08.07.2007 uodzilam zdrowa sliczna coreczke, Lenka wazyla 2900 i 54cm.Porod
przezylam strasznie,bo zostalam zostawona na pastwe losu przez lekaza , ktory
mnie przyjal w nocy w szpitalu św.Rdziny w Poznaniu.Mala byla ulozona
miednicowo, przyjeli mnie o 3 w nocy do 8 rano meczlam sie z okropnymi
skurczami, bo lekaz stwierdzil ze nie mam rozwarcia zeby zrobiono mi
cesarke.O ogodzinie 8 rano przyszla nowa zmiana, ktora przywilatal z 10 cm
rozwarciem i nie bylo czasu juz zeby zawiesc mnie na stol operacyjny a ni na
jaki kolwiek zastrzyk przeciwbolowy.O 8.05 odeszly mi wody o 8.15 urodzilam
za drogim parciem.myslalam z umre z bolu bo najgorsze bylo naciecie
krocza.Naszzcescie Lena byla malutka dlatego nie mialam problemuz porodem,
dzieki nowej zmianie lekazy ,(dwoch lekazy odbieralo mi porod z dwoma
poloznymi - wspanialymi).Moj maz tz byl ze mna przy porodzie,i gdyby nie on
naprawde odjechalaym z tego swiata.Dlatego bardzo mu za to dziekuje.A DODAM
ZE DO 40 TYG, NA USG MIAL SIE URODZIC KUBA.Wiec wyobrazcie sobie nasze
zakoczenie ,nie powiem ze bylam wsciekla na poczatku bo wszytsko dla chlopca
bylo kupione, ale jestem szczesliwa bo Lenka jest piekna i zdrowa no i caly
wykapany tatuś

.Zycze przyszlym mamusia lekkego porodu i normalnego lekaza
na zmianie.Ps,zlozylismy skarge na tego lekaza.