Przepraszam, że trochę z innej beczki, ale tak się zestresowałam, że muszę
zapytać. Ostatnio kilka osób mówiło mi, że taksówkarze odmawiają kursów do
porodu. Jak im wsiada kobita z brzuchem, torbą i chce do szpitala, to nie chcą
jechać i trzeba zamawiać następną. Gdy dystrybutorce bez ściemniania powiesz,
że do porodu, to nagle żadnych taryf nie ma w okolicy

Znajomi tak godzinę
się starali o transport, w końcu o drugiej w nocy obudzili bidnego sąsiada, bo
już wyjścia nie mieli. Pal licho w dzień, ale w nocy jest ponoć największy
problem. Na nogach mamy iść?! W Waszych miastach jest taki problem? Może mnie
ludzie bez powodu straszą?