zoslo82 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 30.07.08, 23:16 podczytuje ta goraca dyskusje od kilku dni, az postanowilam dodac cos od siebie..wydaje mi sie ze moja sytuacja jest troszke irytujaca. moj partner jest hiszpanem, bedzie to pierwszy wnuk w jego rodzinie.. cala jego rodzina zwariowala na punkcie dziecka, ktore ma sie pojawic za 2 tyg..w maju mielismy wizyte przyszlych tesciow, na ktorej zostalo mi przekazane, przez mojego R. ze przyjada do nas 15 sierpnia- dzien przed terminem porodu na tydzien w 4 osoby (z bratem i siostra )wiecie,co ze nie moglam spac, tak o tym myslalam.. bo wydawalo mi sie to czasem nieodpowiednim..powiedzialam o tym R. a on na mnie wyjechal,ze to jego rodzice, ze nas kochaja, ze kochaja dziecko itd.. ale czy ja nie mam nic do powiedzenia??? w koncu staneło na tym, ze przyjada tydzien po porodzie i na moje szczescie beda mieszkac w wynajetym apartamencie. nie wiem jak bedzie z jedzeniem, ale podejrzewam wizyty i przesiadywanie codzienne..dodam ze sa to 4 osoby + moja mama+ R+ dzidzia i ja..ja ich na prawde lubie, sa to mili, dobrzy ludzie, ale wydaje mi sie ze powinni troszke wyluzowac... ahh przd chwila sie dowiedzialam ze planuja przyjechac takze boze narodzenie..na prawde nie wiem jak mam sobie z tym poradzic i nie ustawiac sie do nich negatywnie. Odpowiedz Link Zgłoś
aleosochozi Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 00:17 Dla mnie sprawa jest o tyle prosta że: kto jest najwazniejszy? DZIECKO - jego potrzeby, zdrowie, komfort. W związku z tym czyje potrzeby, zdrowie, komfort sa najwazniejsze - MATKi - bo od jej stanu psychicznego i fizycznego zależy to, jak będzie czuło się dziecko. Czyli matka ustala, kiedy i kogo gości. I nie ma tu reguł - może sobie ustalić jak chce, ma prawo nie chciec widzieć nikogo z rodziny nawet przez miesiąc, albo sobie wybierać gości - to jej święte, bezdyskusyjne prawo kobiety w połogu. Gorzej z powiedzeniem tego rodzinie. Tez się zastanawiałam jak to będzie, bo moja teściowa jest po prostu trudna, jest tez stara i rozmowy z ną nic nie dają (oczywiście chce przyjeżdżac, odwiedzać itp.) W końcu, po namysle - dałam to zadanie mężowi. Niech tak załatwi, żeby się nie pojawiała, jeśli ja nie poczuję się na siłach ją gościć (zobaczę jak będzie), i żeby się za to jak najmniej obraziła. W końcu to jego matka, niech chłopak pokombinuje. Zobaczymy. Odpowiedz Link Zgłoś
gdzie-idziesz teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 12:23 a na początku dyskusja toczyła się o to czy odczekać miesiąc, dwa czy więcej Pozwolę sobie podsumować - każda z nas po porodzie potrzebuje chwilę by odsapnąć, dojść do siebie, to zrozumiałe. Są dziewczyny, dla których wizyta przy noworodku w szpitalu jest niedopuszczalna, inne dziewczyny cieszy. Dziadkowie też są różni, podobnie jak reszta rodziny. Ale moim zdaniem nie wypada kazać dziadkom czekać miesiąc czy pół roku (nie piszę o czwartej pociotce, czy kuzynce bratowej). Oni tak jak i Wy czekali niecierpliwie na wnuka. Wiadmomo tydzień, dwa to nie tragedia, jeśli tego potrzebujecie by do siebie dojść to powinnyście mieć do tego prawo, ale oni powinni mieć prawo odwiedzić wnuka. To moim zdaniem świadczy o Waszym podejściu do świeżo upieczonych dziadków, nie o trosce o dziecko. Dziecku kilkugodninna wizyta krzywdy nie zrobi, będzie trochę bardziej porozpieszczane, więcej noszone na rękach itp. Jeśli ma zachorować to zachoruje i bez wizyty dziadków, a nawet noworodek potrzebuje dopływu świeżych bakterii żeby się oudporniać (nie mówię o osobach smarkających czy kaszlących, tylko o florze bakteryjniej nieszkodliwej, którą kazdy z nas nosi) Siedząc cały czas w mieszkaniu system odpornościowy wydelikaca się bo nie musi pracować. Poza tym wytworzył się jakiś etos młodej rodzinki - nowe układy, wielkie wzruszenia z pierwszej kupki, pierwzej kolki a wizyta rodzinki nawet kilkugodzinna zaburzy ten sielski czas, te nieczułe mamy i teściowe władują się ze swoimi nicniewatrymi radami i zniszczą nam sielskość pierwszych chwil z maluchem. A mi się wydaje że większość tych młodych babć chce najzwyczajniej dobrze dla Waszej trójki, babcia nie po to chce witać Was w domu, żeby zrobić bibę dla pociotków, czy wścibiać nosa w niepoprasowane pieluchy, ale aby posprzątać nagotować pyszności dla Was, młode mamy. I nawet jeśli nagotuje kapusty czy bigosu to zrobi to wyłącznie z chęci pomocy i niewiedzy a nie ze złośliwości. Fakt, wkurzające to jest wielce (wiem z własnego doświadczenia)ale trzeba sobie to uświadomić ONE CHCĄ DOBRZE, NIE CHCĄ DOKUCZYĆ ZROBIĆ PRZYKROŚĆ CZY ZŁOŚLIWOŚĆ TYLKO CHCĄ POMÓC. Im wydaje się że wiedzą lepiej bo swoje wychowały, wiadomo tak nie jest, ale my młode niepewne mamy w swojej niepewności bierzemy wszystkie te ich rady jako atak. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 13:18 gdzie-idziesz napisała: >Wiadmomo tydzień, dwa > to nie tragedia, jeśli tego potrzebujecie by do siebie dojść to > powinnyście mieć do tego prawo, ale oni powinni mieć prawo odwiedzić > wnuka. I te dwa tygodnie wydają się być dobrym kompromisem. > Dziecku kilkugodninna > wizyta krzywdy nie zrobi, będzie trochę bardziej porozpieszczane, > więcej noszone na rękach itp. Jeśli ma zachorować to zachoruje i bez wizyty dziadków, a nawet noworodek potrzebuje dopływu świeżych > bakterii żeby się oudporniać (nie mówię o osobach smarkających czy > kaszlących, tylko o florze bakteryjniej nieszkodliwej, którą kazdy z > nas nosi) I tu moim zdaniem nie masz racji. Na noworodka trzeba chuchać i dmuchać. Tak uważam bo za dużo chorób noworodków był w moim otoczeniu. Kilka przypadków zakończonych tragicznie. Gość może dziś nie smarkać ale zarać już tak. Smarkać może zacząć dnia następnego. Siedząc cały czas w mieszkaniu system odpornościowy > wydelikaca się bo nie musi pracować. Co ma do rzeczy siedzenie w domu ? Mówimy o noszeniu na rękach, przytulaniu, często - całowaniu kilkudniowych noworodków. Nawet nie 2-tygodniowych noworodków, które odbywają regularne spacery, ale noworodków kilkudniowych. > Poza tym wytworzył się jakiś etos młodej rodzinki - nowe układy, > wielkie wzruszenia z pierwszej kupki, pierwzej kolki a wizyta > rodzinki nawet kilkugodzinna zaburzy ten sielski czas, te nieczułe > mamy i teściowe władują się ze swoimi nicniewatrymi radami i > zniszczą nam sielskość pierwszych chwil z maluchem. Problemem zadadniczym nie jest kilkugodzinna wizyta rodziny, ale wizyta przynajmniej dwudniowa. To już zostało kilkakrotnie zaznaczone. Wizyta kilkudniowa MOŻĘ zaburzyć ten sielski czas. Wyobraźmy sobie sytuację: mąż bierze tygodniowy urlop, żeby zajmować się dzieckiem równo z żoną. Żeby się zbliżyć, wdrożyć, oswoić. W połowie tygodnia przyjeżdża rodzina. Na kilka dni. Mąż siłą rzeczy jest od dziecka odsunięty, bo przecież ma obsługiwać gości. Potem wraca do pracy i tyle miał z tego swojego urlopu, który miał starczyć na nacieszenie się dzieckiem Dłuższego wolnego on wziąć nie może. Pozostaje niedosyt, jakiś taki niesmak i żal, bo to przecież miała być sielanka i radość, a wyszło robienie herbaty i bieganie po ciasto do sklepu ... tak bywa niestety. A mi się wydaje > że większość tych młodych babć chce najzwyczajniej dobrze dla Waszej > trójki, babcia nie po to chce witać Was w domu, żeby zrobić bibę dla > pociotków, czy wścibiać nosa w niepoprasowane pieluchy, ale aby > posprzątać nagotować pyszności dla Was, młode mamy. Bzdura na kółkach. Jeśli te mamy i teściowe tak myślą, to tylko dlatego, że im samym zrobił ktoś taki numer. Że one same kiedy urodziły pierwsze dziecko, zostały uraczone "pomocą" matki i teściowej. Przyjście na świat dziecka to zmiana układu sił, relacji w rodzinie. Matki i teściowe czują się zagrożone, dlatego chcą być i znaczyć wiele od samego początku życia nowej rodziny. Ale to na nich spoczywa odpowiedzialność za poradzenie sobie z tym strachem, a nie na ich dzieciach, które mają robić tak, żeby matki czuły się potrzebne > nagotuje kapusty czy bigosu to zrobi to wyłącznie z chęci pomocy i niewiedzy a nie ze złośliwości. Wszystko ok do momentu gdy pomysł z bigosem jest propozycją wysunięta w stronę młodych. Dramat zaczyna się wtedy, gdy teściowa czy matka nie przyjmuje do wiadomości odpowiedzi "nie, dziękujemy" i mimo to gotuje ten niechciany bigos. Jej reakcja "ach jak mi przykro" jest niczym innym jak szantażem emocjonalnym. Fakt, wkurzające to jest wielce > (wiem z własnego doświadczenia)ale trzeba sobie to uświadomić ONE > CHCĄ DOBRZE, NIE CHCĄ DOKUCZYĆ ZROBIĆ PRZYKROŚĆ CZY ZŁOŚLIWOŚĆ TYLKO CHCĄ POMÓC. Zdanie wytłuszczone wielkimi literami jest najczęściej spotykaną formą szantażu i manipulacji DD Oczywiście że wiele matek chce dobrze i chce pomóc. Te matki rozumieją i szanują odpowiedź "mamo dobrze, za 2 tygodnie". Jeśli nie rozumieją i powtarzają uparcie, że "chcą tylko pomóc" i "dla naszego dobra", to to jest szantaż emocjonalny. Nic dodać, nic ująć. > Im wydaje się że wiedzą lepiej bo swoje wychowały, > wiadomo tak nie jest, ale my młode niepewne mamy w swojej > niepewności bierzemy wszystkie te ich rady jako atak. Mądra matka obserwuje, jak jej dziecko się uczy i doradza, gdy zostanie poproszona o pomoc. Odpowiedz Link Zgłoś
aleosochozi Re: teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 14:15 gaja78, brawo, brawo, brawo. Mądrze, na temat, i dotykasz sedna - narodziny dziecka powodują silną reakcje emocjonalną u babć. Często - poruszają nieuświadamianą zazdość o płodność córki/synowej, żeby nie powiedziec zawiść, która niestety objawia się szeroką gamą zachowan polegających na łamaniu granic (granic intymności matki, granic młodej rodziny itp)oraz inwazyjności (w postaci natrętnych porad, krytyki sposobów pielęgnacji). Pewnie stąd ta długa dyskusja: niektóre babcie własnie tak reagują, i to powoduje u młodych matek chęc odsunięcia się od kontaktów z nimi, a niektóre sa jakoś bardziej świadome, lub sa lepiej poukiładane z emocjami dotyczącymi przemijania - i te miło gościć, bo z nimi kontakt nie jest przykry. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 14:40 aleosochozi napisała: > poruszają nieuświadamianą zazdość o płodność córki/synowej, Rzeczywiście, jest coś takiego. Pomyślałam o walce o wpływy na linii matka - świeżo upieczeni rodzice, a jest przecież jeszcze front babcia-noworodek ;P Te "poukładane emocjonalnie " matki często potrafią o tej zazdrości mówić, poskramiać słownie, wyrażać swoją tęsknotę choćby przez zwykłe "kiedy ty byłaś taka malutka ...", "pamiętam swoje szczęście gdy ty się urodziłaś" powiedziane do córki. I na tym poprzestaną. Inne natomiast będą gotować gar bigosu NA SIŁE, gar bigosu będący tylko zasłoną dymną mającą przykryć zachłanność emocjonalną nakierowaną na noworodka, wytrychem do drzwi czyjegoś macierzyństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Coś mi się przypomniało :) 31.07.08, 15:01 Odnośnie tego: > Bzdura na kółkach. Jeśli te mamy i teściowe tak myślą, to tylko dlatego, że im > samym zrobił ktoś taki numer. Gdy byłam w ciąży, moja mama często opowiadała mi, jak to było gdy ja się urodziłam. Szczególnie wspominała pewną sytuację, która miała miejsce gdy miałam 3 miesiące. Ja ryczałam kolkowo, nie mogłam zrobić kupy. Zalecenia wtedy już były takie, żeby do 4 miesiąca nie karmić dziecka niczym więcej jak mlekiem. Babcia bez pytania o zdanie mojej matki dała mi łyżeczkę jakiegoś soku owocowego, po którym ja walnęłam kupsko jak się patrzy. Co było istotne w tej opowieści, to złość mamy na babcię o podanie tego pierwszego w moim życiu posiłku pod nieobecność mamy i bez pytania jej o zgodę. Druga rzecz - wyraz bezsilności mojej matki wobec niereformowalnej babci pt. "widocznie miała rację, potem już zawsze tak myślałam" (dorosła kobieta o swojej matce myślała "zawsze ma rację" !). I teraz akt drugi opowieści. 2 lata temu zostawiłam moją 4-miesięczną Alę pod opieką mojej matki. Na 3 dni. Sama pojechałam na spływ kajakowy. Drugiego dnia mama mówi mi przez telefon: "pewnie będziesz zła, ale Ala nie mogła zrobić kupy od wczoraj, męczyła się strasznie i dałam jej łyżeczkę soku marchewkowego. Wiesz jaką kupę po nim walnęła ?" Ręce mi dosłownie opadły. Jej głos był nerwowy, czuć było silne emocje. Chyba dzięki temu sama potrafiłam się zdystansować. Zapytałam spokojnie: "Mamo, ale dlaczego to zrobiłaś, dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej i mnie nie zapytałaś ? Przecież mamy telefony komórkowe ..." Nie potrafiła odpowiedzieć. Wobec braku odpowiedzi w tamtym momencie obie wiedziałyśmy już co jest grane... Mama mnie zaczęła przepraszać, niepotrzebnie, jedno "przepraszam" by wystarczyło. Zorientowała sie, że za tą marchewkową łyżeczką kryło się coś więcej. Negatywne emocje z początków jej własnego macierzyństwa siedziały w niej nigdy nie wyrażone jasno i do końca. Pierwsze 2 lata jej macierzyństwa upłynęły pod dominacją własnej matki i siostry. One wiedziały zawsze lepiej, one robiły wiele rzeczy bez pytania. One odsunęły mojego ojca od opieki nade mną. Nie wiem czy ta łyżeczka soku owocowego była pierwszym takim wydarzeniem, na pewno nie ostatnim. Tak wielki miała żal o nią, a jednocześnie tak niezdefiniowany. Miotała się odkąd pamiętam między żalem do swojej matki za dominację, a poczuciem obowiązku wobec niej. Powtórzyła ten wzorzec wobec mnie. Właściwie po trosze wbrew sobie, zawsze głośno mówiła, że nie chce być tak dominująca jak jej matka wobec niej. Zadzwoniła mi o tym powiedzieć wiedząc, że spieprzy mi tą wiadomością resztę dnia. Ale musiała, musiała powtórzyć wzorzec. Mówię wam, było coś niesamowitego w tej głupiej łyżeczce soku marchewkowego. Tyle skumulowanych emocji moje matki, że normalnie nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Trochę mi było przykro za ten pierwszy niemleczny posiłek Ali. Ale tylko trochę. Na całe szczęście był to ze strony mojej matki jedyny taki numer. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 17:29 nie znam Twoich układów z obecna tesciową ani jakim jest człowiekiem, na ile mozna z nią pewne rzeczy wczesniej omówić i uzgodnic..jednak nie zabroniłabym całkowicie kontaktu z wnuczkiem zaraz po porodzie. W koncu to nowy członek rodziny, mozliwe, ze wyczekany i juz kochany przed porodem. Jezeli masz jeszcze troche czasu sama bym pogadała z tesciową, że wiedząc z doświadczenia pewnie bedziesz wykonczona po porodzie i jeżeli juz to oczekujesz b.krótkiej wizyty i nie należy sie spodziewać "ugoszczenia"..dziecka Ci nie zarazi a może wyręczy Ciebie i męża w pewnych czynnościach dając czas na oswojenie sie z nowa sytuacją. Kiedy urodziłam pierwszego syna mieszkaliścmu u mojej mamy i naturalne mi sie wydawało, ze teściowie mieszkajacy 200m dalej przyjda nas odwiedzić a własciwie tesciowa, bo teść przywiózł nas z miasta gdzie rodziłam. Cały "cięzar" tej krótkiej wizyty wzieła na siebie moja mama i nie miałam problemu z usunieciem sie z dzieckiem do innego pokoju, kiedy byłam zmeczona czy trzeba było nakarmic syna. Przy drugim mieszkalismy juz osobno..ale równiez do głowy mi nie przyszło, zeby zabronic odwiedzin babć i dziadków..przyszli hurtem, na godzinę, nie chcieli sie "goscić" tylko poznać nowego wnuka..i przy okazji dowiedzieć sie co nam jest potrzebne..dzięki temu dziadek doniósł mi za godzinę obiadek, bo małż ugotował mi golonkę z musztardą )Przez następne dni czasem wpadali ale tylko na chwilkę i zawsze z "pełnymi rękami" zakupów zrobionych "bo Ty nie masz jak" lub ugotowanego jedzenia, często też zabierali do siebie starszego syna, dzięki czemu mógł z kimś pójść na spacer lub plac zabaw..tak, że z rodzina nie zawsze wychodzi sie dobrze jedynie na zdjęciu..może wczesniejsze "dogadanie" sprawy z teściowa, mieszkajacą na miejscu, ułatwi Ci życie a z drugiej strony Ona nie poczuje sie odrzucona, poza nawiasem najblizszej rodziny którą jesteście Wy i Wasze nowe dziecko. Inna rzeczą jest przyjmowanie wizyt "obcych" lub nawet bliskich ale przyjezdnych..Mojego wnuczka poznałam kiedy miał 1,5 miesiaca (mieszkają kilkaset kilometrów od nas)..właśnie dlatego, że zdawałam sobie sprawę z tego, ze nasz przyjazd byłby b.kłopotliwy..przez pierwsze 3 tygodnie nie naraziłabym synowej na konieczność kłopotania sie o nasze sprawy..a potem syn już wrócił do pracy, czyli wyjechał "w trasę" i byłaby sama z dzieckiem i "gośćmi"..tym bardziej bym jej się nie zwalała na głowę..Przyjechaliśmy w uzgodnionym wcześniej terminie kiedy oboje byli w domu i zatrzymaliśmy sie u dalszej rodziny, bo mimo, że maja 2 pokoje..to 3 osoby (dziadkowie i stryjek) narobiliby tylko zamieszania .Jednak wcześniej miałam kontakt przez telefon, gg i skypa, mogłam pogadać z synową (czesto) i poogladać wnusia, nawet specjalnie kamerke mi kupili na Dzień Babci )tak, ze nie czułam sie odrzucona czy pomijana.. "Obcych" ale zaprzyjaźnionych, z tego co wiem, zaczęli "przyjmować" dopiero po skończeniu przez wnuka pierwszego miesiąca, pojedynczo lub w parach i w godzinach wczesnopopołudniowych..jednak nie wszyscy rozumieli, że taka wizyta nie powinna trwać godzinami..ale to juz zależy od ludzi.. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 18:01 ps. gdyby nie ten skyp, to pewnie bym tłukła się kilkaset kilometrów żeby choć na kilka minut wnuka zobaczyć.. nie zwalałabym się "na głowę", ale nie wyobrażam sobie by mnie potraktowano jak intruza..co się potem dziwić, że niektóre "babcie" nie mają serca do któregoś z wnuków i ze zanikają więzi rodzinne.. Odpowiedz Link Zgłoś
mia17 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 18:32 czytam w miare na biezaco wszystkie wpisy i przyznaje racje jednej i drugiej "stronie konfliktu". wszystko zalezy od rodziny - czy sa wyrozumiali i staraja sie pomoc, a nie zaszkodzic oraz od mlodych rodzicow - czy maja po prostu "focha" na zasadzie "nie, bo nie", czy tez naprawde potrzebuja chwili intymnosci. zloty srodek ciezko znalezc, bo obydwie strony chca przeforsowac swoja "racje". mlodzi potrzebuja chwili spokoju, przyzwyczajenia sie do nowej sytuacji i do dziecka - dziadkowie z kolei niecierpliwie czekaja na spotkanie z wyczekanym wnukiem. ja poczynilam juz pewne kroki zmierzajace do tego, aby przygotowac tesciow do tego, co po porodzie. z racji faktu, ze moja mama mieszka kilkaset kilometrow od nas, a tesciowie sa z tego samego miasta - oni pierwsi zobacza naszego malucha. z mama umowilam sie tak, ze przyjedzie do nas okolo tygodnia po porodzie, na tydzien. co do tesciow to nie chce im "zabraniac" wizyty - jednak znajac tesciowa wiem, ze lubi przesadzac i najchetniej siedzialaby u nas dniem i noca ;-/ dlatego tez wyslalam do niej dzis maila, w ktorym opisalam nasze wstepne plany na dni po powrocie ze szpitala. nie wspomnialam nic o wizycie, bo to ustalimy juz po urodzeniu, ale zasygnalizowalam, ze pierwszy tydzie chcemy spedzic we trojke, aby sie zaaklmatyzowac, poznac i oswoic z maluchem. a poza tym chcialabym dojsc choc troche do siebie po wysilku, jakim jest porod i mysle, ze tydzien bedzie w sam raz. napisalam to wszystko normalnym tonem, spokojnie, informacyjnie. mam nadzieje, ze jak przeczytaja to beda wiedzieli, o co chodzi i nie bedzie zadnych spiec na polu wizyt. na to po cichu licze, a co bedzie - okaze sie. Odpowiedz Link Zgłoś
bafami Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 19:14 Ciężki temat. Ja właśnie czekam na poród drugiego dziecka i już się wściekam. Mieszkam w domu z rodzicami - oni na piętrze, my na parterze. Więc wizytę rodziców mam zagwarantowaną ale to normalne, są domownikami. Tylko powiedzcie mi, po jaką cholerę przyjechał mój wujek z Niemiec na 3 tygodnie? I to właśnie w tym okresie, który jest tak ważny dla rodziców noworodka? Fakt, że mieszka u rodziców, ale łazi tam i z powrotem, a na dodatek na tydzień zaprosił sobie swojego dorosłego syna do nas na wakacje... Kiedy mu zwracałam uwagę, że może przyjechałby wcześniej lub później - to nie rozumiał o co mi chodzi. HILFEEEE!!! Co do odwiedziń w szpitalu - też nie bardzo chcę ale machnęłam ręką - przy 1 dziecku przyszła do szpitala moja mama, siostra, 2 bratowe, brat i przyjaciółka (w odstępach oczywiście), teściowa była chora na szczęście i nie mogła - hihi. Teraz pewnie przyjdzie ale poprosiłam męża, żeby przyszła tylko raz i to sama.. nie bardzo chcę, żeby mój teść mnie oglądał po porodzie. Wizyt w domu też nie pragnę i co gorsze - mam tylko 2 pokoje i nie mam gdzie uciec z małym dzieckiem żeby odsapnąć Trudno, będę ostentacyjnie pokazywała zmęczenie. Jakoś to będzie.. trzymajcie się! Odpowiedz Link Zgłoś
asiaiwona_1 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 01.08.08, 08:23 babcia47 napisała "ps. gdyby nie ten skyp, to pewnie bym tłukła się kilkaset kilometrów żeby choć na kilka minut wnuka zobaczyć.. nie zwalałabym się "na głowę", ale nie wyobrażam sobie by mnie potraktowano jak intruza..co się potem dziwić, że niektóre "babcie" nie mają serca do któregoś z wnuków i ze zanikają więzi rodzinne.." Czy mam rozumieć, że gdyby nie ten skype i młodzi rodzice poprosiliby Ciebie o wizytę za tydzień czy dwa, to ty w ramach "rewanżu" stroiłabyś fochy wobec wnuka??? Wybacz, ale to już chyba świadczy o Twoim podejściu do sytuacji. Dlaczego my mamy ustępować dziadkom, żeby tylko dobrze się poczuli, nie było im przykro. A my możemy źle się czuć, być zdenerwowane nachalnymi wizytami, byleby tylko ktoś obejrzał sobie małą dzidzię? Mia17 - były "zarzuty" wobec tych "wyrodnych" dzieci, że fakt poinformowania dziadków o niechęci do wizyt zrzucamy na mężów, bo nie mamy odwagi by same przekazać taką wiadomość. Czemu więc Ty napisałaś maila do teściowej, a nie powiedziałaś jej tego osobiście? Odpowiedz Link Zgłoś
gdzie-idziesz więzi rodzinne 01.08.08, 09:26 Cieszę się, że dyskusja rozwinęła się w tak ciekawy i kulturalny sposób. Wszystkie wiemy że nie ma dwóch identycznych sytuacji, dwóch identycznych babć czy rodzin. Zawsze pojawią się jakieś niezgodności. Myślę dziewczyny, że to tylko od nas zależy jaką rodzinę zafundujemy naszym dzieciom i na jakich ludzi ich wychowamy. Bo jak my będziemy uprzedzone do swoich mam, teściowych i innych pociotków to nasze dzieci to przejmą. Mamy teraz taki trend który każe nam się izolować od rodziny, nie zadawać sobie trudu żeby ich polubić, tak jest najprościej. Ale trzeba myśleć perspektywicznie, i praktycznie też. Jeśli na każdym kroku będziemy sobie powtarzać że nie lubimy rodziny, dziadków itp, że nas wkurzają, drażnią to dla wszystkich staną się koszmarem wszelkie spotkania rodzinne. Zwłaszcza dla dziecka - bo serce może go ciągnąć do babci czy wujka, ale rozum podpowiada - uważaj - mama będzie zła, albo mama nie lubi wujka ja też go muszę nie lubieć. A wujek może by cudownym wujkiem, tylko nie może się wykazać bo mama nałożyła na rodzinę blokadę. Znam to z własnego doświadczenia - moja mama, bardzo negatywnie nastawiona do swojej teściowej i rodziny ojca tak nas wychowała. Babci nigdy nie lubiłam, nie ważne co robiła i jak się zachowywała, podobnie jak resztę ojca rodziny. Za to rodzina mamy była cudowna i ogólnie super. I wiecie co - mam teraz ogromny żal, bo nie mam pojęcia jaka naprawde była moja babcia, nic nie wiem o jej życiu, charakterze. Ona już nie żyje, więc tego nie wróce, nie przeproszę jej za swoją postawę wobec niej. I bardzo mi z tym źle. Rodzinę ojca poznałam po wyprowadzeniu się z domu rodziców. Teraz ja dbam o utrzymanie między nami ciepłych stosunków bo uważam że są tego warci, że to co mama opowiadała to są bzdury. Teraz mam swoją rodzinę, męża, dziecko i całe przyległe towarzystwo (babcie, pociotki) i nie wszystkich lubię, ale postanowiłam że postaram się ułożyć z nimi poprawde relacje, ze względu na dzieci, bo nauczona doświadczeniem wiem że wredna dla mnie kuzynka może okazać się super ciocią, która będzie moją córke zabierała na wycieczki i odkrywała przed nią świat. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: więzi rodzinne 01.08.08, 10:34 gdzie-idziesz napisała: > Bo jak my będziemy uprzedzone do swoich mam, teściowych i innych > pociotków to nasze dzieci to przejmą. Mamy teraz taki trend który > każe nam się izolować od rodziny, nie zadawać sobie trudu żeby ich > polubić, tak jest najprościej. Ja bym to ujęła inaczej: mamy teraz taki trend, żeby nazywać po imieniu toksyczne zachowania rodziców wobec nas. Tudzież w ogóle nazywać niektórych rodziców toksycznymi. Do toksycznego rodzica się nie tęskni zbyt mocno i nie utrzymuje się z nim silnych kontaktów. Jeśli rodzic był normalnym rodzicem, to w życiu dorosłym dziecko ma z tym rodzicem normalny zdrowy kontakt. To naturalna kolej rzeczy. Ale jeśli dziecko przez całe życie przed rodzicem ucieka, chowa się, izoluje się, a polubienie tego rodzica wymaga od dziecka TRUDU, to niestety ale rodzic ma to, na co sam sobie zapracował. Młoda rodzina się od niego izoluje a kontakty są raczej oficjalne. I to też jest naturalna kolej rzeczy. To samo dotyczy ciotek, babć dziadków. Jeśli nam dawali miłość, gdy byliśmy dziećmi, to ich wizyty w naszym domu z pewnością nie będą uciążliwe. Jeśli nas nie kochali, będą mało sympatycznym gościem, przebywanie z którym wymaga od nas trudu. > Babci nigdy nie lubiłam, nie ważne co robiła i jak się zachowywała, > podobnie jak resztę ojca rodziny. Za to rodzina mamy była cudowna i ogólnie super. I wiecie co - mam teraz ogromny żal, bo nie mam > pojęcia jaka naprawde była moja babcia, nic nie wiem o jej życiu, > charakterze. Najczęściej w historiach widzianymi oczyma dziecka w powyższy sposób prawda jest taka, że matka miała powody izolować się od teściów, a babcia wcale się za mocno nie starała, żeby mieć kontakt z wnukami. Bo gdyby chciała, to by go miała. Nie mówię że na bank tak było u ciebie, ale bywa tak często. Ona już nie żyje, więc tego nie wróce, nie przeproszę > jej za swoją postawę wobec niej. Nie bardzo rozumiem za co miałabyś przepraszać. Za to że babcia nie miała kontaktu z tobą ? > I bardzo mi z tym źle. Rodzinę ojca > poznałam po wyprowadzeniu się z domu rodziców. Teraz ja dbam o > utrzymanie między nami ciepłych stosunków bo uważam że są tego > warci, że to co mama opowiadała to są bzdury. A oni o te ciepłe stosunki z tobą dbają ? Interesowali się tobą, gdy byłaś dzieckiem ? > Teraz mam swoją rodzinę, męża, dziecko i całe przyległe towarzystwo > (babcie, pociotki) i nie wszystkich lubię, ale postanowiłam że > postaram się ułożyć z nimi poprawde relacje, ze względu na dzieci, > bo nauczona doświadczeniem wiem że wredna dla mnie kuzynka może > okazać się super ciocią, która będzie moją córke zabierała na > wycieczki i odkrywała przed nią świat. Myślę, że nie da się oszukać dziecka. Jeśli kogoś nie lubisz, to tego przed nim nie ukryjesz. Wycieczki z nielubianą przez ciebie ciocią mogą być dla dziecka niezbyt przyjemnym doświadczeniem. Jeśli się starasz o dobre stosunki mimo braku sympatii, to dziecko też to widzi. I słowem ci nie piśnie, że nie chce jechać na wycieczkę z ciocią, skoro widzi że ty się tak starasz - dajesz wzór, że trzeba zacisnąć zęby, nawet jeśli się kogoś nie lubi, że trzeba poświęcić swoje potrzeby i poczucie komfortu, żeby zrobić przyjemność innym, nawet niezbyt lubianym Odpowiedz Link Zgłoś
gdzie-idziesz Re: więzi rodzinne 01.08.08, 11:16 Od obcych ludzi dowiedziałam się jaka moja babcia potrafiła być. Ja byłam wobec niej wyjątkowo niemiła jako dziecko, chociaż z perspektywy widzę że bardzo się starała, chciała być ukochaną babcią i nieba przychylić. Ale mama w nas wdrukowała - babcia jest be, nie lubi mamy i wszystko co robi to z przewrotnej złośliwości, na spacer zabiera mnie nie dlatego żeby sprawić mi i sobie przyjemność, tylko po to żeby ukraść mamie córkę, odebrać mamie moje uczucia do niej itp. Toksyczni rodzice jest to obecnie bardzo popularna postawa (i książka), ale psychologowie twierdzą że uczyniła bardzo dużo złego, nawet autor wycofał się z propagowania teorii w niej zawartych. Jeśli spojrzysz na sprawę z dystansem sama zobaczysz, że nie istnieją rodzice, którzy nie byliby toksyczni, w każdym zachowaniu znajdzie się element toksyczności. Patrząc w ten sam sposób każde dziecko też jest toksyczne i każdy partner również. Co do wyjazdów z nielubianą przez mamę rodzinę ojca - bardzo nie chciałam jechać, wkońcu udalo im się mnie namówić, miałamo gromne wyrzuty sumienia wobec mamy, jechałam niechętnie. A było super, co prawda spędzialiśmy czas tylko na działce, ale ciotka dbała o mnie i widać było że bardzo się cieszy. Jak zaczęłam mieć nadzieję na kolejne zaproszenie do nich, mama się obraziła i nigdy więcej mnie do nich nie wysłała. Konkluzja z tego jest taka - niekoniecznie człowiek którego rodzic nie lubi musi być nielubiany przez dziecko. Uważam że trzeba dać prawo dziecku, by samo zadecydowało kogo lubi, a nie narzucać swoje urazy. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: więzi rodzinne 01.08.08, 11:34 gdzie-idziesz napisała: > Od obcych ludzi dowiedziałam się jaka moja babcia potrafiła być. Ja > byłam wobec niej wyjątkowo niemiła jako dziecko, chociaż z > perspektywy widzę że bardzo się starała, chciała być ukochaną babcią > i nieba przychylić. Ale mama w nas wdrukowała - babcia jest be, nie > lubi mamy i wszystko co robi to z przewrotnej złośliwości, na spacer > zabiera mnie nie dlatego żeby sprawić mi i sobie przyjemność, tylko > po to żeby ukraść mamie córkę, odebrać mamie moje uczucia do niej > itp. Rozumiem. To faktycznie nieładnie twoja mama robiła > Toksyczni rodzice jest to obecnie bardzo popularna postawa (i > książka), ale psychologowie twierdzą że uczyniła bardzo dużo złego, nawet autor wycofał się z propagowania teorii w niej zawartych. ?? Jakiej teorii, wiesz co więcej na ten temat ? Czytałam książkę, ale żadnej teorii tam nie znalazłam. Raczej same oczywiste oczywistości, które czasem trudno samodzielnie nazwać, zwłaszcza pod presją poczucia winy i obowiązku. Odpowiedz Link Zgłoś
mia17 asiaiwona_1 01.08.08, 09:52 maila wyslalam, zeby wstepnie zasygnalizowac nasze plany. rozmowa - tak, jak to napisalam w poscie - odbedzie sie na pewno, ale blizej terminu porodu, do ktorego mam jeszcze 3 tygodnie. nie bede jej unikala, byc moze nawet w najblizsza niedziele temat zostanie poruszaony, bo bedziemy sie widzieli. wyslanie maila nie bylo "wykretem" - to droga komunikacji, ktorej uzywamy czesto i wobec wielu osob, rowniez rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
asiaiwona_1 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 14:24 Oj, to jak możesz, to napisz jak już będziesz po rozmowie. Ciekawa jestem jaka będzie reakcja. Ja przy pierwszym dziecku nie mówiłam nic, bo nie sądziłam że teściowie zwalą się do nas na wizytę z noclegiem. Co prawda nocowali jak ja byłam jeszcze w szpitalu, ale nie odmówili sobie tej wątpliwej dla mnie przyjemności przyjechania po mnie do szpitala jak mnie wypisywali. Pretekst - na pewno nie zabierzecie się na raz ze wszystkimi rzeczami. A co ja tam pół domu wyniosłam do szpitala, żeby aż 4 osoby musiały to zabierać??? Przy drugim dziecku miałam plan zapowiedzenia wcześniej, że wolałabym aby pierwsza wizyta dziadków była po kilku dniach, jak już się lepiej poczuję. Niestety nie było mi dane sprawdzić tego w praktyce Ale jeśli będę jeszcze raz w ciąży i wszystko dobrze się zakończy, to nadal będę chciała pierwsze dni w domu spędzić z mężem i starszą córką. Pomyślcie jak starsze rodzeństwo musi się czuć, kiedy do domu co chwilę zwala się kupa gości i rozczula się nad maleństwem. A ta starsza siostra wszystko to widzi i nie sądzę, żeby była tym zachwycona. Może nawet dojść do tego, że w jakiś sposób "znienawidzi" te maleńkie dziecko, bo wszyscy tylko do niego przychodzą, o nim mówią itp. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 14:51 asiaiwona_1 napisała: > córką. Pomyślcie jak starsze rodzeństwo musi się czuć, kiedy do domu > co chwilę zwala się kupa gości i rozczula się nad maleństwem. A ta > starsza siostra wszystko to widzi i nie sądzę, żeby była tym > zachwycona. Może nawet dojść do tego, że w jakiś sposób > "znienawidzi" te maleńkie dziecko, bo wszyscy tylko do niego > przychodzą, o nim mówią itp. Zgadzam się. Przy drugim i kolejnym dziecku okres nie przyjmowania wizyt jest sprawą tym bardziej bezdyskusyjną. Odpowiedz Link Zgłoś
tasiaanunia Re: asiaiwona_1 01.08.08, 15:56 mój syn z pierwszego małżeństwa ma 10 lat i już się martwił jak to będzie bo babcia(teściowa)opowiada ze telewizora nie można ogladać jak mały śpi...będzie musiał z pokoju wychodzić jak będę karmić piersią...i będzie musiał swój pokój idealnie posprzątać bo goście przyjdą do małego.... Normalnie już miałam coś powiedzieć na te rewelacje..ale mój ślubny mnie uprzedził( na szczęście)...powiedział - wszystkie odgłosy będą tak jak do tej pory ..bo nie mam zamiaru żyć jak w pustelni czyli w idealnej ciszy... - a jeśli chodzi o karmienie piersią przy dziecku to...dał jej książkę do przyrody z(4kl Sz.Podst)i pokazał o czym tam się będą uczyć ( a tam pokazane narządy płciowe i dziecko w brzuchu itd..) Pierwszy raz widziałam taką minę teściowej i zaraz się pożegnała i na wyjściu powiedziała -Zrobicie jak będziecie uważać! i wyszła. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 21:39 szczerze mówiąc też nie rozumiem "gremialnego" witania połoznicy z niemowlakiem w dniu powrotu do domu ze szpitala. Uważam, ze w tym dniu powinni wpaść z krótka wizyta jedynie "dziadkowie"(jeżeli nie mogli odwiedzic ich w szpitalu) a rodzeństwo i to bez małych dzieci w uzgonionym, późniejszym terminie. Dalsza rodzina, przyjaciele, rodzeństwo z dziećmi dopiero wtedy gdy dziecko będzie juz dojrzalsze psychicznie a rodzice z grubsza opanują "instrukcje obsługi" niemowlaka, najlepiej w drugim miesiącu życia malucha..oczywiscie też po uzgodnieniu z rodzicami i "pojedynczo". Tak zrobiła moja synowa i tylko chyba jedna osoba (dalsza kolezanka) "wpakowała" jej się z wizytą bez uzgodnienia, niestety z dzieckiem i na zbyt długo, bo wtedy "młodzi"przyjmowali gosci jedynie do 17-tej..wnuk potem był juz b.marudny, bolał go brzuszek i wymagał wyciszenia przed kąpielą i spaniem Odpowiedz Link Zgłoś
mia17 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 17:27 dam znac sama jestem ciekawa, choc znam tesciowa juz pare lat i moge sie domyslac/spodziewac przebiegu rozmowy. ale nie nastawiam sie negatywnie - spokojnie i rzeczowo wyjasnie w razie czego jeszcze raz, o co chodzi i dlaczego wolalabym, aby z pierwsza wizyta poczekali pare dni. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 01.08.08, 21:17 > Czy mam rozumieć, że gdyby nie ten skype i młodzi rodzice > poprosiliby Ciebie o wizytę za tydzień czy dwa, to ty w ramach > "rewanżu" stroiłabyś fochy wobec wnuka??? nie, to znaczy, że byłabym skłonna tłuc się kilkanaście godzin w te i we wte by móc go zobaczyć choć przez pięć minut..i nie sądzę bym została wyproszona, bo byłam pierwszą osobą, która sie dowiedziała "że będzie" (ok. miesiąca ciąży), pierwszą która dostała MMS-a z pierwszym zdieciem z usg, która była na bieżąco informowana o stanie mamy i przyszłego dziecka..a nawet przez jakis czas byłam zapraszana na okres połogu, bo synowa bała sie czy da sobie radę..na szczęście zajecia w szkole rodzenia sprawiły, ze poczuła sie pewnie i na siłach..dostałam też wszystkie zdjęcia z porodu, połogu..łącznie z tymi na których synowa jest mocno wymizerowana..i te na których karmi..zresztą nigdy nie miała problemu z karmieniem przy mnie..nawet mnie wołała gdy byłam u nich, bo wtedy mogłysmy sobie spokojnie poplotkowac bez chłopów..nie należę do osób, które by sie pchały w "gościnę"..jezeli juz to po to by pomóc i to na wyraźna prośbę..z drugiej strony późniejszy mój kontakt z wnukiem wynikał tylko własnie z okoliczności, bo tesciowa syna została zaproszona do szpitala i potem czasem wpadała, jak juz pisałam..zreszta tez nie tylko dlatego, ze steskniła sie za wnusiem, ale zeby pomóc młodym rodzicom. Kiedy my przyjechalismy, to wypilismy tylko u "młodych" kawę a całą wizyte spedziliśmy u jej rodziców (zaprosili nas wczesniej) i tylko ja zostałam potem zaproszona na kąpanie wnuka i wieczorne pieszczotki.. Zdaje sobie sprawe, ze ludzie i relacje rodzinne sa różne..ale przypisywanie rodzicom jedynie i z góry najgorszych intencji to gruba przesada!! Mozliwe, ze jeżeli nie maja kontaktu z przyszłymi rodzicami nawet nie zdaja sobie sprawy z tego jak ich wizyta połączona z "goszczeniem" moze być kłopotliwa i niewskazana..a własnego przykładu nie pamietają..kiedyś kobieta w szpitalu byłą tydzień po porodzie a po CC nawet dwa tygodnie..więc do domu wracała juz w duzo lepszej kondycji. Potem po porodzie trzymano 3 dni..ale w kazdym przypadku połoznice nie musiały sie zajmować dziećmi, mogły się wyspać, odpocząć..Mamy moga pamietać swój powrót ze szpitala z niemowleciem zupełnie inaczej..i wskazane jest im wcześniej uswiadomic i wytłumaczyc, że użądzanie w tym dniu imprez czy zapraszanie nadmiaru gosci to nie jest dobry pomysł. Sądzę, ze gdybym nie była "wciagnieta" i mile widziana jako przyszła rodzina dla mającego urodzić się dziecka, gdybym została potraktowana jak trędowata i niegodna z nim kontaktu po porodzie..to chyba więź łącząca nas wszystkich i moje uczucie wobec wnuka byłoby duzo mniejsze i skażone checią nie robienia kłopotu, nienarzucania się..ale to w ten sposób "zabija" się miłość..bo pewnie w sumie nasze kontakty ograniczyłyby sie do okazjonalnych wizyt i byłby dla mnie właściwie kimś zupełnie obcym , może bardziej obcym niż dziecko zaprzyjaźnionej sasiadki, z którym mam kontakt na codzień i woła do mnie "ciociu"..choć pewnie starałabym sie podtrzymać kontakty..i zachowac pozory..ale tylko pozory Odpowiedz Link Zgłoś
szklanapulapka2 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 02.08.08, 07:55 Bardzo, bardzo mądra wypowiedź... dziękuję. Odpowiedz Link Zgłoś
tasiaanunia po rozmowie...!!!!!!!!!!!!! 02.08.08, 12:31 Własnie jestem po rozmowie z teściową...no cóż...doszłyśmy do kompromisu....jak będę w szpitalu będzie przychodzić codziennie....natomiast jak już wyjdziemy to do niej zadzwonimy kiedy będziemy gotowi na odwiedziny..... Nie była zadowolona bo chciała być od rana do wieczora...ale w spokoju jej wytłumaczyłam ze po prostu się krępuje i nie podobają mi się pomysły typu -jak w nocy będzie czas karmienia to ja przyjdę i jak będziesz spała to ci dzidziusia przystawię do piersi i będziesz się mogła wyspać..... Sprawa załatwiona polubownie.... Odpowiedz Link Zgłoś
tasiaanunia do babcia47... 02.08.08, 12:37 Moja teściowa również w pełni uczestniczy w oczekiwaniu na naszego dzidziusia......nie jest to jej pierwszy wnuczek ...ale też pierwsza sie dowiedziała...ma pierwsze zdjęcia z usg..itd Ona jest na miejscu wiec kontakt z nią jest większy ...natomiast moja mama mieszka 4000km od nas i widzimy się tylko na święta...zresztą jej nie interesuje to co u mnie słuchać..... babcia47-bardzo dobrze napisany post zgadzam się z nim całkowicie Odpowiedz Link Zgłoś
kamelia04.08.2007 kiedy ich zaprosisz, bo to twój dom i ty jesteś 04.08.08, 14:25 gospodynią. Nie wyobrazam sobie, zeby mi sie ktos zwalał na głowę bez mojego wyraźnego zaproszenia. Po pierwsze dlatego, ze to mój dom/mieszkanie/pokój u tesciów i szczytem chamstwa jest włażenie bez wyraźnego zaproszenia, gdy młodzi rodzice, a szczególnie matka jest w innym stanie. Po porodzie nie jest tak, że wstanę, otrzepię się i wszystko jest tak jak dawniej. Liczy sie kazda minuta, gdy mozna odpoczac, nie kazde dziecko jest spokojne i spi cała dobe, niektóre wyją przez całe 24 godz. Po drugie tabun ludzi niekoniecznie zdrowych nie jest dobry dla zupelnie nieodpornego noworodka. To, ze matka nie złapie infekcji nie znaczy, ze dziecko tez nie. Jak moj brat sie urodził i moja mama była na macierzynskim, to jej madra sasiedka podrzucila swoja chora i zasmarkana córke, a sama poszła do pracy, bo skoro moja mama siedzi w domu z kilkudniowym niemowalkiem, to może sie dodatkowym dzieckiem zająć. Efekt był taki, że mój brat sie zaraził przez pół roku chorował. Rozumiem, ze rodzina jest ciekawa i chce zobaczyc, ale skoro tyle czasu czekali, to mogą jeszcze ze 2-3 tygodnie poczekac, w miedzyczasie mozna im przesłac zdjęcia. Po trzecie nie kazda kobieta ma ochote wywalac cyca przy rodzinie, czy nadskakiwac gościom gdy szwy jeszcze nie wyschły, a mieszkanie przy dziecku wyglada jak sajgon. Jak któras z położnic sie czuje na siłach, nie krępuje sie i ma ochote na towarzystwo, to niech przyjmuje gości. Uwazam za chamskie wpraszanie sie do cudzego domu. Rodzice powinni jednak, żeby nie było nieporozumien, grzecznie powiedziec, że przez jakis czas nie zycza sobie pilegrzymek. Obowiązkiem rodziny jest sie dostosować. Odpowiedz Link Zgłoś