcika sms-a, odpisałam, ze już jestm na patologii a nie na porodówce pod stałym nadzorem, a ta kochana dziewczyna wysłała mi potem kilka smsów w których zamieściła (z tego co widzę) dokłądnie spisane wszystkie wasze posty :) Matko jak mi było miło. Dziękuję Wam wszystkim, sczezgólnie Ulcikowi za pomysł :)Na patologii myślałam, że odespie. Ale nic z tego. Ciagłe badania, oglądanie mnie przez wszystkich możiwych lekarzy. Co 2h na 30 min. Ktg a pomiędzy tym ok. 2-3 razy przybiegała jaks pielęgniarka z "trąbką" posłuchać tętna w brzuszku :)Urwanie głowy... Ale przynajmniej na brak zainteresowania moją osobą narzekać nie mogłam. I tak minęła kolejna nieprzespana noc, bo na dodatek ja przy zapalonym świetle spać nie umiem a pacjentki z mojej sali miały lampki zapalone. A same wiecie, ze jedna nawet lampka wystarczy by bardzo dokładnie oświtlic pokój :)Mordęga ....Rano na obchodzie walczyłam o wyjście, bo nic mi nie leciało ani się nie sączyło, czy mogłam przypuszczac, ze to jednak nie były wody, mimo iz dośc obficie te dwa dni temu mi leicało.Na moje szczęście przyszło wiele nowych pacjentek a brakowało miejsc na patologii. Zatem ruszyłam do boju. Były robione kolejne badania, usg itd. i wiedziałam, że musze i tak czekac na wyniki. Ale postanowiłam działać.Znalazłam tego lekarza który mnie tak polubił i Wika mu sie na zdjęciach spodobała. On przy mnie zmiękł z lekka i dlatego trułam mu, że ja musze do domu skoro jest chyba OK bo Wika za mną tęskni, płacze i rozpacza. I wciskałam mu zdjęcia Małej :)Tych sztywnych przekonywałam, że szkoda miejsca dla mnie i lepiej żebym zwolniła innym, skoro miejsc brakuje a może kto inny bardziej potrzebujący niz ja :)Znowu milion razy mnie badali, grzebali, oglądali ...Niby sie zgodzili, ale bez przekonania i warunkowo - w zależnośi od tych owych wytnilków badań. I dowiedziałam sie, ze jednak w razie czego wypis kazali przygotowac na tyle na ile mozna. Więc dalej łaziłam raz do jednego, r4az do drugie... Tu pogadałam, tam popłakałam, poprzymilałąm się i przekonywałam. Innym tylko wchodziłam "w drogę" co by swoim widokiem przypominac o tym, że może moznaby mnie puścic by innym zwolnic miejsce ;)I juz prawie się udało, a tu okazało się, że wyniki fatalne, wręcz kosmiczne. Byłam zła, załamana i zaskoczona. Bo tak nagle taka zmiana?Dużo się nagłowiłam by zmusic ich do przeanalizowania tego i udało się, bo ktoś coś źle opisał, - mała pomyłka :)W końcu udało sie przekonac wszystkich, ze wracam do domu. Oczywiście musiałam obiecac, ze jakby co to wróce. Głupie to, ale przecież wiadomo, ze nie ryzykowałabym gdyby co. I wiadomo, ze wróce gdyby było coś złego.Zaraz zadzwoniłam po męża by mi przywiózł ciuchy i .... szczęśliwa wróciłam dodmu.Boże, już dawno nie czułam takiego szczęścia...Więc grunt to dyplomacja i obserwowac na kogo co działa by wyegzekwowac to co się chce.Nie walczyłabym o to, gdyby nie fakt, że faktycznie wkładka sucha jak sahara, więc po co miałabym zostac dłużej? A chcieli zostawic mnie napewno do poniedziałku na obserwacji. Chyba bym umarła ...No i miałam przedsmak tego, jak będę się czuła zostawiając moja Wike gdy przyjdzie czas porodu ....Straszne uczucie ...Współczuję wszystkim Mamo, które poszły rodzic kolejne dziecko zostawiając w domu małe dzieciaczki.
      • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: Do Siuni!!! IP: *.* 04.01.03, 10:29
        Siunia!No chyba jakieś siły dziwne przywiały mnie na to forum. Wiadomo - ja nie w ciąży, więc nie czesto tu zaglądam. I co czytam???Ale mi wstyd, że nie trzymałam kciuków, że nie myślałam o Was i nie przesyłałam telepatycznie dobrych myśli :(. Nadrabiam teraz i oddycham z ulgą, że wszystko jest w porządku. Od dzisiaj będę tu stałym gościem - w końcu muszę wiedzieć, kiedy to mniej więcej ponownie razem spędzimy te 13 dni ;). Trzymaj się dzielnie, nie przemęczaj i dbaj o siebie i malucha :).Magda :hello:
      • Gość: kasienkkaa Re: sztuka dyplomacji, lisia przebiegłość, upór ... czyli jak opuścić szpital IP: *.* 04.01.03, 13:09
        Siunia, witaj z powrotemsmile martwilysmy sie tu o ciebie ! dobrze ze jestes! usciski i trzymaj sie cieplutko! Kasienka
      • Gość: zallidia Re: podobnie IP: *.* 04.01.03, 13:49
        Cześć Droga Koleżanko, ja też trzymałam za Ciebie kciuki i cieszę się, że tak się skończyło. Ja też mam termin na 15-go lutego (tylko mieszkam w W-wie), leżę od kilku tygodni i ostatnio czuję nasilające się skurcze i ból w podbrzuszu. Jak się naszpikuję lekami, to przechodzi, ale też mam wrażenie, że sączą mi się wody. Twoje rozsądne zachowanie zainspirowało mnie i dzisiaj jadę do szpitala sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Ja tylko jestem w tej łatwiejszej sytuacji, że nie mam drugiej pocieszki czekającej na mnie w domu, więc odpada obawa o drugiego maluszka. Wiem, co to znaczy liczyć każdy dzień i też wolałabym, żeby dzidzia urodziła się pod koniec niż na początku stycznia. Chciałabym jeszcze zdążyć wstać i jechać po wyprawkę (po skończonym 36-tym tygodniu. Dużo życzeń...Ściskam Cię gorąco i życzę dotrwania do szczęśliwego terminowego końca. Pozdrawiam Ciebie i dzieciaczki, Lidka
        • Gość: dyziak Re: podobnie do Siuni IP: *.* 04.01.03, 14:04
          Siunia,tak mocno trzymałam kciuki, że sama wylądowałam w szpitalu :lol: na szczęście na krótko :) Cieszę się, że jesteś już w domciu i postanów sobie :bounce: , że wytrzymacie do lutego :)dyziak :hello:
          • Gość: AnetaLelonek a ja przeszłam to samo IP: *.* 04.01.03, 15:58
            tylko u mnie był inny finał :)W 32 tyg trafiłam na patologie z rozwarciem na jeden palec i skurczami ( których nie czułam). Siuniu wiem co dokładnie czułaś zostawiając Wikę- ja zostawiłam 17 m-cznego Kacpera. Co noc wyłam do poduszki z tęsknoty za Nim. I choć odwiedzał mnie co drugi dzień w szpitalu tęskniłam jeszcze bardziej :( :( :( Tak więc wracając, leżałam sobie na tej patologii i miałam skurcze , przelezałam 3 tyg pod kroplówkami i zastrzykami z siarczanem magnezu. Nafaszerowano mnie lekami od stóp do głowy :) I gdy wszystko sie uspokoiło tzn skurcze nieliczne, słabe zaczęłam tez prosić o wypis do domu do tego stopnia,że 14,08.2002r wstajac rano poczułam mokro w majtkach :( i juz wszystko wiedziłam - WODY!!! Boze a był to dopiero 35 tydz!!! ( choć USG wskazało na 33 tydz) niestety okazało sie ze zaczał sie poród. O godz 13.40 przez cc przyszła na świat Juleczka- kuleczka najśliczniejsza dziewczynka na świecie :)Teraz ma 5 m-cy i gdy wspominał okres szpitalny ciagle ryczę- zostawiłam synka na ponad m-c. Całe szczęście,że były wakacje, cieplutko i synek zajęty zabawami nie myślał tak o mnie. Choć po powrocie do domu nieodstępował mnie na krok i tak jest do tej pory, totalna przylepa i mamisynek :) :) :) :)Siuniu życzę ci zdrówka i wytrwania choćby do tego 38 tyg -wierz mi to dla zdrowi dzidziusia ( Juleczka ma drobne problemy) i oby żadna mama nie musiała zostawiać na tak długo swe pociechy:hello: :hello: :hello:
    • Gość: Siunia sztuka dyplomacji, lisia przebiegłość, upór ... czyli jak opuścić szpital IP: *.* 04.01.03, 00:21
      ...Ufffff, to tyle .A w domu, nacieszyłam sie Wiką, najadłąm się, troche odpoczęłam, uspiliśmy mała i weszłam na forum by napisac te kilka słow ;)Miało być w "telegraficznym skrócie" a wyszło... chyba długo...A teraz spać nie moge, bo jestem zbyt zmęczona by zasnąć. Po drugie wszystko mnie już tak boli .... że gdybym nie była w szpitalu, po tylu badaniach, grzebaniu i ogladaniu, to teraz z takimi bólami pojechałambym do szpitala w przeświadczeniu, że kto wie .., ale może teraz zacznie sie poród? :)Na szczęście uprzedzono mnie, ze przez jakiś czas ma prawo mnie wszystko boleć na dole i mam sie poprostu obserwowac. Bo oni i tak uważają, ze ja niebawem do nich zawitam ponownie ...Ale ja życzę sobie, żeby to było najwcześniej na koniec stycznia. Juz do 15 lutego nie musze (taki mam termin), wystarczy choc do końca stycznia, to te zbędzie dobrze.A teraz dobranoc ide leczyc rany ;)I pospac koło mojej kochanej WikuniDobranoc ...- Siunia, obolałą, zmęczona i szczęśliwa :)ps. a juz wypisali mi książeczke zdrowia dla następnego malucha, opaski na rączki juz były przygotowane ... A jednak ... nie tym razem :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka