Dodaj do ulubionych

Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy?????

    • zoslo82 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 30.07.08, 23:16
      podczytuje ta goraca dyskusje od kilku dni, az postanowilam dodac
      cos od siebie..wydaje mi sie ze moja sytuacja jest troszke irytujaca.
      moj partner jest hiszpanem, bedzie to pierwszy wnuk w jego
      rodzinie.. cala jego rodzina zwariowala na punkcie dziecka, ktore ma
      sie pojawic za 2 tyg..w maju mielismy wizyte przyszlych tesciow, na
      ktorej zostalo mi przekazane, przez mojego R. ze przyjada do nas 15
      sierpnia- dzien przed terminem porodu na tydzien w 4 osoby (z bratem
      i siostra )wiecie,co ze nie moglam spac, tak o tym myslalam.. bo
      wydawalo mi sie to czasem nieodpowiednim..powiedzialam o tym R. a on
      na mnie wyjechal,ze to jego rodzice, ze nas kochaja, ze kochaja
      dziecko itd.. ale czy ja nie mam nic do powiedzenia??? w koncu
      staneło na tym, ze przyjada tydzien po porodzie i na moje szczescie
      beda mieszkac w wynajetym apartamencie. nie wiem jak bedzie z
      jedzeniem, ale podejrzewam wizyty i przesiadywanie codzienne..dodam
      ze sa to 4 osoby + moja mama+ R+ dzidzia i ja..ja ich na prawde
      lubie, sa to mili, dobrzy ludzie, ale wydaje mi sie ze powinni
      troszke wyluzowac... ahh przd chwila sie dowiedzialam ze planuja
      przyjechac takze boze narodzenie..na prawde nie wiem jak mam sobie z
      tym poradzic i nie ustawiac sie do nich negatywnie.
      • aleosochozi Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 00:17
        Dla mnie sprawa jest o tyle prosta że:
        kto jest najwazniejszy? DZIECKO - jego potrzeby, zdrowie, komfort.
        W związku z tym czyje potrzeby, zdrowie, komfort sa najwazniejsze -
        MATKi - bo od jej stanu psychicznego i fizycznego zależy to, jak
        będzie czuło się dziecko. Czyli matka ustala, kiedy i kogo gości. I
        nie ma tu reguł - może sobie ustalić jak chce, ma prawo nie chciec
        widzieć nikogo z rodziny nawet przez miesiąc, albo sobie wybierać
        gości - to jej święte, bezdyskusyjne prawo kobiety w połogu.

        Gorzej z powiedzeniem tego rodzinie.
        Tez się zastanawiałam jak to będzie, bo moja teściowa jest po prostu
        trudna, jest tez stara i rozmowy z ną nic nie dają (oczywiście chce
        przyjeżdżac, odwiedzać itp.)
        W końcu, po namysle - dałam to zadanie mężowi. Niech tak załatwi,
        żeby się nie pojawiała, jeśli ja nie poczuję się na siłach ją gościć
        (zobaczę jak będzie), i żeby się za to jak najmniej obraziła. W
        końcu to jego matka, niech chłopak pokombinuje.
        Zobaczymy.
    • gdzie-idziesz teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 12:23
      smile a na początku dyskusja toczyła się o to czy odczekać miesiąc, dwa
      czy więcejsmile
      Pozwolę sobie podsumować - każda z nas po porodzie potrzebuje chwilę
      by odsapnąć, dojść do siebie, to zrozumiałe. Są dziewczyny, dla
      których wizyta przy noworodku w szpitalu jest niedopuszczalna, inne
      dziewczyny cieszy. Dziadkowie też są różni, podobnie jak reszta
      rodziny.
      Ale moim zdaniem nie wypada kazać dziadkom czekać miesiąc czy pół
      roku (nie piszę o czwartej pociotce, czy kuzynce bratowejsmile). Oni
      tak jak i Wy czekali niecierpliwie na wnuka. Wiadmomo tydzień, dwa
      to nie tragedia, jeśli tego potrzebujecie by do siebie dojść to
      powinnyście mieć do tego prawo, ale oni powinni mieć prawo odwiedzić
      wnuka. To moim zdaniem świadczy o Waszym podejściu do świeżo
      upieczonych dziadków, nie o trosce o dziecko. Dziecku kilkugodninna
      wizyta krzywdy nie zrobi, będzie trochę bardziej porozpieszczane,
      więcej noszone na rękach itp. Jeśli ma zachorować to zachoruje i bez
      wizyty dziadków, a nawet noworodek potrzebuje dopływu świeżychsmile
      bakterii żeby się oudporniać (nie mówię o osobach smarkających czy
      kaszlących, tylko o florze bakteryjniej nieszkodliwej, którą kazdy z
      nas nosi) Siedząc cały czas w mieszkaniu system odpornościowy
      wydelikaca się bo nie musi pracować.
      Poza tym wytworzył się jakiś etos młodej rodzinki - nowe układy,
      wielkie wzruszenia z pierwszej kupki, pierwzej kolkismile a wizyta
      rodzinki nawet kilkugodzinna zaburzy ten sielski czas, te nieczułe
      mamy i teściowe władują się ze swoimi nicniewatrymi radami i
      zniszczą nam sielskość pierwszych chwil z maluchem. A mi się wydaje
      że większość tych młodych babć chce najzwyczajniej dobrze dla Waszej
      trójki, babcia nie po to chce witać Was w domu, żeby zrobić bibę dla
      pociotków, czy wścibiać nosa w niepoprasowane pieluchy, ale aby
      posprzątać nagotować pyszności dla Was, młode mamy. I nawet jeśli
      nagotuje kapusty czy bigosusmile to zrobi to wyłącznie z chęci pomocy i
      niewiedzy a nie ze złośliwości. Fakt, wkurzające to jest wielce
      (wiem z własnego doświadczenia)ale trzeba sobie to uświadomić ONE
      CHCĄ DOBRZE, NIE CHCĄ DOKUCZYĆ ZROBIĆ PRZYKROŚĆ CZY ZŁOŚLIWOŚĆ TYLKO
      CHCĄ POMÓC. Im wydaje się że wiedzą lepiej bo swoje wychowały,
      wiadomo tak nie jest, ale my młode niepewne mamy w swojej
      niepewności bierzemy wszystkie te ich rady jako atak.
      pozdrawiam
      • gaja78 Re: teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 13:18
        gdzie-idziesz napisała:

        >Wiadmomo tydzień, dwa
        > to nie tragedia, jeśli tego potrzebujecie by do siebie dojść to
        > powinnyście mieć do tego prawo, ale oni powinni mieć prawo odwiedzić
        > wnuka.

        I te dwa tygodnie wydają się być dobrym kompromisem.

        > Dziecku kilkugodninna
        > wizyta krzywdy nie zrobi, będzie trochę bardziej porozpieszczane,
        > więcej noszone na rękach itp. Jeśli ma zachorować to zachoruje i bez wizyty dziadków, a nawet noworodek potrzebuje dopływu świeżychsmile
        > bakterii żeby się oudporniać (nie mówię o osobach smarkających czy
        > kaszlących, tylko o florze bakteryjniej nieszkodliwej, którą kazdy z
        > nas nosi)

        I tu moim zdaniem nie masz racji. Na noworodka trzeba chuchać i dmuchać. Tak uważam bo za dużo chorób noworodków był w moim otoczeniu. Kilka przypadków zakończonych tragicznie. Gość może dziś nie smarkać ale zarać już tak. Smarkać może zacząć dnia następnego.

        Siedząc cały czas w mieszkaniu system odpornościowy
        > wydelikaca się bo nie musi pracować.

        Co ma do rzeczy siedzenie w domu ? Mówimy o noszeniu na rękach, przytulaniu, często - całowaniu kilkudniowych noworodków. Nawet nie 2-tygodniowych noworodków, które odbywają regularne spacery, ale noworodków kilkudniowych.

        > Poza tym wytworzył się jakiś etos młodej rodzinki - nowe układy,
        > wielkie wzruszenia z pierwszej kupki, pierwzej kolkismile a wizyta
        > rodzinki nawet kilkugodzinna zaburzy ten sielski czas, te nieczułe
        > mamy i teściowe władują się ze swoimi nicniewatrymi radami i
        > zniszczą nam sielskość pierwszych chwil z maluchem.

        Problemem zadadniczym nie jest kilkugodzinna wizyta rodziny, ale wizyta przynajmniej dwudniowa. To już zostało kilkakrotnie zaznaczone. Wizyta kilkudniowa MOŻĘ zaburzyć ten sielski czas.

        Wyobraźmy sobie sytuację: mąż bierze tygodniowy urlop, żeby zajmować się dzieckiem równo z żoną. Żeby się zbliżyć, wdrożyć, oswoić. W połowie tygodnia przyjeżdża rodzina. Na kilka dni. Mąż siłą rzeczy jest od dziecka odsunięty, bo przecież ma obsługiwać gości. Potem wraca do pracy i tyle miał z tego swojego urlopu, który miał starczyć na nacieszenie się dzieckiem uncertain Dłuższego wolnego on wziąć nie może. Pozostaje niedosyt, jakiś taki niesmak i żal, bo to przecież miała być sielanka i radość, a wyszło robienie herbaty i bieganie po ciasto do sklepu ... tak bywa niestety.

        A mi się wydaje
        > że większość tych młodych babć chce najzwyczajniej dobrze dla Waszej
        > trójki, babcia nie po to chce witać Was w domu, żeby zrobić bibę dla
        > pociotków, czy wścibiać nosa w niepoprasowane pieluchy, ale aby
        > posprzątać nagotować pyszności dla Was, młode mamy.

        Bzdura na kółkach. Jeśli te mamy i teściowe tak myślą, to tylko dlatego, że im samym zrobił ktoś taki numer. Że one same kiedy urodziły pierwsze dziecko, zostały uraczone "pomocą" matki i teściowej. Przyjście na świat dziecka to zmiana układu sił, relacji w rodzinie. Matki i teściowe czują się zagrożone, dlatego chcą być i znaczyć wiele od samego początku życia nowej rodziny. Ale to na nich spoczywa odpowiedzialność za poradzenie sobie z tym strachem, a nie na ich dzieciach, które mają robić tak, żeby matki czuły się potrzebne uncertain

        > nagotuje kapusty czy bigosusmile to zrobi to wyłącznie z chęci pomocy i niewiedzy a nie ze złośliwości.

        Wszystko ok do momentu gdy pomysł z bigosem jest propozycją wysunięta w stronę młodych. Dramat zaczyna się wtedy, gdy teściowa czy matka nie przyjmuje do wiadomości odpowiedzi "nie, dziękujemy" i mimo to gotuje ten niechciany bigos. Jej reakcja "ach jak mi przykro" jest niczym innym jak szantażem emocjonalnym.

        Fakt, wkurzające to jest wielce
        > (wiem z własnego doświadczenia)ale trzeba sobie to uświadomić ONE
        > CHCĄ DOBRZE, NIE CHCĄ DOKUCZYĆ ZROBIĆ PRZYKROŚĆ CZY ZŁOŚLIWOŚĆ TYLKO CHCĄ POMÓC.

        Zdanie wytłuszczone wielkimi literami jest najczęściej spotykaną formą szantażu i manipulacji big_grinDD
        Oczywiście że wiele matek chce dobrze i chce pomóc. Te matki rozumieją i szanują odpowiedź "mamo dobrze, za 2 tygodnie". Jeśli nie rozumieją i powtarzają uparcie, że "chcą tylko pomóc" i "dla naszego dobra", to to jest szantaż emocjonalny. Nic dodać, nic ująć.

        > Im wydaje się że wiedzą lepiej bo swoje wychowały,
        > wiadomo tak nie jest, ale my młode niepewne mamy w swojej
        > niepewności bierzemy wszystkie te ich rady jako atak.

        Mądra matka obserwuje, jak jej dziecko się uczy i doradza, gdy zostanie poproszona o pomoc.
        • aleosochozi Re: teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 14:15
          gaja78, brawo, brawo, brawo. Mądrze, na temat, i dotykasz sedna -
          narodziny dziecka powodują silną reakcje emocjonalną u babć. Często -
          poruszają nieuświadamianą zazdość o płodność córki/synowej, żeby
          nie powiedziec zawiść, która niestety objawia się szeroką gamą
          zachowan polegających na łamaniu granic (granic intymności matki,
          granic młodej rodziny itp)oraz inwazyjności (w postaci natrętnych
          porad, krytyki sposobów pielęgnacji).
          Pewnie stąd ta długa dyskusja: niektóre babcie własnie tak reagują,
          i to powoduje u młodych matek chęc odsunięcia się od kontaktów z
          nimi, a niektóre sa jakoś bardziej świadome, lub sa lepiej
          poukiładane z emocjami dotyczącymi przemijania - i te miło gościć,
          bo z nimi kontakt nie jest przykry.
          • gaja78 Re: teraz mówimy o tygodniu:) 31.07.08, 14:40
            aleosochozi napisała:

            > poruszają nieuświadamianą zazdość o płodność córki/synowej,

            Rzeczywiście, jest coś takiego. Pomyślałam o walce o wpływy na linii matka -
            świeżo upieczeni rodzice, a jest przecież jeszcze front babcia-noworodek ;P
            Te "poukładane emocjonalnie " matki często potrafią o tej zazdrości mówić,
            poskramiać słownie, wyrażać swoją tęsknotę choćby przez zwykłe "kiedy ty byłaś
            taka malutka ...", "pamiętam swoje szczęście gdy ty się urodziłaś" powiedziane
            do córki. I na tym poprzestaną. Inne natomiast będą gotować gar bigosu NA SIŁE,
            gar bigosu będący tylko zasłoną dymną mającą przykryć zachłanność emocjonalną
            nakierowaną na noworodka, wytrychem do drzwi czyjegoś macierzyństwa.
        • gaja78 Coś mi się przypomniało :) 31.07.08, 15:01
          Odnośnie tego:

          > Bzdura na kółkach. Jeśli te mamy i teściowe tak myślą, to tylko dlatego, że im
          > samym zrobił ktoś taki numer.

          Gdy byłam w ciąży, moja mama często opowiadała mi, jak to było gdy ja się
          urodziłam. Szczególnie wspominała pewną sytuację, która miała miejsce gdy miałam
          3 miesiące. Ja ryczałam kolkowo, nie mogłam zrobić kupy. Zalecenia wtedy już
          były takie, żeby do 4 miesiąca nie karmić dziecka niczym więcej jak mlekiem.
          Babcia bez pytania o zdanie mojej matki dała mi łyżeczkę jakiegoś soku
          owocowego, po którym ja walnęłam kupsko jak się patrzy.

          Co było istotne w tej opowieści, to złość mamy na babcię o podanie tego
          pierwszego w moim życiu posiłku pod nieobecność mamy i bez pytania jej o zgodę.
          Druga rzecz - wyraz bezsilności mojej matki wobec niereformowalnej babci pt.
          "widocznie miała rację, potem już zawsze tak myślałam" (dorosła kobieta o swojej
          matce myślała "zawsze ma rację" !).

          I teraz akt drugi opowieści. 2 lata temu zostawiłam moją 4-miesięczną Alę pod
          opieką mojej matki. Na 3 dni. Sama pojechałam na spływ kajakowy. Drugiego dnia
          mama mówi mi przez telefon: "pewnie będziesz zła, ale Ala nie mogła zrobić kupy
          od wczoraj, męczyła się strasznie i dałam jej łyżeczkę soku marchewkowego. Wiesz
          jaką kupę po nim walnęła ?"

          Ręce mi dosłownie opadły. Jej głos był nerwowy, czuć było silne emocje. Chyba
          dzięki temu sama potrafiłam się zdystansować. Zapytałam spokojnie: "Mamo, ale
          dlaczego to zrobiłaś, dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej i mnie nie zapytałaś ?
          Przecież mamy telefony komórkowe ..." Nie potrafiła odpowiedzieć. Wobec braku
          odpowiedzi w tamtym momencie obie wiedziałyśmy już co jest grane... Mama mnie
          zaczęła przepraszać, niepotrzebnie, jedno "przepraszam" by wystarczyło.
          Zorientowała sie, że za tą marchewkową łyżeczką kryło się coś więcej.

          Negatywne emocje z początków jej własnego macierzyństwa siedziały w niej nigdy
          nie wyrażone jasno i do końca. Pierwsze 2 lata jej macierzyństwa upłynęły pod
          dominacją własnej matki i siostry. One wiedziały zawsze lepiej, one robiły wiele
          rzeczy bez pytania. One odsunęły mojego ojca od opieki nade mną. Nie wiem czy ta
          łyżeczka soku owocowego była pierwszym takim wydarzeniem, na pewno nie ostatnim.
          Tak wielki miała żal o nią, a jednocześnie tak niezdefiniowany. Miotała się
          odkąd pamiętam między żalem do swojej matki za dominację, a poczuciem obowiązku
          wobec niej.

          Powtórzyła ten wzorzec wobec mnie. Właściwie po trosze wbrew sobie, zawsze
          głośno mówiła, że nie chce być tak dominująca jak jej matka wobec niej.
          Zadzwoniła mi o tym powiedzieć wiedząc, że spieprzy mi tą wiadomością resztę
          dnia. Ale musiała, musiała powtórzyć wzorzec. Mówię wam, było coś niesamowitego
          w tej głupiej łyżeczce soku marchewkowego. Tyle skumulowanych emocji moje matki,
          że normalnie nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje.

          Trochę mi było przykro za ten pierwszy niemleczny posiłek Ali. Ale tylko trochę.
          Na całe szczęście był to ze strony mojej matki jedyny taki numer.
    • babcia47 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 17:29
      nie znam Twoich układów z obecna tesciową ani jakim jest
      człowiekiem, na ile mozna z nią pewne rzeczy wczesniej omówić i
      uzgodnic..jednak nie zabroniłabym całkowicie kontaktu z wnuczkiem
      zaraz po porodzie. W koncu to nowy członek rodziny, mozliwe, ze
      wyczekany i juz kochany przed porodem. Jezeli masz jeszcze troche
      czasu sama bym pogadała z tesciową, że wiedząc z doświadczenia
      pewnie bedziesz wykonczona po porodzie i jeżeli juz to oczekujesz
      b.krótkiej wizyty i nie należy sie spodziewać "ugoszczenia"..dziecka
      Ci nie zarazi a może wyręczy Ciebie i męża w pewnych czynnościach
      dając czas na oswojenie sie z nowa sytuacją.
      Kiedy urodziłam pierwszego syna mieszkaliścmu u mojej mamy i
      naturalne mi sie wydawało, ze teściowie mieszkajacy 200m dalej
      przyjda nas odwiedzić a własciwie tesciowa, bo teść przywiózł nas z
      miasta gdzie rodziłam. Cały "cięzar" tej krótkiej wizyty wzieła na
      siebie moja mama i nie miałam problemu z usunieciem sie z dzieckiem
      do innego pokoju, kiedy byłam zmeczona czy trzeba było nakarmic
      syna. Przy drugim mieszkalismy juz osobno..ale równiez do głowy mi
      nie przyszło, zeby zabronic odwiedzin babć i dziadków..przyszli
      hurtem, na godzinę, nie chcieli sie "goscić" tylko poznać nowego
      wnuka..i przy okazji dowiedzieć sie co nam jest potrzebne..dzięki
      temu dziadek doniósł mi za godzinę obiadek, bo małż ugotował mi
      golonkę z musztardą smile)Przez następne dni czasem wpadali ale tylko
      na chwilkę i zawsze z "pełnymi rękami" zakupów zrobionych "bo Ty nie
      masz jak" lub ugotowanego jedzenia, często też zabierali do siebie
      starszego syna, dzięki czemu mógł z kimś pójść na spacer lub plac
      zabaw..tak, że z rodzina nie zawsze wychodzi sie dobrze jedynie na
      zdjęciu..może wczesniejsze "dogadanie" sprawy z teściowa,
      mieszkajacą na miejscu, ułatwi Ci życie a z drugiej strony Ona nie
      poczuje sie odrzucona, poza nawiasem najblizszej rodziny którą
      jesteście Wy i Wasze nowe dziecko.
      Inna rzeczą jest przyjmowanie wizyt "obcych" lub nawet bliskich ale
      przyjezdnych..Mojego wnuczka poznałam kiedy miał 1,5 miesiaca
      (mieszkają kilkaset kilometrów od nas)..właśnie dlatego, że zdawałam
      sobie sprawę z tego, ze nasz przyjazd byłby b.kłopotliwy..przez
      pierwsze 3 tygodnie nie naraziłabym synowej na konieczność
      kłopotania sie o nasze sprawy..a potem syn już wrócił do pracy,
      czyli wyjechał "w trasę" i byłaby sama z dzieckiem i "gośćmi"..tym
      bardziej bym jej się nie zwalała na głowę..Przyjechaliśmy w
      uzgodnionym wcześniej terminie kiedy oboje byli w domu i
      zatrzymaliśmy sie u dalszej rodziny, bo mimo, że maja 2 pokoje..to 3
      osoby (dziadkowie i stryjek) narobiliby tylko zamieszania .Jednak
      wcześniej miałam kontakt przez telefon, gg i skypa, mogłam pogadać z
      synową (czesto) i poogladać wnusia, nawet specjalnie kamerke mi
      kupili na Dzień Babci smile)tak, ze nie czułam sie odrzucona czy
      pomijana..
      "Obcych" ale zaprzyjaźnionych, z tego co wiem, zaczęli "przyjmować"
      dopiero po skończeniu przez wnuka pierwszego miesiąca, pojedynczo
      lub w parach i w godzinach wczesnopopołudniowych..jednak nie wszyscy
      rozumieli, że taka wizyta nie powinna trwać godzinami..ale to juz
      zależy od ludzi..
      • babcia47 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 18:01
        ps. gdyby nie ten skyp, to pewnie bym tłukła się kilkaset kilometrów
        żeby choć na kilka minut wnuka zobaczyć.. nie zwalałabym się "na
        głowę", ale nie wyobrażam sobie by mnie potraktowano jak intruza..co
        się potem dziwić, że niektóre "babcie" nie mają serca do któregoś z
        wnuków i ze zanikają więzi rodzinne..
    • mia17 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 18:32
      czytam w miare na biezaco wszystkie wpisy i przyznaje racje jednej i drugiej
      "stronie konfliktu".
      wszystko zalezy od rodziny - czy sa wyrozumiali i staraja sie pomoc, a nie
      zaszkodzic oraz od mlodych rodzicow - czy maja po prostu "focha" na zasadzie
      "nie, bo nie", czy tez naprawde potrzebuja chwili intymnosci.
      zloty srodek ciezko znalezc, bo obydwie strony chca przeforsowac swoja "racje".
      mlodzi potrzebuja chwili spokoju, przyzwyczajenia sie do nowej sytuacji i do
      dziecka - dziadkowie z kolei niecierpliwie czekaja na spotkanie z wyczekanym
      wnukiem.
      ja poczynilam juz pewne kroki zmierzajace do tego, aby przygotowac tesciow do
      tego, co po porodzie. z racji faktu, ze moja mama mieszka kilkaset kilometrow od
      nas, a tesciowie sa z tego samego miasta - oni pierwsi zobacza naszego malucha.
      z mama umowilam sie tak, ze przyjedzie do nas okolo tygodnia po porodzie, na
      tydzien.
      co do tesciow to nie chce im "zabraniac" wizyty - jednak znajac tesciowa wiem,
      ze lubi przesadzac i najchetniej siedzialaby u nas dniem i noca ;-/
      dlatego tez wyslalam do niej dzis maila, w ktorym opisalam nasze wstepne plany
      na dni po powrocie ze szpitala. nie wspomnialam nic o wizycie, bo to ustalimy
      juz po urodzeniu, ale zasygnalizowalam, ze pierwszy tydzie chcemy spedzic we
      trojke, aby sie zaaklmatyzowac, poznac i oswoic z maluchem. a poza tym
      chcialabym dojsc choc troche do siebie po wysilku, jakim jest porod i mysle, ze
      tydzien bedzie w sam raz.
      napisalam to wszystko normalnym tonem, spokojnie, informacyjnie. mam nadzieje,
      ze jak przeczytaja to beda wiedzieli, o co chodzi i nie bedzie zadnych spiec na
      polu wizyt. na to po cichu licze, a co bedzie - okaze sie.
      • bafami Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 31.07.08, 19:14
        Ciężki temat. Ja właśnie czekam na poród drugiego dziecka i już się
        wściekam. Mieszkam w domu z rodzicami - oni na piętrze, my na
        parterze. Więc wizytę rodziców mam zagwarantowaną ale to normalne,
        są domownikami. Tylko powiedzcie mi, po jaką cholerę przyjechał mój
        wujek z Niemiec na 3 tygodnie? I to właśnie w tym okresie, który
        jest tak ważny dla rodziców noworodka? Fakt, że mieszka u rodziców,
        ale łazi tam i z powrotem, a na dodatek na tydzień zaprosił sobie
        swojego dorosłego syna do nas na wakacje... Kiedy mu zwracałam
        uwagę, że może przyjechałby wcześniej lub później - to nie rozumiał
        o co mi chodzi. HILFEEEE!!! Co do odwiedziń w szpitalu - też nie
        bardzo chcę ale machnęłam ręką - przy 1 dziecku przyszła do szpitala
        moja mama, siostra, 2 bratowe, brat i przyjaciółka (w odstępach
        oczywiście), teściowa była chora na szczęście i nie mogła - hihi.
        Teraz pewnie przyjdzie ale poprosiłam męża, żeby przyszła tylko raz
        i to sama.. nie bardzo chcę, żeby mój teść mnie oglądał po porodzie.
        Wizyt w domu też nie pragnę i co gorsze - mam tylko 2 pokoje i nie
        mam gdzie uciec z małym dzieckiem żeby odsapnąćsad Trudno, będę
        ostentacyjnie pokazywała zmęczenie. Jakoś to będzie.. trzymajcie się!
        • asiaiwona_1 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 01.08.08, 08:23
          babcia47 napisała "ps. gdyby nie ten skyp, to pewnie bym tłukła się
          kilkaset kilometrów
          żeby choć na kilka minut wnuka zobaczyć.. nie zwalałabym się "na
          głowę", ale nie wyobrażam sobie by mnie potraktowano jak intruza..co
          się potem dziwić, że niektóre "babcie" nie mają serca do któregoś z
          wnuków i ze zanikają więzi rodzinne.."

          Czy mam rozumieć, że gdyby nie ten skype i młodzi rodzice
          poprosiliby Ciebie o wizytę za tydzień czy dwa, to ty w ramach
          "rewanżu" stroiłabyś fochy wobec wnuka??? Wybacz, ale to już chyba
          świadczy o Twoim podejściu do sytuacji. Dlaczego my mamy ustępować
          dziadkom, żeby tylko dobrze się poczuli, nie było im przykro. A my
          możemy źle się czuć, być zdenerwowane nachalnymi wizytami, byleby
          tylko ktoś obejrzał sobie małą dzidzię?


          Mia17 - były "zarzuty" wobec tych "wyrodnych" dzieci, że fakt
          poinformowania dziadków o niechęci do wizyt zrzucamy na mężów, bo
          nie mamy odwagi by same przekazać taką wiadomość. Czemu więc Ty
          napisałaś maila do teściowej, a nie powiedziałaś jej tego osobiście?
          • gdzie-idziesz więzi rodzinne 01.08.08, 09:26
            Cieszę się, że dyskusja rozwinęła się w tak ciekawy i kulturalnysmile
            sposób. Wszystkie wiemy że nie ma dwóch identycznych sytuacji, dwóch
            identycznych babć czy rodzin. Zawsze pojawią się jakieś
            niezgodności. Myślę dziewczyny, że to tylko od nas zależy jaką
            rodzinę zafundujemy naszym dzieciom i na jakich ludzi ich wychowamy.
            Bo jak my będziemy uprzedzone do swoich mam, teściowych i innych
            pociotków to nasze dzieci to przejmą. Mamy teraz taki trend który
            każe nam się izolować od rodziny, nie zadawać sobie trudu żeby ich
            polubić, tak jest najprościej. Ale trzeba myśleć perspektywicznie, i
            praktycznie też. Jeśli na każdym kroku będziemy sobie powtarzać że
            nie lubimy rodziny, dziadków itp, że nas wkurzają, drażnią to dla
            wszystkich staną się koszmarem wszelkie spotkania rodzinne.
            Zwłaszcza dla dziecka - bo serce może go ciągnąć do babci czy wujka,
            ale rozum podpowiada - uważaj - mama będzie zła, albo mama nie lubi
            wujka ja też go muszę nie lubieć. A wujek może by cudownym wujkiem,
            tylko nie może się wykazać bo mama nałożyła na rodzinę blokadę.
            Znam to z własnego doświadczenia - moja mama, bardzo negatywnie
            nastawiona do swojej teściowej i rodziny ojca tak nas wychowała.
            Babci nigdy nie lubiłam, nie ważne co robiła i jak się zachowywała,
            podobnie jak resztę ojca rodziny. Za to rodzina mamy była cudowna i
            ogólnie super. I wiecie co - mam teraz ogromny żal, bo nie mam
            pojęcia jaka naprawde była moja babcia, nic nie wiem o jej życiu,
            charakterze. Ona już nie żyje, więc tego nie wróce, nie przeproszę
            jej za swoją postawę wobec niej. I bardzo mi z tym źle. Rodzinę ojca
            poznałam po wyprowadzeniu się z domu rodziców. Teraz ja dbam o
            utrzymanie między nami ciepłych stosunków bo uważam że są tego
            warci, że to co mama opowiadała to są bzdury.
            Teraz mam swoją rodzinę, męża, dziecko i całe przyległe towarzystwo
            (babcie, pociotki) i nie wszystkich lubię, ale postanowiłam że
            postaram się ułożyć z nimi poprawde relacje, ze względu na dzieci,
            bo nauczona doświadczeniem wiem że wredna dla mnie kuzynka może
            okazać się super ciocią, która będzie moją córke zabierała na
            wycieczki i odkrywała przed nią świat.
            Pozdrawiam
            • gaja78 Re: więzi rodzinne 01.08.08, 10:34
              gdzie-idziesz napisała:

              > Bo jak my będziemy uprzedzone do swoich mam, teściowych i innych
              > pociotków to nasze dzieci to przejmą. Mamy teraz taki trend który
              > każe nam się izolować od rodziny, nie zadawać sobie trudu żeby ich
              > polubić, tak jest najprościej.

              Ja bym to ujęła inaczej: mamy teraz taki trend, żeby nazywać po imieniu toksyczne zachowania rodziców wobec nas. Tudzież w ogóle nazywać niektórych rodziców toksycznymi. Do toksycznego rodzica się nie tęskni zbyt mocno i nie utrzymuje się z nim silnych kontaktów.
              Jeśli rodzic był normalnym rodzicem, to w życiu dorosłym dziecko ma z tym rodzicem normalny zdrowy kontakt. To naturalna kolej rzeczy.
              Ale jeśli dziecko przez całe życie przed rodzicem ucieka, chowa się, izoluje się, a polubienie tego rodzica wymaga od dziecka TRUDU, to niestety ale rodzic ma to, na co sam sobie zapracował. Młoda rodzina się od niego izoluje a kontakty są raczej oficjalne. I to też jest naturalna kolej rzeczy.
              To samo dotyczy ciotek, babć dziadków. Jeśli nam dawali miłość, gdy byliśmy dziećmi, to ich wizyty w naszym domu z pewnością nie będą uciążliwe. Jeśli nas nie kochali, będą mało sympatycznym gościem, przebywanie z którym wymaga od nas trudu.

              > Babci nigdy nie lubiłam, nie ważne co robiła i jak się zachowywała,
              > podobnie jak resztę ojca rodziny. Za to rodzina mamy była cudowna i ogólnie super. I wiecie co - mam teraz ogromny żal, bo nie mam
              > pojęcia jaka naprawde była moja babcia, nic nie wiem o jej życiu,
              > charakterze.

              Najczęściej w historiach widzianymi oczyma dziecka w powyższy sposób prawda jest taka, że matka miała powody izolować się od teściów, a babcia wcale się za mocno nie starała, żeby mieć kontakt z wnukami. Bo gdyby chciała, to by go miała. Nie mówię że na bank tak było u ciebie, ale bywa tak często.

              Ona już nie żyje, więc tego nie wróce, nie przeproszę
              > jej za swoją postawę wobec niej.

              Nie bardzo rozumiem za co miałabyś przepraszać. Za to że babcia nie miała kontaktu z tobą ?

              > I bardzo mi z tym źle. Rodzinę ojca
              > poznałam po wyprowadzeniu się z domu rodziców. Teraz ja dbam o
              > utrzymanie między nami ciepłych stosunków bo uważam że są tego
              > warci, że to co mama opowiadała to są bzdury.

              A oni o te ciepłe stosunki z tobą dbają ? Interesowali się tobą, gdy byłaś dzieckiem ?

              > Teraz mam swoją rodzinę, męża, dziecko i całe przyległe towarzystwo
              > (babcie, pociotki) i nie wszystkich lubię, ale postanowiłam że
              > postaram się ułożyć z nimi poprawde relacje, ze względu na dzieci,
              > bo nauczona doświadczeniem wiem że wredna dla mnie kuzynka może
              > okazać się super ciocią, która będzie moją córke zabierała na
              > wycieczki i odkrywała przed nią świat.

              Myślę, że nie da się oszukać dziecka. Jeśli kogoś nie lubisz, to tego przed nim nie ukryjesz. Wycieczki z nielubianą przez ciebie ciocią mogą być dla dziecka niezbyt przyjemnym doświadczeniem. Jeśli się starasz o dobre stosunki mimo braku sympatii, to dziecko też to widzi. I słowem ci nie piśnie, że nie chce jechać na wycieczkę z ciocią, skoro widzi że ty się tak starasz - dajesz wzór, że trzeba zacisnąć zęby, nawet jeśli się kogoś nie lubi, że trzeba poświęcić swoje potrzeby i poczucie komfortu, żeby zrobić przyjemność innym, nawet niezbyt lubianym uncertain
              • gdzie-idziesz Re: więzi rodzinne 01.08.08, 11:16
                Od obcych ludzi dowiedziałam się jaka moja babcia potrafiła być. Ja
                byłam wobec niej wyjątkowo niemiła jako dziecko, chociaż z
                perspektywy widzę że bardzo się starała, chciała być ukochaną babcią
                i nieba przychylić. Ale mama w nas wdrukowała - babcia jest be, nie
                lubi mamy i wszystko co robi to z przewrotnej złośliwości, na spacer
                zabiera mnie nie dlatego żeby sprawić mi i sobie przyjemność, tylko
                po to żeby ukraść mamie córkę, odebrać mamie moje uczucia do niej
                itp.
                Toksyczni rodzice jest to obecnie bardzo popularna postawa (i
                książka), ale psychologowie twierdzą że uczyniła bardzo dużo złego,
                nawet autor wycofał się z propagowania teorii w niej zawartych.
                Jeśli spojrzysz na sprawę z dystansem sama zobaczysz, że nie
                istnieją rodzice, którzy nie byliby toksyczni, w każdym zachowaniu
                znajdzie się element toksyczności. Patrząc w ten sam sposób każde
                dziecko też jest toksyczne i każdy partner również.
                Co do wyjazdów z nielubianą przez mamę rodzinę ojca - bardzo nie
                chciałam jechać, wkońcu udalo im się mnie namówić, miałamo gromne
                wyrzuty sumienia wobec mamy, jechałam niechętnie. A było super, co
                prawda spędzialiśmy czas tylko na działce, ale ciotka dbała o mnie i
                widać było że bardzo się cieszy. Jak zaczęłam mieć nadzieję na
                kolejne zaproszenie do nich, mama się obraziła i nigdy więcej mnie
                do nich nie wysłała. Konkluzja z tego jest taka - niekoniecznie
                człowiek którego rodzic nie lubi musi być nielubiany przez dziecko.
                Uważam że trzeba dać prawo dziecku, by samo zadecydowało kogo lubi,
                a nie narzucać swoje urazy.
                pozdrawiam
                • gaja78 Re: więzi rodzinne 01.08.08, 11:34
                  gdzie-idziesz napisała:

                  > Od obcych ludzi dowiedziałam się jaka moja babcia potrafiła być. Ja
                  > byłam wobec niej wyjątkowo niemiła jako dziecko, chociaż z
                  > perspektywy widzę że bardzo się starała, chciała być ukochaną babcią
                  > i nieba przychylić. Ale mama w nas wdrukowała - babcia jest be, nie
                  > lubi mamy i wszystko co robi to z przewrotnej złośliwości, na spacer
                  > zabiera mnie nie dlatego żeby sprawić mi i sobie przyjemność, tylko
                  > po to żeby ukraść mamie córkę, odebrać mamie moje uczucia do niej
                  > itp.

                  Rozumiem. To faktycznie nieładnie twoja mama robiła sad

                  > Toksyczni rodzice jest to obecnie bardzo popularna postawa (i
                  > książka), ale psychologowie twierdzą że uczyniła bardzo dużo złego, nawet autor wycofał się z propagowania teorii w niej zawartych.

                  ??
                  Jakiej teorii, wiesz co więcej na ten temat ? Czytałam książkę, ale żadnej teorii tam nie znalazłam. Raczej same oczywiste oczywistości, które czasem trudno samodzielnie nazwać, zwłaszcza pod presją poczucia winy i obowiązku.
          • mia17 asiaiwona_1 01.08.08, 09:52
            maila wyslalam, zeby wstepnie zasygnalizowac nasze plany.
            rozmowa - tak, jak to napisalam w poscie - odbedzie sie na pewno, ale blizej
            terminu porodu, do ktorego mam jeszcze 3 tygodnie.
            nie bede jej unikala, byc moze nawet w najblizsza niedziele temat zostanie
            poruszaony, bo bedziemy sie widzieli.
            wyslanie maila nie bylo "wykretem" - to droga komunikacji, ktorej uzywamy czesto
            i wobec wielu osob, rowniez rodziny.
            • asiaiwona_1 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 14:24
              Oj, to jak możesz, to napisz jak już będziesz po rozmowie. Ciekawa
              jestem jaka będzie reakcja. Ja przy pierwszym dziecku nie mówiłam
              nic, bo nie sądziłam że teściowie zwalą się do nas na wizytę z
              noclegiem. Co prawda nocowali jak ja byłam jeszcze w szpitalu, ale
              nie odmówili sobie tej wątpliwej dla mnie przyjemności przyjechania
              po mnie do szpitala jak mnie wypisywali. Pretekst - na pewno nie
              zabierzecie się na raz ze wszystkimi rzeczami. A co ja tam pół domu
              wyniosłam do szpitala, żeby aż 4 osoby musiały to zabierać???
              Przy drugim dziecku miałam plan zapowiedzenia wcześniej, że
              wolałabym aby pierwsza wizyta dziadków była po kilku dniach, jak już
              się lepiej poczuję. Niestety nie było mi dane sprawdzić tego w
              praktyce sad
              Ale jeśli będę jeszcze raz w ciąży i wszystko dobrze się zakończy,
              to nadal będę chciała pierwsze dni w domu spędzić z mężem i starszą
              córką. Pomyślcie jak starsze rodzeństwo musi się czuć, kiedy do domu
              co chwilę zwala się kupa gości i rozczula się nad maleństwem. A ta
              starsza siostra wszystko to widzi i nie sądzę, żeby była tym
              zachwycona. Może nawet dojść do tego, że w jakiś sposób
              "znienawidzi" te maleńkie dziecko, bo wszyscy tylko do niego
              przychodzą, o nim mówią itp.
              • gaja78 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 14:51
                asiaiwona_1 napisała:


                > córką. Pomyślcie jak starsze rodzeństwo musi się czuć, kiedy do domu
                > co chwilę zwala się kupa gości i rozczula się nad maleństwem. A ta
                > starsza siostra wszystko to widzi i nie sądzę, żeby była tym
                > zachwycona. Może nawet dojść do tego, że w jakiś sposób
                > "znienawidzi" te maleńkie dziecko, bo wszyscy tylko do niego
                > przychodzą, o nim mówią itp.

                Zgadzam się. Przy drugim i kolejnym dziecku okres nie przyjmowania wizyt jest sprawą tym bardziej bezdyskusyjną.
                • tasiaanunia Re: asiaiwona_1 01.08.08, 15:56
                  mój syn z pierwszego małżeństwa ma 10 lat i już się martwił jak to będzie bo
                  babcia(teściowa)opowiada ze telewizora nie można ogladać jak mały śpi...będzie
                  musiał z pokoju wychodzić jak będę karmić piersią...i będzie musiał swój pokój
                  idealnie posprzątać bo goście przyjdą do małego....

                  Normalnie już miałam coś powiedzieć na te rewelacje..ale mój ślubny mnie
                  uprzedził( na szczęście)...powiedział
                  - wszystkie odgłosy będą tak jak do tej pory ..bo nie mam zamiaru żyć jak w
                  pustelni czyli w idealnej ciszy...
                  - a jeśli chodzi o karmienie piersią przy dziecku to...dał jej książkę do
                  przyrody z(4kl Sz.Podst)i pokazał o czym tam się będą uczyć ( a tam pokazane
                  narządy płciowe i dziecko w brzuchu itd..)

                  Pierwszy raz widziałam taką minę teściowej i zaraz się pożegnała i na wyjściu
                  powiedziała -Zrobicie jak będziecie uważać! i wyszła.

                • babcia47 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 21:39
                  szczerze mówiąc też nie rozumiem "gremialnego" witania połoznicy z
                  niemowlakiem w dniu powrotu do domu ze szpitala. Uważam, ze w tym
                  dniu powinni wpaść z krótka wizyta jedynie "dziadkowie"(jeżeli nie
                  mogli odwiedzic ich w szpitalu) a rodzeństwo i to bez małych dzieci
                  w uzgonionym, późniejszym terminie. Dalsza rodzina, przyjaciele,
                  rodzeństwo z dziećmi dopiero wtedy gdy dziecko będzie juz dojrzalsze
                  psychicznie a rodzice z grubsza opanują "instrukcje obsługi"
                  niemowlaka, najlepiej w drugim miesiącu życia malucha..oczywiscie
                  też po uzgodnieniu z rodzicami i "pojedynczo". Tak zrobiła moja
                  synowa i tylko chyba jedna osoba (dalsza kolezanka) "wpakowała" jej
                  się z wizytą bez uzgodnienia, niestety z dzieckiem i na zbyt długo,
                  bo wtedy "młodzi"przyjmowali gosci jedynie do 17-tej..wnuk potem był
                  juz b.marudny, bolał go brzuszek i wymagał wyciszenia przed kąpielą
                  i spaniem
              • mia17 Re: asiaiwona_1 01.08.08, 17:27
                dam znac wink sama jestem ciekawa, choc znam tesciowa juz pare lat i moge sie
                domyslac/spodziewac przebiegu rozmowy.
                ale nie nastawiam sie negatywnie - spokojnie i rzeczowo wyjasnie w razie czego
                jeszcze raz, o co chodzi i dlaczego wolalabym, aby z pierwsza wizyta poczekali
                pare dni.
          • babcia47 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 01.08.08, 21:17
            > Czy mam rozumieć, że gdyby nie ten skype i młodzi rodzice
            > poprosiliby Ciebie o wizytę za tydzień czy dwa, to ty w ramach
            > "rewanżu" stroiłabyś fochy wobec wnuka???
            nie, to znaczy, że byłabym skłonna tłuc się kilkanaście godzin w te
            i we wte by móc go zobaczyć choć przez pięć minut..i nie sądzę bym
            została wyproszona, bo byłam pierwszą osobą, która sie
            dowiedziała "że będzie" (ok. miesiąca ciąży), pierwszą która dostała
            MMS-a z pierwszym zdieciem z usg, która była na bieżąco informowana
            o stanie mamy i przyszłego dziecka..a nawet przez jakis czas byłam
            zapraszana na okres połogu, bo synowa bała sie czy da sobie radę..na
            szczęście zajecia w szkole rodzenia sprawiły, ze poczuła sie pewnie
            i na siłach..dostałam też wszystkie zdjęcia z porodu,
            połogu..łącznie z tymi na których synowa jest mocno wymizerowana..i
            te na których karmi..zresztą nigdy nie miała problemu z karmieniem
            przy mnie..nawet mnie wołała gdy byłam u nich, bo wtedy mogłysmy
            sobie spokojnie poplotkowac bez chłopów..nie należę do osób, które
            by sie pchały w "gościnę"..jezeli juz to po to by pomóc i to na
            wyraźna prośbę..z drugiej strony późniejszy mój kontakt z wnukiem
            wynikał tylko własnie z okoliczności, bo tesciowa syna została
            zaproszona do szpitala i potem czasem wpadała, jak juz
            pisałam..zreszta tez nie tylko dlatego, ze steskniła sie za wnusiem,
            ale zeby pomóc młodym rodzicom. Kiedy my przyjechalismy, to
            wypilismy tylko u "młodych" kawę a całą wizyte spedziliśmy u jej
            rodziców (zaprosili nas wczesniej) i tylko ja zostałam potem
            zaproszona na kąpanie wnuka i wieczorne pieszczotki..
            Zdaje sobie sprawe, ze ludzie i relacje rodzinne sa różne..ale
            przypisywanie rodzicom jedynie i z góry najgorszych intencji to
            gruba przesada!! Mozliwe, ze jeżeli nie maja kontaktu z przyszłymi
            rodzicami nawet nie zdaja sobie sprawy z tego jak ich wizyta
            połączona z "goszczeniem" moze być kłopotliwa i niewskazana..a
            własnego przykładu nie pamietają..kiedyś kobieta w szpitalu byłą
            tydzień po porodzie a po CC nawet dwa tygodnie..więc do domu wracała
            juz w duzo lepszej kondycji. Potem po porodzie trzymano 3 dni..ale w
            kazdym przypadku połoznice nie musiały sie zajmować dziećmi, mogły
            się wyspać, odpocząć..Mamy moga pamietać swój powrót ze szpitala z
            niemowleciem zupełnie inaczej..i wskazane jest im wcześniej
            uswiadomic i wytłumaczyc, że użądzanie w tym dniu imprez czy
            zapraszanie nadmiaru gosci to nie jest dobry pomysł.
            Sądzę, ze gdybym nie była "wciagnieta" i mile widziana jako przyszła
            rodzina dla mającego urodzić się dziecka, gdybym została
            potraktowana jak trędowata i niegodna z nim kontaktu po porodzie..to
            chyba więź łącząca nas wszystkich i moje uczucie wobec wnuka byłoby
            duzo mniejsze i skażone checią nie robienia kłopotu, nienarzucania
            się..ale to w ten sposób "zabija" się miłość..bo pewnie w sumie
            nasze kontakty ograniczyłyby sie do okazjonalnych wizyt i byłby dla
            mnie właściwie kimś zupełnie obcym , może bardziej obcym niż dziecko
            zaprzyjaźnionej sasiadki, z którym mam kontakt na codzień i woła do
            mnie "ciociu"..choć pewnie starałabym sie podtrzymać kontakty..i
            zachowac pozory..ale tylko pozory
            • szklanapulapka2 Re: Odwiedziny po porodzie w domu...........kiedy 02.08.08, 07:55
              Bardzo, bardzo mądra wypowiedź... dziękujęsmile.
            • tasiaanunia po rozmowie...!!!!!!!!!!!!! 02.08.08, 12:31
              Własnie jestem po rozmowie z teściową...no cóż...doszłyśmy do kompromisu....jak
              będę w szpitalu będzie przychodzić codziennie....natomiast jak już wyjdziemy to
              do niej zadzwonimy kiedy będziemy gotowi na odwiedziny.....

              Nie była zadowolona bo chciała być od rana do wieczora...ale w spokoju jej
              wytłumaczyłam ze po prostu się krępuje i nie podobają mi się pomysły typu -jak w
              nocy będzie czas karmienia to ja przyjdę i jak będziesz spała to ci dzidziusia
              przystawię do piersi i będziesz się mogła wyspać.....
              Sprawa załatwiona polubownie....


              • patrice7 Re: po rozmowie...!!!!!!!!!!!!! 02.08.08, 12:33
                super!
            • tasiaanunia do babcia47... 02.08.08, 12:37
              Moja teściowa również w pełni uczestniczy w oczekiwaniu na naszego
              dzidziusia......nie jest to jej pierwszy wnuczek ...ale też pierwsza sie
              dowiedziała...ma pierwsze zdjęcia z usg..itd
              Ona jest na miejscu wiec kontakt z nią jest większy ...natomiast moja mama
              mieszka 4000km od nas i widzimy się tylko na święta...zresztą jej nie interesuje
              to co u mnie słuchać.....
              babcia47-bardzo dobrze napisany post zgadzam się z nim całkowicie
    • kamelia04.08.2007 kiedy ich zaprosisz, bo to twój dom i ty jesteś 04.08.08, 14:25
      gospodynią.

      Nie wyobrazam sobie, zeby mi sie ktos zwalał na głowę bez mojego
      wyraźnego zaproszenia. Po pierwsze dlatego, ze to mój
      dom/mieszkanie/pokój u tesciów i szczytem chamstwa jest włażenie bez
      wyraźnego zaproszenia, gdy młodzi rodzice, a szczególnie matka jest
      w innym stanie. Po porodzie nie jest tak, że wstanę, otrzepię się i
      wszystko jest tak jak dawniej. Liczy sie kazda minuta, gdy mozna
      odpoczac, nie kazde dziecko jest spokojne i spi cała dobe, niektóre
      wyją przez całe 24 godz.

      Po drugie tabun ludzi niekoniecznie zdrowych nie jest dobry dla
      zupelnie nieodpornego noworodka. To, ze matka nie złapie infekcji
      nie znaczy, ze dziecko tez nie.
      Jak moj brat sie urodził i moja mama była na macierzynskim, to jej
      madra sasiedka podrzucila swoja chora i zasmarkana córke, a sama
      poszła do pracy, bo skoro moja mama siedzi w domu z kilkudniowym
      niemowalkiem, to może sie dodatkowym dzieckiem zająć. Efekt był
      taki, że mój brat sie zaraził przez pół roku chorował.
      Rozumiem, ze rodzina jest ciekawa i chce zobaczyc, ale skoro tyle
      czasu czekali, to mogą jeszcze ze 2-3 tygodnie poczekac, w
      miedzyczasie mozna im przesłac zdjęcia.

      Po trzecie nie kazda kobieta ma ochote wywalac cyca przy rodzinie,
      czy nadskakiwac gościom gdy szwy jeszcze nie wyschły, a mieszkanie
      przy dziecku wyglada jak sajgon.


      Jak któras z położnic sie czuje na siłach, nie krępuje sie i ma
      ochote na towarzystwo, to niech przyjmuje gości.

      Uwazam za chamskie wpraszanie sie do cudzego domu. Rodzice powinni
      jednak, żeby nie było nieporozumien, grzecznie powiedziec, że przez
      jakis czas nie zycza sobie pilegrzymek. Obowiązkiem rodziny jest sie
      dostosować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka